Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

Midnight Sun Film Festival: Jaki ojciec, taka córka

Esensja.pl
Esensja.pl
Samantha Fuller
[1] 2 »
„The Fuller Life” to dość nietypowy dokument; opowiada o znanym amerykańskim reżyserze Samuelu Fullerze, jednak zamiast opierać się na opiniach innych bazuje wyłącznie na autobiografii artysty pod tytułem „The Third Face: My Tale of Writing, Fighting and Filmmaking”. Dzięki temu zabiegowi odnosi się wrażenie, że to on sam o sobie opowiada, a rzeczywiście ma o czym – swoim życiorysem Fuller mógłby obdzielić co najmniej kilka osób.

Samantha Fuller
‹A Fuller Life›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułA Fuller Life
ReżyseriaSamantha Fuller
ZdjęciaHilton Goring, Seamus McGarvey, Rachel Wyn Dunn
Scenariusz
ObsadaSamuel Fuller, Jennifer Beals, Robert Carradine, Joe Dante, Bill Duke, James Franco, William Friedkin, Mark Hamill
MuzykaPaul-Alexander Fuller
Rok produkcji2013
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania80 min
Gatunekbiograficzny, dokument, historyczny, wojenny
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Bezkompromisowy twórca kina niezależnego o polskich korzeniach pracował między innymi jako roznosiciel gazet, nastoletni reporter kryminalny opisujący egzekucje w Sing Sing i pisarz. Do Hollywood trafił w latach 30-tych, ale rozwijającą się karierę scenarzysty szybko przerwała wojna – Fuller służył jako kapral w Pierwszej Dywizji Piechoty, znanej jako Wielka Czerwona Jedynka i unieśmiertelnionej przez niego w uważanym za arcydzieło dramacie wojennym o tym samym tytule. Zmarł w 1997 roku mając na swoim koncie 31 filmów, dzięki którym zyskał opinię twórcy kultowego i takich wielbicieli jak Jim Jarmusch i Curtis Hanson.
Za realizacją „The Fuller Life” stoi jedyna córka Fullera, Samantha, dla której film stanowi pełnometrażowy debiut. Świeżo upieczona reżyserka ma dar gawędziarski swojego ojca i gdy spotykamy się na Midnight Sun Film Festival od razu staje się jasne, że nie skończy się na przepisowych 20 minutach. Ku widocznemu przerażeniu zajmującego się koordynacją wywiadów pracownika festiwalu szybko okazuje się, że Samantha Fuller nie jest zainteresowana wyłącznie odpowiadaniem na pytania – sama bardzo lubi je zadawać i już po kilku minutach wie o mnie więcej, niż ja o niej.
Z Samanthą Fuller o dokumencie poświęconym ojcu, jego spuściźnie i białym psie, który złamał mu karierę rozmawia Marta Bałaga.
Marta Bałaga: Kiedy postanowiłaś, że chcesz pójść w ślady ojca i zająć się filmem?
Samantha Fuller: Wrodziłam się w przemysł filmowy i pół życia spędziłam na planie, ale nigdy nie zastanawiałam się, dokąd mnie to zaprowadzi. Zawsze byłam wolnym duchem, nie lubiłam przebywać w zamknięciu. Próbowałam wielu rzeczy, nawet pracy biurowej, ale to nie dla mnie. 15 lat temu założyłam własną firmę, wytwarzam przedmioty za szkła i sprzedaję je do sklepów. Pracuję we własnym domu co pozwala mi na to, żeby dużo czasu poświęcać czytaniu i pisaniu. Może dzięki temu wzrósł mój entuzjazm do tego, aby jednak spróbować sił jako filmowiec.
MB: Debiut masz już za sobą. Skąd pojawił się pomysł na to, żeby zrealizować „The Fuller Life”?
SF: Odkąd pamiętam, zawsze chciałam przygotować coś wyjątkowego na setne urodziny mojego taty, bez względu na to, czy on ich doczeka. Sam zaszczepił we mnie ten pomysł, nie chciał świętować urodzin co roku i wolał poczekać na okrągłą rocznicę. Nie lubił robić wokół siebie zamieszania. Gdy w 2012 roku nadszedł wreszcie ten wyjątkowy dzień, mogliśmy po prostu zorganizować przyjęcie, ale uznałam, że najlepszym sposobem na to, żeby go uczcić będzie nakręcenie filmu.
MB: Jego biuro okazało się idealnym planem filmowym. Co za niesamowite miejsce.
SF: Tato potrzebował przestrzeni na wszystkie pamiątki, więc biuro urządził sobie w naszym garażu. Jest pełne scenariuszy, pomysłów na filmy, gazet, książek i jego szczegółowych notatek, ludzie pragnący je obejrzeć czy studenci piszący o ojcu prace magisterskie są u nas zawsze mile widziani. To, że jego biuro pozostało w niezmienionej formie sprawia, że mam wrażenie jakby on sam był wciąż żywy. Ciągle czuć tam zapach jego cygar i czasem łapię się na tym, że wchodząc tam odruchowo wołam: „Cześć tato!”
MB: Poprzez swój film w pewnym sensie zachowałaś go dla potomnych.
SF: Takie było też po części moje zamierzenie. Nie mogę sobie nawet wyobrazić jego biura pustego, nie jestem gotowa na to, żeby poupychać wszystko do pudeł i zanieść do jakiejś piwnicy. Wolę już raczej parkować na zewnątrz przez wiele lat (śmiech). Jestem jedynaczką tak jak ty i wciąż odkrywam, co po sobie pozostawił. Moja matka pozostawiła mi w tej kwestii wolną rękę, więc staram się bardzo dokładnie przejrzeć każdą notatkę i każdą pamiątkę, jaką pozostawił. To moje nowe hobby (śmiech).
MB: Raczej praca na pełen etat.
