Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 27 marca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

East Side Story: Każdego twardziela w końcu zgubi miłość

Esensja.pl
Esensja.pl
[1] 2 »
W czasach Związku Radzieckiego Samweł Gasparow kręcił przede wszystkim osadzone w realiach wojny domowej easterny oraz krwawe obrazy sensacyjno-kryminalne z bohaterskimi milicjantami w rolach głównych. „Pułapka na zabójcę”, zrealizowana po kilkunastu latach milczenia, jest powrotem do tamtej, typowo rozrywkowej stylistyki. I podobnie jak część dzieł Gasparowa sprzed dwóch czy trzech dekad zakwalifikowana została do gatunku filmów… milicyjnych.

Samweł Gasparow
‹Pułapka na zabójcę›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPułapka na zabójcę
Tytuł oryginalnyКапкан для киллера
ReżyseriaSamweł Gasparow
ZdjęciaAnton Antonow
Scenariusz
ObsadaAnton Pamnusznyj, Igor Lifanow, Aleksander Wasiliewski, Maksim Drozd, Giennadij Matwiejew, Elmira Mietriewieli, Jekatierina Sołomatina, Aleksander Taranżyn
MuzykaAnatolij Zubkow
Rok produkcji2008
Kraj produkcjiRosja
Gatuneksensacja
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W czasach PRL-u filmy radzieckie zdecydowanie dominowały w polskich kinach. Ustalony był nawet specjalny polityczny parytet, według którego sprowadzano nad Wisłę obrazy z zagranicy. Większość produkcji „made in Soviet Union” grano jednak przy pustych salach, mimo że sprzedawano na nie komplety biletów. Schemat był prosty: państwowe zakłady były zmuszane do wykupywania wejściówek, a co później się z nimi działo, to już zupełnie inna historia. Nieczęsto się zdarzało, aby radziecki film rzeczywiście przyciągnął przed ekrany rzesze dobrowolnych widzów, chociaż i takie przypadki miały oczywiście miejsce. W zalewie sowieckich obrazów eksportowanych do krajów demokracji ludowej niewiele bowiem było takich, które naprawdę mogły zainteresować odbiorców. Dominowało sztampowe kino wojenne i obyczajowe, podkreślające radość życia w socjalistycznym kraju. Westerny (choć trafniej byłoby raczej użyć określenia easterny) i tzw. „bojewiki”, czyli klasyczne kino akcji, traktowano jako produkcje pośledniejszego gatunku, na dodatek w zbyt dużym stopniu kojarzące się z kinematografią „zgniłego Zachodu”. A właśnie w takich filmach specjalizował się urodzony w 1938 roku w gruzińskim Tbilisi Samweł Gasparow. Zanim został filmowcem, pracował jako szofer. Dopiero w połowie lat 60. ubiegłego wieku zdecydował się na podjęcie studiów na wydziale reżyserskim Wszechzwiązkowego Państwowego Instytutu Kinematografii (WGIK), które ukończył w 1970 roku. Jego opiekunem był nie byle kto, bo sam legendarny Michaił Romm. Po ukończeniu szkoły skierowano go do pracy w odeskim studiu filmowym, któremu pozostał wierny przez wiele lat.
Zadebiutował cztery lata później przygodowym filmem „Rejs pierwyj, rejs posliednij”. Potem nakręcił interesujący kryminał „Swidietielstwo o biednosti” (1977), który oparty został na jednej z poczytnych powieści braci Arkadija i Grigorija Wajnerów. W tym samym roku na ekrany kin w Związku Radzieckim trafił pierwszy, rozgrywający się w realiach wojny domowej, eastern Gasparowa – „Nienawist’”, którego scenarzystami byli Eduard Wołodarski oraz… Nikita Michałkow (wcześniej odpowiedzialni za znakomitego „Swojego wśród obcych, obcego wśród swoich”). Później poszło już z górki. „Zabud’tie słowo smiert’” (1979), „Chlieb, zołoto, nagan” (1980) oraz „Szesti” (1981) ugruntowały pozycję reżysera jako czołowego twórcy radzieckiej odmiany filmów o Dzikim… Wschodzie. W 1983 roku nakręcił on milicyjny dramat „Biez osobogo riska”, a po dwóch kolejnych latach zmierzył się z tematem wojny wietnamskiej. Nie trzeba chyba dodawać, że zrealizowany w koprodukcji z Wietnamczykami obraz „Koordinaty smierti” przedstawiał ów konflikt z zupełnie innego punktu widzenia, niż mające praktycznie monopol w tym temacie kino amerykańskie. Wielkim zaskoczeniem okazał się natomiast kolejny film Gasparowa – nakręcony w Gruzji dramat „Kak doma, kak dieła?” (1987), którego akcję autor umieścił w rodzinnym Tbilisi w okresie bezpośrednio poprzedzającym wybuch Wielkiej Wojny Ojczyźnianej oraz w jej trakcie. Co było niespodzianką? Fakt, że bohaterami uczynił dzieci, a nie dorosłych. Trzy lata później powstał jeszcze sensacyjny obraz „Stierwiatniki na dorogach”, po czym reżyser zamilkł na kilkanaście następnych lat. Dopiero w 2007 roku postanowił ponownie stanąć za kamerą, aby – na zaproszenie producenta i reżysera Michaiła Kałatoziszwilego (autora „Dzikiego pola”) – przenieść na ekran jedno z opowiadań Walerija Karyszewa.
Karyszew to postać w Rosji bardzo znana, chociaż niekoniecznie jako pisarz, mimo że także w tej dziedzinie odnosi komercyjne sukcesy. Ów absolwent wydziału prawa Uniwersytetu Moskiewskiego sprzed ponad trzech dekad, był w latach 90. XX wieku jednym z najbardziej rozpoznawalnych rosyjskich adwokatów. Bronił w sprawach kryminalnych najgłośniejszych przestępców, czym zasłużył sobie na – jakże wymowny – przydomek „adwokata mafii”. Choć do dziś nie zrezygnował z zawodu i wciąż stoi na czele zespołu adwokackiego „Walerij Karyszew & Partnerzy”, na boku dorabia sobie pisaniem książek. Są to zarówno powieści sensacyjne i kryminalne, jak i pozycje o charakterze dokumentarnym (na przykład dwa tomy bardzo popularnej „Kryminalnej historii Rosji” z lat 1989-1995). W ostatnich latach zainteresował się również filmem. W 2007 roku Nick Taylor zrealizował na podstawie jego prozy i przy współudziale w pisaniu scenariusza serial „Zapiski adwokata. Aleksander Macedoński"; w tym samym roku Gasparow zabrał się za kręcenie „Pułapki na zabójcę”, która swoją telewizyjną premierę miała niespełna trzy miesiące temu.
