Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 19 lutego 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Wenecja 2014: Sposób na kryzys

Esensja.pl
Esensja.pl
Drobną Ami Canaan Mann trudno dojrzeć znad spektakularnych plater pełnych ciasteczek, którymi udekorowany jest stół w willi należącej do magazynu GQ, gdzie się spotykamy. Przypomina to trochę podwieczorek w „Alicji w Krainie Czarów” i brakuje tylko Szalonego Kapelusznika. „Zjedz choć kilka” – namawia reżyserka przełykając w pośpiechu ciastko z czekoladą. „Zaraz pewnie doniosą nowe i wtedy już w ogóle nie będzie nic widać.”
Znana dzięki „Texas Killing Fields” i z faktu bycia córką tego Manna Amerykanka promuje w Wenecji swój najnowszy film, który spokojnie można by określać jako „Once” w Utah; podobnie do nagrodzonego Oscarem musicalu Johna Carneya (który nawiasem mówiąc sam niedawno nakręcił „Once” w Nowym Jorku) „Jackie&Ryan” też opowiada historię dwójki pozornie niedopasowanych bohaterów na zakręcie znajdujących wytchnienie w muzyce i we wspólnym śpiewaniu. Nie jest to jednak poważny przytyk – mimo pewnego poczucia déjà vu film Mann ma dużo uroku. Może i nie zmieni świata, ale też nie o to przecież zawsze chodzi.
Grając na zaśnieżonej ulicy w Utah Ryan (Ben Barnes) spotyka Jackie (Katherine Heigl). On jest bezdomnym muzykiem podróżującym po kraju na wzór Woody’ego Guthrie, ona – byłą piosenkarką, której nieudane małżeństwo właśnie się rozpada. Stosunkowo niegroźny wypadek samochodowy sprawia, że Ryan trafia do domu Jackie i z dnia na dzień odkłada wyjazd. Zaprzyjaźnia się z jej córeczką, naprawia przeciekający dach, dzięki jej radom zaczyna nawet po raz pierwszy w życiu pisać własne piosenki. Ryan jest jednak włóczęgą, który nigdzie nie zagrzewa na długo miejsca, a Jackie musi podjąć ważną decyzję dotyczącą przyszłości rodziny. Czy ich drogi ponownie się zejdą?
Z Ami Canaan Mann o znajomym muzyku z Teksasu, piosenkach z dzieciństwa i trudnych decyzjach rozmawia Marta Bałaga.
Marta Bałaga: Podobno postanowiłaś nakręcić film po spotkaniu w Teksasie pewnego muzyka.
Ami Canaan Mann: Tak, kilka lat temu byłam w Austin na festiwalu South by Southwest i idąc ulicą usłyszałam nagle tych niesamowitych muzyków. Słuchając ich od razu przyszedł mi do głowy pomysł na film. Kiedy skończyli, przedstawiłam się chłopakowi grającemu na banjo, Nickowi Hansowi i powiedziałam: Zrobię o Tobie film, daj mi swój e-mail (śmiech). Myślał, że jestem jakąś wariatką. Zaprzyjaźniliśmy się i ostatecznie pracował przy filmie jako konsultant. Zdobycie jego zaufania zajęło mi trochę czasu, ale po jakimś czasie zabrał mnie na wspólną wyprawę pociągami, a czasem po prostu szłam tam, gdzie akurat grał i po prostu go obserwowałam. Obserwowałam, jak przemieszcza się po świecie. To właśnie on skomponował ścieżkę dźwiękową filmu, jestem z tego bardzo dumna. Nigdy wcześniej tego nie zrobił, ja zresztą też nie. Zakasaliśmy więc rękawy i wskoczyliśmy od razu na głęboką wodę. Myślę, że to, co ostatecznie powstało, jest naprawdę wyjątkowe. I autentyczne.
MB: Czy postać, którą gra w Twoim filmie Ben Barnes to właśnie on?
ACM: W pewnym sensie tak, na pewno Nick stanowił dla mnie punkt wyjścia. To, co tak naprawdę skłoniło mnie do opowiedzenia tej historii, to ludzie, którzy kochają muzykę i to, co udaje im się stworzyć. Wciąż starają się doskonalić i robią to wyłącznie dla własnej satysfakcji – nie dla pieniędzy, nie dlatego, że chcą, żeby ktoś ich odkrył i zaproponował kontrakt. Myślę, że trochę się z tym utożsamiam. Kocham robić filmy i jedyne czego pragnę to być coraz lepszym filmowcem.
Potem pomyślałam, że byłoby interesujące, gdyby ta osoba poznała kogoś, kto też ma talent, ale gdzieś się po drodze zagubił. Dokonał wyborów, które nie były dobre i znalazł się w trudnej sytuacji. Co by się stało, gdyby te dwie osoby się spotkały? Czego by się nawzajem nauczyły?
MB: Lubię w Twoim filmie brak konkretnego celu. Bohaterowie nie dążą do tego, żeby na przykład dać w Nowym Jorku koncert, nie ma tu wielkiego finału. Oni chcą po prostu grać.
ACM: Śpiewanie i pisanie piosenek w filmie jest oczywiście czymś prawdziwym, ale też stanowi pewną metaforę. Dla Ryana to, że wreszcie zdobywa się na samodzielne napisanie piosenki, to już dużo. Udowodnienie, że ma się głos i coś do powiedzenia wymaga odwagi.
