Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 24 marca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Bez siły lub przemocą

Esensja.pl
Esensja.pl
James Mangold swoją wersją klasycznego westernu Delmera Davesa udowadnia, że ten, zdawałoby się, przebrzmiały i pozbawiony racji bytu we współczesnej kinematografii gatunek ma jeszcze sporo do zaoferowania. „3:10 do Yumy” z 2007 roku jest nie tylko poprawnym remakiem, ale posiada też świadomość czasu, w którym powstał, i oczekiwań, które musi spełnić.

James Mangold
‹3:10 do Yumy›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł3:10 do Yumy
Tytuł oryginalny3:10 to Yuma
Dystrybutor Best Film
Data premiery9 listopada 2007
ReżyseriaJames Mangold
ZdjęciaPhedon Papamichael
Scenariusz
ObsadaChristian Bale, Russell Crowe, Ben Foster, Alan Tudyk, Peter Fonda, Logan Lerman, Gretchen Mol, Vinessa Shaw, Dallas Roberts, Luke Wilson
MuzykaMarco Beltrami
Rok produkcji2007
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania117 min
WWW
Gatunekwestern
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Przyznam szczerze, że sceptycznie podchodziłem do tego projektu, co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, nie przepadam za remake’ami, bo odświeżane kotlety nie smakują już tak samo, a po drugie, pierwowzór to w końcu jedno z najlepszych dzieł nie tylko złotej dekady filmów o Dzikim Zachodzie, ale chyba całej ich historii. Nowa wersja w czasach, w których dobrego westernu ze świecą by szukać, wydawała mi się pomysłem karkołomnym. Po tylu latach rozwoju kina trudno przyjąć za dobra monetę proste schematy fabularne i rozwiązania ideologiczne, które są jego istotą. Miałem zacząć od nostalgicznego wyznania miłośnika zamierzchłych czasów, tyleż prostego, co i trafnego: że dziś prawdziwych westernów już nie ma… Sapnąć do tego i wyliczyć kilka gniotów, które powstały w nurcie tzw. nowego westernu, czyli od kiedy Clint Eastwood wskrzesił gatunek w 1992 roku znakomitym „Bez przebaczenia” po wielkiej suszy, jaka zapanowała na rynku po spektakularnej klapie „Bram raju” (1980) Michaela Cimino. Mam tutaj na myśli przede wszystkim: „Szybkich i martwych” (1995), „Tombstone” (1995) czy „Bezprawie” (2003). Aczkolwiek przyznaje, że pojawiło się też kilka ciekawszych pozycji, ale podejmują one bardziej grę z konwencją niż respektują reguły gatunku – jak „Truposz” (1995), „Tajemnica Brokeback Mountain” (2005) oraz „Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady” (2005).
James Mangold, przystępując do realizacji swojej autorskiej wersji znanego klasyka, musiał zmierzyć się z kilkoma naprawdę istotnymi kwestiami. Mógł wybrać drogę Wernera Herzoga, reżyserującego remake „Nosferatu”, w którym kadr po kadrze zreplikował arcydzieło Murnaua. Mangold postanowił jednak zrobić film po swojemu i pewne elementy pozmieniać. Nieuchronne porównanie obu filmów musi zatem zawierać jeszcze siłą rzeczy element oceniający. Fabuła obu obrazów jest zasadniczo taka sama. Niektóre poboczne elementy Mangold rozbudował, co zrozumiałe, aby nadać freskowi o Dzikim Zachodzie swoje własne piętno. Zmienił też trochę zakończenie, kierując ideologiczne przesłanie filmu na nieco inne tory.
Wyjęty spod prawa Ben Wade (Russell Crowe) napada ze swoją bandą na dyliżans, zabijając woźnicę. Podczas gdy jego szajka rozsądnie ucieka, on postanawia spędzić kilka miłych chwil w towarzystwie kobiety. Zostaje złapany w pułapkę, którą zastawiają na niego mieszkańcy Bisbee. Wśród nich jest Dan Evans (Christian Bale), ubogi ranczer, weteran wojny secesyjnej. Potrzebuje pieniędzy, aby spłacić długi i utrzymać farmę. Zobowiązuje się więc eskortować przestępcę do oddalonego o trzy dni drogi Contention i wsadzić go do pociągu, który o 15:10 odjeżdża do Yumy.
