Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 27 marca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

East Side Story: Łapy z daleka od Rosji!

Esensja.pl
Esensja.pl
W rok po dumnym przemarszu przez ekrany rosyjskich kin historycznej superprodukcji Władimira Chotinienki „1612”, Rosjanie otrzymali kolejną porcję patriotycznej karmy. Tym razem jednak producent i reżyser Igor Kalienow sięgnął po wydarzenia z I połowy XIII wieku i postanowił odświeżyć postać kniazia nowogrodzkiego Aleksandra. „Bitwa nad Newą” opowiada o wspaniałym zwycięstwie, jakie pod jego wodzą odnieśli Rusini, gromiąc w 1239 roku Szwedów. Niestety, film pozostawia po sobie niewiele lepsze wrażenie niż komiksowa wersja zmagań Rosjan z Polakami na początku XVII wieku.

Igor Kalienow
‹Aleksander: Bitwa nad Newą›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAleksander: Bitwa nad Newą
Tytuł oryginalnyАлександр. Невская битва
ReżyseriaIgor Kalienow
Scenariusz
ObsadaAnton Pamnusznyj, Swietłana Bakulina, Aleksander Orłow, Igor Botwin, Bohdan Stupka
Rok produkcji2008
Kraj produkcjiRosja
Gatunekhistoryczny, wojenny
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Wielkie kino historyczne w Rosji już chyba na dobre przebudziło się z letargu, w jaki zapadło po upadku Związku Radzieckiego. Po ubiegłorocznym wielkim sukcesie – komercyjnym, bo na pewno nie artystycznym – „1612” Władimira Chotinienki dokładnie 1 maja na ekranach rosyjskich kin pojawiła się kolejna superprodukcja – „Aleksander. Bitwa nad Newą”. Reżyserem filmu jest debiutujący w tej roli Igor Kalienow, dotychczas znany głównie jako producent. Dzięki niemu powstały między innymi dwa obrazy Aleksandra Sokurowa: „Ojciec i syn” (2003) oraz „Słońce” (2005). Decyzja, trzeba przyznać, dość ryzykowna – tym bardziej że groziła wyrzuceniem w błoto 10 milionów dolarów, które, jeśli wierzyć Wikipedii, przeznaczono na produkcję film. Biorąc jednak pod uwagę chłonność rosyjskiego – czy może raczej: rosyjskojęzycznego – rynku, Kalienow chyba jednak nie musi obawiać się plajty. Nawet jeśli „Aleksander” nie zostanie uznany za wybitne dzieło sztuki, koszty zapewne i tak się zwrócą.
Decydując się na realizację obrazu poświęconego księciu nowogrodzkiemu Aleksandrowi Newskiemu, reżyser musiał zdawać sobie doskonale sprawę z ciążącego na nim brzemienia. Kalienow zabrał się bowiem do pracy, mając pełną świadomość tego, że jego film pojawi się na ekranach dokładnie w siedemdziesiątą rocznicę premiery genialnego dzieła Siergieja Eisensteina opowiadającego o tej samej postaci historycznej. Reżyser w oficjalnych wypowiedziach dla prasy przyznawał zresztą, że porównań uniknąć się nie da. Ale jednocześnie dodawał: „Chcieliśmy jednak zrobić inne kino. Nie plakat i nie epos, ale opowieść o chłopcu, który wchodzi w dorosłe życie i uczy się żyć według reguł, które dyktuje polityka”. W wywiadzie udzielonym portalowi film.ru Kalienow wskazał na jeszcze jedną, ale za to bardzo istotną różnicę między obrazem swojego wielkiego poprzednika a swoim: „Akcja filmu Eisensteina rozgrywała się w 1242 roku, kiedy na lodzie Jeziora Czudzkiego [Pejpus – przyp. SCh] Aleksander Newski rozbił rycerzy Zakonu Kawalerów Mieczowych. W moim filmie akcja ma miejsce 15 lipca 1240, a więc dwa lata wcześniej, kiedy to Aleksander Jarosławowicz, młody kniaź Nowogrodu, niespodziewanie napadając na szwedzki obóz, pokonał wrogów, za co otrzymał przydomek Newski”. W tym kontekście ciekawie brzmi gatunkowa klasyfikacja filmu. Zdaniem reżysera, „Aleksander” to obraz kryminalno-sensacyjny z wątkiem szpiegowskim. Czy naprawdę? W pewnym sensie – tak! Choć wcale nie jestem pewien, czy dobrze się stało.
