Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 kwietnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Filmy

Magazyn CLXV

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

East Side Story: Dlaczego NKWD nie ufało bohaterom wojennym?

Esensja.pl
Esensja.pl
[1] 2 »
Kiedy o świcie 22 czerwca 1941 roku wojska hitlerowskie przekroczyły granicę ze Związkiem Radzieckim, najprawdopodobniej wyprzedzając tym samym atak Stalina, szala zwycięstwa od samego początku wyraźnie przechyliła się na ich stronę. Dowództwo sowieckie, chcąc ratować katastrofalną sytuację na froncie, wydało rozkaz: „Ani kroku w tył!”. Taki też tytuł nosi fabularny film Witalija Worobjowa, którego akcja rozgrywa się w pierwszych tygodniach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.

Witalij Worobiew
‹Ani kroku w tył!›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAni kroku w tył!
Tytuł oryginalnyНи шагу назад!
ReżyseriaWitalij Worobiew
ObsadaNikita Zwieriew
Kraj produkcjiRosja
Gatunekwojenny
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Przez wiele lat dzieje pierwszych miesięcy Wielkiej Wojny Ojczyźnianej były w Związku Radzieckim tematem tabu. Przywódcom Kraju Rad – zarówno Józefowi Stalinowi, jak i jego politycznym następcom, Nikicie Chruszczowowi i Leonidowi Breżniewowi – trudno było przyznać się do faktu, że kraj, który szykował się do zbrojnej agresji przeciwko III Rzeszy, był kompletnie nieprzygotowany na wypadek ataku wroga na jego terytorium. Katastrofa, która nastąpiła latem 1941 roku, pochłonęła miliony istnień żołnierzy Armii Czerwonej, nie licząc tych, którzy poddali się Niemcom, a nawet dobrowolnie zgłaszali akces do Wehrmachtu, by wziąć teraz odwet na znienawidzonych bolszewikach. Klęska była tak wielka, że nawet po wygranej wojnie starano się pomijać milczeniem okres do czerwca do grudnia, kiedy to krasnoarmiejcy odnieśli wreszcie pierwszy militarny sukces, nie wpuszczając Adolfa Hitlera do Moskwy. Starano się również, aby temat ten nie przenikał do literatury i kina. Tylko okazjonalnie pojawiały się dzieła odnoszące się do tego fragmentu konfliktu radziecko-niemieckiego. Decydenci kulturalni i cenzorzy dbali jednak o to, aby miały one odpowiedni wydźwięk propagandowy. Tak było chociażby w przypadku głośnego dramatu Zachara Agranienki „Biessmiertnyj garnizon” (1956), który powstał na podstawie powieści Konstantina Simonowa, a opowiadał o bohaterskiej obronie twierdzy brzeskiej. Osiem lat później na ekranach kin w Związku Radzieckim pojawił się chyba najgłośniejszy i zarazem najwybitniejszy film rozrachunkowy, opowiadający o kataklizmie pierwszych wojennych miesięcy – „Żywi i martwi” (1964) Aleksandra Stolpera, też zresztą oparty na wyśmienitej książce Simonowa. Po roku 1991 nic już nie stało na przeszkodzie, by wreszcie pokazać w kinie prawdziwy obraz tamtych wydarzeń. Nic! Poza bieżącym interesem politycznym oraz… zbiorową pamięcią narodu, ukształtowaną – a raczej należałoby powiedzieć: skrzywioną – przez kilka dekad intensywnej komunistycznej indoktrynacji. W efekcie tych działań po dziś dzień rzadkością są w Rosji filmy, które pokazywałyby ten okres historii państwa bez ewidentnych przekłamań (jak na przykład „Nasi” Dmitrija Mieschijewa).
Witalij Worobjow jest jednym z tych współczesnych reżyserów rosyjskich, którzy umiłowali sobie temat Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. W jego przypadku nie może to jednak wcale dziwić. Urodził się on w 1958 roku w Piatigorsku w Kraju Stawropolskim w rodzinie oficera Armii Czerwonej. Dzieciństwo spędził w różnych miasteczkach garnizonowych, do których los rzucił ojca – na Kamczatce, pod Nowogrodem Wielkim i w okolicach Włodzimierza nad Klaźmą. W 1991 roku ukończył Państwowy Moskiewski Uniwersytet Techniczny, stając się specjalistą w dziedzinie lotnictwa i kosmonautyki. Nie potrafił jednak skutecznie uciec przed drugą ze swoich wielkich pasji – teatrem i filmem. Wstąpił więc na wydział reżyserski, wtedy jeszcze Wszechzwiązkowego, a gdy kończył uczelnię w 1996 roku już Wszechrosyjskiego Państwowego Instytutu Kinematografii, czyli popularnego WGIK-u. Zadebiutował jako student krótkometrażówką „Woron” (1993). Po studiach zajął się przede wszystkim produkcją wideoklipów, co przynosiło mu wymierny dochód, ale jednocześnie skutecznie utrudniało obronienie dyplomu. Uczynił to dopiero w 2002 roku, przedstawiając jako pracę dyplomową „Ispowied’ pokojnika”, opowieść o niezwykle ponurych w Związku Radzieckim latach 30. XX wieku. Filmik spodobał się do tego stopnia, że otrzymał nawet nagrodę jury za najlepszy debiut na festiwalu „Literatura i kino”. Pierwszym pełnometrażowym obrazem Worobjowa okazał się horror „Dniewnoj priedstawitiel” (2003); później jednak reżyser poświęcił się przede