Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Mleczna droga do równouprawnienia

Esensja.pl
Esensja.pl
Gus van Sant był na fali wznoszącej i nie schodził z niej od dłuższego czasu. Ale „Obywatel Milk” to spadek formy. Nie jest to film tak świetny, jak go w każdej recenzji malują.

Gus Van Sant
‹Obywatel Milk›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułObywatel Milk
Tytuł oryginalnyMilk
Dystrybutor Best Film
Data premiery23 stycznia 2009
ReżyseriaGus Van Sant
ZdjęciaHarris Savides
Scenariusz
ObsadaSean Penn, Josh Brolin, Emile Hirsch, James Franco, Diego Luna, Lucas Grabeel, Alison Pill, Victor Garber, Eric Stoltz
MuzykaDanny Elfman
Rok produkcji2008
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania128 min
WWW
Gatunekdramat
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Kiedy Josh Brolin dostanie wreszcie Oscara? Pewnie jeszcze nie tym razem. Van Sant wyjątkowo skąpo dozuje obecność Dana White’a na ekranie. To samo można powiedzieć o Scotcie Smisie, czyli Jamesie Franco, i Clevie Jonesie w wykonaniu Emile’a Hirscha. A drugi plan „Obywatela Milka” prezentuje się imponująco. Oczywiście nie wszystkim decyzjom obsadowym należą się oklaski. Ślepiec, który zaangażował karykaturalnego Diego Lunę do roli Jacka Liry, zasługuje na rozstrzelanie. Ale najsmutniejsze wydaje się to, że van Santowi daleko do Roberta Altmana, który umiał w jednym filmie sportretować nawet 48 postaci. Każda była pełnowartościowa, interesująca i grała swój mały film w wielkim dziele. Żadnej nie zaniedbywał. A tutaj? Jeśli mrugacie za często, drugą ofiarę Dana White’a – George’a Moscone’a – możecie przeoczyć. Na rodzinnym zdjęciu bohaterów „Obywatela Milka” każdy musi walczyć o swoje miejsce – i Franco, Brolin oraz Hirsch walczą, a ich bronią jest fantastyczna gra. Dzięki niej najmniejsze epizody z udziałem aktorów zapadają w pamięć, ale i pozostawiają żal: ile ten film zyskałby, opowiadany z punktu widzenia którejkolwiek z tych barwnych postaci!
O wielkim talencie Seana Penna wiadomo nie od dziś, ale w „Obywatelu Milku” znakomicie widać, że to facet od aktorskich misji niemożliwych. W filmie van Santa trzyma się z dala od groteskowej ekspresji i uczciwie buduje stonowany obraz Milka. Co wcale nie oznacza, że jego postaci brakuje żywiołowej spontaniczności – wręcz przeciwnie. Ale w wykonaniu Penna Harvey ma także twarz refleksyjną, mądrą i naznaczoną zmęczeniem człowieka wrażliwego na porażki. Nie jest tylko kolorowym ptakiem świata polityki z uśmiechem Jokera na twarzy. Nie forsuje swoich postulatów jedynie metodą kontrowersji. Wie, że obcisły podkoszulek z tęczą na piersi trzeba czasem zamienić na grafitowy garnitur i wypastowane buty. Tym sposobem świetnie udaje się Pennowi obronić tę postać w oczach widza, gdyż pokazuje, że, niezależnie od tego, czy jesteś homo, czy hetero, to dojście do „czegoś” zawsze będzie drogą usianą mnóstwem pracy i wieloma kompromisami.
Jest jednak coś, czego Pennowi nie udało się wygrać. To charyzma Milka, którą musiał mieć, aby pociągnąć za sobą tłumy. Nikt nie uwierzy w porywanie publiczności tylko tym, że nie czytał swoich przemówień z kartki. W kreacji Penna brakuje nienamacalnej aury osoby, za którą stanął mur ludzi i po śmierci której ulicami szły tłumy Amerykanów z żałobą na twarzy. „Obywatel Milk” nie daje poczucia obcowania z fenomenem. Prezentuje człowieka z nieprzeciętną biografią, oskalpowanego za swoją inność. Jednego z wielu męczenników za naszą wolność i bohaterów z sąsiedztwa, oczekujących w kolejce po filmową laurkę.
W „Obywatelu Milku” znajdziemy dużo czystego kina van Santa – sceny pokazywane w odbiciach szyb albo bohaterów na moment przed tragedią dziarsko przemierzających długie, sterylne korytarze. Najpiękniejsze w kinie twórcy „Mojego własnego Idaho” zawsze jest subtelne, dyskretne, trudne do dostrzeżenia przy pierwszym obejrzeniu filmu. Najgorsze zawsze agresywnie atakuje widza i jest bezlitosne. A reżyserowi zdarza się od czasu do czasu popaść w nietakt albo kicz. Apogeum osiąga w scenie zamordowania Milka, w której niecnie sponiewierał „Toskę” Verdiego, czyniąc śmierć polityka kuriozalnie patetyczną.
To nie koniec grzechów van Santa. Często puszcza historię samopas i wtedy film leci mu gdzie chce, w najmniej pożądane rejony. Przykładowo zaczyna „Obywatela Milka” od sceny nagrywania przez Harveya wyznania o jego życiu, wraca do tego motywu kilkakrotnie, potem porzuca go na godzinę i przywołuje na kilka minut przed napisami końcowymi. W rezultacie ten chwyt nie spełnia żadnej sensownej roli. Nie czyni Milka narratorem historii, uczciwym komentatorem własnych wyborów ani człowiekiem, próbującym z dystansu ocenić swoje życie. Wprowadzenie takiego pomysłu w tym kształcie pasuje tak samo jak Woody Allen do roli Jamesa Bonda.
Nie bez powodu van Sant częściej od potoczyście opowiadanych historii sięgał po opowieści kontemplacyjne i skupione. Zatrzymując coś w kadrze, rozciąga przed widzem przestrzeń do namysłu. Nad beznadzieją egzystencji jak w „Last Days” albo nad bezcelowością przemocy jak w „Słoniu”. W dynamicznej wymianie sytuacji, zdań i bohaterów przed kamerą trudno mu wygospodarować miejsce na oddech refleksji. Na prawdy uniwersalne. Choćby najprostsze, nasuwające się na myśl przy okazji przypadku Harveya Milka, że najpierw trzeba ponieść osobistą klęskę, żeby później całe społeczeństwo wygrało.
koniec
19 stycznia 2009
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Hercules Poirot w szarej strefie moralności
Konrad Wągrowski

