Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (5)

Esensja.pl
Esensja.pl
W aktualnym Przeglądzie kilka hitów – „Transformers”, „Terminator” i ekranizacja bestsellerowej powieści Dana Browna – a także zapowiedź porno w stylu włoskim.

SPF, czyli Subiektywny Przegląd Filmów to cykl realizujący dokładnie to, co określa jego tytuł – autorzy „Esensji” przedstawiają swoje opinie na temat niedawno obejrzanych filmów. Każdy tekst będzie dzielony na cztery części. Jutro omawia produkcje, które niedługo wejdą na ekrany naszych kin, Dziś przedstawia filmy, które właśnie pojawiły się w Polsce, Wczoraj to produkcje nieco starsze, ale jeszcze obecne w kinach, a DVD – jak łatwo się domyślić – ukazuje filmy dostępne na płytach.

JUTRO:
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Każdy chce być Włochem (20%)
Głupia i właściwie nieśmieszna komedia o dziwnych ludziach robiących bardzo dziwne rzeczy. Co stoi za zachowaniem bohatera i bohaterki? Co chcą osiągnąć – kumplować się czy uprawiać seks? Dlaczego ten pierwszy jest aż tak antypatycznym idiotą? Czy scenarzysta był naćpany, pisząc ten tekst? Zamiast nakręcić sztampową, ale przyzwoitą komedię o stereotypach narodowościowych (w końcu wyjściowym pomysłem miało być udawanie Włochów), twórcy zaczęli zmierzać w jakąś dziwaczną i koszmarną stronę. Nie pomagają drewniane aktorstwo i nieudolne prowadzenie tej i tak kiepskiej fabuły. Sceny, przy których można się zaśmiać, da się policzyć na palcach jednej ręki i wszystkie są scenami rubasznych dialogów o seksie w wykonaniu przyjaciół bohatera – ale nawet dla nich nie warto się męczyć.
DZIŚ:
Zack i Miri kręcą porno (30%)
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Dużo seksu o nic – tak można skwitować najnowszy film Kevina Smitha. No tak, prawdę mówiąc, w komediach rzadko chodzi o cokolwiek poza tym, aby się pośmiać, ale w seksualnych przygodach Zacka i Miri właściwie nie ma się nawet z czego śmiać. No chyba że ma się -naście lat, wypiło się kilka browarów w grupie mało rozgarniętych kumpli i każda odmiana słówka „fuck” wywołuje niekontrolowany rechot. Nie mówiąc już o tak wyrafinowanych dialogach jak rozmowa o waleniu gruchy, robieniu loda czy analu. A już scena, gdy ni stąd, ni zowąd kobieta dotąd olewająca bohatera nagle zgadza się zrobić mu loda, będzie miodem na duszę jurnych samców przechwalających się wyimaginowanymi podbojami seksualnymi. Z innych wartych uwagi scenek można wymienić seks analny z kobietą mającą zatwardzenie – wiadomo, czym to się może skończyć: kupą, niekoniecznie śmiechu (a żeby jednak było śmieszniej, całą akcję filmuje „od dołu” kamerzysta). I tak dalej, i tak dalej, w ogromnym natężeniu, właściwie co chwila dowcip tego rodzaju, zwykle słowny, czasem slapstickowy, zawsze wulgarny. W zalewie pseudożartów fekalno-seksualnych giną naprawdę niezłe dowcipy, jak ten z właścicielem kawiarni mówiącym pracownikowi-Murzynowi, że będzie musiał pracować w „Black Friday”. Dobrze, że chociaż aktorzy mieli frajdę z kręcenia filmu – chyba aż zbyt wielką, bo są tak wyluzowani, że pozwalają sobie na ciągle błąkające się po twarzach uśmieszki albo sztuczne deklamacje dialogów zamiast ich odgrywania.
DVD:
Transformers (70%)