W przypadku Jackie jest podobnie – ona zdobywa się z kolei na to, żeby przeciwstawić się mężowi i zawalczyć o córkę. Gdybym musiała to jakoś podsumować powiedziałabym, że jest to film mówiący o tym, że czasem trzeba znaleźć w sobie odwagę, żeby iść swoją drogą i powiedzieć dokładnie to, co się chce.
MB: „Jackie&Ryan” to na wskroś amerykańska historia. W roli głównej obsadziłaś jednak… Brytyjczyka.
AMC: No tak (śmiech).
MB: Jak do tego doszło?
AMC: Doszło do tego tak, że Ben to fantastyczny aktor. To była stosunkowo łatwa decyzja, bo jest bardzo wszechstronny. Postać Ryana nie była wcale łatwa do obsadzenia – potrzebowałam kogoś, w kogo się uwierzy, kto byłby wystarczająco silny fizycznie by „sprzedać” ten styl życia, ale też kogoś, kto miałby to przysłowiowe złote serce. Żeby można było w nim zobaczyć to, co widzi w nim Jackie, to wewnętrzne ciepło. To dość skomplikowana kombinacja, ale jakimś cudem Ben to wszystko w sobie ma. Jest energiczny, ale też bardzo ciepły, to po prostu dobry człowiek. Kamera od razu to wychwytuje. Katie znałam już wcześniej, od dawna chciałyśmy zrobić coś razem.
MB: Słyszymy w filmie prawdziwe głosy Katherine i Bena?
AMC: Tak, oboje śpiewali bez podkładu i z wyjątkiem kilku trudniejszych utworów sami grali też na instrumentach, Ben na potrzeby tej roli nauczył się grać na gitarze. Sama grałam kiedyś na altówce i było dla mnie ważne, że kiedy w scenie ktoś gra na gitarze widzisz jego dłoń na strunach. Chciałam, żeby to wszystko działo się naprawdę.
MB: „Jackie&Ryan” to list miłosny do amerykańskiej muzyki z początku XX wieku. Jak dobrze była Ci znana?
AMC: W Utah takie muzyczne spotkania raczej się nie zdarzają, ale jest to coś, co zawsze miało i wciąż ma miejsce tam, skąd pochodzę – w Indianie. W pewnym sensie dorastałam na wsi i ta muzyka jest czymś, co dobrze znam. Pamiętam ją z dzieciństwa. Może właśnie dlatego zatrzymałam się wtedy na ulicy w Austin, coś mi przypomniała. To muzyka, która wiele dla mnie znaczy, wychowałam się na niej. Jeśli chodzi o takich muzyków, to mamy prawdziwe szczęście, że dysponujemy jakimiś ich nagraniami. Missisipi Sheiks and The Bently Boys, Geeshie Wiley – oni śpiewali dla samego śpiewania i technologia, która zdołała uwiecznić ich głosy narodziła się dokładnie w tamtym momencie! To niesłychany zbieg okoliczności.
MB: Niezłe wyczucie czasu.
AMC: Dokładnie. W filmie opowiadam o ludziach takich, jak oni, którzy grali muzykę, bo sprawiało im to radość. Myślę, że to fascynujące.
MB: Twój film czasem wydaje się opowiadać historię z innej epoki. Wiele utworów muzycznych powstało w latach 30., a Ryan przypomina trochę włóczęgów, którzy ruszyli w drogę w czasie Wielkiej Depresji. Gdy mama Jackie słyszy o jego stylu życia mówi nawet, że przecież lata 60. już się skończyły.
ACM: W Indianie i w ogóle w całych Stanach kryzys jest bardzo odczuwalny. Przypomina to czasy Depresji jeśli wziąć pod uwagę liczby, ale na nią nie wygląda. Po ulicach nie przewalają się burze pyłowe, nie ma zdjęć Dorothei Lange, emigrantów z Oklahomy w Fordach Model T. Ludzie wciąż tak samo się ubierają, a jeśli ktoś przejmuje dom, znaku nie umieszcza się już na trawniku. Nie zmienia to jednak faktu, że w Stanach wielu ludzi podejmuje w tym momencie ważne życiowe decyzje i są to decyzje wymuszone sytuacją ekonomiczną. Dotyczą ważnych zagadnień – edukacji dzieci, konfliktów rasowych, bezrobocia, wymierania małych miasteczek…
MB: …kupna domu…
ACM: … Tego, kto zachowa pracę, a kto ją straci. Utrzymanie rodziny z pracy tylko jednej osoby staje się prawie niemożliwe. Bardzo wiele się zmienia. Nie chciałam nakręcić obyczajowej agitki, ale chciałam trochę nawiązać do największego kryzysu w historii, bo czasem łatwiej skomentować obecną sytuację odwołując się do przeszłości.
MB: Muzyka sprawia, że tematy, które poruszasz nie przytłaczają. Jest w tym pewien eskapizm.
ACM: Każdy chce czasem zapomnieć o problemach i nie tracić nadziei, prawda? W końcu udało nam się przetrwać Depresję, bo wielu ludzi postanowiło się nie poddawać. Teraz trzeba będzie zrobić to samo.
koniec
19 września 2014
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobry western powinien być prosty
John Maclean

