Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 19 lutego 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Berlinale 2014: Świat zapośredniczony

Esensja.pl
Esensja.pl
Anna Kazejak-Dawid
Na tegorocznym Berlinale nie zabrakło polskich akcentów; Wilhelm i Anka Sasnalowie zaprezentowali swój najnowszy film „Huba”, Marcin Malaszczak przyjechał z dokumentem „Orbitalna”, Wojciech Bąkowski – z „Pogorszeniem widzenia”, a Ewa Borysewicz pokazała krótkometrażową animację „Do serca Twego”. Największym zainteresowaniem cieszyła się jednak zaprezentowana w sekcji Generation „Obietnica” Anny Kazejak, zrealizowana w koprodukcji z Danią opowieść o tragicznych skutkach pierwszej miłości.

Z reżyserką „Obietnicy” Anną Kazejak, mającą na swoim koncie między innymi nowelę „Oda do radości” oraz nakręcony w 2010 roku film „Skrzydlate świnie”, o polskiej mentalności, współpracy z Duńczykami i o kierowaniu debiutantami rozmawia Marta Bałaga.

Anna Kazejak-Dawid
‹Obietnica›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułObietnica
Data premiery14 marca 2014
ReżyseriaAnna Kazejak-Dawid
ZdjęciaKlaudiusz Dwulit
Scenariusz
ObsadaEliza Rycembel, Mateusz Wieclawek, Magdalena Popławska, Dawid Ogrodnik, Andrzej Chyra, Jowita Miondlikowska, Bartłomiej Topa
Rok produkcji2014
Kraj produkcjiDania, Polska
Czas trwania97 min
Gatunekdramat
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Marta Bałaga: Jak ocenia Pani przyjęcie filmu na festiwalu? Samo Q&A po projekcji trwało dobre 40 minut.
Anna Kazejak: Naprawdę aż tyle? To chyba dobry znak, przynajmniej widzowie od razu nie wychodzą (śmiech). Wydaje mi się, że film został przyjęty bardzo ciepło. Wczoraj mieliśmy ponad tysięczną widownię, dzisiaj było podobnie – „Obietnicę” wyświetlono w olbrzymim kinie i większość widzów została, żeby się z nami spotkać. Myślę, że skoro ludzie nie uciekają ani w trakcie seansu, ani tuż po nim, to film coś w nich najwyraźniej porusza. Moim zamierzeniem było, aby „Obietnica” stanowiła pewnego rodzaju zaproszenie do rozmowy. Chyba udało się to osiągnąć.
MB: Filmy zrobione przez polskie reżyserki zostają ostatnio wyjątkowo dobrze przyjmowane poza granicami naszego kraju. Berlin jest tego doskonałym przykładem - w zeszłym roku nagrodami wyróżniono zarówno „Baby Blues” Katarzyny Rosłaniec, jak i „W imię...” Małgorzaty Szumowskiej. Dlaczego tak się dzieje?
AK: Mam na ten temat swoją prywatną teorię, ale nie wiem, czy jest ona słuszna (śmiech).
MB: Bardzo chętnie ją usłyszę.
AK: Wydaje mi się, że kobiety w Polsce mają taki rodzaj...sonaru. Dużo lepiej rozpoznajemy problemy, które nie dotyczą tylko i wyłącznie Polski, ale całej kultury europejskiej. Jesteśmy w stanie opowiedzieć o nich szybciej, niż mężczyźni. Nie wiem jaka jest tego przyczyna. Ja bardziej odnajduję się w filmach koleżanek i sądzę, że ludziom, którzy patrzą na kino polskie z zewnątrz, też łatwiej zrozumieć te filmy. Wydaje mi się po prostu, że obecnie mamy szansę, żeby w końcu zabrać głos i skrupulatnie z tego korzystamy. Mężczyznom prawo głosu przysługiwało od zawsze, ale może teraz za bardzo nie wiedzą, o czym mówić.
MB: Takie sukcesy jak w przypadku Pani filmu, bo w końcu możliwość zaprezentowania filmu na festiwalu w Berlinie to wielkie wyróżnienie, nie do końca przekładają się na polski rynek. Najgorsze recenzje są zawsze autorstwa polskich krytyków.