Pierwowzór Delmera Davesa podąża śladem psychologicznego odłamu filmów o Dzikim Zachodzie, w których ważniejszą kwestią od efektownych pościgów i ekwilibrystyki w posługiwaniu się bronią było pokazanie charakteru bohaterów, dylematów i motywów kierujących ich wyborami. Sztandarowym przykładem bohatera tzw. nadwesternu jest Howard Kemp (James Stewart), który jako łowca nagród w trakcie rozwijającej się akcji „Nagiej ostrogi” (1953) weryfikuje swoją amoralną postawę, tocząc zacięte rozmowy z eskortowanym przez siebie złoczyńcą. James Mangold również sporą część filmu poświęca osobliwej walce dobra ze złem. Christian Bale jako Dan Evans jest co prawda nieskazitelny w swych wyborach, ale jego kodeks wartości jest też niejednokrotnie poddawany próbie. Starszy syn William (Logan Lerman) otwarcie żąda od ojca zemsty za zabite w wyniku napadu Wade’a krowy. Młody Evans, pałając żądzą odwetu, jest jednocześnie zafascynowany osobowością przestępcy. Chciałby być tak wyrachowany i sławny jak on. Dan zachowuje jednak w tych ciężkich dla siebie momentach spokój. Nie poddaje się emocjom, chociaż w głębi serca rozumie targające Williamem namiętności. Ważniejsze jednak jest dla niego, aby przekazać synowi wartości bardziej fundamentalne. Honor to nie tylko wyrównywanie krzywd, ale także odpowiedzialność za rodzinę. Zapewnienie jej godziwego bytu jest ważniejsze od wendetty.
Dan toczy też walkę na drugim froncie: Ben Wade stara się go przekupić. Wiedząc o finansowych problemach farmera, proponuje mu znacznie wyższą stawkę od tej, jaką dostanie za jego głowę. Pokusa jest silna, bo oferowany przez bandytę tysiąc dolarów mógłby wywabić ranczera z kłopotów i zabezpieczyć na przyszłe lata. Argumenty, którymi posługuje się Wade, są bardzo mocne. Przecież prawo, w imieniu którego działa Dan, tak naprawdę nic dla niego nie robi. Nie chroni go przed bogaczem, który chce za bezcen wykupić jego ziemię i który, aby dopiąć swego, podpala mu stodołę. Siła oddziaływania Wade’a jest tym większa, że nawiązuje się pomiędzy nimi pewna nić porozumienia oparta na zasadach, którym obaj hołdują. Co prawda Wade wyznaje etos zbójecki, ale i on nakazuje mu bronić honoru matki i zabić człowieka, który ją szkaluje. Fakt, że rewolwerowiec kieruje się żelaznym kodeksem moralnym, zjednuje mu cichy szacunek Dana. Choć tego, że obaj stoją po przeciwnych stronach barykady, oczywiście nie zmieni.
Ten pojedynek na argumenty okraszony świetnie dobraną obsadą jest mocnym walorem filmu. Russell Crowe znakomicie podkreśla demoniczny urok i bezwzględność Wade’a, ale w odróżnieniu od Glenna Forda wzbogaca tę rolę o pewną melancholię, która wynika z wielu trafnych spostrzeżeń na temat amerykańskiej mentalności. Z sarkazmem mówi o pionierach, którzy po masakrach Indian czytali przed snem Biblię, upewniając się o słuszności swego postępowania. Natomiast Christian Bale swojej interpretacji Evansa dodaje tonu rezygnacji, której pewny siebie Van Heflin nie miał. To z kolei czyni nową wersje „Yumy” bardziej realistyczną, pozbawioną naciąganego optymizmu swej poprzedniczki. Nie może być inaczej. Od czasu pierwszej wersji pojawiło się kilka bardzo gorzkich refleksji na temat pionierskich czasów i zbrodni dokonywanych na rdzennej ludności Ameryki. Po takich filmach jak choćby „Jesień Czejenów” (1964) Forda czy „Tańczący z wilkami” (1990) Costnera nie można już patrzeć na czasy zasiedlania Dzikiego Zachodu, pomijając kwestię czystek etnicznych dokonywanych na Indianach.
Witkacy mówił o powieści, że to worek, do którego można władować wszystko. Dla kina amerykańskiego western jest właśnie tym, czym powieść dla literatury. Przy pomocy tego gatunku Amerykanie wykreowali przecież swoją mitologię, stworzyli herosów, którzy na tle przejrzystego, błękitnego nieba i śnieżnobiałych, niedostępnych szczytów Gór Skalistych rozprawiali się najpierw z czerwonoskórymi, później tępili zło we własnych szeregach, by stworzyć w końcu krainę mlekiem i miodem płynącą. A to wszystko oczywiście zgodnie z zasadami Biblii. Tę strategię westernu najdobitniej oddaje produkcyjny gigant – nie najlepszy, ale na pewno bardzo efektowny projekt trzech wielkich reżyserów. John Ford, Henry Hathaway i George Marshall w filmie „Jak zdobywano Dziki Zachód” (1962) stworzyli gigantyczny historyczny fresk, który łączył w sobie mit założycielski z odniesieniem do teraźniejszości. Film kończył się wyraźną tezą, że nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie mozolna praca pionierów. Spencer Tracy jako narrator wygłaszał to expressis verbis na tle pocztówki z czasów współczesnych.
