dzisiaj: 27 lipca 2017
w Esensji w Google

Komentarze

Magazyn CLXVII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

książkowe (wybrane)

więcej »

kinowe

więcej »

komiksowe

więcej »

muzyczne

więcej »

Zapowiedzi

książkowe (wybrane)

więcej »

komiksowe

więcej »

Komentarze


Komentarze do: Wszystkie Obiektów Tekstów
z działu: Wszystkie Twórczość Książki Film Komiksy Gry Varia Muzyka
[1] 2 3 119 »


Tadeusz, 21-07-2017 14:02:
Bo gdyby nie był wybitny, dostałby 70%.
Myślałem, że to oczywiste.


pszemeq, 19-07-2017 09:21:
" - Słuchaj film trzeba nakręcić, wakacje idą.
- szefie nie dam rady, przygotowuje sie naprawdę do dużej produkcji, reklama chipsów albo piwa - nie pamiętam już
- Daj spokój załatwię Spacey, Foxx i pójdzie
- A scenariusz już jest ?
- No nie ale jak masz takich aktorów? Spacey zagra jak zwykle, Foxxowi się powie, ze ma być jak u Tarantino w Jango - tylko, że koni nie będzie. Na zdjęcia masz 5-7 dni. dasz radę. Dodatkowo załatwiłem z wytwórnią dostęp do muzyki z lat 60-80. To teraz modne. to się zmontuje i będzie hit"
- Ok, martwi mnie tylko brak tego scenariusza, w szkole mówili, że musi być.
- Pooglądaj trochę starych filmów, najlepiej z napadami na banki i pogoniami samochodowymi. Dasz radę."


malysz369, 07-07-2017 14:21:
Tekst na równie wysokim poziomie jak i film

z recenzji Pana chosińskiego o tym czy warto obejrzeć można dowiedzieć się tylko po ocenie, bo teksty to strzeszczenia i biografie tworcow i wszytskich ludzi w filmie.


