Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Mroczna atmosfera

Esensja.pl
Esensja.pl
Ostatnio w Esensji sezon na polemiki. No cóż, tak się jakoś składa, że i ja muszę dołączyć do tego grona. Zmusiła mnie do tego recenzja-refleksja pani Magdaleny Fabrykowskiej na temat gry pt. „Max Payne”. Artykuł ten nosi tytuł „Plotki”.

‹Max Payne›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMax Payne
Data produkcji26 lipca 2001
Wydawca Take 2 Interactive
Dystrybutor Play-It
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Tak się akurat złożyło, że ja również, podobnie jak wyżej wymieniona, zagrałem w „najbardziej wyczekiwaną premierę tego roku”. I co? No właśnie, tu dochodzę do sedna sprawy, otóż moje odczucia w stosunku do gry są zgoła podobne do refleksji mojej przedmówczyni, aczkolwiek prowadzą do całkiem innych wniosków! I tu czuję się zobowiązany do pewnych wyjaśnień.
Zadanie moje tym trudniejsze, że trudno określić, czy „Plotki” oceniają Maxa pozytywnie, czy wręcz przeciwnie. Autorka wylicza zalety gry, aby na końcu skonstatować krótkim „zawiodłam się”, a jedynym zarzutem wobec tego produktu, jakiego doszukałem się w całym tekście, jest liniowość akcji, no i niezbyt zdecydowane niezadowolenie z powodu braku opcji multiplayer. A wszystko to prowadzi do wniosku, że to produkt odgrzewany, tylko w ładnej oprawie… No cóż, Polska to wolny kraj, co uprawnia nas do własnych osądów, ale zawsze myślałem, że swoją opinię trzeba poprzeć jakąś rzetelną argumentacją, a tego w „Plotkach” próżno szukać. Zaskoczenie moje tym większe, że ocena którą pani Magda wystawia grze, całkowicie się zgadza z moją oceną, choć ja nie uważam, aby „Max Payne” kogokolwiek zawiódł! A więc gdzie jest pies pogrzebany? Naprawdę, pomimo kilku godzin rozmyślań i domysłów z serii „co poet(k)a miał(a) na myśli”, nie mam pojęcia czego chciała owa „poetka” dowieść.
Niestety krótka forma tekstu, z którym polemizuję, nie pozwoliła na bardziej szczegółowe potraktowanie gry, która stała się obiektem naszego „sporu”. Postaram się to uzupełnić, a dokładniej mówiąc, poruszyć kilka kwestii pominiętych w poprzednim tekście.
Na początku chciałem się odnieść do liniowości fabuły, która wg Pani Magdy jest tak ogromną przewiną „Maxa…”. To fakt, w dobie dzisiejszych gier komputerowych zdążyliśmy się przyzwyczaić do dynamicznych kampanii, nieliniowych fabuł, ale czy jest to element niezbędny? Czy to właśnie nieliniowa fabuła decyduje o tym, czy produkt jest dobry czy nie? Absolutnie nie, bo co z tego, że gracz będzie miał do dyspozycji 10 zakończeń, jeśli nawet do nich nie dojdzie, bo znudzi go gra? A tego „Maxowi” nie można zarzucić. Gra wciąga jak odkurzacz, a fabuła zbudowana niczym w dobrym thrillerze popycha gracza dalej, aż do samego zakończenia. Doskonałym rozwiązaniem okazała się tu konstrukcja klamrowa fabuły, gdyż tak naprawdę cała gra to opowiadanie głównego bohatera, wyjaśniające, co doprowadziło go do miejsca, w którym go zastajemy w intro gry, czyli na dach jednego z drapaczy chmur w Nowym Jorku, oblężonego przez liczne oddziały NYPD.
Klamrowa konstrukcja, o której wspomniałem, wyklucza możliwość wielu zakończeń rozgrywki, a niewątpliwie uatrakcyjnia rozgrywkę, pobudza ciekawość, a to jak wiadomo ma bardzo duży wpływ na tzw. miodność gry. Zgodzi się ze mną pani, pani Magdo? To chyba rozsądny powód, aby zrezygnować z wielotorowej rozgrywki.
Kadr z gry
Kadr z gry
Drugim niewątpliwym atutem „Maxa…” jest jego mroczna atmosfera, o której krótko wspomniała autorka „Plotek”. Kolorystyka, zamknięte pomieszczenia, wrażenie całkowitego upodlenia ludzkości i wreszcie samotność ściganego przez policję i bandytów bohatera – to wszystko składa się na bardzo, ale to bardzo mroczny i wywołujący dreszczyk niepokoju klimat. Absolutnym majstersztykiem, z jakim się chyba jeszcze nie spotkałem, jest efekt wizji narkotycznej głównego bohatera. Zmieniona perspektywa, niekończące się korytarze, ścieżki krwi wśród pustki, to po prostu zobrazowanie naszych najbardziej koszmarnych i paranoidalnych snów. I ten przenikliwy płacz dziecka…. do teraz przechodzą mnie ciarki. Tego się nie da opisać, to trzeba odczuć na własnej skórze. Komiksowe przerywniki (wprowadzające graczy w fabułę), a także filmowy sposób przedstawiania niektórych zdarzeń w grze sprawia, że gra się naprawdę z zapartym tchem. Byle tylko zobaczyć, co będzie dalej, no i dotrzeć poprzez tajne laboratoria, meliny itp. do upragnionego końca.
Gra bez wątpienia jest adresowana do starszych odbiorców, gdyż dawka przemocy w niej jest znaczna. Lejąca się krew, zewsząd wyzierająca przemoc, efektownie (w zwolnionym tempie) ginący przeciwnicy, to elementy cieszące oko gracza, choć wszystko to gdzieś umyka w konfrontacji z wciągającą fabułą; staje się jedynie tłem historii wendetty Maxa Payne’a.
I to jest niewątpliwie wielkim osiągnięciem twórców gry.
Nie będę tu wspominał opisanego przez panią Magdę trybu „bullet time”, choć efekt jest faktycznie powalający, a śmigające obok nas kule tylko uatrakcyjniają całą zabawę.
Grafika zasługuje na uznanie, bo takie drobiazgi, jak obsypujący się gruz ze ścian po odpadnięciu kafelków, kiedy uderzy w nią kula, nie zdarza się często.
Po zakończeniu gry udostępniane są graczowi trudniejsze poziomy rozgrywki, a także wyścig z czasem – to dla tych, którzy uważają się za naprawdę dobrych.
Gra nie jest długa, da się ją przejść w dwie noce, ale wbrew pozorom nie jest to jej wada. Krótka forma zachęca do spróbowania się z grą na wyższym poziomie, oferuje szybkie i intensywne zmierzenie się z większym wyzwaniem, nie strasząc jednak niepotrzebną dłużyzną.
Moja przedmówczyni narzeka na brak opcji muliplayer, ale ów brak, jak sama zauważa, jest wymuszony przez konstrukcję gry. Niestety, implementacja tej opcji wymuszałaby znaczne powiększenie i rozbudowanie gry, a na to, jak widać, twórcy nie chcieli się zgodzić. Cóż, może „Max Payne 2"?
Oczywiście, nie jest to gra wolna od błędów, ale nie są to tak duże przewiny, aby było je warto wymieniać.
Podsumowując: „Max Payne” to – wbrew opinii pani Magdy Fabrykowskiej – produkt, który moim zdaniem nie powinien zawieść wielbicieli „strzelanek”, bo niewątpliwie do tego gatunku należy ten tytuł. Nie jest na pewno czymś odgrzewanym. To gra, która najprawdopodobniej wyznaczy kurs rozwoju strzelanek TPP. Może to nie przełom czy rewolucja, ale na pewno wzorcowy przykład dobrej i przemyślanej konstrukcji gry. To po prostu znak wskazujący drogę pozostałym twórcom produkcji tego typu.
A ja mam nadzieję, że mój tekst też spełni rolę pewnego rodzaju drogowskazu i rozświetli drogę czytelnikom zawikłanym podobnie jak ja po lekturze „Plotek” w dylematy natury interpretacyjno – egzystencjonalnej ;-)
koniec
1 stycznia 2002
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Podróż na północ
Agata Hanak