Akcja filmu rozpoczyna się w sali sądowej, gdy sędzina odczytuje wyrok długoletniego więzienia dla niejakiego Aleksandra Mielnika. To, jak się okazuje, niezwykle groźny i niebezpieczny przestępca, który nie ma najmniejszej ochoty na marnowanie swoich najlepszych lat za kratkami. Korzystając zatem z nieuwagi pilnujących go milicjantów, wyrywa im się i wyskakując przez okno, ucieka z sądu. Na ulicy zatrzymuje samochód i bierze jako zakładniczkę kierującą nim piękną Walentinę. Jedzie z nią do jej mieszkania, gdzie spędza noc. Dopiero gdy rano bierze w łazience prysznic, kobiecie udaje się przez telefon komórkowy zawiadomić organa ścigania. Bezpieczniacy pojawiają się niemal natychmiast i aresztują Saszę. Teraz, już jako recydywista, Mielnik trafia do zony – więzienia o zaostrzonym rygorze. Problem jednak w tym, że z filmu trudno to wywnioskować, ponieważ na ekranie praktycznie nie widać strażników. Więźniowie przechadzają się po fabrycznych halach, gdzie muszą pracować, na pięści rozstrzygają konflikty między sobą, a niektórzy – w domyśle: ojcowie chrzestni – mają nawet możliwość kontaktowania się ze światem zewnętrznym przy pomocy komórek. Pojawienie się w tym miejscu takiego kozaka nie może ujść niczyjej uwadze. Szybko też Aleksander otrzymuje ciekawą propozycję: zostanie mu umożliwiona kolejna ucieczka, ale pod warunkiem, że będzie od tej pory pracował jako cyngiel dla mafii. Wyraża zgodę i już niebawem ponownie gości na wolności. Natychmiast też zaczyna spłacać swój dług, odstrzeliwując wskazane przez swego mocodawcę osoby. Trzeba przyznać, że jest w swoim fachu prawdziwym mistrzem. Działa skutecznie, nie pozostawiając po sobie żadnych śladów.
Od razu po ucieczce Mielnika moskiewska milicja zostaje postawiona na nogi. Kierujący śledztwem pułkownik nie wierzy jednak w skuteczność działań swoich podwładnych, dlatego udaje się do Ilji Riemiezowa, byłego funkcjonariusza, który już jakiś czas temu zrezygnował ze służby i od tamtej pory działa na własną rękę. Obiecuje mu wszelką pomoc, byle tylko dopadł on Saszę. Z biegiem czasu prowadzący dochodzenie Riemiezow odkrywa coraz więcej szczegółów dotyczących przeszłości Mielnika. Tym samym zdaje sobie sprawę, że jego rywalem jest człowiek niezwykły. Z jednej strony były żołnierz, odbywający niegdyś służbę w Niemieckiej Republice Demokratycznej, a następnie milicjant, którego na złą drogę sprowadziły niesprzyjające okoliczności i życiowe doświadczenie; z drugiej – dojrzały mężczyzna, szukający ciepła i bliskości ukochanej kobiety, w duchu marzący o zerwaniu z mało chwalebną profesją i stabilizacji w rodzinnym gronie. Szansa na to drugie pojawia się, kiedy pewnego dnia Mielnik przypadkowo poznaje piękną Jelenę Wolską, młodą wdowę, samotnie wychowującą ośmioletniego Nikitę. Kobieta, artystka o romantycznym usposobieniu, nie pozostaje obojętna na atawistyczny magnetyzm Aleksandra. Widzi w nim zresztą nie tylko życiowego partnera dla siebie, ale także zastępczego ojca dla syna, który notabene świetnie dogaduje się z nowym znajomym mamusi. Pod wpływem znajomości z Jeleną w Saszy stopniowo dokonuje się przemiana, co pociąga za sobą katastrofalne dla niego skutki – przede wszystkim staje się mniej ostrożny, aż w końcu, wykonując kolejne zlecenie, popełnia pierwszy poważny błąd. A tylko na to czeka podążający za nim jak cień Riemiezow.
Radzieccy recenzenci, oceniając filmy Gasparowa z lat 70. i 80. XX wieku, często zarzucali mu „miałki psychologizm” i epatowanie okrucieństwem. Te krytyczne uwagi można zresztą odnieść również do „Pułapki na zabójcę”. Trup ściele się gęsto, znajdujący się w sytuacji bezpośredniego zagrożenia Mielnik nie przebiera bowiem w środkach – bez wahania strzela do ochroniarzy bądź milicjantów, jakby kompletnie nie liczył się z potencjalnymi konsekwencjami. Inna sprawa, że często robi to zupełnie niepotrzebnie. Ot, widocznie reżyserowi zależało na podkreśleniu jego nieco psychopatycznej natury, co z kolei mogło służyć pogłębieniu portretu psychologicznego postaci. Ten jednak wypada niezbyt przekonująco. Gasparow poświęca wprawdzie, w ślad za scenarzystą, trochę czasu na nakreślenie obyczajowego tła opowieści, robi to jednak bardzo pretekstowo. Każe widzowi wierzyć, że sytuacja wygląda właśnie tak, jak wynika to z dialogów prowadzonych przez bohaterów, ale nie serwuje, niestety, zbyt wiele, aby go w tym przekonaniu utwierdzić. Być może był to jednak zabieg świadomy. Dzięki pewnej szkicowości fabuły można przynajmniej podjąć próbę przekonania oglądających, że Mielnik to człowiek z zasadami, który – gdyby nieco inaczej potoczyło się jego życie – mógłby być przykładnym obywatelem, mężem i ojcem. Gdyby zaczęto na serio wgłębiać się w jego psychikę, ta teza byłaby niezwykle trudna do obrony. Zresztą na żadną pogłębioną analizę w filmie gruzińskiego reżysera nie ma czasu. Akcja niemal przez cały czas pędzi na złamanie karku, niekiedy trudno wręcz nadążyć za jej ciągłymi zmianami. Biorąc pod uwagę, że w warstwie psychologicznej film nie oferuje zbyt wiele, ten fabularny pęd do finału można akurat uznać za pozytyw. Ostateczna rozgrywka wypada okazale, choć niezbyt logicznie. Ale do tego w ciągu niespełna półtoragodzinnego seansu widz zdąży się przyzwyczaić.
[1] 2 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