Piotr Dobry, 27-06-2017 22:04:
@Jale
"I o to właśnie chodzi - że jeśli mamy społeczeństwo złożone z bogatej rasowej mieszanki, dlaczego w filmach pojawiają się głównie biali i kilku czarnych? Gdzie Latynosi, Azjaci i Indianie? Jeśli ich nie ma (nie tylko na planie pierwszym, ale i w tle), to nie ma co mówić o równouprawnieniu, a jedynie o fasadowym zaklinaniu rzeczywistości".
Dziwny argument w dyskusji pod recenzją filmu, gdzie sidekickami są rdzenny Amerykanin, Szkot i Turek. Inna sprawa, że potraktowani stereotypowo, ale o tym już mówiłem w dyskusji z Konradem.
I nie jest tak, jak piszesz, że innych mniejszości niż czarna "nie ma", organizacje walczące o prawa Azjatów i rdzennych Amerykanów nie składają broni, po prostu w ostatnich latach mniejszość afroamerykańska silniej zaznaczyła swoją obecność, na co złożyło się wiele czynników (pierwszy czarny prezydent, napięcia rasowe wynikłe z nasilonej kryminalizacji czarnych, z brutalności policji, nowa fala afroamerykańskich talentów etc.).
"Czy to, że skrytykuję smak konkretnej landrynki, oznacza z automatu, że jestem landrynkofobem?"
Wyjątkowo niefajna analogia, budząca skojarzenia z Korwinową "krytyką" zapachu konkretnej rasy. Niemniej nikt Cię tu rasistą czy mizoginem nie nazwał, więc chyba jednak reagujesz zbytnim przewrażliwieniem.
Wiesz, czytam właśnie biografię George'a Lucasa. Ciekawe, że w jednej z wersji scenariusza "Nowej nadziei" Luke został wymazany, główną bohaterką miała być Leia - ale pomysł szybko zarzucono jako niekomercyjny. Podobnie, do roli Hana Solo Lucas poważnie rozważał Afroamerykanina - ale ostatecznie przestraszył się reakcji publiczności na romans międzyrasowy Hana i Lei. To dopiero była zimna kalkulacja!
Kilkadziesiąt lat musiało upłynąć, by Hollywood zaczęło mozolnie odchodzić od tego, co Ty nazwałbyś zapewne "niepoprawnością polityczną", a ja - w najłagodniejszej wersji, tchórzliwą zachowawczością. Dlatego szczerze i bez złośliwości - nie rozumiem ludzi, którzy wciąż tkwią mentalnie w rzeczywistości sprzed czterech dekad, w świecie z filmów, na których się wychowali, i podnoszą larum za każdym razem, gdy w dużej franczyzie główną rolę dostanie Afroamerykanin czy kobieta, rzekomo "na siłę". Wy to nazywacie "poprawnością polityczną", ja - zwykłą przyzwoitością. I mogę tylko zapytać, czemu tak późno.
@Jale
Niestety wiarygodność twoim tłumaczeniom odbiera to, że jakoś tak się dziwnie składa, że ostatecznie czepiasz się zawsze czarnoskórych aktorów albo kobiet. Dlaczego na przykład nie czepiałeś się, że do parytetu dostawiono Finnowi białą postać kobiecą, a nie czarną albo latynoską? Dlaczego nie czepiałeś się, że Poe gra "w zasadzie postać kobiecą", bo równie dobrze mógłby być zagrany przez kobietę? Dlaczego mówiąc o parytetach, które przeszkadzają w zatrudnianiu najlepszego aktora do roli, wspominasz tylko o czarnych, a nie białych aktorach korzystających z parytetu?
I o co ci chodzi z tym tłem? Przecież Boyega nie jest jedyną czarnoskórą postacią pojawiającą się na ekranie w "Przebudzeniu mocy"? Opracowałeś jakiś wzór matematyczny, ilu czarnoskórych aktorów musi przypadać na metr sześcienny, aby ich pojawienie się nie było oznaką poprawności politycznej? I znowu, czy tak samo skrupulatnie liczysz gęstość występowania białych mężczyzn?
" Czarne Amazonki na starogreckiej wyspie są jedną z takich bzdur".
To nie jest starogrecka wyspa, tylko wyspa, na której mieszkają istoty stworzone przez bogów opisywanych w starożytnej Grecji. Czy naprawdę trzeba jakiegoś wielkiego zawieszenia wiary, żeby dojść do wniosku, że skoro taki Zeus potrafi stworzyć istoty o ponadludzkich siłach, to nie stanowi już dla niego większego problemu danie im dowolnego koloru skóry? Dla mnie to jest o wiele mniej problematyczne niż fakt, że jedna z amazonek zostaje amerykańską superbohaterką. Znowu, twoje czepialstwo włącza się tylko w jednym, ściśle określonym kontekście.
Poza tym nie chciałbym, aby w całej tej dyskusji z wieloma przykładami i eksperymentami myślowymi uciekło nam kilka podstawowych faktów.
Esensja jako jedyny znany mi portal filmowy zarzucił "Przebudzeniu mocy", że kobieta i czarni są tam, bo "poprawność polityczna". W czasie, gdy Rey i Finn wygrywali jeden z drugim plebiscyty na ulubioną postać w nowych SW, a Ridley i Boyega byli powszechnie chwaleni za aktorstwo (tak jakościowo rożne od Christnesena i Portman), czytelnicy "Esensji" dowiadywali się, że te postacie i aktorzy pojawili się w filmie z parytetu. Recenzent "Przebudzenia mocy" w 2017 roku ma problem z zaakceptowaniem, że kobieta może pojawić się w roli, która nie ma do siebie przypisanych stereotypowych cech kobiecych.
Nie mam pojęcia, co kieruje redakcją Esensji, że publikuje takie,by posłużyć się słownictwem samego Loretza, bzdury, ale, cóż, to jej wybór. Jeśli Esensja wybrała taki sposób na wyróżnienie się w internecie, pozostaje jej pogratulować.
@a
W przypadku Bonda wiele rzeczy trzeba by zmienić, żeby nie podpaść amerykańskim recenzentom, wyczulonym nt. wizerunku czarnoskórych w filmie (rozwiązłość seksualna, przemoc, etc). A na czym polega problem z Ridley, łatwo pokazać przy porównaniu SW z najnowszymi "Strażnikami Galaktyki", gdzie każda rola ma dobrze rozbudowane tło i zmiana płci którejkolwiek z postaci jest tak naprawdę niemożliwa bez większych przeróbek scenariusza.
Poza tym stosujesz dokładnie tę samą metodę, o której używanie wykłuwasz mi oczy. Skąd wiesz, z którą mniejszością mam problemy? I czy w ogóle mam jakieś problemy? I dlaczego mam walczyć o czyjekolwiek prawa? Gdzie? W USA? A jaki mam na to wpływ? I co to da, skoro Amerykanie sprytnie postanowili nie uznawać Latynosów za mniejszość etniczną? A "Argo" nie oglądałem.
Zawsze wytykam bzdury w filmach, i to niezależnie od tego, czy to będzie niewłaściwy dla epoki samochód, wybitnie sztuczne miasteczko czy Indianin grany przez białego aktora. Czarne Amazonki na starogreckiej wyspie są jedną z takich bzdur. Jak chcesz wiedzieć, to w uniwersum WW jest jeszcze przynajmniej jedna wyspa Amazonek, tym razem czarnych, o których padło kilka słów w tej dyskusji. I jeśli na niej pojawiłyby się białe Amazonki, też bym się czepiał. Czy to znaczy, że do białej rasy również jestem negatywnie ustosunkowany? Odnoszę wrażenie, że chcesz wyczytać w moich wypowiedziaćh znacznie więcej, niż faktycznie się w nich znalazło. Tylko nie wiem, w jakim celu.
@ Piotr Dobry
Cała moja wypowiedź dotyczyła tego, że problemem jest wyczuwalność takich założeń, a nie samo ich istnienie. Nie byłoby tak źle, gdyby rzeczywiście starano się odwzorowywać w filmach pełny przekrój społeczny, ale na ogół kończy się to (w przypadku filmów amerykańskich) na jednym bądź dwóch aktorach czarnoskórych traktowanych jak listek figowy. Są na pierwszym planie i wszyscy są szczęśliwi, bo "jest ok". A że wcale nie ma ich na planie dalszym? Kto by się tym przejmował. I o to właśnie chodzi - że jeśli mamy społeczeństwo złożone z bogatej rasowej mieszanki, dlaczego w filmach pojawiają się głównie biali i kilku czarnych? Gdzie Latynosi, Azjaci i Indianie? Jeśli ich nie ma (nie tylko na planie pierwszym, ale i w tle), to nie ma co mówić o równouprawnieniu, a jedynie o fasadowym zaklinaniu rzeczywistości. Jeśli reżyser jest zręczny, to fasada swobodnie się prześlizgnie. Jeśli nie - to łączenia kartonowych ścian widać nawet bez lupy.
I nie dramatyzuję, a co najwyżej się dziwię zjawisku. Czy to, że skrytykuję smak konkretnej landrynki, oznacza z automatu, że jestem landrynkofobem?

