Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 stycznia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

Poczuć się jak dziesięciolatek

Esensja.pl
Esensja.pl
„Ostatni Jedi” nie jest nowym „Imperium kontratakuje”, nie „wychodzi ze swojej strefy komfortu”, pozostając filmem raczej bezpiecznym, ale jest bardziej efektowny, bardziej złożony i po prostu zwyczajnie lepszy od „Przebudzenia Mocy”.

Rian Johnson
‹Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGwiezdne wojny: Ostatni Jedi
Tytuł oryginalnyStar Wars: The Last Jedi
Dystrybutor Disney
Data premiery14 grudnia 2017
ReżyseriaRian Johnson
ZdjęciaSteve Yedlin
Scenariusz
ObsadaTom Hardy, Daisy Ridley, Adam Driver, Mark Hamill, Laura Dern, Oscar Isaac, Carrie Fisher, Billie Lourd
MuzykaJohn Williams
Rok produkcji2017
Kraj produkcjiUSA
CyklGwiezdne wojny
Gatunekakcja, fantasy, przygodowy
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Nowe „Gwiezdne wojny” co rok – do takiego rytmu pewnie będziemy musieli się przyzwyczaić na dłuższy czas. Nie wszystkim to się podoba, niektórzy uważają, że trzyletnie oczekiwania na kolejne części bardziej zwiększały głód świata Odległej Galaktyki, że coroczne odcinki spowodują, że uniwersum spowszednieje, że utraci swą magię. Niewykluczone, że jest w tym nieco racji, z pewnością wkrótce się o tym przekonamy. Na razie jednak cieszę się, że raz do roku mogę znów zmienić się w dziesięciolatka.
Bo przecież o to właśnie chodzi widzom, którzy po raz kolejny idą do kina, by oglądać charakterystyczne, odpływające w przestrzeń kosmiczną napisy początkowe na tle gwieździstego nieba. O namiastkę choćby tych emocji, które czuli, gdy 40 lat po raz pierwszy gwiezdny niszczyciel przelatywał nad ekranem. I nowe „Gwiezdne wojny”, bezczelnie grając na nostalgii, wciąż próbują przenosić dorosłego widza w czasie. I, jak dowodzi ósma już część sagi, „Ostatni Jedi”, wciąż im się to udaje.
Pisałem dwa lata temu o „Przebudzeniu Mocy”, że był to bardzo bezpieczny pomysł na sequel. „Ostatni Jedi” też jest bezpieczny, też dostarcza tego wszystkiego, czego byśmy oczekiwali – bitew kosmicznych, pojedynków na świetlne miecze, rozważań na temat Mocy, pozorów filozoficznej głębi, zgłębiania relacji Mistrz-Uczeń, Ojciec-Syn. Ale na szczęście w porównaniu do filmu J.J. Abramsa potrafi ubrać to wszystko w bardziej złożoną i mniej przewidywalną opowieść.
Zaczyna się klasycznie – od solidnej kosmicznej bitwy. Nie jest to jednak hałaśliwa, chaotycznie zmontowana, atakująca ostrymi kolorami i dźwiękiem bitwa początkowa z „Zemsty Sithów”, którą niegdyś nazwałem najgorszym fragmentem „Gwiezdnych wojen”, jaki kiedykolwiek nakręcono. Tu na szczęście jest inaczej – mamy raczej „podrasowaną” bitwę z „Nowej nadziei” czy „Powrotu Jedi”, w której myśliwce toczą pojedynki na tle ogromnych kosmicznych pancerników (w oryginale – drednotów), co więcej – twórcy nie zapominają, jak ważne jest emocjonalne zaangażowanie widza, otrzymamy więc tutaj również przejmującą scenę bohaterskiego poświęcenia. Zaczyna się dobrze.
Ale potem… jest już słabiej. Film lekko traci tempo, bohaterowie wyruszają w różne strony, a widz zaczyna mieć wrażenie, że otrzyma ten sam towar w nowym opakowaniu. Wszystko wskazuje na bardzo wtórne rozwiązanie. Nowa wersja szkolenia na Dagobah, nowa wersja ucieczki z „Gwiazdy śmierci” (ktoś tam musi coś tam wyłączyć, by ktoś inny mógł coś tam innego zrobić). A wszystko w realiach gry komputerowej – znajdź bohatera ‘X’, który będzie miał przyrząd ‘Y’, przekonaj go, by użył go w miejscu ‘Z’, co pozwoli na jakieś kolejne działania. Ma ta część swoje dobre strony – nową wersję kosmicznego kasyna, jawnie polemizującą z wizją z Mos Eisley, nową wersję „jaskini na Dagobah”, ale jednak obawa, że już w połowie filmu, wiemy, jak się skończy, robi się coraz silniejsza.
