Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 28 marca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Portugalia winem płynąca

Esensja.pl
Esensja.pl
Nowo otwarta dębowa beczka, czerwony płyn w kieliszku, jakże klarowny, gdy spojrzymy na niego pod słońce. Świetny, świeży i wyrazisty aromat. I ten smak, agresywny, lekko cierpki, z doskonałym wyważonym finiszem. Wino… Z naszej własnej winnicy. Sprzedajmy je. Albo wystawmy na targach i okryjmy się sławą najlepszego producenta tego szlachetnego trunku w Portugalii. Że niemożliwe? Ależ skąd! Zapraszam do partii w „Vinhos”.

Dziękujemy wydawnictwu Hobbity.eu za udostępnienie egzemplarza gry na potrzeby recenzji.

Vital Lacerda
‹Vinhos›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułVinhos
Data produkcji2010
Autor
Wydawca Hobbity.eu
Info2 - 4 osoby, od 12 lat
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Gra, autorstwa Vital Lacerdy, potrafi na początku przytłoczyć. Kolorowa plansza z tabelkami, sektorami, polami akcji przyprawia o zawrót głowy i prowokuje do pytania, jak to wszystko opanować? Zadania nie ułatwia lektura instrukcji, lecz jeśli wszystko sobie rozstawimy i zaczniemy systematycznie analizować, ten diabeł okaże się całkiem sympatyczny. „Vinhos” to gra głównie o sprzedaży i prezentacji na targach portugalskiego wina. To wino musimy sobie najpierw wyprodukować, by potem kompleksowo nim zarządzać, dążąc do zdobycia jak największej liczby punktów zwycięstwa. To tak najprościej. Droga do sukcesu jest jednak kręta i, jak się okazuje, posiada całkiem sporo bocznych uliczek.
Wspomniałem o złożonej budowie planszy. Jej segmentacja przypomina konstrukcję planszy z „Vasco da Gama”, przy czym tutaj wszystkiego jest kilka razy więcej. Wbrew pierwszemu wrażeniu ten układ okazuje się bardzo logiczny i z czasem przejrzysty. Centralne pole to kwadrat 3x3 z dziewięcioma polami akcji, po których poruszać się będą znaczniki graczy. Odmierza on także upływ kolejnych tur. Wokół centrum umieszczono sektory, w których, w większości, swoje akcje wcielamy w życie. Dość szybko takie rozwiązanie okazuje się proste w obsłudze i intuicyjne w rozgrywce. Dodatkowo każdy gracz otrzymuje swoją prywatną planszę z miejscem na założenie czterech posiadłości, nieco gotówki na rozkręcenie interesu oraz komplet znaczników, w tym fenomenalne, rozczulające wręcz, beczułki – moim zdaniem jeden z największych estetycznych atutów gry.
Gra toczy się przez sześć tur, z których każda to jeden rok z życia producenta wina. W każdej turze gracze będą mogli wykonać po dwie akcje, czyli dwanaście w toku całej gry. Mało? Tak, mało, chociaż pojawiają się możliwości dodatkowych akcji, ale o tym później. Niemniej przy „Vinhos” nie miałem wrażenia aż tak krótkiej kołdry jak przy „Agricoli” chociażby. Wybór akcji to wędrówka po wspomnianym centrum. Pomysłowe rozwiązanie, bo już samo w sobie wymagające rozsądnego planowania. Przesunięcie znacznika na sąsiednie pole akcji jest darmowe, ale jeśli zechcemy przesunąć się o dwa pola, to musimy uiścić opłatę w wysokości tysiąca bagos (waluta w grze). Dodatkowo, jeśli na wybranym przez nas polu stoi znacznik innego gracza, musimy zapłacić mu także tysiąc. Żeby jeszcze nie było za wesoło, kolejnego tysiąca bagos pozbędziemy się, wchodząc na pole zajmowane przez wskaźnik bieżącej tury. Zatem, przy wyjątkowo niesprzyjających okolicznościach, skorzystanie z interesującej nas akcji może okazać się niezwykle kosztowne. A zapas pieniędzy w tej grze potrafi niebezpiecznie szybko topnieć. Właśnie, pieniądze. W „Vinhos” mamy wyraźny podział na gotówkę, jaką gracze mają w kieszeni i którą płacą za wszelkie zakupy, i na konto bankowe, na które wpływają zyski ze sprzedaży wina i z którego opłacamy zatrudnionych enologów oraz otrzymujemy bądź płacimy odsetki. Oczywiście, jeśli na naszym koncie są dostępne środki (w tej grze portugalski bank nie toleruje debetów), możemy je podjąć, by wykorzystać te pieniądze do kolejnych zakupów. Ale uwaga, wejście do banku jest jedną z akcji. Niestety, nieuniknioną. I trzeba to robić, jak śpiewa Lady Pank, „nie jeden raz”.
Plansza w pełnej okazałości
Plansza w pełnej okazałości