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wielkie roboty robią spore wrażenie również na małym ekranie, rozwałka jest całkiem niezła, kilka żartów udanych i śmiesznych, ale nad całością ciąży widmo docelowej publiczności. Bayowi nie udała się powtórka z „Bad Boys”, gdzie idealnie wymieszał proporcje humoru i sensacyjnej historii na poważnie. Tutaj, ze względu na młodzieżową widownię, sensacyjność musi łagodzić ograniczeniem brutalności, a powagę dramatyzmu zastępować pseudopowagą żenującego patosu. Właściwie pierwsza połowa filmu zasługuje na najwyższe noty, bo idealnie łączy kilka równorzędnych wątków, udanie opowiadając zarówno o rozterkach nastolatka, jak i problemach żołnierzy trafiających na nieznane zagrożenie. Niestety, dalej fabuła jest niepotrzebnie rozwodniona i sfragmentaryzowana, wprowadzono zupełnie zbędne postacie i zaczęto rozbudowywać wątki, które można skwitować jedną sceną. Co w połączeniu z wylewającym się z ekranu, w finale wręcz zatapiającym widza patosem i przewidywalnością sprawia, że ciężko byłoby wytrwać do końca… gdyby nie wielkie transformujące roboty. To clou filmu i one go ratują.
Kod da Vinci (40%)
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Zupełnie niepotrzebna ekranizacja, która na siłę próbuje dorównać popularności książki, zapominając, że literatura i film to zupełnie inne media. Książkowy „Kod Leonarda da Vinci” to w gruncie rzeczy kryminał opierający się na dialogach przedstawiających drogę dedukcji, w duchu zdecydowanie bliższy klasykom Agathy Christie niż sensacjom Roberta Ludluma. Ron Howard tymczasem wsparł się wysokim budżetem, którego wydać nie mógł na sceny akcji, bo takich fabuła po prostu nie dostarcza, a zamiast tego utopił w znane nazwiska i zrealizowane przy użyciu efektów specjalnych wizualizacje opowiadanych przez bohaterów historii – tyleż pomysłowe, co zbędne i czasem zbyt natarczywe (zwłaszcza w połączeniu z licznymi retrospekcjami). Tym, co ostatecznie pogrążyło film, jest jednak skrócenie fabuły i zupełnie niepotrzebne zmiany w jej treści. To pierwsze sprawia, że widz ogląda rozwiązywanie zagadek, ale tak naprawdę nie jest w stanie zorientować się, o co w nich chodzi – tu jakiś szyfr, tam kod, tu karteczka, tu rzeźba i inskrypcja, ale dlaczego właściwie bohaterowie przybiegli właśnie do tego kościoła? Natomiast zmiany w historii, którą stworzył Dan Brown, są wprowadzone głównie po to, by złagodzić atak na Kościół (w filmie to nie Watykan pociąga za sznurki, ale tajemnicza „rada”, watykańska „grupa trzymająca władzę”, która robi Jego Świątobliwości za plecami), ale są kompletnie nietrafione, bo istota pomysłu, o którą boje toczą katoliccy dygnitarze, pozostaje bez zmian. Skoro Jezus był człowiekiem i miał dzieci, to czy naprawdę istotne jest, czy prawdę ukrywa wszystkich stu kardynałów, czy tylko pięciu? Film częściowo ratują atrakcyjne lokacje i drugoplanowe aktorstwo (bo Hanks i Tatou sprawiają wrażenie, jakby nie wiedzieli, co tu robią) w osobach Paula Bettany’ego, Iana McKellena, Jeana Reno i Etienne’a Chicota. Poszerzony wątek policjantów granych przez tych ostatnich to zresztą jedyna zmiana na lepsze w stosunku do książki. Nie jest w stanie jednak sprawić, że warto byłoby ten film polecić komukolwiek poza fanatykami prozy Browna.
Ile waży koń trojański (30%)
