Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 29 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Guitar Man

Esensja.pl
Esensja.pl
Kiedy człowiek balansuje na granicy, jeden chwiejny krok może spowodować, że stoczy się na dno. Johnny Cash, gwiazda country i rock’n’rolla lat 50. i 60., często zatracał się w życiu, podejmując złe decyzje i popadając w nałogi. Podobna skłonność do popełniania błędów cechuje twórców filmowej biografii Casha “Spacer po linie”. I tak, jak muzyka pomagała funkcjonować artyście, tak ratuje reżysera filmu, Jamesa Mangolda, ożywiając przedstawioną historię rytmem, emocjami i napięciem.

James Mangold
‹Spacer po linie›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSpacer po linie
Tytuł oryginalnyWalk the Line
Dystrybutor CinePix
Data premiery17 lutego 2006
ReżyseriaJames Mangold
ZdjęciaPhedon Papamichael
Scenariusz
ObsadaJoaquin Phoenix, Reese Witherspoon, Ginnifer Goodwin, Robert Patrick, Shelby Lynne, Johnny Holiday, Tyler Hilton, Dallas Roberts, Waylon Payne, Shooter Jennings, Johnathan Rice, James Keach
MuzykaT-Bone Burnett
Rok produkcji2005
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania136 min
WWW
Gatunekdramat
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Wibracje gitarowych strun, roztańczone tłumy fanów i postać charyzmatycznego Casha, brawurowo kreowanego przez Joaquina Phoenixa, składają się na atmosferę pozornie pełnego sukcesów życia muzyka-indywidualisty. Z kolei drżące obrazy i dudniąca cisza, demaskująca jego zagubienie oraz słabość, symbolizują zniszczenie człowieka, który przez długi czas nie wiedział, do czego dąży. Ten dysonans narracyjny świetnie funkcjonowałby, gdyby autorzy filmu tak grzecznie i planowo nie budowali opowieści o muzycznej legendzie, z jednowymiarowym postrzeganiem postaci i licznymi uproszczeniami. Wydaje się, że strach przed nowym lub nieprzewidywalnym w konstruowaniu filmowej biografii przeważył nad artystycznymi pomysłami twórców, a nie dotknął jedynie odtwórców głównych ról, poddających się sile pasji i miłości nie tylko do sztuki, ale także do drugiego człowieka.
Kamera, niczym oko badawczego obserwatora, podąża za bohaterem w ważnych dla niego chwilach życia prywatnego oraz towarzyszy mu przy sukcesach scenicznych. Widzowie mogą oglądać psychiczny upadek Casha, jak również śledzić jego działania symbolizujące wielkie uczucie do pracującej z nim artystki June Carter. Skoncentrowanie się tylko na kolejnych urywkach życia piosenkarza, przetasowanych w licznych retrospekcjach czy czasowych przeskokach, powoduje rozpad fabuły, a nawet pozwala wkraść się monotonii do zapisu życia niezwykle fascynującej osobowości. W szablonie biograficznym pojawia się oczywiście trauma z dzieciństwa, co – niestety – w irytujący sposób rzutuje na potraktowanie przez filmowców postaci Casha. Tragedia niewątpliwie wpłynęła na usposobienie muzyka, ale czy naprawdę postępowanie człowieka jest tak mało złożone i uzależnione zostaje od jednego wydarzenia? W amerykańskim kinie uproszczenia psychologii i motywacji bohaterów to tradycyjny już zabieg ułatwiający odbiór filmu, ale o ile byłoby ciekawiej, gdyby reżyser wykorzystał potencjał tkwiący w tych drobnych detalach osobowości Casha i w pojedynczych, fantastycznych scenach, które udało się ekipie Mangolda skonstruować, i zszedłby z wydeptanych ścieżek interpretacji wydarzeń biograficznych.
Mimo drażniących ułatwień fabularnych oraz rwanej narracji, udaje się dostrzec na ekranie ciekawego człowieka targanego sprzecznościami. Z jednej strony Cash funkcjonował na scenie, która stała się jego prawdziwym domem. Odizolowany od rzeczywistości ścianą rytmu i dźwięku stworzył własny mikroświat, w którym rządziły zupełnie inne zasady niż poza nim. Z drugiej strony, nie próbował nawet przystosować się do wymagań prawdziwych realiów, pełnych problemów nierozwiązywalnych nałogiem bądź magią gitary. Zagubienie człowieka udało się autorom pokazać niezwykle przekonująco, ale już prosta droga do wyjścia z kryzysu psychicznego robi wrażenie wygładzonej i zbyt oczywistej. Nie można negować siły pasji i miłości, ale w “Spacerze po linie” wartości te stają się podstawowym napędem przemiany Casha, która zachodzi zbyt szybko i łatwo, co najprawdopodobniej znów zależy od fragmentarycznej fabuły.
Porzucając nieścisłości, warto zauważyć jednak, jak kształtowała się droga do celu bohatera. Muzyk – mimo że gnębiony słabościami i skłonnością do popełniania błędów – uparcie parł do przodu, tak w kwestii spełnienia marzeń o pracy artysty, jak i w aspekcie wielkiego uczucia do swojej scenicznej koleżanki. Motyw przezwyciężania przeszkód to w rezultacie najbardziej optymistyczny element filmu, wsparty przez przeszywającą moc muzyki i procesu tworzenia. Muzyka Casha w nowej interpretacji aktorów wibruje prawie w każdej scenie, nasycono nią większość kadrów o kompozycji nietuzinkowej urody. Poszczególne dźwięki gitarowych strun lub stuk stóp o deski sceny usuwają w cień jakąkolwiek irytacje czy uproszczenia. Ogromna w tym zasługa świetnie dobranych aktorów. Joaquin Phoenix gra nie tylko fizjonomią, ale również modulacją głosu. Jego zmęczona, blada twarz poraża autentycznością, a odwaga, z jaką wchodzi w skórę Casha, budzi podziw. Świetnie odnajduje się w duecie, muzycznym i aktorskim, z Reese Witherspoon w roli June Carter. Nagrodzona już Złotym Globem i BAFTĄ aktorka wydobywa drugie dno ze swojej postaci. Jednocześnie rozbraja przekorną dziewczęcością, porusza wyważoną powagą i angażuje emocjonalnym podejściem do wydarzeń, w których uczestniczy. Dodatkowo, Phoenix i Witherspoon potrafią się zgrać we wspólnie wykonywanych piosenkach, opowiadających własną historię.
Wszystkie te elementy – aktorstwo, muzyka, kostiumy – tworzą atmosferę epoki Casha i innych gwiazd rock’n’rolla. Szaleństwo fanów pokazane na ekranie i ich przywiązanie do artysty, jako przewodnika, zastanawia spłyceniem roli sztuki i rozrywki we współczesnym świecie. Brakuje już ikon popkultury, które wzbudzałyby niemałe emocje rzeszy ludzi. Prowadzi to do rozmycia uniwersum show-biznesu w płaską, mdłą kałużę.
Elvis Presley śpiewał w piosence “Guitar Man” o tym, jak przyjechał do Memphis, ale nikt nie chciał nawet oglądać “człowieka z gitarą”. Te słowa odnieść można także do Johnny’ego Casha, do momentu, w którym przekroczył próg studia Sun Records. Jedna chwila, przeobrażająca ludzkie życie, wprowadzająca na drogę powołania, każe wierzyć w siłę marzeń, determinacji i przeznaczenia. A przy tym potwierdza, że życie potrafi być nieprzewidywalne. Podobne, drobne znaczenia i nieopatrzne odejścia od konwencji bronią standardowy “Spacer po linie” z siłą muzyki Casha.
koniec
23 lutego 2006
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Esensja ogląda: Czerwiec 2017 (4)
Marcin Mroziuk, Kamil Witek

