dzisiaj: 2 września 2010
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: ENH, czyli ponad pół setki filmów (1)  – Ewa Drab, Karol Kućmierz, Urszula Lipińska, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Nigdy. Dotąd. Czegoś. Takiego. Nie widziałem.

Nigdy dotąd czegoś takiego nie widziałem. Taka myśl pojawiła się mniej więcej w piątej minucie seansu i trwała do około godziny filmu. Wtedy trójwymiarowość obcej planety stała się już oczywistością, a dziwił płaski ekran po chwilowym zdjęciu okularów 3D. Jednak zapowiedzi nie były w żadnym stopniu przesadzone – „Avatar” Jamesa Camerona to nieprawdopodobna uczta wizualna.

James Cameron
‹Avatar›

EKSTRAKT:90%
TytułAvatar
ReżyseriaJames Cameron
ZdjęciaMauro Fiore, Vince Pace
Scenariusz (film)James Cameron
ObsadaSam Worthington, Zoe Saldana, Sigourney Weaver, Michelle Rodriguez, Giovanni Ribisi, Wes Studi, CCH Pounder, Stephen Lang, Joel Moore, Peter Mensah
MuzykaJames Horner
Rok produkcji2009
Kraj produkcjiUSA
Dystrybutor (kino) CinePix
Data premiery25 grudnia 2009
Czas projekcji150 min.
WWWStrona
GatunekSF
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Nie ma sensu chyba pisać o technicznych aspektach tej produkcji – informacje na ten temat są powszechnie dostępne w Internecie. Ważny jest efekt. A ten oszołamia już na samym wstępie, gdy bohater grany przez Sama Worthingtona budzi się ze snu w komorze kriogenicznej, wnętrze statku kosmicznego całe się kołysze, a pytanie: „Czy nie potrzebujesz torebki” równie dobrze może zostać skierowane do widzów, którzy na własnym żołądku odczuwają efekty stanu nieważkości. Reszta seansu to połączenie wizji technologicznej z wszelkiego rodzaju futurystycznym wyposażeniem bazy kosmicznej oraz fascynujący pokaz przyrody obcego świata. Wydaje się, że jeden seans to za mało, aby nacieszyć się pięknem tych scenerii. I o ile w warstwie technologicznej nie ma może wielkich zaskoczeń (choć dużo chłopięcej frajdy), to fauna i flora planety Pandora jest wizją piękną i odważną.
Cameron wyszedł od prostego założenia – Pandora ma mniejszą masę niż Ziemia, stąd też wszystko jest tam po prostu większe – poczynając od drzew, poprzez leśne drapieżniki, na trzymetrowych przedstawicielach inteligentnej rasy skończywszy. Trochę w tej wizji widać może wpływ Jacksonowskiego „King Konga”, ale bez jego przerysowań. Przyroda Pandory sprawia wrażenie ekosystemu, w który można uwierzyć.
Wizja to jedno, a sposób jej pokazania to zupełnie coś innego. Planetę poznajemy bowiem „w akcji”. Podczas biegów, pościgów, lotów na smokopodobnych ptakach czy w ogniu walk. Nie trzeba chyba dodawać, że każdy element sprawia wrażenie dopracowanego w najmniejszym szczególe. Tego się nie da opisać, to trzeba zobaczyć. I to bez dwóch zdań w 3D. Dwuwymiarowy „Avatar” traci co najmniej połowę swego uroku, a pomysł oglądania go (przy pierwszym seansie) na małym ekranie kwalifikuje do natychmiastowego leczenia psychiatrycznego.
(Czytam jeszcze raz powyższe zdania i stwierdzam, że nie udało mi się oddać ogromu wrażeń wizualnych, jakie film Camerona zapewnia. Mogę więc jedynie powtórzyć – tego się nie da opisać słowami, to po prostu trzeba zobaczyć. Nawet jeśli baśnie SF nie są waszym ulubionym gatunkiem filmowym.)
