Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 28 marca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Wenecja 2014: Skupiam się na uczuciach

Esensja.pl
Esensja.pl
Porażający kanarkową żółcią swoich skarpetek J-P Valkeapää teoretycznie udziela w Wenecji wywiadów sam, ale to tylko pozory. Szybko okazuje się, że grupka ludzi siedząca tuż za reżyserem to nie wsłuchujący się w każde słowo asystenci, ale połowa ekipy filmu „They Have Escaped”, w tym nieśmiały odtwórca głównej roli, operator i współautorka scenariusza. Choć jak przystało na Skandynawów prawie się nie odzywają, ich mimika jest dość ekspresywna i po każdej udzielonej odpowiedzi reżyser szuka w ich oczach potwierdzenia. Sądząc po tym, z jakim entuzjazmem kiwają głowami, zwykle je znajduje.
„They Have Escaped” to współczesna baśń przypominająca trochę przygody Jasia i Małgosi, gdyby pechowe rodzeństwo zażywało podejrzane pigułki i biegało po lesie ubrane w niedźwiedzie skóry. Film opowiada historię nieśmiałego, jąkającego się Joni (Teppo Manner), który by uniknąć wojska musi pracować w ośrodku dla trudnej młodzieży. Tam poznaje agresywną, wciąż sprawiającą kłopoty Raisę (Roosa Soderholm). Joni za oddalenie się od ośrodka grozi więzienie, ale jak wiadomo reguły są po to, żeby je łamać - pewnego dnia wspólnie kradną więc samochód i postanawiają uciec. Pytanie tylko gdzie?
„They Have Escaped” to jeden z tych filmów, który podczas seansu irytuje, ale jak uparcie tkwiący w bucie kamyk nie daje o sobie zapomnieć i dopiero po jakimś czasie zaczyna do siebie przekonywać. Jedno trzeba mu przyznać – z całą pewnością chce się o nim rozmawiać, a biorąc pod uwagę niektóre festiwalowe tytuły stanowi to duże osiągnięcie. Film zdążył już pozyskać sobie ważnych sprzymierzeńców, nie zmienia to jednak faktu, że raczej nie okaże się propozycją dla każdego. J-P Valkeapää nie robi jednak filmów dla wszystkich.
Z J-P Valkeapää, reżyserem prezentowanego w Wenecji w sekcji Venice Days „They Have Escaped” o baśniach, fińskim krajobrazie i dzikich świniach rozmawia Marta Bałaga.
Marta Bałaga: Główny bohater filmu nie odzywa się przez prawie cały czas jego trwania. To dość odważna decyzja.
J-P Valkeapää: Jąkanie się Joni wywołuje w ludziach agresję, to pozwala w skrócie zrozumieć jego historię. Potrzebowałem aktora, który potrafi wyrazić bez słów, że coś głęboko przeżywa. Chciałem, żeby można było to zobaczyć w jego oczach. Mieliśmy otwarty casting i zgłosiło się ponad 400 osób, Teppo widziałem już wcześniej w wyróżnionym nagrodą Cinefondation filmie „Taulukauppiaat”. Spodobało mi się jego subtelne aktorstwo i szybko odkryłem, że mimo, że nigdy nie kształcił się w tym kierunku, ma wrodzony talent. Idealnie pasował do tej roli.
MB: Twój film przypomina patchwork, zawiera w sobie kilka rożnych gatunków i stylów. Zaczynasz od „Bonnie i Clyde” a kończysz na „Uwolnieniu”.
JPV: Punktem wyjścia było dla mnie pragnienie nakręcenia filmu drogi, chciałem jednak, by zmieniał się adekwatnie do przeżyć bohaterów. Od razu pomyślałem o baśniach braci Grimm, o tym, jak w ich opowieściach nastrój ulega czasem odwróceniu o 360 stopni. Film zaczyna się jak się zaczyna i kończy, jak się kończy dlatego, że chodziło mi o wyrażenie zmieniających się emocji. Opowiadana przeze mnie historia może się początkowo wydać znajoma, chciałem, by rozpoznając znajome elementy widownia się zrelaksowała. Oczywiście już na samym początku można znaleźć wskazówki świadczące o tym, że nie jest to idealny obrazek – na przykład w typowej dla kina drogi scenie, gdy Raisa wychyla się z samochodu, nagle do oka wpada jej mucha. Starałem się tym samym zasugerować, że zaraz wydarzy się coś ekscytującego, że tak naprawdę nie wiadomo, co ich czeka. Nie pamiętam już jakie było pytanie, znowu gdzieś odpłynąłem (śmiech). Czy opowiedziałem Ci już o społecznym kontekście filmu?
MB: Nie, jeszcze nie (śmiech).
JPV: Młodzi ludzie w całej Europie coraz częściej pozbawieni są edukacji i perspektyw, w Finlandii jest ich już sporo, w Polsce jest pewnie podobnie. Podczas ostatniej recesji na początku lat 90. w Finlandii obcięto społeczne fundusze i nigdy ich nie przywrócono, raz na jakiś czas się o nich wspomina, ale stanowi to po prostu kolejną obietnicę bez pokrycia. Te dzieciaki żyją w neoliberalnym społeczeństwie i tak naprawdę nie mają gdzie uciec. No chyba, że chodzi o najzwyklejszą ucieczkę w alkohol i narkotyki, czy nawet samobójstwo. Chciałem wyrazić w filmie ten brak nadziei i dać dwójce moich bohaterów szczęśliwe zakończenie, nawet jeśli jest niezbyt realistyczne. Dać im możliwość prawdziwej ucieczki.
MB: Bardzo ważną rolę odgrywa w filmie natura. Od razu przypomniała mi się „Elvira Madigan”.
