Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Pasja Gibsona

Esensja.pl
Esensja.pl
Mel Gibson zrobił film o Jezusie tak, jakby nikt przez ostatnich 50 lat nie dotykał tego tematu. Był przez cały czas wierny ikonografii chrześcijańskiej i odwiecznej tradycji, a nie faktom historycznym. Nie zastosował złotej zasady, według której lepiej jest zostawić miejsce dla wyobraźni, zamiast epatować obrazem. Najgorsze zaś w „Pasji” jest toporne zakończenie, któremu – podobnie jak całemu filmowi – brak dobrego smaku i finezji.

Mel Gibson
‹Pasja›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPasja
Tytuł oryginalnyThe Passion of the Christ
Dystrybutor Monolith
Data premiery5 marca 2004
ReżyseriaMel Gibson
ZdjęciaCaleb Deschanel
Scenariusz
ObsadaMonica Bellucci, James Caviezel, Maia Morgenstern, Rosalinda Celentano, Hristo Shopov
MuzykaJohn Debney
Rok produkcji2004
Kraj produkcjiUSA, Włochy
Czas trwania125 min
WWW
Gatunekdramat, historyczny
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Gibson, specjalnie lub bezwiednie, wykorzystał ogólny apetyt na horror i gore, w którym on i jemu podobni dostrzegają wyższy cel. Skutek jednak niczym nie różni się od efektów osiąganych przez wirtuozów kina „szokowego”, takich jak Quentin Tarantino czy Gaspar Noé, który poddał Monikę Bellucci tak przykremu upokorzeniu w „Nieodwracalnym”. Gibson jest z usposobienia mniej formalnie ryzykującym reżyserem, ale nie mniejszym koneserem przemocy i zabawnie będzie usłyszeć, jak te same zrzędy, które potępiały „Kill Bill” Tarantino, będą teraz chwalić „Pasję”.
A.O. Scott, “New York Times”
Mel Gibson zrobił film o Jezusie tak, jakby nikt przez ostatnich 50 lat nie dotykał tego tematu. Od lat 60-tych, kiedy to przedstawiano życie Jezusa w stylu biblijnych epopei, powstały jednak takie filmy, jak chociażby „Ewangelia według św. Mateusza” Passoliniego, ekranizacja musicalu „Jesus Christ Superstar” czy „Ostatnie kuszenie Chrystusa” w reżyserii Martina Scorsese. Nie można udawać, że tych obrazów nie było. Do tej pory filmy o Jezusie wnosiły zawsze coś nowego i pokazywały znaną wszystkim historię w nowym świetle. Często powodowały falę protestów, które czasami doprowadzały nawet do zdjęcia filmu z ekranów. „Pasji” to raczej nie grozi, gdyż pozornie nic tutaj nie przeczy nauce Kościoła. Przynajmniej na pierwszy rzut oka, ponieważ tak naprawdę manichejskie przedstawienie walki dobra ze złem, jakie stosuje Gibson, zostało już dawno potępione. Według nauki Kościoła zło to brak dobra, a nie osobna siła, która może mu stawiać czoła. Tymczasem Gibson wprowadza do filmu postać diabła, który w momencie klęski, wydaje z siebie krzyk rozpaczy. Chwyt dosyć tani, choć efektowny.
Podobno celem Gibsona było ukazanie męki Jezusa w taki sposób, żebyśmy minuta po minucie zobaczyli, jak to naprawdę wyglądało. Tak przynajmniej reżyser mówił w wywiadach. Tymczasem oglądając film, przekonujemy się, że zainspirowany malarstwem Caravaggia, był on przez cały czas wierny ikonografii chrześcijańskiej i odwiecznej tradycji, a nie faktom historycznym. W dodatku dotyczy to jedynie postaci Jezusa. Podczas gdy dwaj pozostali skazańcy niosą tylko poziomą belkę, Jezus dźwiga cały krzyż. Oni są do tej belki przywiązani, on przybity. Gwoździe zaś nie są wbijane w nadgarstki i kostki, lecz w dłonie i