East Side Story: Urok mocno wyblakły
Sebastian Chosiński

26 III 2017

Najlepszy okres w karierze Siergiej Sołowjow przeżywał w latach 70. i 80. ubiegłego wieku. To wtedy powstały jego najwybitniejsze filmy, dzięki którym na trwałe zapisał się w historii kinematografii swojej ojczyzny. Po politycznym przełomie i upadku Związku Radzieckiego wiodło mu się różnie; w każdym razie w ciągu minionego ćwierćwiecza nie nakręcił żadnego obrazu, który na dłużej pozostaje w pamięci. Nie inaczej rzecz ma się z „Tram-pkami” (sic!).

więcej »

Esensja ogląda: Marzec 2017 (3)
Piotr Dobry, Marcin Osuch, Jarosław Robak

20 III 2017

To już trzecie marcowa edycja Esensja ogląda a w niej piszemy krótko o pięciu niedawnych kinowych premierach: „Elle”, „Lego Batmanie”, „Pięknej i bestii”, „Wyspie czaszek” i „Zło we mnie”.

więcej »

East Side Story: Mutant – to brzmi dumnie!
Sebastian Chosiński

19 III 2017

Rosjanie – bez najmniejszych wątpliwości – zazdroszczą Amerykanom. Widać to w ostatnim czasie po trafiających do kin filmach. Odpowiedzią na hollywoodzkie obrazy o pierwszym kontakcie z obcymi stało się „Przyciąganie” Fiodora Bondarczuka; z kolei „Obrońcy” Sarika Andreasiana to wariacja na tematy superbohaterskie, mieszanka „X-Menów” z „Avengersami”. Niestety mało udana.

więcej »

Polecamy

Małpa musi się pobrudzić

Dobry i Niebrzydki:

Małpa musi się pobrudzić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dysfunkcyjna rodzina w podróży, czyli rzeźnia, która wzrusza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zabić jelenia gołymi rękami i wyrecytować Konstytucję przez sen
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

You complete me!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oscary intymne i okruchy życia
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

„Wstręt” w baletkach, czyli prawdziwa sztuka rodzi się w bólach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pola, łączki, lasy, czyli zaświaty według Jacksona
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

A idź z tym gniotem!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Krwawa makabra jest dobra
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To jest bingo!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.