Kim był Aleksander Newski, jedna z najjaśniejszych postaci w dziejach Rusi? Pochodził z rodu Rurykowiczów, jego przodkowie – dziad Wsiewołod III zwany Wielkim Gniazdem i ojciec Jarosław II – byli m.in. wielkimi książętami włodzimierskimi. Ojciec, nim dostąpił tego zaszczytu, przez wiele lat (choć z przerwami) władał Nowogrodem. Gdy z kolei w 1236 roku został wielkim księciem kijowskim, tron nowogrodzki pozostawił swojemu synowi Aleksandrowi. Chłopiec miał wtedy zaledwie szesnaście lat – nic więc dziwnego, że zaczęto się zastanawiać, czy jest w stanie udźwignąć ciężar rządów. Wielu bojarów szczerze w to wątpiło, dlatego też zaczęli spiskować przeciwko młodemu kniaziowi z kim popadło. A wrogów Nowogrodowi nie brakowało. Do najpoważniejszych zaliczali się Litwini, Szwedzi oraz „spowinowaceni” z Krzyżakami niemieccy rycerze Zakonu Kawalerów Mieczowych; łakomym okiem na księstwo spoglądali również liczni krewni Aleksandra. Jakby tego było mało, w tym samym czasie południowo-wschodnia Ruś przeżywała wielki najazd Mongołów pod wodzą Batu-chana i nawet gdyby inni książęta z rodu Rurykowiczów chcieli pójść Aleksandrowi na pomoc, ich możliwości militarne były bardzo ograniczone… I właśnie na tle tych wydarzeń Igor Kalienow umieścił akcję filmu. Przyznać trzeba uczciwie, że trafił idealnie. Dla zdolnego scenarzysty to wprost samograj. Wojna, miłość, zdrada – od początku swego istnienia kino nie wymyśliło ciekawszych tematów.
Akcja „Aleksandra” rozpoczyna się latem 1239 roku. Młody syn Jarosława II (w tej roli Anton Pamnusznyj) rządzi już Nowogrodem od trzech lat i właśnie przymierza się do żeniaczki. Jego wybranką jest piękna Aleksandra (gra ją Swietłana Bakulina), córka władcy Połocka. Po narzeczoną udaje się najbliższy przyjaciel kniazia, Ratmir (Igor Botwin). Pech sprawi, że oblubienica władcy przypadnie mu do gustu, co w przyszłości obowiązkowo doprowadzi do bardzo dramatycznych wydarzeń. W tym samym czasie na ziemie nowogrodzkie przybywa wysłannik Zakonu Kawalerów Mieczowych, Andreas von Welwen (gra go Aleksandr Orłow). Po drodze zostaje napadnięty przez bandytów i niewiele brakuje, by jego podróż po ziemiach słowiańskich zakończyła się tragicznie. W ostatniej chwili jednak nachodzi mu z odsieczą oddział książęcy, z samym Aleksandrem na czele. Von Welwen znajduje schronienie w Nowogrodzie, ale nie zachowuje się tam wcale jak gość. Szybko nawiązuje bowiem rozmowy z wrogimi księciu bojarami, przekonując ich do zdrady. Gdy Aleksander dowiaduje się o jego knowaniach, choć brak mu jeszcze na nie jaskrawych dowodów, nakazuje odstawić Andreasa do granicy. Ten osiągnął już jednak swój cel – zdobył pierwszy przyczółek w Nowogrodzie. Teraz wystarczy tylko zaatakować gród i liczyć na dywersję od środka. W tym celu von Welwen udaje się na dwór króla szwedzkiego Eryka XI Erikssona, by zawiązać antynowogrodzką koalicję. Resztę znamy z historii. Latem 1240 roku wojska zakonne podejdą pod Połock, natomiast szwedzkie – najprawdopodobniej pod wodzą jarla Birgera Magnussona – ruszą prosto na Nowogród. Aleksander okaże się jednak sprytniejszy. Zaskoczy Szwedów o świcie 15 lipca w obozie nad Newą (a mówiąc dokładniej: nad ujściem Iżory do Newy) i raz na zawsze wybije im z głowy podbój swojego księstwa.
Jak Kalienow poradził sobie z tak nośnym tematem? Niestety, nie najlepiej. Film sprawia wrażenie niezwykle schematycznego. W warstwie fabularnej nie wyszedł poza historie opowiedziane już w polskim „Ogniem i mieczem” (ciekawostką może być udział w obu filmach Bohdana Stupki, choć w „Aleksandrze” pojawia się tylko na moment) i rosyjskim „1612”. Jedyną, zdawałoby się, różnicą jest czas akcji – cztery wieki wcześniej. Na ekranie tego jednak nie widać. Większa część filmu rozgrywa się w dusznych wnętrzach, co tylko potęguje uczucie klaustrofobii. Zapewne z braku środków – 10 milionów dolarów to nie jest znowu aż tak wielka kwota – nie udało się stworzyć przekonywającej wizualnie makiety średniowiecznego Nowogrodu. Równie dobrze rozgrywające się w stolicy księstwa sceny można by nakręcić w Biskupinie. Dwa najważniejsze wątki – miłosny i szpiegowski – zostały w zasadzie zaprzepaszczone. Dałoby się jeszcze je ocalić, gdyby zostały odpowiednio rozbudowane. Tymczasem Kalienow, w ślad za scenarzystą Władimirem Wardunasem, potraktował je dość skrótowo. Zwłaszcza ten pierwszy. Każe się wierzyć widzowi w wielką namiętność Ratmira do księżnej Aleksandry – problem jednak w tym, że na ekranie jej wcale nie widać. Przede wszystkim zabrakło emocji. Po wielokroć lepiej poradził sobie Jerzy Hoffman, przedstawiając w „Ogniem i mieczem” miłość Bohuna do Heleny. Tam – w porównaniu z zadurzeniem Ratmira w Aleksandrze – aż kipiało na ekranie od feromonów.