AK: Nie czytałam jeszcze żadnych recenzji mojego filmu i nie wiem, czy będą ona miażdżące. Mam nadzieję, że nie (śmiech).
Sama nie wiem z czego to wynika, ale mam dokładnie takie samo odczucie. „Obietnica” to koprodukcja z Danią, pracując z ludźmi za granicą widziałam, jak ten film odbierają, jak go odczuwają, na czym się koncentrują, co ich cieszy. W Polsce po pierwszych pokazach usłyszałam zupełnie inne opinie. Zagraniczna widownia przyjmuje ten film entuzjastycznie, mam więcej obaw związanych z polska premierą. Zupełnie nie wiem, czemu tak się dzieje. Czasem mam nawet wrażenie, że jest to rodzaj jakiejś zaciekłości ze strony polskiego środowiska filmowego i ze strony krytyków. Być może na tym właśnie polega polska mentalność – na równaniu do dołu, na tym, żeby tych, którzy próbują się wybić zrównywać z resztą. To absurdalne, bo jeśli my sami nie będziemy się wspierać, jeśli nie będziemy sobie sami pomagać, to będzie nam wszystkim o wiele trudniej. Życzę moim koleżankom i kolegom jak najlepiej, bo dla naszego wspólnego dobra i dla dobra naszej kinematografii ważne jest to, żeby nasze filmy były pokazywane za granicą.
MB: Czy to, że „Obietnica” powstała w koprodukcji z Danią wpłynęło na sam film? Ta historia mogłaby wydarzyć się w wielu miejscach, niekoniecznie w Polsce.
AK: Na pomysł, żeby „Obietnica” była koprodukcją, wpadłam już na samym początku, w związku z czym prace nad scenariuszem zmierzały do tego, aby tę historię zuniwersalizować. Oczywiście miała być przedstawiona w konkretnych realiach, ale ważne było dla mnie to, żeby można było ją zrozumieć w każdym miejscu na świecie. Takie było od początku moje założenie. Myślę, że ten duński aspekt w filmie mocno się zaznaczył, bo wpływ na jego ostateczny kształt miał duński montażysta, dźwiękowiec i kompozytor (Morten Hojbjerg, Kristoffer Salting i Kristian Eidnes Anderson – przypis autorki). Mam nadzieję, że przez to nabrał nowoczesnego stylu, który nie kojarzy się może z polskim kinem. Docierają do mnie czasem głosy, że film ma taki duński „sznyt”.
MB: Z pewnością przemyciła Pani do niego duńską estetykę. Film jest bardzo piękny wizualnie, aż... pachnie czystością. Czy biorąc pod uwagę to, że sama historia nie należy do lekkich, nie chciała go Pani trochę przybrudzić?
AK: Nie uważam, żeby był przeestetyzowany, sama tego w kinie nie lubię. Myślę, że jeśli chodzi o wizualną stronę filmu, taka estetyka jest mi po prostu bliska. Nie chciałam robić szarego, brudnego filmu, nie chciałam też go przeestetyzować, bo to byłoby największą zbrodnią.
Może następnym razem pójdę jeszcze dalej, jeśli tylko pozwoli mi na to fabuła. Być może wtedy zdecyduję się na to, by bardziej poeksperymentować. Pewne rzeczy w mojej głowie wyglądały inaczej, ale nigdy nie jest się w pełni zadowolonym. Ważne jest to, że teraz, kiedy jest już po wszystkim i oglądam ten film na spokojnie, myślę, że nie jest źle. Że jest w porządku. Nie wstydzę się mojego filmu.
MB: W poprzednim filmie skupiła się Pani na zagubionych dwudziestolatkach, teraz bohaterowie są jeszcze młodsi. Skąd zainteresowanie etapem wchodzenia w dorosłość?