I wtedy, gdy wydaje się, że nie ma już nadziei dla Rebelii… to znaczy – dla widza, coś zaczyna się dziać. Oczywistości nie zmieniają się w fakty, pojawiają się nowe wątki, pojawiają się zaskoczenia i nieoczywiste rozwiązania. I wówczas zaczynamy mieć owo niesamowite, piękne uczucie, na które od początku tak liczyliśmy – że wcale nie ma pewności, w jaką stronę pójdzie scenariusz, że wcale nie jest oczywiste, kto z bohaterów zginie, a kto przeżyje, że istnieje jeszcze życie w tej odległej galaktyce. Twórcy zaczynają jawnie bawić się z oczekiwaniami widza – sugerują najpierw kopię pewnego rozwiązania z „Powrotu Jedi”, sugerują, że znów będziemy mieli kolejną „Gwiazdę Śmierci” (rzucając nawet tę nazwę), sugerują, że znów istotne będą koligacje rodzinne – by to wszystko mniej lub bardziej wyraźnie zakwestionować. A wtedy otrzymujemy jeszcze piękny deser – dwa widowiskowe, świetnie poprowadzone, chwytające za serce finały, dobre domknięcie całości, z jednej strony satysfakcjonujące widza, z drugiej otwierające ciekawe możliwości przed oczekiwanym finałem trzeciej trylogii.
Nie oznacza to wszystko, że „Ostatni Jedi” jest jakimś wielkim odstępstwem od schematów serii – o nie, nawiązań i motywów będzie aż nadto (że wspomnę jedynie nową wersję bitwy na Hoth). Nikt też nie próbuję już udawać, że Najwyższy Porządek jest czymś innym niż tylko prostą kopią Imperium, a cała fabuła walką garstki szlachetnych z potęgą złych. Ale przecież też mało kto chyba oczekuje, by „Gwiezdne wojny” udawały coś innego niż są i nikt nie powinien się zżymać na fakt, że ósma część cyklu w wielu elementach przypomina części wcześniejsze. Ważne jednak, by te elementy nie wywoływały znużenia, a tego „Ostatni Jedi” zdaje się jednak dość skutecznie unikać. Choć zapewne nie wszyscy widzowie będą tego zdania.
Od strony wizualnej mamy bardzo porządną robotę na przestrzeni całego filmu, choć raczej nie rewolucję. Nie ma może zapierającego dech w piersiach zderzenia statków kosmicznych z „Łotra 1”, ale zarówno bitwy kosmiczne, jak i planetarne dostarczą solidnych wizualnych wrażeń. Ja zaś chętnie wyróżnię bardziej kameralną scenę – walkę na miecze w pięknej karmazynowej1) scenerii, do której z pewnością chętnie będę wracał na wydaniach płytowych. Każdy z bohaterów dostaje swój czas ekranowy – z tym nie ma problemu w przypadku najdłuższego w końcu filmu gwiezdnowojennego uniwersum. Dowiemy się więcej o Rey (która bardzo ładnie dojrzewa do swej roli), Finnie, Kylo, ale nie będzie chyba tajemnicą, gdy wspomnę, że Mark Hamill ma zdecydowanie więcej do zagrania niż w „Przebudzeniu Mocy”, a Carrie Fischer może godnie pożegnać się z cyklem. Elementy humorystyczne zapewnia głównie BB-8 oraz grupa wszędobylskich ptaków-pluszaków i nie ma w tym jakiejś finezji, ale nie ma też na szczęście przesady.
„Ostatni Jedi” nie jest filmem, który pogodzi oczekiwania widzów, otworzy cykl na nowych fanów i zadowoli wszystkich dawnych wielbicieli. Są tu sceny, które nie są trafione (dziwne wrażenie robi pewna lewitacja w próżni) są takie, które bez szkody mogłyby wylecieć w montażu. Są też ryzykowane rozwiązania – wielu osób z pewnością nie zachwyci pomysł na postać Luke’a Skywalkera, wątpliwości budzi również kluczowa dla fabuły i niespecjalnie wyjaśniona (bez wcześniejszych precedensów) umiejętność bilokacji. Tak czy inaczej, muszę przyznać, że wszystko to, co otrzymałem w zamian, potrafiło mi jednak zrekompensować braki, dzięki czemu znów mogłem poczuć się jak dziesięciolatek. A przecież właśnie o to chodziło.
koniec
14 grudnia 2017
1) Tak naprawdę, to sceneria jest czerwona, ale słowa „karmazynowa” z pewnością lepiej brzmi.
dodajdo