25 X 2017

Właśnie ukazała się kolejna samodzielna gra z popularnej serii „Wsiąść do pociągu: Kraje Północy” – przeznaczona wyłącznie dla 2-3 osób. Tym razem przyjdzie nam przemierzać mroźną Skandynawię, jak zwykle mozolnie budując połączenia kolejowe.

więcej »

Cnota umiaru
Jakub Małecki

16 X 2017

Światowe trendy wydawnicze są takie, by przyciągnąć nabywców krzykliwością komponentów. Wszystko ma być kolorowe, z niepowtarzalnymi ilustracjami, szczegółowymi figurkami i fantazyjnie przyciętymi żetonami. Na szczęście zdarzają się jeszcze pozycje adresowane do osób, dla których liczy się ukryte piękno – tych powinna zainteresować gra „W roku smoka”.

więcej »

Coś dla koneserów
Jakub Małecki

7 X 2017

Bywają gry, które z niejasnych przyczyn długo nie zostają wydane w wersji polskiej, choć z pewnością na to zasługują. Na szczęście problem ten nie dotyczy już jednej z – nie bójmy się tego powiedzieć – legend. Mowa o „Zamkach Burgundii”.

więcej »

Polecamy

Owernia latem w szczegółach

Online:

Owernia latem w szczegółach
— Wojciech Gołąbowski

W zgodzie ze schematami
— Miłosz Cybowski

Strzelając do zombie
— Miłosz Cybowski

Latający baloniasty kot
— Miłosz Cybowski

W podróż przez cały rok
— Wojciech Gołąbowski

Jeszcze raz to samo, ale lepiej
— Miłosz Cybowski

W kółko to samo
— Miłosz Cybowski

Ubodzy komandosi
— Miłosz Cybowski

Złe korporacje i nielegalny handel
— Miłosz Cybowski

Liniowa skradanka
— Miłosz Cybowski

Zobacz też

Inne recenzje

Plotki
— Magda Fabrykowska

Tegoż autora

Powrót księcia
— Bartosz Kotarba

Piraci: Przed monitorem pod czarną banderą
— Bartosz Kotarba

Cisza i mrok
— Bartosz Kotarba

Koszykarskie święto
— Bartosz Kotarba

Wsteczny przełom
— Bartosz Kotarba

Cierń i duch
— Bartosz Kotarba

Łowca z otchłani
— Bartosz Kotarba

Cywilizowany produkt
— Bartosz Kotarba

Wreszcie coś się ruszyło
— Bartosz Kotarba

ONI mogą wszystko
— Bartosz Kotarba

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.