dzisiaj: 26 czerwca 2017
w Esensji w Google

Komentarze

Magazyn CLXVII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

książkowe (wybrane)

więcej »

komiksowe

więcej »

muzyczne

więcej »

Zapowiedzi

książkowe (wybrane)

więcej »

kinowe

więcej »

komiksowe

więcej »

muzyczne

  • Flut
    Hans Joachim Irmler, Jaki Liebezeit
więcej »

Komentarze


Komentarze do: Wszystkie Obiektów Tekstów
z działu: Wszystkie Twórczość Książki Film Komiksy Gry Varia Muzyka
[1] 2 3 356 »


Piotr Dobry, 25-06-2017 20:42:
@Jale
"Co do identyfikacji z bohaterami w blockubusterach - napisałem, że to źle? Gdzie?"
Napisałeś, że "kłopot z amerykańskimi wytwórniami polega na tym, że blockbustery zarabiają przede wszystkim na młodzieżowej widowni, aktorzy muszą więc być młodzi (tacy są nawet naukowcy, dowódcy wielkich wypraw czy szefowie korporacji) i różnych ras (żeby widzowie się identyfikowali). I wynika to z odgórnego, na zimno wykalkulowanego założenia, a nie z rzeczywistych fabularnych potrzeb".
Czyli zimną kalkulację amerykańskich wytwórni, owocującą m.in. bohaterami różnych ras (żeby widzowie się identyfikowali), postrzegasz jako zło, bo rzekomo nie wynika z rzeczywistych fabularnych potrzeb (a de facto - nie odpowiada Twoim potrzebom).
Tymczasem od przyczyn z reguły ważniejszy jest skutek - i jeśli przemysł filmowy wreszcie (topornie, bo topornie, ale zawsze) zauważa, że obligatoryjnym bohaterem ekranowym nie musi być biały mężczyzna hetero, to zasadniczo nie ma znaczenia, czy za postępem stoi chłodna kalkulacja, czy dobre serduszko.
"Nie wkładaj, proszę, w moje usta słów, które uważasz, że według Ciebie - jako stuprocentowy rasista, seksista i zapewne w ogóle mizogin - powinienem wypowiedzieć."
Nie dramatyzuj. Niczego nie wkładam w Twoje usta, nie określiłem Cię żadnym z tych epitetów, odnoszę się wyłącznie do tego, co sam napisałeś.

Krull 1983 jest na y-tubie poecam.