Komentarze

14 XII 2017   15:50:58

Data premiery była 13 a nie 14 grudnia?

14 XII 2017   17:12:23

Oficjalnie premiera chyba 14 grudnia, ale w wielu kinach były już pokazy wieczorem 13-go.

17 XII 2017   15:44:11

Małą uwaga, Luke nie użył bilokacji , bo to jest umiejętność bycia w dwóch miejscach naraz i by go wtedy zabili, Luke użył projekcji mocy, fizycznie go na tej zimowej planecie nie było.

17 XII 2017   15:58:00

Więcej się nauczył przy dojeniu krów morskich, niż przez całą edukację na Dagobah. :-P

19 XII 2017   13:11:18

Darkman - wiem, ale nie chciałem spoilować. :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

East Side Story: Współczesny western górniczy
Sebastian Chosiński

14 I 2018

Nieczęsto zdarza się, aby uznany reżyser zdecydował się stanąć przed kamerą po… ćwierćwieczu milczenia. Mówiąc jednak precyzyjniej: po dwudziestu pięciu latach przerwy w realizacji filmów fabularnych. Bo dokumentalne jednak w tym czasie kręcił. Chodzi o Ormianina Karena Geworkiana, który „Całą naszą nadzieją…” postanowił zabrać głos w dyskusji nad bardzo ważną dla Rosji (choć nie tylko dla niej) kwestią społeczną.

więcej »

Blaski i cienie świata liliputów
Konrad Wągrowski

11 I 2018

Najnowszy film Alexandra Payne’a zaskakuje formą i tematem, ale budzi przy tym raczej mieszane uczucia.

więcej »

6. Konkurs na Recenzję Filmową: Problemy wiekuiste
Jakub Tyszkowski

10 I 2018

Katechizmy trzeba spisać na nowo. Okazuje się, że po śmierci ludzie zamieniają się w duchy – w prześcieradła z wyciętymi na oczy, czarnymi otworami. Uwaga, spoiler, film Davida Lowery′ego nie jest horrorem. W „A Ghost Story” duchy bywają smutne i nigdzie im się nie śpieszy.

więcej »

Polecamy

Partia na party w czasach Brexitu

Dobry i Niebrzydki:

Partia na party w czasach Brexitu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jak smakują Porgi?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Styczeń 2013 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Piotr Dobry, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Alicja Kuciel, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Grudzień 2012 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Jarosław Loretz, Marcin T.P. Łuczyński, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Listopad 2012 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Mateusz Kowalski, Gabriel Krawczyk, Alicja Kuciel, Patrycja Rojek

Diagramy ze słomek
— Karol Kućmierz

Tegoż autora

Blaski i cienie świata liliputów
— Konrad Wągrowski

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

„Love Story” w wykonaniu Patryka Vegi
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Paddington daje sobie radę
— Konrad Wągrowski

Sympatyczna telepatyczna błahostka
— Konrad Wągrowski

Sztuka narodowa musi dawać po pysku. Metakomiks narodowy
— Konrad Wągrowski

Bolesne tajemnice różańca
— Konrad Wągrowski

Czerwony kapturek je puszystego króliczka
— Konrad Wągrowski

Apokalipsa i gadające psy
— Konrad Wągrowski

Ekscentryczny wypoczynek w egzotycznej scenerii
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.