Bo „Avatar” jest bardziej baśnią niż filmem SF. Fabuła jest stosunkowo prosta – jeśli ktoś oglądał zwiastun, mniej więcej wie, o co chodzi. Pandora to planeta, która ma pecha – posiada niezwykle cenne złoża naturalne oraz inteligentną rasę Na’vi, która niespecjalnie chce brać udział w ich eksploatacji. Jake Sully to z kolei były marine, obecnie sparaliżowany, który przybywa na planetę, aby wziąć udział w pewnym eksperymencie. Na jego potrzeby stworzone zostało ciało przedstawiciela Na’vi, którym będzie mógł sterować za pomocą pewnego urządzenia. Sterować, to zresztą za mało powiedziane – będzie mógł stać się przedstawicielem obcej rasy, podczas gdy jego ludzkie ciało spoczywać będzie w pojemniku. Cel misji? Oficjalny? Nawiązać kontakt z ludem Na’vi. Mniej oficjalny? Przeprowadzić wojskowe rozpoznanie. W całej relacji Ziemianie – Na’vi nie jest trudno rozpoznać aluzję do sytuacji w Iraku, jest to zasygnalizowane wyraźnie, choć na bardzo ogólnym poziomie.
James Cameron zawsze należał do utalentowanych kopistów. Brał na tapetę dzieła innych twórców i przekształcał je we własną wizję. Tak było choćby z opowiadaniami Harlana Ellisona w przypadku „Terminatora”, tak było z filmem Ridleya Scotta w przypadku „Obcych”. Nie inaczej jest tutaj. Wydaje się, że strukturę „Avatara” wziął Cameron z indiańskiego westernu. Nie tego, w którym czerwonoskórzy atakują Bogu ducha winnych osadników, ale tego, w którym przeciwstawieni sobie zostają źli, zachłanni biali i spokojni, prawi Indianie – wypisz, wymaluj „Tańczący z wilkami”. Z kolei kilka elementów dotyczących samej Pandory przywodziło mi na myśl klasyczną „Planetę Śmierci” Harry’ego Harrisona (że też ta powieść jeszcze się nie doczekała ekranizacji!). Wspominałem o „King Kongu”, ale Cameron pożycza też od samego siebie – początkowe sceny rozładunku transportu kosmicznych marines bardzo mocno kojarzą się z „Obcym – decydującym starciem”, zwłaszcza w chwili, gdy pojawia się Ellen Rip… to znaczy Sigourney Weaver. Najsilniejsze skojarzenie miałem jednak z… „Gwiezdnymi wojnami”. A właściwie może z „Powrotem Jedi” – filmem, w którym rasa technologicznie upośledzona stawia opór lepiej wyposażonemu najeźdźcy. Jednak tym razem wygląda to lepiej – nie mamy słodkich futrzastych misiów, mamy trzymetrowych umięśnionych wojowników i uzębione leśne bestie. W rywalizację takich sił łatwiej uwierzyć.
Ten właśnie trop to moje najsilniejsze skojarzenie. Bo Cameronowi udała się wielka sztuka – zrobił „Gwiezdne wojny” XXI wieku. Wielu przed nim próbowało, ale dopiero teraz czuję, że zbliżyliśmy się do siły oddziaływania dzieła Lucasa. Do archetypicznej opowieści o rywalizacji dobra i zła, z jasno określonymi stronami, działającej silnie na proste emocje, oszałamiającej pod względem formy. Jeśli macie w sobie jeszcze coś z dziecięcej pasji, z fascynacji fantastycznymi historiami, innymi światami, indiańskimi opowieściami, przygodą, odkryciami, historiami o przyjaźni, miłości, poświęceniu – w „Avatarze” powinniście się zakochać.
koniec
23 grudnia 2009
dodajdo