Beatrycze, 25-06-2017 16:48:
"Taa, tylko, że studia filmowe bardzo niechętnie wykładają pieniądze na coś, co już nie jest uznaną marką."
I to jest, moim zdaniem, prawdziwy problem - że aż roi się od prequelów, sequelów, remake'ów, czy pozycji, które powstają z przemontowania starych elementów. Te wszystkie "odświeżania" serii... Bardzo rzadko chodzę do kina, ale wybrałabym się na coś jednocześnie wysokobudżetowego i świeżego, a nie odgrzewany kotlet z nieco inną przyprawą.
Swoją drogą, przy kwestiach rasowych naprawdę to mnie dziwi obsadzenie białego w tej chińskiej superprodukcji, co kilka miesięcy temu była w kinach (nawet zamierzałam pójść, ale jak to zwykle bywa zdjęli z ekranów, nim zdołałam się poważnie namyśleć nad wygospodarowaniem wieczoru, ja mentalnie wciąż tkwię w czasach, gdy film gościł na ekranach kilka miesięcy, a jak się go przegapiło, można było pójść na wakacjach, bo w mniejszych miejscowościach puszczano filmy z czasem i półrocznym opóźnieniem). Może trochę to i chęć przyciągnięcia zachodniego widza? Ale podejrzewam, że na samym rynku azjatyckim film, jeśli tam by odniósł sukces, zarobiłby na siebie. A i myślę, że zachodni widz jeśli by poszedł, to bardziej skuszony egzotyką i efektami specjalnymi, a nie twarzą Matta Damona.
@Jale
Co to w ogóle za nieudolna próba argumentacji, że Daisy Ridley dostała "w zasadzie męską rolę", bo przecież bez większych zmian w fabule mógłby odgrywać ją mężczyzna. Tak jak pisałem wcześniej, w zasadzie bez większych zmian w fabule w czterech ostatnich częściach (i w wielu innych) Bonda mógł grać czarnoskóry aktor. Czy to powinno nas prowadzić do wniosku, że Daniel Craig od lat gra "w zasadzie czarnoskórą rolę"?
Co do Boyegi to twoja argumentacja opiera się na magicznej zdolności "wyczuwania, czy rola jest z parytetu, czy nie", którą sobie sam przypisujesz. A nie przyszło ci do głowy, że rola Finna nie była ani biała, ani czarna, a Boyegę zatrudniono dlatego, że Abramsowi najbardziej się spodobał na castingach? I nikt nie stosował tam wymyślanych na poczekaniu kryteriów " z tła". Nikt nie pytał Abramsa "Hej, słucha, super, że podoba ci się ten aktor, ale czy my mamy odpowiednie tło dla niego?".
No i uwielbiam ten moment, gdy osoba, która ma wyraźny problem z jakąś mniejszością etniczną, w ramach odwracania kota ogonem zaczyna nagle stylizować się na człowieka zatroskanego losami innych mniejszości. Jakoś nie zauważyłem wcześniej, żebyś walczył o prawach latynoskich aktorów i aktorek. Nie przypominam sobie na przykład, żebyś rozpaczał nad tym, że Affleck gra Meksykanina w "Argo". Nie przypominam sobie argumentów z wkładania "na siłę" białego aktora.
To jest ten rodzaj argumentacji, na który wskazuję od samego początku. Pozorne otwarcie na kobiety, czarnych aktorów itd. przy jednoczesnych dokładaniu kolejnych kryteriów, które muszą spełniać, aby jaśnie recenzent uznał, że wszystko jest ok. Muszą mieć odpowiednie tło, ich rola musi posiadać wyraźnie męskie bądź etniczne cechy, muszą spełniać wybiórczą i pokrętną logikę recenzenta itd.
Do Olisadebe masz tło. Lando (tak jak i Jabba) tła nie potrzebuje. Ale czarny stormtrooper - i owszem. "W zasadzie męska rola", a nie "męska rola" - bo podmiana kobiety na faceta niewiele by w scenariuszu zmieniła. Co do identyfikacji z bohaterami w blockubusterach - napisałem, że to źle? Gdzie? Nie wkładaj, proszę, w moje usta słów, które uważasz, że według Ciebie - jako stuprocentowy rasista, seksista i zapewne w ogóle mizogin - powinienem wypowiedzieć.
Co do czarnoskórych brytyjskich aktorów - ich role żadną miarą nie dają się wyczuć jako "parytet". Są naturalnie osadzone i zagrane. Może filmów takich jest "jedynie" 40% ogółu (o co poszła cała awantura, aczkolwiek nie wiem, jaki limit byłby satysfakcjonujący dla obu stron przy założeniu, że czarnoskórzy stanowią ledwie 3% tamtejszego społeczeństwa), ale w produkcjach rodem z USA są oni mniej zauważalni, mimo że stanowią większy odsetek społeczeństwa (13%). Co ciekawe, według statystyk z lat 2007-2014 (bez roku 2011) procentowy udział Afroamerykanów w obsadzie filmów z pierwszej setki box office'u wynosił 12,5%, co uznano za żenująco niski poziom, podczas gdy Latynosi, których w USA jest 17%, mieli jedynie 4,9% udziału w obsadzie. Dlaczego tak mało osób upomina się o większy odsetek Latynosów w filmach...?

