Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

DocPoint 2014: Nigdy nie jest za późno

Esensja.pl
Esensja.pl
Gunhild Magnor
W małym miasteczku w Norwegii, od blisko czterdziestu lat, w każdy poniedziałek spotyka się grupa starszych pań. Nie robią na drutach, nie wymieniają się przepisami na przetwory ani nie narzekają na wnuki. Zakładają tenisówki, robią rozgrzewkę i grają w siatkówkę. Opowiadający o nietypowej drużynie dokument „The Optimists” okazał się jednym z najpopularniejszych filmów prezentowanych na tegorocznym festiwalu DocPoint, zainteresowała się nim też polska telewizja.

Z reżyserką filmu „The Optimists”, Gunhild Westhagen Magnor oraz z Birgit Myklebust, jedną z niezwykłych siatkarek, o aktywnej starości, nadziei i norweskim pochodzeniu Marilyn Monroe rozmawia Marta Bałaga.

Gunhild Magnor
‹Optymistki›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOptymistki
Tytuł oryginalnyOptimistene
Dystrybutor Spectator
Data premiery24 kwietnia 2015
ReżyseriaGunhild Magnor
ZdjęciaGunhild Magnor
Scenariusz
ObsadaGerd Bergersen, Lillemor Berthelsen, Mary Holst Bremstad, Aase-Marit Børke, Eldbjørg Grøttum, Anne-Grethe Westhagen Magnor, Birgit Myklebust, Irma Nordseth
MuzykaStefan Nilsson
Rok produkcji2013
Kraj produkcjiNorwegia, Szwecja
Czas trwania92 min
Gatunekdokument, dramat, familijny
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Marta Bałaga: Wczoraj miało miejsce zabawne wydarzenie, po projekcji filmu wraz z widzami poszłyście prosto…na łyżwy.
Gunhild Westhagen Magnor: Stał za tym Czerwony Krzyż, współpracowaliśmy z nimi już w Norwegii. Chcieli zachęcić ludzi do ruchu i do tego, aby pobyli przez chwilę razem.
Birgit Myklebust: Panowała świetna atmosfera i na szczęście nikt nie kazał mi jeździć na łyżwach. Spotkałyśmy nawet kilku Norwegów.
MB: Muszę przyznać, że miło było dla odmiany zobaczyć na festiwalu coś pogodnego. Jak postanowiłaś podejść do takiego tematu, żeby nie przesłonił go sentymentalizm?
GWM: Uważam, że opowiadanie pozytywnych historii ma wielką wartość. Wolę inspirować ludzi, niż ich przerażać (śmiech). Poza tym muszę przyznać, że zawsze bałam się starości. Zaczęłam o niej myśleć, gdy przekroczyłam trzydziestkę. Już wtedy wydawało mi się, że jestem za stara (śmiech). Za stara przede wszystkim na to, żeby uczyć się nowych rzeczy. Starość mnie przerażała, bo często wydaje się nam, że polega ona wyłącznie na samotności, chorobie, braku opieki. To strasznie przygnębiające. Jestem buddystką i codziennie czytam słowa Daisaku Ikedy, który jest moim mentorem. To one zainspirowały mnie do tego, by zacząć myśleć nieco inaczej.
Pewnego dnia moja mama poinformowała mnie, że w wieku siedemdziesięciu dwóch lat właśnie zaczęła grać w siatkówkę. Pomyślałam: Wow! Ale czy nie jesteś przypadkiem na to za stara? To ona powiedziała mi, że w drużynie grają panie po osiemdziesiątce, dziewięćdziesiątce, a jedna dobiega nawet setki. Byłam tym bardzo zaskoczona, nie wiedziałam nawet, że można grać w siatkówkę gdy ma się tyle lat. Postanowiłam, że muszę koniecznie poznać te siatkarki. Od razu zrobiły na mnie wrażenie swoją aktywnością i pozytywnym podejściem do świata.
MB: W filmie widać, że w drużynie panuje niezwykła solidarność.
GWM: Tak, stworzyły sobie małą społeczność. Widać było, że nie chodzi im tylko o samą siatkówkę, świadczyła o tym ich radość płynąca z gry i to, że po każdym treningu robiły coś razem. Gdy poznałam je trochę lepiej zdałam sobie sprawę, że mam możliwość opowiedzenia zupełnie nietypowej historii o podeszłym wieku. Starałam się pokazać, że nie wszystko w ich życiu jest idealne, że im też dolegają samotność, choroby, ale sposób, w jaki sobie z nimi radzą jest godny naśladowania. Było to szczególnie prawdziwe w przypadku Guru, najstarszej bohaterki filmu, która do życia miała naprawdę fantastyczne podejście. Początkowo premiera miała odbyć się w dniu setnych urodzin Guru, ale zmarła zeszłego lata. Żałuję, że nie doczekała tego wszystkiego. Wiem, że na pewno sprawiłoby jej to wielką radość. Miała naprawdę fantastyczne podejście do życia, w siatkówkę do samego końca. I tak jak sobie postanowiła, nie zmarła na raka.
MB: Nawet najtrudniejsze tematy traktujesz w filmie z lekkością. Pamiętam scenę, w której jedna z bohaterek ogląda starą fotografię. Wymienia, które z przyjaciółek z drużyny już nie żyją, by na sam koniec dodać: „A ta odeszła, bo nie potrafiła przegrywać.”
GWM: Cała Lillemor (śmiech).
BM: Ma wytrawne poczucie humoru. To fantastyczna osoba.
GWM: Staram się zawsze zgromadzić jak najwięcej materiału, a potem podejmuję ostateczne decyzje podczas montażu. Nigdy nie sugerowałam im, co mają mówić, ale przygotowując się do realizacji filmu byłam w stanie zauważyć, w jakich sytuacjach wypadają najlepiej. Dzięki temu łatwiej mi było potem zaaranżować pewne sytuacje lub zadać odpowiednie pytania. Lekkość filmu wynika więc po części z tego, jakich dokonałam wyborów, a po części z tego, jak moje bohaterki się wyrażają.
MB: Co poczułaś, gdy po raz pierwszy usłyszałaś, że powstanie o was film?
BM: Byłam podekscytowana, może też trochę przerażona. Znałam wcześniej Gunhild dzięki jej mamie, która z nami grała, to bardzo ułatwiło sprawę. Stała się w pewnym sensie członkiem drużyny.
MB: Honorową „Optymistką”?
BM: Tak, dokładnie (śmiech).
GWM: Mieliśmy do dyspozycji dwie kamery, ale większość materiału nakręciłam sama. Chyba po prostu się do mnie przyzwyczaiły i po jakimś czasie zapomniały, że kręcę o nich film.
MB: Dlaczego postanowiłaś zacząć grać w siatkówkę? Kto wpadł na pomysł założenia drużyny?