Komentarze

23 XII 2009   08:08:4

Jeden wielki zachwyt. To czego zabrakło do 100%?

23 XII 2009   08:57:48

...fabuły?

23 XII 2009   10:10:17

Tak, fabuła jest trochę zbyt prosta i dość przewidywalna.
Co nie zmienia faktu że film się niemal "pochłania" podczas seansu. Ja już film widziałem (mieszkam za granicą) i chyba wybiorę się raz jeszcze.
Zdecydowanie polecam pójść do kina i przekonać na własnej skórze.

23 XII 2009   16:21:2

Tak, fabuła jest raczej prosta, według sprawdzonych wzorów. Rozumiem zamysł prostej przygody, ale dlatego nie daję maxa.

23 XII 2009   18:05:44

Z tego co wiem (a jako że filmu jeszcze nie widziałem, to wiele nie wiem), problem krytykó Avatara polega głównie na tym, że Navi są zbyt doskonali. Wszystko co robią jest dobre i godne podziwu, sami Navi zaś są piękni, dobrzy, honorowi i generalnie rzecz biorąc pozbawieni wad. Dla od miany ludzie to z nielicznymi wyjątkami to banda rządnych krwi i pieniędzy sadystycznych sukinsynów niegodnych splunięcia. Zaś cały film łyżka po łyżce karmi widza jedynie słusznym i oczywistym poglądem jak to cywilizacja jest złą i jak to dobrze żyć sobie jak dzikus w zgodzie z naturą i podcierać się kamieniem.

Mam jednak szczerą nadzieję, ze tak nie będzie.

24 XII 2009   17:15:47

\"pytanie: „Czy nie potrzebujesz torebki” równie dobrze może zostać skierowane do widzów, którzy na własnym żołądku odczuwają efekty stanu nieważkości\"

a potrzebował ktoś?

25 XII 2009   14:53:48

Trzy inne polskie recenzje Avatara jakie dostępne są już w sieci:

"Avatar daje rade!" na blogu Wojtka Orlińskiego: http://wo.blox.pl/2009/12/Avatar-daje-rade.html

[...]Wyobraźcie sobie, że to wszystko splata się w epickiej powietrzno-naziemnej batalii. Sfilmowanej przez faceta, który dał nam „Obcych: Decydujące starcie”, „Terminatory” i „Titanika”. I który czekał 15 lat aż pojawi się technika pozwalająca pokazać taką batalię z wystarczającym dla niego poziomem miodności. W 3D.
Need I say more?[...]

"Następne wcielenie" na blogu bjaga: http://bjag.filmaster.pl/notka/avatar/

[...]Do kina poszedłem głównie powodowany nadzieją, że twórca drugiego "Obcego" uratuje -- po kiepskim "Star Treku", nudnawym "Terminatorze: Ocaleniu" i porażkowym "Dystrykcie 9" -- tegoroczny honor wysokobudżetowego kina SF. I uratował. We wspaniałym stylu.[...]

"Recenzja: Avatar" (autoreklama) na moim blogu: http://michuk.filmaster.pl/notka/recenzja-avatar/

[...]Mimo swoich licznych niedostatków, Avatar to genialny film. James Cameron po raz kolejny udowodnił, że jest królem Hollywood i potrafi nawet na średniej historii stworzyć przełomowe dzieło. Film estetycznie bije na głowę wszystko co do tej pory stworzono w kinie, a jednocześnie, mimo wygładzenia i intelektualnego dostosowania do uśrednionego bywalca multipleksu, dostarcza silnych emocji i świetnej rozrywki.[...]

25 XII 2009   21:34:53

Dytrykt 9 - porażka? Absolutnie się nie zgadzam.

25 XII 2009   21:37:34

"Nigdy. Dotąd. Czegoś. Takiego. Nie widziałem."
Nie widzial pan tanczacego z wilkami czy demek blizzarda bo nie lapie? :)

26 XII 2009   13:46:25

Kiepski "Star Trek"? Widać że tamtą recenzję pisał jakiś petaQ. ;) Zgoda natomiast co do "Terminatora 4" i "Dystryktu 9".

"Avatar" natomiast z początku mnie nie interesował, ale muszę przyznać że powyższa recenzja mnie zaciekawiła i koniec końców jednak się wybiorę. Po fabule nie oczekuję niczego specjalnego, ale mam nadzieję że efekty mnie wgniotą w fotel.

27 XII 2009   13:17:55

Avatar jest zajebisty:D Co tam banalna fabuła, ja po prostu miałem wrażenie jakbym sam był na Pandorze.

Postawię kontrowersyjną tezę, że mniej schematyczna, zaskakująca i bardziej dojrzała fabuła zaszkodziłaby Avatarowi. Gdybym miał zajmować się jeszcze zawiłościami fabuły, mój mózg chyba by tego nie wytrzymał. Wystarczy, że prawie rozsadziło mi głowę od natłoku wizualnych fajerwerków:D

27 XII 2009   16:35:3

Pocahontas i Indianie takie miałem wrażenie :)

Mac: "Mam jednak szczerą nadzieję, ze tak nie będzie."