Czas na wino. Białe lub czerwone, które wyprodukujemy w naszych winiarniach, uprzednio zakładając w posiadłościach winnice, niezbędne do uzyskania trunku. Możemy wybrać jeden z ośmiu regionów Portugalii (nie zawsze słonecznej, o czym przekonają nas kafle pogody na każdy rok), z Douro, Dao czy Alentejo na czele. Wartość naszego wina podniesiemy poprzez budowę winiarni, zatrudnianie enologów lub kupno piwnic, w których trunek może ponadto dłużej leżakować. Wyprodukowane wino możemy sprzedać na rynek lokalny albo wyeksportować. O ile miejscowe restauracje kupią od nas nie zawsze wartościowe wino, to zagraniczni nabywcy już byle czym się nie zadowolą. Dobre roczniki warto także wystawić na Portugalskich Targach Wina, dodatkowym źródle punktów zwycięstwa. Targi, odbywające się po trzecim, piątym i szóstym roku, to również doskonała okazja, by pozyskać przychylność trzech menedżerów, a co za tym idzie, otrzymać dostęp do dodatkowych akcji i punktów na koniec gry. Każdy z menedżerów odpowiedzialny jest za inny aspekt wina. Niejaki Alexandre zainteresowany jest kolorem płynu, Beatriz zwraca uwagę na jego wartość, natomiast Constantino premiuje trunek z konkretnych regionów. Spełniwszy wymagania ekspertów, możemy postawić na ich polach nasze beczki i wykonywać dodatkowe akcje (za drobną opłatą w postaci dowolnego wina, teraz już choćby najpodlejszego).
W trakcie gry swoje usługi oferują nam także koneserzy. To bardzo przydatne osobistości, zwłaszcza w kontekście targów. Każdy z koneserów specjalizuje się w jednej z czterech cech wina: aromat, smak, wygląd i zawartość alkoholu. By pozyskać takiego specjalistę, trzeba go kupić i włączyć do naszego swoistego sztabu. Koneser może zostać wykorzystany na dwa sposoby: albo skorzystamy z bonusu, jaki widnieje na jego kafelku (to może być dodatkowa gotówka, darmowe wykonanie akcji, rabat przy zakupie winnicy itp.), albo wsparcie na targach. Jeśli interesuje nas bonus, kafelek speca odwracamy i nie będziemy mogli go poprosić o pomoc na najbliższych targach. Natomiast koneser, który razem z nami weźmie udział w festiwalu winnym (ilość wspierających nas kiperów zależy od wartości wystawianego wina), da nam dodatkowe punkty za tę cechę trunku, w której się specjalizuje. To będzie jednak wsparcie jednorazowe – kafelek użytego na targach smakosza musi zostać odrzucony. Wyniki z kolejnych Portugalskich Targów Wina kumulują się, co znaczy, że uzyskana na początku przewaga będzie łatwiejsza do utrzymania na kolejnych prezentacjach (w końcu firma nabiera renomy, wino, nawet niespecjalnie dobre, jest etykietowane solidną marką).
Jak pisałem wcześniej, celem w grze jest zdobycie największej liczby punktów zwycięstwa. Te zdobywamy na bieżąco, najczęściej za miejsce na targach i eksport, oraz na koniec gry, przez co tak naprawdę do końca nie wiadomo, jaka jest nasza pozycja. I tu czas na wrażenia. A te są pozytywne. Bardzo pozytywne, pomimo mojej pierwszej niefortunnej rozgrywki. Gdy już całkiem świadomie zasiadałem do „Vinhos”, każda kolejna rozgrywka pozwalała dostrzec coraz większe możliwości drzemiące w tej grze i różne drogi do odniesienia sukcesu. No właśnie – tu nie ma jednej wygrywającej strategii. Czasem można sobie odpuścić targi i zdobyć prestiż i sławę, eksportując najlepsze trunki na rynki zagraniczne. Mnóstwo punktów możemy zdobyć, jeśli na koniec rozgrywki na naszym koncie bankowym zgromadzimy odpowiednio dużo środków, albo jeśli nie pożałujemy napitku menedżerom i pozostawimy nasze beczki na specjalnych mnożnikach. Do końca nikt nie może być pewnym zwycięstwa i to jest bezsprzecznie ogromna zaleta tej gry. Do tego świetnie działający silnik, konieczność zwracania uwagi na poczynania rywali i subtelna interakcja – chociażby w podkupywaniu sobie winnic czy blokowania pól eksportu. I kolejna rzecz, która mnie mile zaskoczyła: „Vinhos” doskonale skaluje się przy każdej sugerowanej liczbie graczy. Tyle samo emocji dostarczyły mi rozgrywki na dwie, trzy i cztery osoby. Może tylko przy dwóch graczach targi okazują się mniej istotne dla ostatecznego wyniku, ale to już raczej szukanie dziury w całym.
Tylko uprzedzam – „Vinhos” nie jest pozycją dla każdego. To niewątpliwie solidny kawał gry ekonomicznej. Gra przy pierwszym kontakcie może zniechęcić, ale jeśli damy jej szansę, okaże się, że po kilku partiach będziemy już grać intuicyjnie, bez zerkania co chwilę do instrukcji. Zatem po przebiciu się przez mur komplikacji pozostanie już tylko delektowanie się smakiem tej niebanalnej gry. Wszak, jak rzekł Benjamin Franklin, „wino jest nieustającym dowodem, że Bóg kocha nas i lubi widzieć nas szczęśliwymi”.
koniec
13 czerwca 2012
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Wielki spęd bydła
Jakub Małecki