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Jeden z wielu filmów, które lepiej wyglądają jako trailery (choć może w przypadku polskich produkcji to akurat nie aż tak częsta przypadłość). Prosty, ale nośny pomysł skisł w ledwie tlącej się fabule. Gdzie jest reżyser – Machulski, twórca tylu znakomitych filmów? Niby można bronić filmu, że pomyłka nastąpiła w momencie jego kwalifikacji – reżyserowi przykleja się etykietkę „komedia”, więc i Konia…” tak sprzedawano, a tymczasem Machulski nakręcił filmidło obyczajowe. Tyle tylko, że nawet jako nostalgiczna podróż w czasie film sprawdza się kiepsko. Owszem, scenki rodzajowe, charakteryzacja, scenografia – wszystkie pięknie odtworzone i ładnie wyważone: ani przerysowań, ani ckliwego usprawiedliwiania lat młodości. Jednak nic z tego nie wynika! Cała historia dzieje się nie wiadomo po co, nic z niej nie wynika ani dla bohaterki (poza odzyskaną babcią), ani widzowie niczego mądrego czy nowego się nie dowiedzą. W dużej mierze to wina finału, bo bohaterka nie dostaje lekcji (np. że wszystko ma swój czas i miejsce i nie można tego przyspieszyć). Również zabawa w zmienianie przeszłości nie wygląda wiarygodnie ani satysfakcjonująco – albo mówiąc wprost: nie trzyma się kupy – gdy zmienia się tylko pojedyncze wybrane elementy („Powrót do przyszłości” wygląda przy „Koniu…” jak pisany przez fizyka zajmującego się problemem linearności czasu). Bohaterka jest bardziej irytująca niż intrygująca, a film dłuży się niemiłosiernie i jest kiepsko skonstruowany – z nadmiernie rozwlekłym wstępem i doklejonym na siłę zakończeniem. Co ratuje przed całkowitą klapą? Więckiewicz, który choć ma bardzo jednowymiarową rólkę, wyciska z niej, co się da i uzupełnia naturalnym luzem, oraz fakt, że przy kilku scenach można się jednak zaśmiać. Jednak wysiedzenie dwóch godzin przed telewizorami po to, by pośmiać się 10 minut, niespecjalnie się kalkuluje.
Terminator 3: Bunt maszyn (70%)
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Terminator na wesoło. Prawie, bo właściwie ciężko wyrobić sobie zdanie, co twórcy (już bez Jamesa Camerona) chcieli nakręcić – rozrywkowy akcyjniak z elementami autoparodii czy film naprawiający to, co zepsuł „Terminator 2”? Bo jakiekolwiek by nie były jego wady, „Terminator 3” zawraca continuum tego świata na tory przedstawione w oryginalnym filmie, bez żadnego słodzenia „powstrzymaliśmy Dzień Sądu”. I ta niemoc bohaterów wobec bezlitosnego przeznaczenia (właściwie wiemy już wszystko, widząc budowane przez wojsko terminatory – nie trzeba nawet czekać do świetnego, zaskakującego finału) to bodaj najlepszy motyw filmu. Oczywiście akcji też ciężko coś zarzucić, bo karkołomne pościgi robią wrażenie, choć nigdy nie staną się tak ikoniczne jak te z „Terminatora 2”. Cała reszta budzi już jednak mieszane uczucia. John Connor w interpretacji Nicka Stahla to zaszczuty, bojący się własnego cienia nieudacznik, kompletnie nie przypominający nie tylko legendy ruchu oporu, ale i pyskatego dzieciaka z poprzedniego filmu, a do tego bywa irytujący. Arnold jest już zdecydowanie za stary do tej roli i nazbyt różniący się od swoich poprzednich wcieleń. Wtręty humorystyczno-parodystyczne nie są złe („She’ll be back”), ale nieszczególnie korespondują z powagą tematu, a sceny wycięte z finalnej wersji (niestety nie wspomniał o nich Konrad Wągrowski w bezsensownych ciekawostkach) jeszcze umacniają to wrażenie. W sumie film wywołuje bardzo mieszane uczucia, ale „Terminator: Ocalenie” bezlitośnie przypomina, że nie był wcale taki zły.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Różowa Pantera 2 (20%)
Idiotyczna kontynuacja idiotycznego filmu. Steve Martin jest jeszcze bardziej żenujący, żarty jeszcze bardziej kloaczne, fabuła jeszcze bardziej poszatkowana, a aranżowanie sytuacji komicznych jeszcze bardziej pretekstowe i sztuczne. Zdecydowanie nie warto, a miłośnikom Petera Sellersa wręcz nie wolno.
koniec
25 czerwca 2009
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Poczuć się jak dziesięciolatek
Konrad Wągrowski

