dzisiaj: 2 września 2010
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: ENH, czyli ponad pół setki filmów (1)  – Ewa Drab, Karol Kućmierz, Urszula Lipińska, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (14)

W dzisiejszym Subiektywnym Przeglądzie filmów same – mniejsze i większe – rozczarowania: „The Box. Pułapka”, „Wszystko o Stevenie”, „Nasza niania jest agentem”, „Nostalgia anioła” oraz „Percy Jackson i bogowie olimpijscy: Złodziej pioruna”.

SPF, czyli Subiektywny Przegląd Filmów to cykl realizujący dokładnie to, co określa jego tytuł – autorzy „Esensji” przedstawiają swoje opinie na temat niedawno obejrzanych filmów. Każdy tekst będzie dzielony na cztery części. Jutro omawia produkcje, które niedługo wejdą na ekrany naszych kin, Dziś przedstawia filmy, które właśnie pojawiły się w Polsce, Wczoraj to produkcje nieco starsze, ale jeszcze obecne w kinach, a DVD – jak łatwo się domyślić – ukazuje filmy dostępne na płytach.

JUTRO:
The Box. Pułapka (50%)
Puste to pudełko, choć ładnie opakowane – taka ładna konkluzja mi wyszła, choć nie od razu po seansie, bo film Richarda Kelly’ego wzbudza ambiwalentne uczucia. Zachwyciła mnie wizualna konsekwencja i perfekcja w odtwarzaniu scenerii i klimatu lat 70. (a może kina z tamtego okresu? ja cały czas z tyłu głowy miałem „Koziorożca 1” i „Tajemnicę Andromedy”) – atmosfera niesamowitości, sennego koszmaru wkraczającego w codzienne życie, a także silne mieszanie grozy z science fiction sprawiają, że „Pudełko” dobrze się ogląda. Zwłaszcza że budzi coraz to nowe skojarzenia – oprócz wspomnianego wcześniej kina lat 70. fabuła wymusza także wspomnienie „Sprzedawcy śmierci”, „Inwazji porywaczy ciał” czy „Żony astronauty”.
Problem w tym, że w atrakcyjne opakowanie ubrane jest wielkie NIC. Kelly tak zamieszał w wątkach, konwencjach, atmosferze i chronologii historii, że w finale sam nie wiedział, gdzie się znalazł i co chce powiedzieć. Jak na film grozy jest tu trochę zbyt „jasno” i „naukowo” (a właściwie „naukawo”) – niewyjaśnione zdarzenia niepotrzebnie próbuje się tłumaczyć, co zabija oniryczny klimat. Z kolei jak na science fiction film w ogóle nie trzyma się kupy, atakując widza kompletnie nieprawdopodobnymi wydarzeniami, niejasnymi motywacjami postaci i naiwnymi działaniami biernych bohaterów. Nie mówiąc o finałowej wolcie, w której znów z (pseudo)racjonalnego SF reżyser przeskakuje na grunt metafizyczny, wpadając w pseudoreligijny bełkot w stylu „miejsce, które nie jest ani tu, ani tam”. W efekcie pozostaje tylko cieszenie się stroną wizualną i pojedynczymi scenami, bo w warstwie fabularnej „Pudełko” ma do zaoferowania bardzo niewiele.
Wszystko o Stevenie (30%)
Dziwny to był rok dla Sandry Bullock – wielka kasa za „Narzeczonego mimo woli” i „The Blind Side”, mnóstwo nagród za ten ostatni i dla odmiany dwie Złote Maliny (dla niej samej i dla duetu z Bradleyem Cooperem) za „Wszystko o Stevenie”. O ile jednak sukces nieco sztampowego „Narzeczonego…” może dziwić, Oscar za poprawną, ale nie błyskotliwą (za to przełamującą emploi aktorki) rolę „The Blind Side” nie wydaje się w 100% zasłużony, o tyle gromom krytyków za „Wszystko o Stevenie” wypada tylko przyklasnąć. Co prawda trzeba też od razu zaznaczyć, że nagradzanie Razzie akurat Bullock jest nieco niesprawiedliwe – aktorka właściwie nie prezentuje tu niczego innego niż w większości swoich filmów, nie robi też tego gorzej niż wcześniej (przy okazji: dzięki charakteryzacji i kostiumom Bullock wygląda wyjątkowo młodo). Jej bohaterka jest roztrzepana, rozgadana, szalona, ale w sumie sympatyczna. A że dziwaczna? – to już wina scenarzystów. Ci urodzili bowiem maszkarona, do którego nie wiadomo, z której strony podchodzić. Największą bolączką „Wszystkiego o Stevenie” jest bowiem chaotyczna fabuła, która próbuje pożenić ze sobą stosunkowo odległe gatunki komedii romantycznej i satyry, jednocześnie starając się za wszelką cenę obie składowe uczynić maksymalnie nietypowymi. Konwencje, które stosuje reżyser, stają się nieczytelne, zdarzenia nie wynikają z