śródstopie. Oczywiście oba sposoby są równie makabryczne i nie chodzi tu o czepianie się o szczegóły, ale o pokazanie, że argument o realistycznym przedstawieniu męki Jezusa przestaje mieć rację bytu. Od dawna już wiadomo w jaki sposób Rzymianie w tamtych czasach krzyżowali więźniów i żaden film nie jest w stanie pokazać tego lepiej, niż sami możemy to sobie – znając fakty – wyobrazić. Urealnieniu wydarzeń miało także służyć ożywienie dwóch „martwych” dziś języków – łaciny i aramejskiego. I to chyba jedyne, choć tak naprawdę mało zauważalne nowatorstwo w tym filmie.
Najstraszniejsze jest to, czego nie widzimy. Taka zasada obowiązuje w horrorach, a tego gatunku od początku nawiązuje Gibson. Sprawia, że widz co jakiś czas podskakuje ze strachu w fotelu, zaskoczony nagłym, mocnym i głośnym akcentem. Taki efekt daje na przykład ukazanie się Judaszowi diabła w ciemnym lesie oliwnym. Jednak szkoda, że Gibson nie zastosował tej złotej zasady, według której lepiej jest zostawić miejsce dla wyobraźni, zamiast epatować obrazem. Patrząc, szybko przyzwyczajamy się do okropieństwa i w ramach odruchów obronnych, obojętniejemy na obraz.
Po co zatem Gibson zrobił ten film? Jego celem był chyba manifest własnej wiary. Choć z drugiej strony z pewnością chciał także wstrząsnąć widzami i ich zaszokować. To mu się na pewno udało, skoro wszyscy dziś o „Pasji” dyskutują. Ale szokować nie jest trudno, żadna więc w tym jego zasługa. Pozostaje zatem inne pytanie – dla kogo Gibson nakręcił „Pasję”? Wydaje się, że przede wszystkim dla siebie i swojej ekipy. Włożył w to własne pieniądze i zatrudnił ludzi, dla których ten film był również wielkim wyzwaniem i dużym przeżyciem. Można by zatem obraz ten przyrównać do odgrywania męki pańskiej, jakie ma miejsce w wielu częściach świata, na przykład w Górze Kalwarii czy też Filipinach, gdzie człowiek odgrywający Jezusa jest krzyżowany naprawdę. Kto chce na to patrzeć, może tam pojechać. Podobno wiele osób się wtedy nawraca. Wiemy jednak, że oprócz nawróceń, zdarzają się także tragedie. Podczas premiery filmu Gibsona pewna kobieta dostała zawału i zmarła. Nie mogła się tym samym przekonać, że najgorsze w „Pasji” jest toporne zakończenie, któremu – podobnie jak całemu filmowi – brak dobrego smaku i finezji. Wystarczyło je widzom zasugerować, skoro i tak przecież wiadomo, że Chrystus zmartwychwstał.
Czy „Pasja” nie ma zatem żadnych zalet? Ma, przede wszystkim wspaniałe zdjęcia Caleba Deschanela. Sceny w ogrodzie oliwnym utrzymane są w niebieskiej kolorystyce, potem zaś dominuje brąz i odcienie żółci. Cały film jest tak wystylizowany, że niemal każdy jego kadr można by oprawić w ramy i powiesić obok napiękniejszych obrazów. Druga zaleta jest bardziej dyskusyjna. Wydaje się, że mimo wszystko „Pasja“ może silne oddziaływać na ludzi, którzy na co dzień nie zastanawiają się nad wiarą, życiem i śmiercią. Może po wyjściu z kina znajdą czas na chwilę refleksji, bez względu na to, do jakich wniosków dojdą? I może jest to coraz bardziej potrzebne zaganianym ludziom Zachodu, do których przecież i my już należymy.
koniec
8 kwietnia 2004
dodajdo

Komentarze

28 III 2013   23:13:42

"Według nauki Kościoła zło to brak dobra, a nie osobna siła, która może mu stawiać czoła." O jakim kościele Pani pisze bo na pewno nie o Kościele Katolickim