Piotr Dobry, 25-06-2017 20:42:
@Jale
"Co do identyfikacji z bohaterami w blockubusterach - napisałem, że to źle? Gdzie?"
Napisałeś, że "kłopot z amerykańskimi wytwórniami polega na tym, że blockbustery zarabiają przede wszystkim na młodzieżowej widowni, aktorzy muszą więc być młodzi (tacy są nawet naukowcy, dowódcy wielkich wypraw czy szefowie korporacji) i różnych ras (żeby widzowie się identyfikowali). I wynika to z odgórnego, na zimno wykalkulowanego założenia, a nie z rzeczywistych fabularnych potrzeb".
Czyli zimną kalkulację amerykańskich wytwórni, owocującą m.in. bohaterami różnych ras (żeby widzowie się identyfikowali), postrzegasz jako zło, bo rzekomo nie wynika z rzeczywistych fabularnych potrzeb (a de facto - nie odpowiada Twoim potrzebom).
Tymczasem od przyczyn z reguły ważniejszy jest skutek - i jeśli przemysł filmowy wreszcie (topornie, bo topornie, ale zawsze) zauważa, że obligatoryjnym bohaterem ekranowym nie musi być biały mężczyzna hetero, to zasadniczo nie ma znaczenia, czy za postępem stoi chłodna kalkulacja, czy dobre serduszko.
"Nie wkładaj, proszę, w moje usta słów, które uważasz, że według Ciebie - jako stuprocentowy rasista, seksista i zapewne w ogóle mizogin - powinienem wypowiedzieć."
Nie dramatyzuj. Niczego nie wkładam w Twoje usta, nie określiłem Cię żadnym z tych epitetów, odnoszę się wyłącznie do tego, co sam napisałeś.