27 III 2017

„Great Western Trail” to amerykański szlak z Teksasu do Kansas City, którym XIX wieczni farmerzy gnali stada rogacizny, by zaspokoić potrzeby żywieniowe tego olbrzymiego kraju. Jest to również tytuł nowej gry, która pozwala lepiej zobrazować sobie to wielkie przedsięwzięcie logistyczne.

więcej »

Mała Esensja: Czarny Kotruś przynosi pecha
Marcin Mroziuk

20 II 2017

„Kotostrofa” to dowód na to, że nieco modyfikując już do cna - na pozór - wyeksploatowaną mechanikę, można uzyskać naprawdę rewelacyjną grę, która może dostarczyć wiele przyjemności zarówno dzieciom, jak i ich rodzicom.

więcej »

Średniowieczne potyczki
Agata Hanak

17 II 2017

Troyes to miasto w północno-wschodniej Francji położone nad Sekwaną. Zostało wybrane przez Sébastiena Dujardina, swoją drogą Belga, na miejsce akcji gry planszowej.

więcej »

Polecamy

Owernia latem w szczegółach

Online:

Owernia latem w szczegółach
— Wojciech Gołąbowski

W zgodzie ze schematami
— Miłosz Cybowski

Strzelając do zombie
— Miłosz Cybowski

Latający baloniasty kot
— Miłosz Cybowski

W podróż przez cały rok
— Wojciech Gołąbowski

Jeszcze raz to samo, ale lepiej
— Miłosz Cybowski

W kółko to samo
— Miłosz Cybowski

Ubodzy komandosi
— Miłosz Cybowski

Złe korporacje i nielegalny handel
— Miłosz Cybowski

Liniowa skradanka
— Miłosz Cybowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Ku lepszemu jutru
— Jakub Małecki

Tegoż autora

Licho nie śpi!
— Piotr Stelmach

Coś, co rekiny lubią najbardziej
— Piotr Stelmach

I tylko sushi brak…
— Piotr Stelmach

Angielska Ziemia Obiecana
— Piotr Stelmach

Locomotive breath, czyli kolejowe Eldorado
— Piotr Stelmach

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.