‹Internationale Filmfestspiele Berlin 2014›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
MiejsceBerlin
Od6 lutego 2014
Do16 lutego 2014
WWW
AK: Myślę, że „Obietnica” nie opowiada tylko i wyłącznie o młodych ludziach. Od nich się zaczyna, ale później ta perspektywa się rozszerza, zaczyna obejmować też pokolenie ich rodziców. A skąd zainteresowanie młodymi? Może wynikło to z tego, że byli mi bliżsi niż starsze pokolenie. Niestety, to się już nieuchronnie zmienia (śmiech). Wydawało mi się, że opowiadając o kobiecej agresji dobrze byłoby umieścić bohaterów w takim momencie życia, kiedy rządzą nimi emocje. Nie wiedzą jeszcze, jak sobie z tym poradzić, nie mają narzędzi do tego, żeby to wszystko zracjonalizować.
Słuchajcie, idźcie dalej bo mi przeszkadzacie! (grupa młodziutkich aktorów z filmu próbuje zwrócić na siebie uwagę reżyserki – przypis autorki)
MB: Widzę, że przywiozła Pani ze sobą obsadę (śmiech).
AK: Dzieciaki.
MB: Zawsze przestrzegają przed pracą z dziećmi i ze zwierzętami.
AK: Nieprzypadkowo (śmiech). Trochę mnie to kosztowało nerwów, ale myślę, że ostateczny efekt jest dobry.
MB: W filmie pojawiają się znani aktorzy, na przykład Andrzej Chyra, pozostają jednak na drugim planie. To właśnie debiutanci dźwigają „Obietnicę” na swoich barkach. Nie wiem, czy mogę użyć takiego określenia, ale jak Pani nimi kierowała?
AK: Myślę, że to bardzo dobre określenie. Chciałam znaleźć aktorów, którzy nie tyle potrafią grać, ile po prostu są. Okazało się to bardzo trudne i zajęło nam dużo czasu. Później, kiedy już udało się skompletować grupę młodych ludzi mających w sobie przestrzeń na to, żeby pomieścić tych bohaterów, okazało się, że prawdziwe wyzwanie dopiero przede mną. Nie można było po prostu czegoś od nich zażądać, bo nie rozumieli, co mają zrobić. Trzeba im było to pokazać, a czasami wręcz nimi sterować i mówić, żeby teraz poszli w tamto miejsce, a potem ruszyli ręką.
MB: Pozostawienie ich samym sobie nie wchodziło w grę?
AK: Nie. Myślę, że to mylne wyobrażenie, choć z pewnością istnieją twórcy, którzy tak pracują z naturszczykami i uważają, że wystarczy postawić ich przed kamerą. Ja tak nie pracuję z aktorami i trudno mi sobie taką pracę w ogóle wyobrazić. Dobrze wiem, co ma się wydarzyć przed kamerą, nie potrafię pozwolić sobie na luz. W „Obietnicy” starałam się połączyć ich wrażliwość z moim przygotowaniem, ale powiem szczerze, że było to strasznie wyczerpujące. Czasami, gdy na planie pojawiali się profesjonalni aktorzy, sprawiało mi to ulgę.
MB: Czy wsparcie doświadczonych aktorów pomogło debiutantom, czy tylko uwidoczniło ich braki w warsztacie?
AK: Wybrałam aktorów, którzy byli gotowi na takie spotkanie. Nie chcieli ani zastraszyć młodych, ani ich przytłoczyć. Doskonale zdawali sobie sprawę, że to oni będą musieli się do nich dopasować. „Obietnica” nie jest popisem jednego aktora, od początku chodziło o to, żeby wszyscy się nawzajem wspierali.
MB: Bohaterowie nieustannie siedzą na skajpie, piszą SMS-y. Tylko w taki sposób się ze sobą komunikują. Czy od początku miało to stanowić aż tak dużą część filmu?
AK: Rola technologii w filmie stopniowo wzrastała. Wykorzystaliśmy te różne urządzenia po to, żeby pokazać emocjonalną pustkę. Bohaterowie filmu pragną bliskości, ale używając tych wszystkich zapośredniczeń tak naprawdę sami się jej pozbawiają. Żyjemy w czasach, w których dużo trudniej jest siąść naprzeciw siebie i powiedzieć: kocham cię, nienawidzę cię. Łatwiej to wysłać SMS-em, choć wtedy traci to znaczenie. Myśląc o naszej bohaterce i jej umiejętności manipulacji wiedziałam, że za pomocą takiego narzędzia jak skajp może ona ukryć swoje uczucia i emocje. Przez to łatwiej steruje Jankiem.
MB: Odgłos włączania skajpa to prawie motyw przewodni filmu.
AK: Tak, długo rozmawiałam o tym z dźwiękowcem. Początkowo chciałam nawet stworzyć wrażenie takiej kakofonii dźwięków; tu dzwoni telefon, tu skajp, tu przychodzą SMS-y. To wszystko nas otacza, a my tak naprawdę już tego nawet nie słyszymy. Urządzenia komunikacji są w pewnym sensie głównymi bohaterami filmu.
Czytaj też recenzję filmu.
koniec
23 lutego 2014
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry western powinien być prosty
John Maclean