Piotr Dobry, 25-06-2017 02:13:
@Beatrycze
Śmiejesz się z amerykańskiej niefrasobliwości w traktowaniu źródeł kulturowych, a sama kolejny raz w tej dyskusji udowadniasz, że masz problem z weryfikacją źródeł. W Marvelowskiej wersji Asgard jest planetą, a wikingowie - rasą kosmitów. To nie są nordyccy bogowie z legend. Tak jak Amazonki z "Wonder Woman" nie są Amazonkami od Scytów z podręczników historii, tylko postaciami z komiksowej wariacji na temat - więc tym bardziej podszyte rasizmem czepialstwo Jarka jest nie na miejscu.
@Jale
"Nigdzie w okolicy nie widać czarnych, ale jeden trafia na pierwszy plan"
Lando w oryginalnej trylogii też Ci przeszkadzał? Też jedyny czarny w okolicy. A Olisadebe swego czasu w polskiej reprezentacji? Też jedyny czarny w okolicy. Przykłady można by mnożyć. Albo taki Jabba? Jedyny z rasy Huttów w okolicy. Skandal! Piszesz o "domniemanym rasizmie", ale nie da się ukryć, że masz tym problem, a ponadto...
"Jak połączyć to z kobiecym bohaterem (odgrywającym w zasadzie męską rolę)"
...w pakiecie dorzucasz jeszcze seksizm. Ekstra. To była "męska rola", bo?
"aktorzy muszą więc być młodzi (tacy są nawet naukowcy, dowódcy wielkich wypraw czy szefowie korporacji) i różnych ras (żeby widzowie się identyfikowali)"
I jest to złe, że w blockbusterach widzowie różnych ras dostają (wreszcie, po latach marginalizacji) bohaterów, z którymi mogą się identyfikować, bo?
"Dowcip polega na tym, że w europejskim kinie w ogóle nie ma takich problemów i role dostają ci, którzy wypadli najlepiej w castingu, a nie ci, których kolor skóry jest premiowany."
Kolejna bzdura wyssana z palca. Poczytaj sobie o strajku czarnych aktorów brytyjskich.
@Piotr Dobry
Amazonki są nieśmiertelne (przynajmniej według uniwersum z roku 1987), więc nie ma mowy o ich śmierci (naturalnej) czy wymianie pokoleniowej. Tak jak były u zarania dziejów, tak są i teraz - te same. Poza Dianą.
@a
Ile razy można pisać, że problemem nie jest obecność samej czarnoskórej postaci (w "Przebudzeniu mocy"), ale wsadzenie jej bez żadnego tła. Nigdzie w okolicy nie widać czarnych, ale jeden trafia na pierwszy plan. Jak połączyć to z kobiecym bohaterem (odgrywającym w zasadzie męską rolę), "parytet" nagle staje się mocno wyraźny.
Kłopot z amerykańskimi wytwórniami polega na tym, że blockbustery zarabiają przede wszystkim na młodzieżowej widowni, aktorzy muszą więc być młodzi (tacy są nawet naukowcy, dowódcy wielkich wypraw czy szefowie korporacji) i różnych ras (żeby widzowie się identyfikowali). I wynika to z odgórnego, na zimno wykalkulowanego założenia, a nie z rzeczywistych fabularnych potrzeb. W niektórych filmach jest to mniej widoczne, w niektórych bardziej. Dowcip polega na tym, że w europejskim kinie w ogóle nie ma takich problemów i role dostają ci, którzy wypadli najlepiej w castingu, a nie ci, których kolor skóry jest premiowany. I mnie chodzi właśnie o absurdalność pewnych wyborów obsadowych (czarne Amazonki ze starożytnej Grecji, czarni Wikingowie, czarny nordycki bóg), biorącą się z podejścia do problemu od zadniej strony. Nie wiem w tym momencie, gdzie widać tu mój domniemany rasizm...
"Zatem odwrócę optykę - proszę bardzo, niech stworzą nowe postaci, nie-białych, które wpiszą się w popkulturę równie silnie, a nie "podpinają się pod markę".
Taa, tylko, że studia filmowe bardzo niechętnie wykładają pieniądze na coś, co już nie jest uznaną marką. Powiedzenie, że nie-biali powinni pojawiać się jako nowe postacie w nowych markach, jest więc w rzeczywistości skazaniem ich na to, że nie pojawią się w ogóle. Zawsze oczywiście można stworzyć nową postać w ramach istniejącej marki, ale jakie są problemy z wprowadzaniem nowej czarnoskórej postaci do np. uniwersum gwiezdnowojennego widzieliśmy przy okazji recenzji Loretza z "Przebudzenia mocy", gdzie takie działanie znowu zostało uznane jako wprowadzanie "na siłę" i poprawność polityczną.