26 VI 2017

Patronką czwartego czerwcowego odcinka krótkich recenzji filmowych została Scarlett Johansson. Nie może być inaczej, skoro za jednym zamachem oceniamy jej wszystkie tegoroczne produkcje. W ramach dodatku najnowszy Bruce Willis, choć to wisienka raczej średniej jakości...

więcej »

East Side Story: (Nie) chcieć, (nie) żyć, (nie) kochać
Sebastian Chosiński

25 VI 2017

Andriej Zwiagincew dostąpił zaszczytu należnego największym twórcom kina. Gdy na ekrany trafia jego nowy film, widzowie mówią, że wybierają się na „nowego Zwiagincewa”. Tak samo, jak niegdyś chodziło się na „nowego Tarkowskiego”, „nowego Bergmana” czy wciąż jeszcze chodzi się na „nowego Konczałowskiego” (Michałkow wypadł już z tej zaszczytnej listy). Jeśli więc tylko będziecie mieli taką okazję, idźcie na „Niemiłość”, bo to dzieło wybitne.

więcej »

Wunderwaffe z nader skromnym wunder
Jarosław Loretz

21 VI 2017

W „Wonder Woman” próżno szukać cudowności. Na tle poprzednich porażek DC film ogląda się nieźle, ale to trochę za mało, żeby obwołać renesans uniwersum.

więcej »

Polecamy

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce

Dobry i Niebrzydki:

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Superheroina nie z „Playboya”
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oliver Twist i wybuchające siusiaki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jessica Chastain lobbuje u króla ciepłokluchowego kina
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Denzel jak wino
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ksenomorfy pod prysznicem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

W Galaktyce jak w Opolu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Uciec, ale dokąd?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Co ludzie powiedzą?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

One woman show
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Kwiecień 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Gabriel Krawczyk, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Marzec 2017 (4)
— Piotr Dobry, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja ogląda: Luty 2014
— Sebastian Chosiński, Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Sierpień 2013 (2)
— Sebastian Chosiński, Joanna Pienio, Agnieszka Szady, Kamil Witek

Katana zamiast pazurów
— Jakub Gałka

Mr. Pastisz & Mrs. Parodia
— Ewa Drab

Bez siły lub przemocą
— Łukasz Twaróg

Nowości: Październik 2003
— Piotr Dobry

Modelowy thriller motelowy
— Piotr Dobry

Dawnych wspomnień czar
— Eryk Remiezowicz

Tegoż autora

Szybciej. Głośniej. Więcej zębów
— Ewa Drab

Samochody (nie) latają
— Ewa Drab

Kreacja automatyczna
— Ewa Drab

PR rządzi światem
— Ewa Drab

(I)grać i (wy)grać z czasem
— Ewa Drab

Llewyn Davis jest palantem
— Piotr Dobry, Ewa Drab, Grzegorz Fortuna

Wszyscy jesteśmy oszustami
— Ewa Drab

Rzut kośćmi i sekrety Freuda
— Ewa Drab

Kto się boi Vina Diesla?
— Ewa Drab

Duch z piwnicy
— Ewa Drab

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.