siebie, rozbijając akcję na zlepek osobnych gagów, działania i motywacje postaci – z którymi ciężko się identyfikować i im kibicować – są całkowicie niezrozumiałe. W efekcie jako romcom film nie sprawdza się w ogóle, a jako obraz z przesłaniem (każdy ma swoje dziwactwa, szanujcie dziwaków, każdy znajdzie w końcu przyjaciół, itp.) prezentuje poziom więcej niż żenujący. Jedyne, co miejscami się broni, to satyra na środowisko telewizji, które zamiast relacjonować, kreuje rzeczywistość i swoje własne gwiazdy (dobra rola Thomasa Hadena Churcha). Jednak wyszukiwanie takich rodzynków w fabularnym chaosie nie satysfakcjonuje i nie osładza mąk i nudy podczas seansu. Zasłużona Malina, choć powinna przypaść filmowi, jego reżyserowi i scenarzyście (tu niesłusznie „Wszystko o Stevenie” przegrało z sequelem „Transformers”), a nie aktorom.
DZISIAJ:
Nasza niania jest agentem (30%)
Sztampowa fabuła krzyżująca „Prawdziwe kłamstwa” z „Gliniarzem w przedszkolu” czy „Panem Nianią”, sztampowe prowadzenie akcji, sztampowe tricki starzejącego się Jackiego Chana. Spośród tych wad ostatnia boli najbardziej, bo przecież – nie oszukujmy się – na filmy z Chanem chodzi się po to, by oglądać akrobatyczne ewolucje i walki za pomocą sprzętów domowych. Tu jest ich jak na lekarstwo, a zamiast tego wchodzą niewidzialne linki i chyba nawet, o zgrozo, dublerzy! Gdy Chanowi nie wystarcza sił, by zabawiać publikę gibkością swojego ciała, nie ma już zbyt wiele do zaoferowania. W przeciwieństwie do Governatora jego wypady w stronę kina familijnego i autoparodii nie bawią nie tylko dlatego, że jest słabszym aktorem, ale przede wszystkim dlatego, że nie stanowią przełamania emploi twardziela – Chan zawsze grywał przecież role na poły komediowe (a z drugiej strony jego emploi z czasów młodości i hongkońskiego historycznego kina kung-fu nie przystaje do współczesnych hollywoodzkich fabuł, a przede wszystkim do wieku aktora). Oczywiście dzieciaki (bo film jest co najwyżej dla najmłodszych nastolatków) nie ocenią „Naszej niani…” tak surowo: cały przekrój wiekowy sympatycznych bohaterów dziecięcych, istotne dla nich problemy (zgodnie z najnowszymi trendami bardzo poważne – nie tylko brak ojca, ale też fakt, że jedno z dzieci jest z innej matki i w rodzinie czuje się obco), przerysowane i w sumie niegroźne postacie złoczyńców… Filmik na niedzielne popołudnie, podobnie jak inne familijne produkcje reżysera („Flinstonowie”, „Beethoven”, „Świąteczna gorączka”) niespecjalnie świeży i zgrabny, a dla rodziców wręcz ciężkostrawny.
Nostalgia anioła (30%)
Porażka. To jedyne, co ciśnie się na usta po seansie nowej produkcji Petera Jakcsona. Porażka tak artystyczna, jak i boxoffice’owa. Dziwi jedno i drugie, bo jak można było zakładać, patrząc na portfolio twórców (nie tylko Petera Jacksona, ale i jego etatowych scenarzystek – Philippy Boyens i Fran Walsh), że potrafią oni zarówno wykorzystać miliony dolarów na olśniewające widowisko (a „Nostalgia anioła” kosztowała ponad 60 mln dolarów), jak i stworzyć kameralny dramat („Niebiańskie istoty” nominowane do Oscara). Tu nie udało się ani jedno, ani drugie. Wizualnie film jest mało twórczym przetworzeniem wizji ze „Źródła” czy „Między piekłem a niebem” – statycznym i nudnym, nie umywającym się do perfekcji „Avatara” czy surrealistycznego, odważnego szaleństwa „Parnassusa” (a zapewne także „Alicji w krainie czarów”). Fabularnie „Nostalgia anioła” to mariaż łzawych scenek z egzystencjonalnym mumbo-jumbo, ubrany w przewidywalną historyjkę odgrywaną przez schematyczne postacie (od razu widać, że psychol to psychol). O ile to ostatnie da się przetrawić – ogromna w tym zasługa świetnego Stanleya Tucciego, który robi, co może, by ze sztampowej postaci psychopaty wyciągnąć jak najwięcej – o tyle próba wydobycia jakiejkolwiek treści z radosnego pobytu bohaterki w czyśćcu i jej iście magicznych kontaktów z pozostawioną na Ziemi rodzinką zwyczajnie przyprawia o ból głowy.