‹DocPoint - Helsinki Documentary Film Festival›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
MiejsceHelsinki, Finlandia
Od28 stycznia 2014
Do2 lutego 2014
WWW
BM: Przeszłam na emeryturę w wieku 64 lat. Kapitanem drużyny była wtedy Irma. Jej mąż był moim szefem, pracowała razem ze mną przez wiele lat. Któregoś dnia powiedziała, że zgłosi się po mnie kiedy przejdę na emeryturę i zmusi mnie, bym znowu zaczęła grać w siatkówkę. Zrobiła dokładnie tak, jak obiecała. Poinformowała mnie po prostu, że pierwszy trening odbędzie się w poniedziałek i nie chciała słyszeć żadnej odmowy. Zgłosiła się po mnie i już od sześciu lat gram w tej drużynie.
MB: Sama beznadziejnie gram w siatkówkę, Wasze umiejętności zrobiły na mnie duże wrażenie. Sam film przypomniał mi natomiast brytyjskie komedie w stylu „Goło i wesoło” albo „Dziewczyn z kalendarza” – tu też mamy grupę ludzi, która dąży do celu mimo że dla otoczenia może wydać się to dziwne lub niezrozumiałe. Czy podczas realizacji filmu inspirowałaś się czymś szczególnym?
GWM: Cieszy mnie, że wspominasz o brytyjskich komediach bo bardzo lubię ich dowcip. Nie wydaje mi się jednak, żebym inspirowała się czymś poza własnym życiem i doświadczeniami. Także w przypadku moich wcześniejszych projektów zawsze starałam się przede wszystkim dać widzom nadzieję, zarazić ich optymizmem.
BM: Reakcje, jakie wywołuje film potwierdzają, że Gunhild udało się zainspirować wielu ludzi. Zdarza się, że ktoś zatrzymuje mnie na ulicy i mówi, że dokument sprawił mu wiele radości. Tak wiele osób zapragnęło grać z nami w siatkówkę, że mamy teraz listę oczekujących (śmiech). W Norwegii powstają też nowe drużyny.
MB: Najwyraźniej zapoczątkowałyście jakiś nowy trend.
GWM: Cała zasługa leży po stronie drużyny.
BM: Ale to właśnie Ty wpadłaś na pomysł, żeby sfilmować grupkę starszych pań robiących z siebie przedstawienie (śmiech).
GWM: To wspaniałe, że dzięki filmowi powstają nowe drużyny, telewizja norweska produkuje też zainspirowany nim serial. Może wreszcie spełni się marzenie Birgit.
BM: Marzę o tym, by w całej Norwegii powstały drużyny takie jak nasza i żebyśmy mogli rozgrywać ze sobą mecze. Wspaniale byłoby, gdyby sponsorowały nas kanały sportowe, tak jak odbywa się to w przypadku piłki nożnej. Czemu nie dać starszym ludziom tej samej szansy? Znamy teraz więcej odpowiednich ludzi, także w Finlandii, jeśli będziemy ze sobą współpracować może uda się nam to osiągnąć. Mam nadzieję, że pewnego dnia to życzenie się spełni.
MB: W krajach skandynawskich kładzie się duży nacisk na aktywność fizyczną, także w przypadku ludzi starszych. W Polsce Wasz film mógłby okazać się jeszcze bardziej inspirujący.
GWM: Z pewnością interesujące jest obserwowanie, jak reagują na film ludzie w innych krajach. Zauważam czasem drobne różnice, każdy pokaz filmu jest inny.
BM: Po raz pierwszy zobaczyłyśmy film we własnym gronie, każda z nas była trochę nerwowa. Także dlatego, że tego samego dnia Guru zachorowała i wylądowała w szpitalu. Pamiętam, jak razem siedziałyśmy w małym kinie, nie wiedząc czego się właściwie spodziewać. Nagle zaczęłyśmy się śmiać, to była taka niesamowita frajda! Po seansie czułyśmy się szczęśliwe, to był prawdziwy zastrzyk energii.
MB: Udało się Wam więc zainspirować same siebie?
BM: Najwyraźniej (śmiech).