wszystkim – z jednym małym wyjątkiem, o którym będzie jeszcze mowa – kręceniu filmów o drugiej wojnie światowej. Swą trwającą już kilka dobrych lat przygodę z kinem wojenno-sensacyjnym rozpoczął od dramatu „Niesłużebnoje zadanije” (2004); rok później dokręcił doń drugą część – „Wzryw na rasswietie” (2005), a w następnym – „Pod liwniem pul”, cykl czterech pełnometrażowych obrazów o losach sowieckich zwiadowców z oddziału lejtnanta Biesfamilnego: „Tajna broń”, „Dieti gienierała”, „Gospital” oraz „Protiwostojanije”. Po tej potężnej dawce batalistyki reżyser postanowił odpocząć nieco od tematów wojennych i zrealizował dla telewizji noworoczną komedię „Nastojaszczij Died Moroz” (2007). Gdy jednak tylko skończył film przeznaczony dla dzieci, wrócił do realizacji dzieł dla dorosłych. Efektem tego powrotu okazał się miniserial „Silnieje ognia”, którego skróconą i nieco zmienioną wersję skierowano w lutym 2008 roku do kin pod tytułem „Ani kroku w tył!”.
Akcja filmu rozpoczyna się 21 lipca 1941 roku, a więc zaledwie kilkanaście godzin przed hitlerowską agresją. Sytuacja na zachodniej granicy Kraju Rad jest niezwykle napięta i chociaż oficjalnie nie mówi się ani nie pisze ani słowa o narastającym konflikcie między Związkiem Radzieckim a III Rzeszą, krasnoarmiejcy pilnujący rubieży doskonale zdają sobie z tego sprawę. Co rusz bowiem przez graniczną rzekę na sowieckie – choć należałoby pamiętać, że tak naprawdę cały czas jest mowa o dawnych ziemiach II Rzeczypospolitej – terytorium przedzierają się niemieccy zwiadowcy. Służba do najłatwiejszych nie należy. Nie ma się więc co dziwić, że żołnierze starają się uprzyjemnić sobie wolny czas na różne sposoby, na przykład organizując zawody w siłowaniu się na ręce. Dowódca jednostki artyleryjskiej lejtnant Wiktor Aleksiejewicz Suchanow sam chętnie bierze w nich udział, bez większych kłopotów rozkładając swoich podwładnych. Po kolejnym zwycięskim pojedynku czeka go jeszcze jednak radosna wieść – w obozie pojawia się niewidziany przezeń od roku przyjaciel z czasów nauki w szkole wojskowej Sasza (Aleksander) Prokorow. Wieczorem obaj udają się na potańcówkę w klubie, po której – zamiast grzecznie udać się spać do miejsca postoju jednostki – wybierają się na romantyczny spacer z dwiema miejscowymi dziewczynami poznanymi na zabawie. Godziny szybko płyną i noc zamienia się w świt, a wraz z nim od zachodu nadlatują wrogie samoloty. Dla obu przyjaciół kończy się beztroska, a zaczyna – długa i bezlitosna walka.
Akcja „Ani kroku w tył!” pędzi na złamanie karku i zmienia się jak w kalejdoskopie. Obóz Suchanowa zostaje doszczętnie zniszczony przez hitlerowskie lotnictwo; ci, którzy jakimś cudem przeżyli, są teraz dobijani przez żołnierzy Wehrmachtu. Wiktor i Aleksander przeżyli tylko dlatego, że w chwili ataku nie było ich tam, gdzie powinni się znajdować. Nie chroni ich to jednak przed niewolą. Ale przecież nie bez powodu są dumnymi i walecznymi krasnoarmiejcami. Gdy przekonują się, że Niemcy mają zamiar rozstrzelać wszystkich jeńców, wzniecają bunt i uciekają. Suchanow zostaje w czasie walki poważnie ranny w głowę i traci przytomność, życie ratuje mu Artiom Szalnych, który na rozkaz Prokorowa wynosi go do lasu i w ten sposób ukrywa przed Niemcami. Kiedy Wiktor dochodzi do siebie, okazuje się, że wszyscy żołnierze, którzy zdołali ocaleć, rozpierzchli się, a we dwójkę raczej nie da się stawić skutecznego oporu. Krążą więc po okolicy, zastanawiając się jak przetrwać. Zbierają też maruderów – młodziutkiego szeregowca Stiepana Kowrigę oraz Siemiona Jefimowa, który szczęśliwym zrządzeniem losu prowadził ciężarówkę wypełnioną amunicją i pociskami artyleryjskimi. Znacznie ważniejszą zdobyczą okazała się jednak doczepiona do wozu nowiutka armata. We czwórkę, na dodatek z takim wyposażeniem, można się już postarać napsuć paskudnym hitlerowcom trochę krwi. Wiktor, który jako najwyższy stopniem przejmuje dowództwo nad tym w zasadzie już na poły partyzanckim minioddziałem, wydaje rozkaz ufortyfikowania starej, zniszczonej twierdzy sprzed kilkuset lat, położonej na trudno dostępnym wzgórzu. Kiedy pojawiają się Niemcy, bohaterscy czerwonoarmiści walą w nich jak do kaczek. Po dwóch dniach, wystrzelawszy już niemal całą amunicję, zmuszeni są się poddać. Niemiecki pułkownik w pierwszym odruchu chce ich przykładnie ukarać i rozstrzelać, ale przebiegły major Werner wpada na znacznie rozsądniejszy koncept. Woli przeciągnąć ich na swoją stronę, a przede wszystkim skłonić lejtnanta Suchanowa do zdradzenia tajemnic funkcjonowania nowoczesnej sowieckiej armaty, która w czasie walk wpadła w hitlerowskie ręce. Ten zaś wyraża zgodę, ale tylko po to, aby podjąć kolejną próbę wyrwania się z niewoli.
[1] 2 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