20 XI 2015

Z Johnem Macleanem o stawianiu sobie ograniczeń i o tym, dlaczego wszystkie westerny są rewizjonistyczne rozmawia Marta Bałaga.

więcej »

Jak zrobić „Indianę Jonesa” lepszego od „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”?
Menno Meyjes

23 XI 2014

Usłyszałem od Spielberga, że nie powinienem kręcić, dopóki nie poznam emocjonalnego sedna sceny, dopóki nie spojrzę na nią z sercem- mówi Menno Meyjes, scenarzysta „Koloru purpury” i „Imperium słońca”, które wkrótce ponownie wejdą do polskich kin.

więcej »

Cyniczna chęć uczynienia świata bezpieczniejszym
Andrew Bovell

29 X 2014

„Po jedenastym września utraciliśmy zdolność do rozpoznawania niewinności. Jesteśmy zbyt podejrzliwi” – mówi australijski dramaturg i scenarzysta, Andrew Bovell, autor scenariusza do filmu „Bardzo poszukiwany człowiek” i dramatu „Językami mówić będą”.

więcej »

Polecamy

Dziecięca odyseja

CamerImage 2016:

Dziecięca odyseja
— Konrad Wągrowski

Żywot człowieka nie do końca poczciwego
— Konrad Wągrowski

Wypijmy za marzycieli!
— Konrad Wągrowski

Superbohaterka z dysfunkcyjnej rodziny
— Konrad Wągrowski

Ostatnie dzieło mistrza
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Co nam w kinie gra: Obietnica
— Marta Bałaga

Berlinale 2014: Mała Lady Makbet
— Marta Bałaga

Berlinale 2014: Rodzinny portret
— Marta Bałaga

Berlinale 2014: Skok na głęboką wodę
— Hippolyte Girardot, Caroline Sihol

Berlinale 2014: Podwójne życie Zhanga Zili
— Fan Liao

Berlinale 2014: Ostrożnie, pożądanie
— Marta Bałaga

Berlinale 2014: Teatr Telewizji
— Marta Bałaga

Berlinale 2014: Maria łaski pełna
— Marta Bałaga

Berlinale 2014: Mission: Impossible
— Marta Bałaga

Berlinale 2014: Anioły w Ameryce
— Marta Bałaga

Z tego cyklu

Mała Lady Makbet
— Marta Bałaga

Rodzinny portret
— Marta Bałaga

Skok na głęboką wodę
— Hippolyte Girardot, Caroline Sihol

Podwójne życie Zhanga Zili
— Fan Liao

Ostrożnie, pożądanie
— Marta Bałaga

Teatr Telewizji
— Marta Bałaga

Maria łaski pełna
— Marta Bałaga

Mission: Impossible
— Marta Bałaga

Anioły w Ameryce
— Marta Bałaga

Był sobie chłopiec
— A.J. Edwards

Tegoż twórcy

Prawdziwe czy zjadliwe?
— Patrycja Rojek

London is calling
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.