Beatrycze, 24-06-2017 20:37:
"To jest przecież analogiczny przypadek do Idrisa Elby jako Heimdalla w Marvelowskiej Walhalli."
No ale umówmy się obsadzanie czarnoskórego w roli nordyckiego boga to jest eufemistycznie rzecz ujmując przesada, choć oczywiście można to podciągnąć pod amerykańską niefrasobliwość w traktowaniu źródeł kulturowych, że tak to ujmę.
A Bond - mnie ciężko przełknąć Bonda, który nie jest brunetem, nie mówiąc o innych pomysłach. On z założenia miał być brytyjski, w sensie takim, jak to pojmowano w czasach, gdy Fleming pisał swoje książki.
Zatem odwrócę optykę - proszę bardzo, niech stworzą nowe postaci, nie-białych, które wpiszą się w popkulturę równie silnie, a nie "podpinają się pod markę".
Nie wiem, może jestem mało postępowy, ale jednak jechanie po bandzie, kiedy w "Kubusiu Puchatku" wywala się Krzysia i na jego miejsce wstawia jakąś laskę (z pieskiem) powoduje u mnie niesmak, choć teoretycznie nie ma to zbytniego wpływu na fabułę.
@Beatrycze
Słowo "murzyn" JEST słowem neutralnym, nie dajmy się zwariować...
@Ugluk
Dokładnie o to chodzi - aby w Esensjii publikować mogli autorzy o różnym światopoglądzie (co prawda mnie osobiste poglądy recenzentów obchodzą tyle co zeszłoroczny śnieg, ale skoro niektórzy nie mogą się powstrzymać przed ich prezentowaniem, to trudno - wolny kraj).

Piotr Dobry, 24-06-2017 14:56:
Ty wciąż nie rozumiesz - teoretycznie nie ma żadnego problemu, by akurat Falcon był biały, ale organizacje na rzecz równouprawnienia w takim przypadku święte prawo się buntować w takim przypadku, a to z tej prostej przyczyny, że skoro mniejszości w popkulturze są niedoreprezentowane (hint: dlatego nazywamy je mniejszościami), to jeśli już raz od wielkiego dzwonu jakiś superbohater jest czarny, jest gejem, jest kobietą, to po jaką cholerę to zmieniać, skoro skutkiem byłoby wyłącznie zwiększenie przepaści społecznej? Naprawdę, ludzie, szczypta empatii, nic więcej.
Ja tam idę o zakład, że gdyby Falcon z Avengers był biały,to by się organizacje na rzecz równouprawnienia czarnych żółcią zalały.
Myślę (mam nadzieję), że dla Konrada Wągrowskiego najważniejsze jest aby kierować pismem, w którym publikować może i Piotr Dobry i Jarosław Loretz.
@Ugluk
Łooo jeny, to nie jest żadna ideologia, tylko spokojne myślenie. Podałem konkretny przykład z Bondem i Shaftem, dlaczego można bez problemu zmienić kolor skóry Bonda, a nie można Shafta. Decyduje konstrukcja postaci wpływająca na fabułę, a nie żadna rzekoma ideologia. Wystarczy się nad tym chwilę zastanowić. Powtarzam: co trzeba by zmienić w fabule takiego Casino Royal, gdyby grał go czarny aktor (mała podpowiedź: nic), a co trzeba by zmienić w ostatnim Shafcie, gdyby grał go biały aktor (podpowiedź: prawie wszystko)?
I poza wszystkim wystarczy mieć odrobinę wrażliwości społecznej i elementarnej wiedzy, aby zauważyć, że nie istnieje problem niedoreprezentacji białych postaci w filmach, więc już z samego tego powodu dywagacje o białym Shafcie są bezsensu. Po co zwiększać jeszcze reprezentację nadrepezentowanej grupy?
Wkurza mnie już i męczy to odwracanie kota ogonem. Zawsze jest to samo - pojawia się głupi tekst z czepianiem się, czemu są czarni, kobiety, mniejszości, a potem w komentarzach ktoś wyskakuje, jak bardzo polityczna poprawność krzywdzi białych mężczyzn i ludzi, którzy muszą się zastanawiać, czy kogoś nie obrażają. Ktoś na podstawie komentarzy mógłby wywnioskować, że Esensja opublikowała kolejny tekst z nagonką na białych ludzi...
Smutne to, ale skoro Konradowi Wągrowskiemu to nie przeszkadza, niech się dalej tak bawi. Tylko niech się potem nie dziwi, że wśród czytelników zostaną mu osoby takie jak xyz, którym marzy się, aby Esensja wystawiała ostrzeżenia w stylu "Uwaga! Dzieło propaguje poprawność polityczną".
I właśnie to budzi mój opór przy względem ideologii "poprawności politycznej". Jak mówimy o czarnoskórych mieszkankach greckiej wyspy to pojawiają się: "ale jest prawdopodobne, bo(...)", "ale przecież niedaleko jest Afryka" itd. A gdy pojawił się motyw białego Shafta, to "nie ma mowy, bo(...)", "folklor to wyklucza"...
Jest dokładnie tak, jak pisze Piotr Dobry. Aby to zrozumieć, wystarczy zrobić prosty eksperyment myślowy. Wyobraźcie sobie, że w 4 ostatnich filmach z Bondem grał go czarny aktor. Co musiałoby się w nich zmienić z fabularnego punktu widzenia? Odpowiedź brzmi: nic, ponieważ kolor skóry nie jest ważny dla tożsamości postaci Bonda. Z Shaftem jest zupełnie inaczej: ta postać jako biała w ogóle nie ma sensu, bo w jej przypadku tożsamość jest uwarunkowana kolorem skóry.
Niepokoi mnie to, jak wielu ludzi ma problem z zaakceptowaniem tego, że coraz częstsze pojawianie się kobiet bądź różnego rodzaju mniejszości w filmach, nie jest wynikiem spisku polityczniepoprawnych albo wciskania "na siłę", lecz bierze się po prostu z tego, że społeczeństwo amerykańskie staje się - przynajmniej w niektórych aspektach - mniej dyskryminujące, więc drzwi, które były kiedyś zamknięte dla tych grup, dziś są otwarte. I twórcy z tego korzystają, robiąc to, co robili zawsze, czyli grając kulturowym materiałem i zmieniając go na tysiące sposobów.
Powtarzam: jeśli komuś wprowadzenie czarnych kobiet do WW wydaje się nielogiczne, to powinien zadać sobie pytanie, dlaczego z setek zmian względem oryginalnych podań i setek potencjalnych nielogiczności, akurat ta jedna zmiana zasłużyła na wyróżnienie w recenzji, choć wcale to nie ona należy do najbardziej wątpliwych.