Ratunkiem mogły natomiast okazać się sceny batalistyczne. W filmie są dwie: otwierająca obraz scena przedstawiająca kniazia idącego na pomoc von Welwenowi oraz zamykająca go bitwa nad Newą. Pierwsza – niemal żywcem ściągnięta ze wstępu do „Ostatniego Mohikanina” Michaela Manna – jeszcze się broni, druga pozostawia ogromne uczucie niedosytu. Ale przynajmniej jest. W „1612” Chotinienko zakończył film tuż przed bitwą między wojskami polskimi a rosyjskimi rozegraną na przedpolach Moskwy; Kalienow, na szczęście, na taką bezczelność się nie zdobył. Jeśli chodzi o sceny batalistyczne, kinematografia radziecka widzów wręcz rozpieszczała (wystarczy sobie przypomnieć chociażby wspomnianego już „Aleksandra Newskiego” z 1938 roku, jak i późniejsze filmy: „Suworowa”, „Wojnę i pokój”, „Cichy Don”); dzisiaj Rosjanom niezwykle trudno jest nawiązać do tamtych tradycji. Ale czy w polskim kinie po „Potopie” widzieliśmy równie udane przedstawienie wielkich zmagań militarnych…? Siergiej Eisenstein, Siergiej Bondarczuk i Siergiej Gierasimow, kręcąc swoje dzieła, mieli do dyspozycji nieograniczone wprost zastępy czerwonoarmistów, dzisiaj Kalienow musiał korzystać z usług entuzjastów, amatorsko zajmujących się rekonstrukcją średniowiecznych bitew. Dzięki temu zapewne oszczędzono sporo grosza, ale też film wiele stracił wizualnie. Mimo wszystkich niedociągnięć, warto „Aleksandra” obejrzeć. To w końcu przyzwoita, nieźle zagrana i nieobrażająca inteligencji widza opowieść historyczno-przygodowo-miłosna. By jednak nie przeżyć zbyt wielkiego rozczarowania, trzeba pamiętać o jednym warunku – nie można sięgać wcześniej po obraz Eisensteina.
Gdy przed rokiem na ekrany rosyjskich kin wchodził „1612”, nikt nie miał wątpliwości, że obraz Chotinienki powstał na polityczne zamówienie Kremla. Miał stworzyć założycielski mit Nowej Rosji, opowiadając o wygnaniu Polaków z Moskwy i przejęciu władzy przez Michaiła Romanowa (którego potomkowie rządzić będą Rosją aż do rewolucji lutowej w 1917 roku). Z „Aleksandrem” rzecz ma się trochę inaczej. Kalienow zrezygnował z jawnie politycznego wydźwięku. Jeśli już jego film wykazuje jakąś tendencyjność, to raczej religijną niż polityczną, ale i to sprawia jedynie wrażenie pewnego koniunkturalizmu. Książę Nowogrodu parokrotnie wygłasza deklaracje obrony wiary – na przykład w rozmowie z księżmi przysłanymi przez wrogów, kiedy mówi: „Który to już raz przychodzicie? W czym nasza wiara jest gorsza? (…) Mamy swoją wiarę i innej nam nie potrzeba”. Dziwić więc może, że w czasie całego filmu Aleksander ani razu nie odwiedza cerkwi, nie widać też na ekranie popów. Kto zatem podtrzymywał w nim tę wielką wiarę? Kto służył mu otuchą w chwilach zwątpienia? Ot, ciekawostka.
Warto na koniec wspomnieć o dalszych losach bohatera obrazu Kalienowa. Po pokonaniu Szwedów (w 1240) i Niemców (w 1242 roku) Aleksander Newski porozumiał się z Mongołami, którzy notabene pojawiają się w epizodzie w filmie, po czym dalej umacniał swoją władzę. W 1241 roku, gdy opozycja bojarska na krótko wygnała go z Nowogrodu, został księciem kijowskim (i był nim przez następnych jedenaście lat), następnie w 1252 awansował na wielkiego księcia włodzimierskiego. Zmarł w 1263 roku, krótko przed śmiercią składając śluby zakonne. Pozostawił po sobie czterech synów. Najmłodszy z nich, Daniel (Daniił) Aleksandrowicz został pierwszym księciem moskiewskim. Sam Aleksander w połowie XVI wieku ogłoszony został przez Cerkiew prawosławną świętym. Dziś jego ciało spoczywa w petersburskiej ławrze jego imienia.
koniec
8 czerwca 2008
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