SF: Zdarza mi się zapomnieć o wszystkim i spędzić tam cały dzień. Mój tata wszystko zbierał, był też bardzo zorganizowany. To świetna zabawa móc czytać jego notatki i scenariusze, których nigdy nie zrealizował, zastanawiać się nad tym, jak doprowadzić do ich powstania.
MB: Czy chciałabyś sama je wyreżyserować?
SF: Chciałabym to zrobić, bo mam w sobie tego bakcyla i lubię przebywać na planie, ale najważniejsze jest dla mnie to, by te historie po prostu ujrzały światło dzienne. Ojciec pozostawił po sobie około tuzina scenariuszy gotowych do realizacji. Niestety, przemysł filmowy bardzo się zmienił, a wiele z nich to duże produkcje i dziś kosztowałyby bardzo dużo – są wśród nich westerny, filmy poświęcone wojnie secesyjnej i noir, których akcja ma miejsce w Nowym Jorku w latach 40-tych. Doprowadzenie do ich realizacji uważam w pewnym sensie za swoją misję. Mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu.
MB: Twój ojciec był bardzo interesującym artystą, jego filmy wyróżniały się na tle podobnych produkcji. Z czego to wynikało?
SF: Naprawdę wierzę, że wyprzedzał swój czas. Wielu ludzi po prostu się dopasowuje do obowiązujących konwencji, a on nigdy sobie na to nie pozwolił. Nigdy się nie sprzedał, więc lata upływały mu na negocjacjach z producentami. Każdy film musiał być zgodny z jego wizją. Mój ojciec był przez wiele lat reporterem i gdy wybuchła wojna zgłosił się na ochotnika, bo, jak to ujął, chciał „opisać największe przestępstwo stulecia.” Oczywiście trochę się przeliczył, po wojnie nie był już tym samym człowiekiem. To doświadczenie na zawsze go zmieniło i po tym, jak udało mu się przeżyć walki na Sycylii, w Afryce i lądowanie w Normandii, niczego już się potem nie bał. Mój ojciec trafił w sam środek szaleństwa wojny i to zmieniło go nie tylko jako człowieka, ale też jako filmowca. Nie wiem, na ile świadomy był podobieństwa tej sytuacji, ale w jego przełomowym filmie, Shock Corridor, dziennikarz grany przez Petera Brecka dobrowolnie zgłasza się do ośrodka dla umysłowo chorych by rozwiązać zagadkę morderstwa i właściwe przytrafia mu się to samo. To połączenie dziennikarskiego pragnienia dociekania prawdy z brakiem lęku przed czymkolwiek uczyniło z niego takiego filmowca.
MB: Oglądając jego filmy wydaje się, jakby specjalnie wybierał ryzykowne tematy. Uwielbiał wyrzutki społeczeństwa.
SF: Uwielbiał przegranych. Zawsze o nich walczył, bo sam się z nich wywodził. Już jako mały chłopiec zarabiał roznosząc gazety i utrzymywał dzięki temu owdowiałą matkę i szóstkę rodzeństwa. Dorastał w czasach Wielkiego kryzysu nie mając zupełnie niczego. Jego przyjaciółmi były prostytutki, bezdomni, ludzie żyjący na ulicy.
MB: Wielokrotnie opowiadał w swoich filmach o takich właśnie ludziach, ale zawsze zachowywał w stosunku do nich sympatię. Nie pokazywał ich tylko po to, żeby szokować „porządnych” obywateli.
SF: Pokazywał, że nawet ludzie marginesu mają w sobie dobro. W „The Naked Kiss” Constance Towers zagrała prostytutkę. Wtedy prostytutki nie mogły być ukazywane jako dobre osoby, a on pokazał ją jako skrzywdzoną kobietę, która tak jak każdy z nas pragnie odkupienia i normalnego życia. Nie interesowały go wygładzone filmy hollywoodzkie, nigdy takiego nie zrobił. I bardzo dobrze.
MB: Czy któryś z jego filmów cenisz szczególnie wysoko?
SF: Kocham je wszystkie z różnych powodów. W pewnym sensie stanowią moje rodzeństwo.
MB: Więc tak naprawdę nie jesteś jedynaczką.
SF: Kiedy mój ojciec zaczynał pracę nad nowym filmem poświęcał mu dużo uwagi, dla mnie był więc takim samym rywalem jak nowo narodzone dziecko (śmiech). Uwielbiam Wielką czerwoną jedynkę, bo był to dla niego wyjątkowo ważny film, bardzo osobisty. Oglądam go co rok.
MB: To także jego najsłynniejsze dzieło.
SF: Mój ojciec wstąpił do wojska, by móc prawdziwie opowiedzieć o wojnie. Ten film jest więc powodem, dla którego się zaciągnął. Zanim był w stanie opowiedzieć tę historię tak, ja tego pragnął, nakręcił wiele innych filmów o tematyce wojennej, jednak zarówno „The Steel Helmet” czy „Bagnet na broń” stanowiły przygotowanie do „Wielkiej czerwonej jedynki”. Doprowadzenie tego filmu na ekran zajęło mu 30 lat. Miał możliwość nakręcić go wcześniej, ale zawsze stał za tym jakiś kompromis, na przykład bohatera, którego zagrał Lee Marvina miał zagrać John Wayne! Ojciec odmówił, bo nie chciał nakręcić kolejnej laurki o bohaterskim generale. Dla mnie ten film jest dowodem jego zwycięstwa. Wiem, przez co przeszedł podczas wojny i bardzo mnie porusza, gdy widzę odzwierciedlenie tych przeżyć na ekranie. Spielberg doskonale poradził sobie z sekwencją lądowania w Normandii w „Szeregowcu Ryanie”, ale w przeciwieństwie do mojego ojca on sam tego nie przeżył.
MB: Twój ojciec oparł na własnych przeżyciach wiele filmów.
[1] 2 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry western powinien być prosty
John Maclean