24 XI 2017

Kenneth Branagh sięga znów po klasyczną opowieść kryminalną, by przybliżyć ją widzom, którzy mogą nie znać ani książki Agathy Christie ani wersji filmowej z 1974 roku, ale decydujące jest chyba to, że powrót do Orient Expressu jemu samemu sprawia wyraźną przyjemność.

więcej »

Tu potrzebne są rozwiązania systemowe
Agnieszka ‘Achika’ Szady

22 XI 2017

Co ma wspólnego Batman z romantyzmem i dlaczego nie pamiętam, z kim walczył w poprzednim filmie? Czyli trochę o „Lidze Sprawiedliwości”, a trochę o superbohaterach w ogólności.

więcej »

Asgard to nie miejsce…
Agnieszka ‘Achika’ Szady

20 XI 2017

…mówił Odyn, a mnie w głowie narzucało się: „…Asgard to stan umysłu”. W każdym razie na pewno stan umysłu twórców trzeciej części przygód Thora był zbliżony do stanu umysłu twórców „Strażników galaktyki”, bo po raz kolejny w Marvel Cinematic Universe pojawiła się komedia. I to dobra!

więcej »

Polecamy

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?

Dobry i Niebrzydki:

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (3)
— Jakub Gałka

Tegoż twórcy

Cannes 2015: Zagubieni
— Marta Bałaga

Pocztówka znad krawędzi
— Łukasz Gręda

A oni giną wciąż
— Dorota Chrobak

Gerry my ass
— Marta Bartnicka

Dwugłos: Gerry
— Marta Bartnicka, Janusz A. Urbanowicz

Nie ma wody na pustyni
— Janusz A. Urbanowicz

Zadowolić każdego
— Michał Chaciński

Tegoż autora

Bez wstydu, ale tylko w ciemności
— Urszula Lipińska

Lepiej się nie zbliżać
— Urszula Lipińska

Zagrożenie życia
— Urszula Lipińska

Dwugłos o „Daas”
— Urszula Lipińska, Michał Oleszczyk

Bieg po prawdę
— Urszula Lipińska

Gdynia 2011 (2): Panorama Polskiego Kina
— Urszula Lipińska, Konrad Wągrowski, Artur Zaborski

Gdynia 2011 (1): Filmy konkursowe
— Urszula Lipińska, Konrad Wągrowski, Artur Zaborski

ENH, czyli ponad pół setki filmów (2)
— Ewa Drab, Karol Kućmierz, Urszula Lipińska, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

ENH, czyli ponad pół setki filmów (1)
— Ewa Drab, Karol Kućmierz, Urszula Lipińska, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Matka, żona i kochanka
— Urszula Lipińska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.