Inne czasy, inna więc też wykładnia ideologiczna filmu, co pociągnęło za sobą trochę inne rozwiązania fabularne. W „Yumie” Mangolda mamy wyraźne nawiązania do wojen w Iraku i Afganistanie. Dan Evans, który uchodzi za bohatera wojennego i jest wzorem (bo musi być) dla swoich dzieci, został postrzelony w nogę: nie – jak oficjalnie utrzymuje – w walce, ale przypadkowo przez swojego kolegę z oddziału. To wyraźny głos reżysera w sprawie naciąganej heroizacji żołnierzy amerykańskich. Mieliśmy niedawno do czynienia z jej wpadką, gdy ogłoszono bohaterem Pata Tillmana, który miał heroicznie osłaniać odwrót swojego plutonu pod ostrzałem talibów. W rzeczywistości znany piłkarz zginął postrzelony przez jednego z kolegów. Mimo że ten motyw stanowi wyraźny zgrzyt w heroicznej biografii, jaką powinien legitymować się odważny ranczer, w dodatku weteran wojny secesyjnej, ma on tutaj swoją rację bytu. Wydaje się, że Mangold ma zamiar powiedzieć coś więcej. Jakby, przekraczając ramy, które wyznacza fikcja filmowa, chciał zabrać głos w ważnej sprawie: zaapelować o prawdę. Taką możliwość daje mu tradycja gatunku, szczególnie żywo reagującego na sytuację społeczno-polityczną. Zwłaszcza w okresie wojny wietnamskiej tendencja ta nasiliła się wyraźniej. Ralf Nelson w „Niebieskim żołnierzu” (1970) pokazał scenę krwawej rzezi pokojowo nastawionych Indian, którą, zgodnie zresztą z intencją reżysera, odczytywano jako paralelę wietnamskiej masakry dokonanej w My Lai przez amerykańską armię.
Kolejną kwestią, która uległa zmianie w porównaniu z wersją z 1957 roku, jest rola syna. Również ona wpisuje się w nowy aspekt ideologiczny filmu. W obrazie Delmera Davesa Van Heflin jako Dan Evans odnosi zwycięstwo, bo udaje mu się doprowadzić i wsadzić Wade’a do pociągu. W ostatniej scenie, jakby tego sukcesu było mało, zaczyna padać zbawienny dla ranczera deszcz, który wybawi go z kłopotów. Przekaz jest jasny: nagrodą za prawe postępowanie jest zawsze szczęście i pomyślność. Jeżeli wszyscy będziemy postępować jak Dan Evans, Amerykę czekają kolejne lata chwały i splendoru. W remake’u Mangolda Christian Bale jako Evans jest reliktem przeszłości. Co prawda zrobił swoje i chwała mu za to, ale teraz potrzeba nowych bohaterów, dlatego w końcówce zastępuje go syn i to właśnie on kończy rozpoczęte przez ojca dzieło. Reżyser, zmieniając zakończenie filmu, daje do zrozumienia, że chciałby nowej heroizacji, ale takiej prawdziwej, w której nie trzeba naginać faktów, aby uzyskać efekt.
Nie sądzę, żeby Mangold stał się twórcą westernów na miarę Clinta Eastwooda, ale znakomicie odczytał on subtelności psychologiczne pierwowzoru Delmera Davesa. Dużą ozdobą filmu jest pojedynek głównych bohaterów. Kontrast charakterów Bale’a i Crowe’a sprawdził się tutaj świetnie. Jednak trzeba też dodać, że reżyser wzbogacił film o akcję, rozbudowując epizody walki, których w klasyku z 1957 roku mamy niewiele. Wprowadził w ten sposób więcej dynamiki. Zgodnie z duchem czasu sceny przemocy są mniej skonwencjonalizowane i bardziej brutalne. Nie na tyle jednak, abyśmy mogli mówić w tym przypadku o jakiejś gatunkowej rewolucji. To po prostu western na miarę współczesnych czasów, skierowany przede wszystkim do wielbicieli historii rodem z Dzikiego Zachodu.
koniec
30 listopada 2007
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Esensja ogląda: Marzec 2017 (3)
Piotr Dobry, Marcin Osuch, Jarosław Robak