Nadzieja matką głupich. Eco jest teraz w modzie i takie jest też przesłanie tego filmu. Cywilizacja jest zła :)

27 XII 2009   19:42:25

A ja tam przez cały seans miałem wizję, że ci niebiescy Indianie to sobie mogą walczyć z żołnierzami, ale skoro są tam tak cenne złoża, to z Ziemi zaraz wyślą kolejny oddział i zrzucą na nich tyle napalmu, że wszyscy będą oglądali Pandorę z orbity.

27 XII 2009   22:44:28

@Pi dokałdnie. Film miał nawet, gdzieś tam w środku, realistyczne zakończenie - i pomyślałem sobie - tak własnie się rzeczy mają. W prawdziwej Ameryce z prawdziwymi Indianami. Na szczeście 300 mln USD to zbyt wielka suma by tak konczyć i kołować widza. I dostałem po oczach potrójnie. Fakt - NIgdy. Czegoś. Takiego... :)

28 XII 2009   09:53:26

Ludzie potraktujcie to jak bajkę...

28 XII 2009   18:14:58

O właśnie:
marudzicie, ze prosto, że nierealistycznie, fakt, ale ja mam inne wrażenie. Oczywiście, to wszystko już było dziesiatki razy, schemat na schemacie, ale Cameron jest na tyle sprawny, ze to wszystko wciąż działa, nie gorzej niż w klasycznej baśni czy Star Wars. Póki film trwał naprawdę nie myślałem, że to Pocahontas, taka refleksja przyszła dopiero sporo później. Tym więszy ukłon dla Camerona :)

30 XII 2009   02:02:52

cieszę się, że się Wam podobał mój film :)

30 XII 2009   04:32:45

Czy Wam tez muzyka przysunela na mysl Apocalypto Gibsona?

30 XII 2009   09:03:07

Nie, "Apocalypto" postarałem się wymazać z pamięci...

30 XII 2009   09:53:48

Genialny film. Co z tego że historia jakich wiele. W taki sposób nikt jeszcze tego nie opowiedział. A porównanie do Pocahontas dowodzi braku wyobraźni i oczytania niestety :)

31 XII 2009   11:06:34

Filmu w filmie nie ma. Są efekty.
Kogo będzie bawić to arcydzieło za parę lat?
Zwiedzających muzeum technologii.


1 I 2010   09:15:51

Oprócz efektów i animacji komputerowo był generowany scenariusz.

3 I 2010   23:50:43

Dolary przeciw orzechom, że za 10 lat, gdy kino 3D już spowszednieje, ludzie na widok "Avatara" będą się głównie uśmiechać z politowaniem. Rany, ależ ten film jest beznadziejnie głupi... Owszem, wizualnie śliczny, ale cała reszta woła o pomstę do nieba.

Jeszcze się styczeń dobrze nie zaczął, a ja rozczarowanie roku mam już chyba za sobą, ech.

8 I 2010   15:06:27

Za wiele sobie obiecywałam po "Avatarze" - spodziewałam się, że jakość fabuły będzie porównywalna do jakości efektów. Niestety, okazało się że efekty to jedyne, co warto oglądać w tym filmie. Fabuła jest banalna, co nie przeszkadzałoby mi w najmniejsztm stopniu (popadanie w schemat można zarzucić wielu świetnym produkcjom), gdyby nie to, że jest po prostu... nudna i przygłupia. Było jednak kilka scen, które dawały wyobrażenie o tym, jak wielki (niestety zmarnowany) potencjał tkwił w całej historii. A porównania do Pocahontas świadczą tylko o poziomie najnowszego dzieła Camerona i zawiedzionych nadziejach tych, którzy posiadają choć odrobinę wyobraźni.