14 XII 2017

„Ostatni Jedi” nie jest nowym „Imperium kontratakuje”, nie „wychodzi ze swojej strefy komfortu”, pozostając filmem raczej bezpiecznym, ale jest bardziej efektowny, bardziej złożony i po prostu zwyczajnie lepszy od „Przebudzenia Mocy”.

więcej »

East Side Story: Skandal?… Wiele hałasu o nic!
Sebastian Chosiński

10 XII 2017

Nazwisko reżysera Aleksieja Uczitiela i podjęty temat – czyli rzekomy romans cara Mikołaja II Romanowa i primabaleriny petersburskiego Teatru Maryjskiego Krzesińskiej – sprawiały, że po „Matyldzie” można było spodziewać się naprawdę dużo. Niestety, cały potencjał tkwiący w tej opowieści został zmarnowany, utopiony we łzach ckliwego melodramatu, na dodatek prawdopodobnie daleko odbiegającego od prawdy historycznej.

więcej »

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (1)
Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

4 XII 2017

W dzisiejszej edycji „Esensja ogląda” trzy tytuły – wydania DVD „Baby Drivera” i nowej „Mumii” oraz „Małi mężczyźni”.

więcej »

Polecamy

Chwała na wysokości?

Dobry i Niebrzydki:

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Let us fuck!
— Konrad Wągrowski

Dlaczego Ikea jest w Jankach?
— Piotr Czerkawski

Gra w kości
— Ewa Drab

Ponad grobem bogini
— Marcin Łuczyński

Terminator: Maszyny bynajmniej nie zbuntowane
— Kamila Sławińska

Terminator: Domknięcie
— Janusz A. Urbanowicz

Z tego cyklu

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (19)
— Konrad Wągrowski

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (18)
— Konrad Wągrowski

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (17)
— Jakub Gałka

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (16)
— Jakub Gałka

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (15)
— Jakub Gałka

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (14)
— Jakub Gałka

SPF - Subiektywny Przegląd Filmów (13)
— Jakub Gałka

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (12)
— Jakub Gałka

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (11)
— Jakub Gałka

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (10)
— Jakub Gałka

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Listopad 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Esensja ogląda: Czerwiec 2017 (5)
— Sebastian Chosiński, Kamil Witek

Scenarzysta bez Wergiliusza
— Marcin T.P. Łuczyński

Esensja ogląda: Październik 2014 (1)
— Kamil Witek, Konrad Wągrowski, Jarosław Loretz, Piotr Dobry

Esensja ogląda: Wrzesień 2014 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Robak, Kamil Witek

Im bliżej jesteś śmierci, tym bardziej czujesz, że żyjesz
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Październik 2013 (2)
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Kamil Witek

2. American Film Festiwal: Dzień trzeci
— Kamil Witek

Trójwymiarowy gwóźdź do trumny
— Mateusz Kowalski

Kopać czy nie kopać?
— Dariusz Kuźma

Tegoż autora

Więcej wszystkiego co błyszczy, buczy i wybucha?
— Miłosz Cybowski, Jakub Gałka, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Nieprawdziwi detektywi
— Jakub Gałka

O tych, co z kosmosu
— Paweł Ciołkiewicz, Jakub Gałka, Jacek Jaciubek, Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Wszyscy za jednego
— Jakub Gałka

Pacjent zmarł, po czym wstał jako zombie
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Jakub Gałka, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jarosław Robak, Beatrycze Nowicka, Łukasz Bodurka

Chodzi o dobre historie i ciekawych bohaterów
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jakub Gałka, Kamil Witek, Konrad Wągrowski, Michał Kubalski

Porażki i sukcesy 2013, czyli filmowe podsumowanie roku
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Ewa Drab, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Krzysztof Spór, Małgorzata Steciak, Konrad Wągrowski

Przygody drugoplanowe
— Jakub Gałka

Ranking, który spadł na Ziemię
— Sebastian Chosiński, Artur Chruściel, Jakub Gałka, Jacek Jaciubek, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Esensja ogląda: Wrzesień 2013 (2)
— Sebastian Chosiński, Jakub Gałka, Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.