JPV: Film Widerberga należy do moich ulubionych, ale starałem się nie myśleć o nim na planie. Natura w filmie ma różne poziomy. „They Have Escaped” nakręciliśmy korzystając głównie z naturalnego oświetlenia - operator siedzi tuż obok mnie, razem ze współautorką autorką scenariusza podsłuchują naszą rozmowę i kiedy zacznę mówić od rzeczy, od razu przywołają mnie do porządku (śmiech). W filmie mamy kilka wymiarów rzeczywistości, ten najbardziej banalny wyobrażają najnudniejsze fińskie lasy, które bez względu na to, jak by się je ukazało i tak nie będą nigdy pięknie wyglądać na ekranie – to po prostu krzaki. Potem kręciliśmy na łąkach wśród dębów i te wyjątkowe miejsca wykorzystaliśmy z kolei w scenach podróży i odrealnionych, prawie baśniowych momentów.
Inspirowaliśmy się różnymi fotografami, na przykład Williamem Egglestonem, Ryanem McGinley, Richardem Billinghamem. Każdy z nich wykorzystywał naturalne oświetlenie i ukazywał zwyczajne obiekty i postaci, ale w ich zdjęciach zawsze dominowało poczucie inności, wyobcowania. Nie chcieliśmy nic dosłownie odtwarzać, ale te nazwiska często pojawiały się w naszych dyskusjach. Natura miała odzwierciedlać wewnętrzne przeżycia bohaterów, stanowić do nich komentarz.
MB: Las jest w filmie miejscem ucieczki, to także wzmaga baśniowy aspekt opowieści.
JPV: Od początku było dla mnie jasne, że chcę pokazać las jako miejsce magiczne. W końcu w baśniach braci Grimm w lesie możesz się zgubić, ale też odnaleźć samego siebie lub jakiś skarb.
MB: Bardzo zaciekawiła mnie dźwiękowa strona filmu. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że raczej go słucham, niż go oglądam.
JPV: Z moim dźwiękowcem długo debatowaliśmy nad każdym najmniejszym dźwiękiem. To bardzo frustrujący proces, bo tak naprawdę dopiero po długim czasie jest się w stanie stwierdzić, czy wszystko zmierza w dobrym kierunku. Dźwięk i obraz są w równym stopniu istotne i mają taki sam wpływ na widza. Zawsze tak uważałem.
MB: Czasem właśnie za pomocą dźwięku poddajesz w wątpliwość realność tego, co oglądamy. W pewnym momencie stał się tak głośny, że spodziewałam się scen rodem z horroru, poszedłeś jednak w zupełnie innym kierunku.
JPV: Kiedy widzowie oglądają taki film jak ten, trzeba zostawić im jakieś wskazówki, zasugerować, jaki może być finał. Dźwięk to najprostszy sposób na to, żeby to osiągnąć.
MB: Manipulujesz widownią. Spryciarz.
JPV: Trzeba być spryciarzem, żeby przetrwać w tym biznesie (śmiech). Joni i Raisa udają się w podróż, która może ich zaprowadzić gdziekolwiek. Ciężko zorientować się, gdzie ostatecznie trafią. Gdy jako widz zaczynasz pomału rozumieć, co może czaić się za zakrętem, udziela Ci się ich przerażenie.
MB: Cieszę się, że wspomniałeś o finale, który bardzo mnie zaskoczył. Nie zdradzając zbyt wiele, dlaczego zdecydowałeś się na właśnie takie zakończenie?
JPV: Moi bohaterowie musieli wcześniej czy później przeżyć konfrontację z przemocą i złem, z tym wszystkim, co pozostaje w zamknięciu lub głęboko schowane. Konieczne było to, żeby w pewnym momencie wydobyć wszystko na światło dzienne.
MB: Te sceny wydają się przerysowane – krew leje się strumieniami, nagle pojawia się... dzika świnia. Nie wydaje Ci się, że posunąłeś się za daleko?
JPV: To film ekspresjonistyczny. Chciałem skupić się na tym, co odczuwają bohaterowie. Chodziło o to, aby wejść w ich doświadczenia tak głęboko, jak to tylko możliwe. Bez względu na to, czy jest to moment radości czy przerażenia. Mój pierwszy film (nagrodzony na festiwalu w Göteborgu „The Visitor” – przypis autorki) był bardzo przemyślany, poczynając od ruchów kamery wszystko było w nim z góry zaplanowane. Tym razem chciałem trochę zaszaleć i nie bać się głupich, absurdalnych scen, nawet jeśli niekoniecznie mieszczą się w kanonie dobrego smaku – jak na przykład wyeksponowania dzikiej świni. Takich scen w filmie jest wiele i mają one w sobie nieporadność moich bohaterów. To nie jest subtelny film.
MB: Świnia na pewno nie była. Biorąc pod uwagę społeczny wymiar tej historii, dziwi mnie trochę, że kilka miesięcy temu powiedziałeś, że „They Have Escaped” nie jest filmem realistycznym, tylko optymistycznym. Po scenach pełnych przemocy dla mnie zakończenie stanowi raczej echo tego w „Brazil” Terry′ego Gilliama – happy ending, którego tak naprawdę nie ma.
JPV: To taki test dla widowni. Pisząc scenariusz długo o tym dyskutowaliśmy i uznaliśmy, że film musi mieć jednak szczęśliwe zakończenie, trzeba było tylko znaleźć sposób na to, żeby łączył się z resztą filmu. Wydawało się to czymś... właściwym. Ten film to baśń, a podróż bohaterów prowadzi ich do dzieciństwa, marzeń, snów i do odkrycia, kim tak naprawdę są. Na świat filmu składają się zwyczajne miejsca, halucynacje i sny, będące w równym stopniu prawdziwe. Nie wiadomo jak „They Have Escaped” się kończy, nie wiadomo też kim są pojawiające się nagle w lesie postaci. To już mój sekret.
koniec
18 września 2014
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry western powinien być prosty
John Maclean