Peter Jackson (być może w ślad za autorką książki) robi wszystko, by zapewnić nas, że śmierć to nie koniec drogi, że właściwie nie ma powodu się smucić, a trzeba się radować. A to dlaczego? Ano bo Tam jest kolorowo, można spotkać kolegów, mamy zapewniony ciągły kontakt z Tu, nasi bliscy za pomocą magicznych znaków zostaną powiadomieni, że „żyjemy i mamy się dobrze” (w czym pewien udział ma dziewczę-medium o ciągotach w stronę subkultury gotyckiej – jeśli nie macie takiego w swoim otoczeniu, to lepiej nie wybierajcie się w zaświaty), a Zły zostanie ukarany. Zgodnie z obrazkami atakującymi w zwiastunie jest lekko, przyjemnie, kolorowo i nie należy się spodziewać pogłębionego studium straty (rozpacz rodziny nie wychodzi poza obowiązujący schemat) czy filozoficznej zadumy nad sensem śmierci. Dobre aktorstwo Tucciego i Sarandon czy kilka przyzwoitych scen – zwłaszcza świetne pierwsze przeplatanie się obu światów tuż po śmierci bohaterki, przypominające, że Jacksonowi zdarzało się kręcić horrory – nie zmieni faktu, że to nudny i żenująco głupi film.
WCZORAJ:
Percy Jackson i bogowie olimpijscy: Złodziej pioruna (30%)
Cała Grecja wyemigrowała do Stanów: wejście do Hadesu w Hollywood, Olimp na szczycie Empire State Building – koniec świata… nadejdzie, gdy zetrą się trzej synowie Kronosa w bitwie o skradziony piorun Zeusa. Złodziejem jest ponoć syn Posejdona, półbożek Percy Jackson (nie wiedzieć czemu ciągle nazywany z nazwiska, które odziedziczył nie wiadomo po kim), nastolatek, który dopiero teraz w całym zamieszaniu dowiaduje się, że bogowie z greckiej mitologii istnieją, a on jest praktycznie jednym z nich. Brzmi to bardzo głupawo, ale przecież widywaliśmy już takie swobodne zabawy z klasycznymi historiami. Największy problem „Percy′ego Jacksona” to nietrzymanie się przyjętych na potrzeby fabuły założeń – z chaotycznej, zupełnie bezsensownej historii nie dowiadujemy się, czy oglądamy retelling mitu o Perseuszu, czy raczej ciąg dalszy, życie bogów i bożków po kilku mileniach (widać wszyscy są nieśmiertelni…). Bez wyjaśnienia pozostaje nie tylko związek Percy′ego z Perseuszem, ale też cała idea napędzającego fabułę (zgodnie ze schematem: bohater ma przewodników po nowym świecie, którzy objaśniają zasady, opowiadają przeszłe zdarzenia i służą wszechwiedzącą radą) obozu treningowego dla półbogów prowadzonego przez Chirona (z kim mają walczyć? dlaczego trzymają stronę Posejdona? czyje to dzieci, skoro Posejdon, Atena czy Hermes byli tak purytańscy, by spłodzić tylko po jednym potomku? dlaczego zwykli ludzie ich nie zauważają? dlaczego do licha bohaterowie biegają przez cały film z mieczami, a nie karabinami? i dlaczego w ich chronionym magiczną barierą zakątku działa internet?).
Bezsens opowiadanej historii daje się we znaki już na samym początku, a w miarę upływu czasu idiotyzmy, niespójności, brak wewnętrznej (i jakiejkolwiek) logiki, rozwiązania typu deus ex machina tylko narastają. Wreszcie jasne staje się, że nie o fabułę tu chodziło – ona jest tylko pretekstem, żeby pokazać kilka cooool obrazków: dziewoję wywijającą mieczem (najlepiej w dwóch wersjach: w antycznej zbroi i w obcisłych dżinsach), greckiego boga w luźnej bluzie z kapturem czy yo-ziom-satyra wychowanego zapewne w okolicach Bronxu. I film Chrisa Columbusa nie oferuje nic ponadto – jest do bólu przewidywalny (jeśli w kadrze pojawia się samochód, wiadomo, że bohaterowie zaraz go użyją), kiepsko poprowadzony (postacie przedstawiają się widzowi, tłumaczą wszystko wprost i jeszcze powtórzą ze dwa razy), z fabułą i postaciami wyciętymi ze sztampowych szablonów (wesołek-luzak, zdystansowana dziewczyna-twardzielka, zagubiony pierdoła okazujący się bohaterem…), bez luzu i dystansu (zamiast tego jest marnej jakości humor) i z mocno przeciętnymi efektami specjalnymi (z którymi młodzi aktorzy kompletnie nie umieją grać, co tylko podkreśla w paru miejscach ich sztuczność). Jak widać, nie wystarczy połączyć XX-wieczne dzieciaki – czy jak tutaj: już nowoczesnych, zipodowanych i zinternetyzownych nastolatków XXI wieku – z magią, by otrzymać hit na miarę „Harry′ego Pottera” czy „Opowieści z Narni”.
koniec
15 marca 2010
dodajdo