14 I 2010   12:07:1

Nic sobie nie obiecywałem ale zgadzam sie w stu procentach z recenzją.
TO TRZEBA ZOBACZYĆ. I to koniecznie w 3D.
Chyba wybiorę sie jeszcze raz żeby ucztą wizualną oczy i duszę nacieszyć :-)
A fabuła jak fabuła. Nie przeszkadza a i trudno oczekiwać bardziej skomplikowanej od takiego filmu. Polecam szczerze.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tetro w stylu retro
Konrad Wągrowski

2 IX 2010

Wielu zachodnich krytyków ogłosiło triumfalny powrót Francisa Forda Coppoli do wielkiej filmowej formy. Niestety, byli w błędzie.

więcej »

Notatki o skandalu
Krzysztof Czapiga

1 IX 2010

Bohaterka rzeczywiście niewinna, winny jest bowiem reżyser, który nakręcił film przeciętny, rozwlekły i nudny. Rozczarowanie jest tym większe, że Richard Eyre ma na swym koncie tak świetne pozycje, jak „Iris” czy „Notatki o skandalu”. Tutaj skandalem jest ponad wszystko inne reżyseria i aktorstwo, a poniższa recenzja – o tym skandalu notatkami.

więcej »

Kino totalitarne: Ballada o „Czerwonym Kacie”
Sebastian Chosiński

30 VIII 2010

Zanim w 1957 roku Michaił Kałatozow zyskał sławę, kręcąc wojenny melodramat „Lecą żurawie”, dał się poznać jako twórca klasycznych propagandowych obrazów socrealistycznych. Jednym z nich były „Wrogie żywioły” – filmowy portret polskiego kresowego szlachcica, który zdradził nie tylko swoją klasę społeczną, ale i ojczyznę, stając się bolszewikiem i jednocześnie jednym z największych zbrodniarzy w dziejach świata. Chodzi oczywiście o Feliksa Edmundowicza Dzierżyńskiego.

więcej »

Polecamy

Jestem legendą

Mroczny Rycerz:

Jestem legendą
— Piotr Dobry

Inne światy
— Jakub Gałka

Co się zdarzyło Lois Lane?
— Piotr Dobry

A ty?
— Michał R. Wiśniewski

Mroczny Rycerz i jego Mroczek, czyli Batman po polsku
— Konrad Wągrowski

Poradnik: Jak wygryźć Batmana
— Paweł Sasko

Wampiry grasują w Gotham
— Piotr Dobry

Czarno na czarnym
— Urszula Lipińska

Nietoperze, które nie ujrzały światła dziennego
— Konrad Wągrowski

Bywają takie dni, że po prostu nie możesz pozbyć się bomby!
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Hugo 2010 – nominacje

„Avatar” – nie dla idiotów!
— Przemysław Pietras

Nominacje do Nebuli 2009

Dobry i Niebrzydki: A idź z tym gniotem!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Avatar zatopił Titanica!

Popkuriozum żyje!
— Esensja

Stworzenie świata Pandory - odkrywanie tajemnic „Avatara”

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (11)
— Jakub Gałka

Najlepsze filmy 2009 roku według dziennikarzy Stopklatki i Esensji
— Esensja

Porażki i sukcesy A.D. 2009
— Piotr Dobry, Ewa Drab, Jakub Gałka, Urszula Lipińska, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Tegoż twórcy

Co nam w kinie gra: Ja, Don Giovanni, Salt, Święty interes, Avatar: Wersja specjalna
— Urszula Lipińska

50 najlepszych filmów o miłości
— Esensja

Terminator: 10 najważniejszych filmów o podróżach w czasie
— Konrad Wągrowski

Terminator: Terminator w „Esensji”
— Esensja

Terminator: Nadchodzi burza
— Konrad Wągrowski

Terminator: Ciekawostki
— Konrad Wągrowski

Mały przewodnik filmowego podróżnika w czasie
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Tetro w stylu retro
— Konrad Wągrowski

Mała Esensja: Abrakadabra!
— Konrad Wągrowski

Weekendowa Bezsensja: Terefere! Ty też terefere!
— Konrad Wągrowski

Salt ziemi czarnej
— Konrad Wągrowski

Doskonałe „Niedoskonałości”
— Konrad Wągrowski

Boys Are Back in Town
— Konrad Wągrowski

Ten film to barok
— Jakub Gałka, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Weekendowa Bezsensja: The Best of Oferma
— Konrad Wągrowski

Gdzież ta niegdysiejsza arogancka siła młodości?
— Konrad Wągrowski

ENH, czyli ponad pół setki filmów (2)
— Ewa Drab, Karol Kućmierz, Urszula Lipińska, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Copyright © 2000-2010 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.