20 XI 2015

Z Johnem Macleanem o stawianiu sobie ograniczeń i o tym, dlaczego wszystkie westerny są rewizjonistyczne rozmawia Marta Bałaga.

więcej »

Jak zrobić „Indianę Jonesa” lepszego od „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”?
Menno Meyjes

23 XI 2014

Usłyszałem od Spielberga, że nie powinienem kręcić, dopóki nie poznam emocjonalnego sedna sceny, dopóki nie spojrzę na nią z sercem- mówi Menno Meyjes, scenarzysta „Koloru purpury” i „Imperium słońca”, które wkrótce ponownie wejdą do polskich kin.

więcej »

Cyniczna chęć uczynienia świata bezpieczniejszym
Andrew Bovell

29 X 2014

„Po jedenastym września utraciliśmy zdolność do rozpoznawania niewinności. Jesteśmy zbyt podejrzliwi” – mówi australijski dramaturg i scenarzysta, Andrew Bovell, autor scenariusza do filmu „Bardzo poszukiwany człowiek” i dramatu „Językami mówić będą”.

więcej »

Polecamy

Małpa musi się pobrudzić

Dobry i Niebrzydki:

Małpa musi się pobrudzić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dysfunkcyjna rodzina w podróży, czyli rzeźnia, która wzrusza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zabić jelenia gołymi rękami i wyrecytować Konstytucję przez sen
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

You complete me!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oscary intymne i okruchy życia
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

„Wstręt” w baletkach, czyli prawdziwa sztuka rodzi się w bólach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pola, łączki, lasy, czyli zaświaty według Jacksona
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

A idź z tym gniotem!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Krwawa makabra jest dobra
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To jest bingo!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Niezdrowy styl życia
— Marta Bałaga

Sposób na kryzys
— Marta Bałaga

Wielki Joe
— Marta Bałaga

Po godzinach
— Marta Bałaga

Dwaj ludzie z trumną
— Marta Bałaga

Sens życia według Roya Anderssona
— Marta Bałaga

Bo to zła kobieta była
— Marta Bałaga

Epopeja narodowa
— Marta Bałaga

Cierpienia młodego Leopardiego
— Marta Bałaga

Woody według Petera
— Marta Bałaga

Tegoż autora

Co nam w kinie gra: Pakt z diabłem
— Marta Bałaga

Wenecja 2015: Zabić Irlandczyka
— Marta Bałaga

Wenecja 2015: Portret niedokończony
— Marta Bałaga

Wenecja 2015: Na szczytach świata
— Marta Bałaga

Wenecja 2015: Niebezpieczny związek
— Marta Bałaga

Wenecja 2015: Jednym głosem
— Marta Bałaga

Co nam w kinie gra: Pan Turner
— Marta Bałaga

Co nam w kinie gra: Cena sławy
— Marta Bałaga

Co nam w kinie gra: Magical Girl
— Marta Bałaga

Cannes 2015: Wojna jest w nas
— Marta Bałaga

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.