Komentarze

W chwili obecnej nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tetro w stylu retro
Konrad Wągrowski

2 IX 2010

Wielu zachodnich krytyków ogłosiło triumfalny powrót Francisa Forda Coppoli do wielkiej filmowej formy. Niestety, byli w błędzie.

więcej »

Notatki o skandalu
Krzysztof Czapiga

1 IX 2010

Bohaterka rzeczywiście niewinna, winny jest bowiem reżyser, który nakręcił film przeciętny, rozwlekły i nudny. Rozczarowanie jest tym większe, że Richard Eyre ma na swym koncie tak świetne pozycje, jak „Iris” czy „Notatki o skandalu”. Tutaj skandalem jest ponad wszystko inne reżyseria i aktorstwo, a poniższa recenzja – o tym skandalu notatkami.

więcej »

Kino totalitarne: Ballada o „Czerwonym Kacie”
Sebastian Chosiński

30 VIII 2010

Zanim w 1957 roku Michaił Kałatozow zyskał sławę, kręcąc wojenny melodramat „Lecą żurawie”, dał się poznać jako twórca klasycznych propagandowych obrazów socrealistycznych. Jednym z nich były „Wrogie żywioły” – filmowy portret polskiego kresowego szlachcica, który zdradził nie tylko swoją klasę społeczną, ale i ojczyznę, stając się bolszewikiem i jednocześnie jednym z największych zbrodniarzy w dziejach świata. Chodzi oczywiście o Feliksa Edmundowicza Dzierżyńskiego.