20 III 2017

To już trzecie marcowa edycja Esensja ogląda a w niej piszemy krótko o pięciu niedawnych kinowych premierach: „Elle”, „Lego Batmanie”, „Pięknej i bestii”, „Wyspie czaszek” i „Zło we mnie”.

więcej »

East Side Story: Mutant – to brzmi dumnie!
Sebastian Chosiński

19 III 2017

Rosjanie – bez najmniejszych wątpliwości – zazdroszczą Amerykanom. Widać to w ostatnim czasie po trafiających do kin filmach. Odpowiedzią na hollywoodzkie obrazy o pierwszym kontakcie z obcymi stało się „Przyciąganie” Fiodora Bondarczuka; z kolei „Obrońcy” Sarika Andreasiana to wariacja na tematy superbohaterskie, mieszanka „X-Menów” z „Avengersami”. Niestety mało udana.

więcej »

Esensja ogląda: Marzec 2017 (2)
Sebastian Chosiński, Marcin Mroziuk

15 III 2017

Dziś kilka recenzji filmów spoza ekranów kinowych – z wydań DVD i światowego kina.

więcej »

Polecamy

Małpa musi się pobrudzić

Dobry i Niebrzydki:

Małpa musi się pobrudzić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dysfunkcyjna rodzina w podróży, czyli rzeźnia, która wzrusza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zabić jelenia gołymi rękami i wyrecytować Konstytucję przez sen
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

You complete me!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oscary intymne i okruchy życia
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

„Wstręt” w baletkach, czyli prawdziwa sztuka rodzi się w bólach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pola, łączki, lasy, czyli zaświaty według Jacksona
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

A idź z tym gniotem!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Krwawa makabra jest dobra
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To jest bingo!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Luty 2014
— Sebastian Chosiński, Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Sierpień 2013 (2)
— Sebastian Chosiński, Joanna Pienio, Agnieszka Szady, Kamil Witek

Katana zamiast pazurów
— Jakub Gałka

Mr. Pastisz & Mrs. Parodia
— Ewa Drab

Guitar Man
— Ewa Drab

Nowości: Październik 2003
— Piotr Dobry

Modelowy thriller motelowy
— Piotr Dobry

Dawnych wspomnień czar
— Eryk Remiezowicz

Krótko o filmach: Kwiecień 2002
— Michał Chaciński, Artur Długosz, Dominik Herman, Eryk Remiezowicz

Tegoż autora

Trzy surrealistyczne ewangelie i genezis z oka
— Łukasz Twaróg

Western, czyli wstydliwe marzenia kowboja
— Łukasz Twaróg

Seks i inne nudziarstwa
— Łukasz Twaróg

Młotek na chrześcijan
— Łukasz Twaróg

Polański – lokator w absurdalnym labiryncie życia
— Łukasz Twaróg

Rodzina w ruinie
— Łukasz Twaróg

Bardzo śmieszna tragedia
— Łukasz Twaróg

Sen, który nie przeminął
— Łukasz Twaróg

Wiem, że nic nie wiem
— Łukasz Twaróg

Mokrą ręką na goły tyłek
— Łukasz Twaróg

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.