East Side Story: A Anna Karenina żyła długo i szczęśliwie…
Sebastian Chosiński

23 IV 2017

Władimir Bortko nie powinien już kręcić melodramatów. Ani ubranych w kostium historyczny, ani w sensacyjno-szpiegowski. Ba! nawet od jak najbardziej współczesnych, obyczajowych historii miłosnych powinien trzymać się z daleka. Ma zwyczajnie zbyt ciężką, toporną rękę, aby z finezją oddać zawiłości relacji międzyludzkich. Czego dobitnym dowodem najnowsze dzieło cenionego przed laty reżysera – „O miłości”.

więcej »

Zordon, który puka się w czoło
Przemysław Ciura

22 IV 2017

„Power Rangers” to lekka rozrywka wypieczona jakby według sprawdzonej recepty na domowy torcik. Pulchne ciasto popularnej franczyzy, chrupki wafel efekciarstwa i bita śmietana beztroskiej łupanki po gębach kitowców. Te wszystkie słodkości podlano musztardą terapii grupowej, po czym zamarynowano w dylematach rodem z brukowej fotostory.

więcej »

East Side Story: „Woschod 2” jak „Apollo 13”
Sebastian Chosiński

16 IV 2017

Rosjanie nie mogą ustępować Amerykanom. W niczym. Nie tylko w sferze polityki. Także kinematografii. A zwłaszcza tej jej części, która dotyczy podboju kosmosu. Przecież to Rosjanin był pierwszym człowiekiem, który poleciał w otwartą przestrzeń. To Rosjanin jako pierwszy odbył w niej kilkuminutowy spacer. I o tym właśnie wydarzeniu opowiada oparty na faktach „Czas pionierów” Dmitrija Kisieliowa (i Jurija Bykowa).

więcej »

Polecamy

Co ludzie powiedzą?

Dobry i Niebrzydki:

Co ludzie powiedzą?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

One woman show
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pieprzeni kamikadze w kalifornijskim raju
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pancerz bez ducha
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpa musi się pobrudzić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dysfunkcyjna rodzina w podróży, czyli rzeźnia, która wzrusza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zabić jelenia gołymi rękami i wyrecytować Konstytucję przez sen
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

You complete me!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oscary intymne i okruchy życia
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

„Wstręt” w baletkach, czyli prawdziwa sztuka rodzi się w bólach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Z tego cyklu

A Anna Karenina żyła długo i szczęśliwie…
— Sebastian Chosiński

„Woschod 2” jak „Apollo 13”
— Sebastian Chosiński

Pierścionek bez orła w brzuchu
— Sebastian Chosiński

Wampir po rosyjsku
— Sebastian Chosiński

Urok mocno wyblakły
— Sebastian Chosiński

Mutant – to brzmi dumnie!
— Sebastian Chosiński

Pogańska chuć, chrześcijańskie opanowanie
— Sebastian Chosiński

Romeo z przestrzeni kosmicznej
— Sebastian Chosiński

Nudne jest życie chirurga
— Sebastian Chosiński

Droga bez powrotu
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Tu miejsce na labirynt…: Więcej takich płyt, panie Schmidt!
— Sebastian Chosiński

Zemsta za „potop”?
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Na dworcach w Poznaniu i Bydgoszczy
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Berlin Wschodni to dobre miejsce na schadzkę
— Sebastian Chosiński

Łotrzykowska ballada bez happy endu
— Sebastian Chosiński

Wizja lokalna
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
— Sebastian Chosiński

Za dużo kalkulacji
— Sebastian Chosiński

Nie ten człowiek!
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Niebiański pogrzeb w świetle księżyca
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.