East Side Story: Urok mocno wyblakły
Sebastian Chosiński

26 III 2017

Najlepszy okres w karierze Siergiej Sołowjow przeżywał w latach 70. i 80. ubiegłego wieku. To wtedy powstały jego najwybitniejsze filmy, dzięki którym na trwałe zapisał się w historii kinematografii swojej ojczyzny. Po politycznym przełomie i upadku Związku Radzieckiego wiodło mu się różnie; w każdym razie w ciągu minionego ćwierćwiecza nie nakręcił żadnego obrazu, który na dłużej pozostaje w pamięci. Nie inaczej rzecz ma się z „Tram-pkami” (sic!).

więcej »

Esensja ogląda: Marzec 2017 (3)
Piotr Dobry, Marcin Osuch, Jarosław Robak

20 III 2017

To już trzecie marcowa edycja Esensja ogląda a w niej piszemy krótko o pięciu niedawnych kinowych premierach: „Elle”, „Lego Batmanie”, „Pięknej i bestii”, „Wyspie czaszek” i „Zło we mnie”.

więcej »

East Side Story: Mutant – to brzmi dumnie!
Sebastian Chosiński

19 III 2017

Rosjanie – bez najmniejszych wątpliwości – zazdroszczą Amerykanom. Widać to w ostatnim czasie po trafiających do kin filmach. Odpowiedzią na hollywoodzkie obrazy o pierwszym kontakcie z obcymi stało się „Przyciąganie” Fiodora Bondarczuka; z kolei „Obrońcy” Sarika Andreasiana to wariacja na tematy superbohaterskie, mieszanka „X-Menów” z „Avengersami”. Niestety mało udana.

więcej »

Polecamy

Małpa musi się pobrudzić

Dobry i Niebrzydki:

Małpa musi się pobrudzić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dysfunkcyjna rodzina w podróży, czyli rzeźnia, która wzrusza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zabić jelenia gołymi rękami i wyrecytować Konstytucję przez sen
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

You complete me!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oscary intymne i okruchy życia
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

„Wstręt” w baletkach, czyli prawdziwa sztuka rodzi się w bólach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pola, łączki, lasy, czyli zaświaty według Jacksona
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

A idź z tym gniotem!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Krwawa makabra jest dobra
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To jest bingo!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.