GWM: Każda z nich była na szczęście bardzo zadowolona z filmu. To tego seansu bałam się najbardziej (śmiech). To była wspaniała podróż, film został bardzo dobrze przyjęty w Norwegii. Po raz pierwszy został zaprezentowany na największym festiwalu filmowym w Norwegii, w Haugesund, gdzie zdobył nagrodę. Traktowano nas tam jak gwiazdy filmowe.
BM: Jeździłyśmy limuzynami, miałyśmy asystentów – było to naprawdę niezwykłe. Niedaleko hotelu stał pomnik Marilyn Monroe, podobno miała norweskie korzenie. Czułyśmy się wtedy jak ona, więc nawet zrobiłyśmy sobie przy nim zdjęcie. To, jak publiczność zareagowała podczas tego pierwszego seansu to coś, czego nigdy nie zapomnę. Po owacji na stojąco ludzie podchodzili do nas za łzami w oczach.
MB: Wcale mnie to nie dziwi – waszego filmu trudno nie polubić.
GWM: Taka reakcja publiczności wciąż bardzo mnie wzrusza, sama zaczynam płakać. Myślę, że ludzie potrzebują takich filmów.
MB: Czy planujecie kolejne przygody?
BM: To już zależy od Gunhild. Ja do niedawna trenowałam też tai chi, ale musiałam przestać z powodu problemów z kręgosłupem. Uczę się jednak hiszpańskiego, zawsze kochałam języki obce. Zaczęliśmy też więcej podróżować z mężem.
MB: Wygląda na to, że nic Cię nie powstrzyma.
BM: Ważne jest to, aby jak najdłużej pozostawać aktywnym. Jeśli tylko pozwala na to zdrowie, świat stoi otworem. A jeśli nie pozwala, zawsze można grać w siatkówkę.
MB: Przypominacie o tym, że nieważne czy jest się w czymś dobrym. Ważne jest to, aby umieć się wszystkim cieszyć.
GWM: Oraz żeby dzielić się tą radością. Kiedy ktoś nie pojawi się na treningu reszta od razu zaczyna się niepokoić, dzwonią by zapytać, czy wszystko jest w porządku. Daje to uczucie przynależności. To niezwykle ważne, gdy jest się starszym.
MB: Widzę, że w najbliższej przyszłości będziesz musiała zrobić sobie przerwę (reżyserka jest w zaawansowanej ciąży – przypis autorki).
GWM: To będzie już drugie dziecko, które przyszło na świat w czasie realizacji filmu. Mam kilka nowych pomysłów, ale na razie to będzie mój kolejny projekt (śmiech).
BM: Ludzie pytają często, czy powstanie kontynuacja filmu. Wnuczek Irmy zaproponował, żeby zatytułować go „Wciąż optymistki”.
koniec
8 lutego 2014
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry western powinien być prosty
John Maclean

20 XI 2015

Z Johnem Macleanem o stawianiu sobie ograniczeń i o tym, dlaczego wszystkie westerny są rewizjonistyczne rozmawia Marta Bałaga.

więcej »

Jak zrobić „Indianę Jonesa” lepszego od „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”?
Menno Meyjes

23 XI 2014

Usłyszałem od Spielberga, że nie powinienem kręcić, dopóki nie poznam emocjonalnego sedna sceny, dopóki nie spojrzę na nią z sercem- mówi Menno Meyjes, scenarzysta „Koloru purpury” i „Imperium słońca”, które wkrótce ponownie wejdą do polskich kin.

więcej »

Cyniczna chęć uczynienia świata bezpieczniejszym
Andrew Bovell

29 X 2014

„Po jedenastym września utraciliśmy zdolność do rozpoznawania niewinności. Jesteśmy zbyt podejrzliwi” – mówi australijski dramaturg i scenarzysta, Andrew Bovell, autor scenariusza do filmu „Bardzo poszukiwany człowiek” i dramatu „Językami mówić będą”.

więcej »

Polecamy

Chwała na wysokości?

Dobry i Niebrzydki:

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Grimm Girl, czyli diabeł tkwi w szczegółach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.