więcej »

Polecamy

Jestem legendą

Mroczny Rycerz:

Jestem legendą
— Piotr Dobry

Inne światy
— Jakub Gałka

Co się zdarzyło Lois Lane?
— Piotr Dobry

A ty?
— Michał R. Wiśniewski

Mroczny Rycerz i jego Mroczek, czyli Batman po polsku
— Konrad Wągrowski

Poradnik: Jak wygryźć Batmana
— Paweł Sasko

Wampiry grasują w Gotham
— Piotr Dobry

Czarno na czarnym
— Urszula Lipińska

Nietoperze, które nie ujrzały światła dziennego
— Konrad Wągrowski

Bywają takie dni, że po prostu nie możesz pozbyć się bomby!
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Zagrałem wielu łajdaków
— Frank Langella

Nie mogłabym nacisnąć tego guzika!
— Cameron Diaz

Co nam w kinie gra: Pudełko z niespodzianką (19.03.2010)
— Esensja

Pudełko nieco przepełnione
— Konrad Wągrowski

My name is Chan. Jackie Chan
— Dariusz Kuźma

Co nam w kinie gra: Oscarowy zwycięzca, nowy Jackson, religijna kontrowersja – jest co oglądać! (12.03.2010)
— Esensja

Dobry i Niebrzydki: Pola, łączki, lasy, czyli zaświaty według Jacksona
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ckliwość zamiast nostalgii
— Tomasz Rachwald

Ranking na premierę: 10 najciekawszych filmowych wizji zaświatów
— Łukasz Twaróg

Co nam w kinie gra: Polański! (19.02.2010)
— Esensja

Z tego cyklu

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (17)
— Jakub Gałka

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (15)
— Jakub Gałka

SPF - Subiektywny Przegląd Filmów (13)
— Jakub Gałka

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (12)
— Jakub Gałka

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (11)
— Jakub Gałka

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (10)
— Jakub Gałka

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (9)
— Jakub Gałka

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (8)
— Jakub Gałka

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (7)
— Jakub Gałka

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (6)
— Jakub Gałka

Tegoż twórcy

50 najlepszych filmów o miłości
— Esensja

Ranking na premierę: I cały ten jazz! czyli 10 musicali wszech czasów
— Ewa Drab

Świąteczna jazda obowiązkowa czyli 10 filmów, bez których Gwiazdka nie byłaby Gwiazdką
— Emilia Sękowska

100 najlepszych filmów grozy wszech czasów
— Esensja

Co nam w kinie gra: Dwa razy Rosja (02.10.2009)
— Esensja

Porażki i sukcesy A.D. 2005
— Esensja

Zgryźliwi prorocy: Edycja 2, styczeń 2006
— Piotr Dobry, Bartosz Sztybor, Konrad Wągrowski

Nowe szaty króla Konga
— Konrad Wągrowski

Zgryźliwi prorocy: Edycja 1, grudzień 2005
— Piotr Dobry, Bartosz Sztybor, Konrad Wągrowski

Jubileusz: Ranking Esensji – najlepsze filmy pięciolecia

Tegoż autora

Ten film to barok
— Jakub Gałka, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Kwiecień-czerwiec 2010
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Co nam w kinie gra: „Czwarty stopień” i „Kobieta na Marsie, mężczyzna na Wenus”
— Krzysztof Czapiga, Jakub Gałka

Weekendowa Bezsensja: 10 najbardziej twardzielskich wcieleń Matta Damona
— Jakub Gałka, Konrad Wągrowski

Ktoś tu kręci: Przegląd przyszłych filmów (56)
— Jakub Gałka

Subiektywny Przegląd Premier (4), czyli co nam latem w kinach zagra
— Jakub Gałka

Ktoś tu kręci: Przegląd przyszłych filmów (55)
— Jakub Gałka

Henri Rozpruwacz
— Jakub Gałka

Ktoś tu kręci: Przegląd przyszłych filmów (54)
— Jakub Gałka

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (16)
— Jakub Gałka

Copyright © 2000-2010 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.