20 XI 2015

Z Johnem Macleanem o stawianiu sobie ograniczeń i o tym, dlaczego wszystkie westerny są rewizjonistyczne rozmawia Marta Bałaga.

więcej »

Jak zrobić „Indianę Jonesa” lepszego od „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”?
Menno Meyjes

23 XI 2014

Usłyszałem od Spielberga, że nie powinienem kręcić, dopóki nie poznam emocjonalnego sedna sceny, dopóki nie spojrzę na nią z sercem- mówi Menno Meyjes, scenarzysta „Koloru purpury” i „Imperium słońca”, które wkrótce ponownie wejdą do polskich kin.

więcej »

Cyniczna chęć uczynienia świata bezpieczniejszym
Andrew Bovell

29 X 2014

„Po jedenastym września utraciliśmy zdolność do rozpoznawania niewinności. Jesteśmy zbyt podejrzliwi” – mówi australijski dramaturg i scenarzysta, Andrew Bovell, autor scenariusza do filmu „Bardzo poszukiwany człowiek” i dramatu „Językami mówić będą”.

więcej »

Polecamy

Dziecięca odyseja

CamerImage 2016:

Dziecięca odyseja
— Konrad Wągrowski

Żywot człowieka nie do końca poczciwego
— Konrad Wągrowski

Wypijmy za marzycieli!
— Konrad Wągrowski

Superbohaterka z dysfunkcyjnej rodziny
— Konrad Wągrowski

Ostatnie dzieło mistrza
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Niezdrowy styl życia
— Marta Bałaga

Skupiam się na uczuciach
— Marta Bałaga

Wielki Joe
— Marta Bałaga

Po godzinach
— Marta Bałaga

Dwaj ludzie z trumną
— Marta Bałaga

Sens życia według Roya Anderssona
— Marta Bałaga

Bo to zła kobieta była
— Marta Bałaga

Epopeja narodowa
— Marta Bałaga

Cierpienia młodego Leopardiego
— Marta Bałaga

Woody według Petera
— Marta Bałaga

Tegoż autora

Co nam w kinie gra: Pakt z diabłem
— Marta Bałaga

Wenecja 2015: Zabić Irlandczyka
— Marta Bałaga

Wenecja 2015: Portret niedokończony
— Marta Bałaga

Wenecja 2015: Na szczytach świata
— Marta Bałaga

Wenecja 2015: Niebezpieczny związek
— Marta Bałaga

Wenecja 2015: Jednym głosem
— Marta Bałaga

Co nam w kinie gra: Pan Turner
— Marta Bałaga

Co nam w kinie gra: Cena sławy
— Marta Bałaga

Co nam w kinie gra: Magical Girl
— Marta Bałaga

Cannes 2015: Wojna jest w nas
— Marta Bałaga

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.