29 III 2013   15:23:48

Nie całkiem; jakkolwiek autorka nie trzyma się tu raczej ani litery, ani ducha, to w innym kontekście zacytowane zdanie jest do obrony. 1. Każde zło jest zepsuciem. 2. Każde zepsucie jest brakiem. 3. Szatan to istota, która uległa zepsuciu, a więc wybrakowaniu. Jest więc Zły, któremu czoła stawiać można, jednak zło Złego na tym polega, że "zaistniał" brak, osobną siłą niebędący. Tak gwoli ścisłości; całego teologicznego wywodu autorki nie bronię, bo raczej niepodobna.

31 III 2013   23:48:23

Za dużo Pan-i/u płacą

16 IV 2013   16:31:24

Zanim zaczela sie pani wypowiadac na ten temat to mogla pani przeczytac wizje św. Katarzyny. na tej podstawie film zostal stworzony. czasami "fakty historyczne" sprzedawane w telewizji badz ksiazkach zamydlaja prawde.

17 IV 2013   09:39:27

Dawno-m oglądał Pasję, ale jako żywo, pamiętam wrażenie, jakie na mnie zostawiła. Nie zobojętniałem na obraz, ani szybko, ani wolno, i sądząc po reakcjach publiczności, dotyczyło to 90 % moich współwidzów.

A że zło to brak dobra i nieistniejący Szatan? Eeee, chyba recenzentka powinna odświeżyć sobie dogmaty KK...

17 IV 2013   09:41:51

Hehe, dopiero teraz dotarło do mnie, że data recenzji to 08.04.2004, a nie 2013 :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu potrzebne są rozwiązania systemowe
Agnieszka ‘Achika’ Szady

22 XI 2017

Co ma wspólnego Batman z romantyzmem i dlaczego nie pamiętam, z kim walczył w poprzednim filmie? Czyli trochę o „Lidze Sprawiedliwości”, a trochę o superbohaterach w ogólności.

więcej »

Asgard to nie miejsce…
Agnieszka ‘Achika’ Szady

20 XI 2017

…mówił Odyn, a mnie w głowie narzucało się: „…Asgard to stan umysłu”. W każdym razie na pewno stan umysłu twórców trzeciej części przygód Thora był zbliżony do stanu umysłu twórców „Strażników galaktyki”, bo po raz kolejny w Marvel Cinematic Universe pojawiła się komedia. I to dobra!

więcej »

Nie tak ładnie pachniesz
Konrad Wągrowski

17 XI 2017

„Liga Sprawiedliwości” mogła być czymś więcej niż zwykłym filmem o drużynie superbohaterów walczącej w obronie Ziemi. Ale zabrakło i odwagi, i chyba trochę też talentu.

więcej »

Polecamy

Czeska babcia w roli Kaja

Dobry i Niebrzydki:

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

"Pasja" znaczy cierpienie
— Marcin Łuczyński

Mad Max z hrabią Monte Christo męczą Chrystusa!
— Jacek Łaszcz

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Grudzień 2016 (6)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Jarosław Robak

Moleskine: Film o biegnących ludziach
— Dominik Herman

Na brzegu morza
— Marcin Łuczyński

Tegoż autora

Bradford – kolebka brytyjskiego przemysłu filmowego
— Anna Draniewicz

Bradford – miasto filmu
— Anna Draniewicz

Między słowami
— Anna Draniewicz

Amerykanie nadchodzą!
— Anna Draniewicz

Bollywood atakuje
— Anna Draniewicz

15 lat prywatnej dystrybucji kinowej w Polsce
— Anna Draniewicz

Filmy o ludziach. Filmy dla ludzi
— Anna Draniewicz

Noc z Darrenem Aronofskym
— Anna Draniewicz

Film wojenny
— Anna Draniewicz

Kill Bill - czwórgłos
— Marta Bartnicka, Michał Chaciński, Anna Draniewicz, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.