20 XI 2015

Z Johnem Macleanem o stawianiu sobie ograniczeń i o tym, dlaczego wszystkie westerny są rewizjonistyczne rozmawia Marta Bałaga.

więcej »

Jak zrobić „Indianę Jonesa” lepszego od „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”?
Menno Meyjes

23 XI 2014

Usłyszałem od Spielberga, że nie powinienem kręcić, dopóki nie poznam emocjonalnego sedna sceny, dopóki nie spojrzę na nią z sercem- mówi Menno Meyjes, scenarzysta „Koloru purpury” i „Imperium słońca”, które wkrótce ponownie wejdą do polskich kin.

więcej »

Cyniczna chęć uczynienia świata bezpieczniejszym
Andrew Bovell

29 X 2014

„Po jedenastym września utraciliśmy zdolność do rozpoznawania niewinności. Jesteśmy zbyt podejrzliwi” – mówi australijski dramaturg i scenarzysta, Andrew Bovell, autor scenariusza do filmu „Bardzo poszukiwany człowiek” i dramatu „Językami mówić będą”.

więcej »

Polecamy

#MeToo według Kinga

Dobry i Niebrzydki:

#MeToo według Kinga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Kobieta na rozdrożu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Brokeback Mountain z punktu widzenia owiec
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Małpowanie uczłowiecza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Klaun – Frajerzy, do przerwy 0:1
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Homonarodowiec czyta Konstytucję
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Szekspir na Pacyfiku
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Cezar - szympans, który został Mojżeszem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.