Piotr Dobry, 24-06-2017 10:27:
Sęk w tym, że to nie jest "na tej samej zasadzie". Shaft i Luke Cage to bohaterowie z afroamerykańskiego folkloru, zastępowanie ich postaciami białymi byłoby zwyczajnie absurdalne. Natomiast Johnny Storm i Nick Fury to nie są tożsamości uwarunkowane rasowo, ich nie wyróżnia to, że są obrońcami z Harlemu, cechą jednego jest moc przemienia się w Płonącą Pochodnię, a drugiego - że jest wybitnym policjantem. Obaj mogą być grani równie dobrze przez aktorów białych, jak i czarnych czy azjatyckich, i to, że Ty zawsze miałeś Fury'ego za białego republikanina, nic tu nie zmienia, czarni republikanie też istnieją.
Ale mam wrażenie, że kiedyś już odbyliśmy podobną dyskusję, też spokojnie tłumaczyłem te subtelne różnice i jeśli widzę, że nie nic a nic dotarło, to chyba nie ma sensu tego ciągnąć - niech każdy zostanie przy swoich poglądach lub uprzedzeniach (choć to naturalnie przykre, ale co poradzić).
Oj, nie przeginajmy. Co innego czarna postać w tle, a co innego przerabianie na siłę białego od zawsze bohatera na inny kolor skóry. I tak, nie zaakceptuję czarnego Bonda (pomijam kwestię, że Craig też mi na Bonda nie pasował), czarnego Johnny'ego Storma w Fantastyczne Czwórce i tak samo nie pasuje mi Nick Fury z twarzą Samuela L. Jacksona (bo jednak zawsze miałem tę postać za białego republikanina). I tu nie ma co dopatrywać się rasizmu, bo na tej samej zasadzie nie zaakceptuję białego Shafta i białego Luke'a Cage'a.

Piotr Dobry, 24-06-2017 09:03:
Ale przecież ja się z tym zgadzam. Dla autora jest to ewidentnie nielogiczne, a zarazem podszyte rasizmem - jedno nie wyklucza drugiego. To jest przecież analogiczny przypadek do Idrisa Elby jako Heimdalla w Marvelowskiej Walhalli. Albo do tego, że komuś gula skaczę na perspektywę Elby jako Bonda, bo nie jest w stanie zaakceptować, że od czasów Fleminga świat bardzo się zmienił i Elba nie jest dziś mniej brytyjski niż Daniel Craig.

[1] 2 3 356 »

Polecamy

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce

Dobry i Niebrzydki:

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Superheroina nie z „Playboya”
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oliver Twist i wybuchające siusiaki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jessica Chastain lobbuje u króla ciepłokluchowego kina
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Denzel jak wino
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ksenomorfy pod prysznicem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

W Galaktyce jak w Opolu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Uciec, ale dokąd?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Co ludzie powiedzą?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

One woman show
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000-2017 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.