Beatrycze, 25-06-2017 16:48:
"Taa, tylko, że studia filmowe bardzo niechętnie wykładają pieniądze na coś, co już nie jest uznaną marką."
I to jest, moim zdaniem, prawdziwy problem - że aż roi się od prequelów, sequelów, remake'ów, czy pozycji, które powstają z przemontowania starych elementów. Te wszystkie "odświeżania" serii... Bardzo rzadko chodzę do kina, ale wybrałabym się na coś jednocześnie wysokobudżetowego i świeżego, a nie odgrzewany kotlet z nieco inną przyprawą.
Swoją drogą, przy kwestiach rasowych naprawdę to mnie dziwi obsadzenie białego w tej chińskiej superprodukcji, co kilka miesięcy temu była w kinach (nawet zamierzałam pójść, ale jak to zwykle bywa zdjęli z ekranów, nim zdołałam się poważnie namyśleć nad wygospodarowaniem wieczoru, ja mentalnie wciąż tkwię w czasach, gdy film gościł na ekranach kilka miesięcy, a jak się go przegapiło, można było pójść na wakacjach, bo w mniejszych miejscowościach puszczano filmy z czasem i półrocznym opóźnieniem). Może trochę to i chęć przyciągnięcia zachodniego widza? Ale podejrzewam, że na samym rynku azjatyckim film, jeśli tam by odniósł sukces, zarobiłby na siebie. A i myślę, że zachodni widz jeśli by poszedł, to bardziej skuszony egzotyką i efektami specjalnymi, a nie twarzą Matta Damona.
@Jale
Co to w ogóle za nieudolna próba argumentacji, że Daisy Ridley dostała "w zasadzie męską rolę", bo przecież bez większych zmian w fabule mógłby odgrywać ją mężczyzna. Tak jak pisałem wcześniej, w zasadzie bez większych zmian w fabule w czterech ostatnich częściach (i w wielu innych) Bonda mógł grać czarnoskóry aktor. Czy to powinno nas prowadzić do wniosku, że Daniel Craig od lat gra "w zasadzie czarnoskórą rolę"?
Co do Boyegi to twoja argumentacja opiera się na magicznej zdolności "wyczuwania, czy rola jest z parytetu, czy nie", którą sobie sam przypisujesz. A nie przyszło ci do głowy, że rola Finna nie była ani biała, ani czarna, a Boyegę zatrudniono dlatego, że Abramsowi najbardziej się spodobał na castingach? I nikt nie stosował tam wymyślanych na poczekaniu kryteriów " z tła". Nikt nie pytał Abramsa "Hej, słucha, super, że podoba ci się ten aktor, ale czy my mamy odpowiednie tło dla niego?".
No i uwielbiam ten moment, gdy osoba, która ma wyraźny problem z jakąś mniejszością etniczną, w ramach odwracania kota ogonem zaczyna nagle stylizować się na człowieka zatroskanego losami innych mniejszości. Jakoś nie zauważyłem wcześniej, żebyś walczył o prawach latynoskich aktorów i aktorek. Nie przypominam sobie na przykład, żebyś rozpaczał nad tym, że Affleck gra Meksykanina w "Argo". Nie przypominam sobie argumentów z wkładania "na siłę" białego aktora.
To jest ten rodzaj argumentacji, na który wskazuję od samego początku. Pozorne otwarcie na kobiety, czarnych aktorów itd. przy jednoczesnych dokładaniu kolejnych kryteriów, które muszą spełniać, aby jaśnie recenzent uznał, że wszystko jest ok. Muszą mieć odpowiednie tło, ich rola musi posiadać wyraźnie męskie bądź etniczne cechy, muszą spełniać wybiórczą i pokrętną logikę recenzenta itd.
Do Olisadebe masz tło. Lando (tak jak i Jabba) tła nie potrzebuje. Ale czarny stormtrooper - i owszem. "W zasadzie męska rola", a nie "męska rola" - bo podmiana kobiety na faceta niewiele by w scenariuszu zmieniła. Co do identyfikacji z bohaterami w blockubusterach - napisałem, że to źle? Gdzie? Nie wkładaj, proszę, w moje usta słów, które uważasz, że według Ciebie - jako stuprocentowy rasista, seksista i zapewne w ogóle mizogin - powinienem wypowiedzieć.
Co do czarnoskórych brytyjskich aktorów - ich role żadną miarą nie dają się wyczuć jako "parytet". Są naturalnie osadzone i zagrane. Może filmów takich jest "jedynie" 40% ogółu (o co poszła cała awantura, aczkolwiek nie wiem, jaki limit byłby satysfakcjonujący dla obu stron przy założeniu, że czarnoskórzy stanowią ledwie 3% tamtejszego społeczeństwa), ale w produkcjach rodem z USA są oni mniej zauważalni, mimo że stanowią większy odsetek społeczeństwa (13%). Co ciekawe, według statystyk z lat 2007-2014 (bez roku 2011) procentowy udział Afroamerykanów w obsadzie filmów z pierwszej setki box office'u wynosił 12,5%, co uznano za żenująco niski poziom, podczas gdy Latynosi, których w USA jest 17%, mieli jedynie 4,9% udziału w obsadzie. Dlaczego tak mało osób upomina się o większy odsetek Latynosów w filmach...?

Piotr Dobry, 25-06-2017 02:13:
@Beatrycze
Śmiejesz się z amerykańskiej niefrasobliwości w traktowaniu źródeł kulturowych, a sama kolejny raz w tej dyskusji udowadniasz, że masz problem z weryfikacją źródeł. W Marvelowskiej wersji Asgard jest planetą, a wikingowie - rasą kosmitów. To nie są nordyccy bogowie z legend. Tak jak Amazonki z "Wonder Woman" nie są Amazonkami od Scytów z podręczników historii, tylko postaciami z komiksowej wariacji na temat - więc tym bardziej podszyte rasizmem czepialstwo Jarka jest nie na miejscu.
@Jale
"Nigdzie w okolicy nie widać czarnych, ale jeden trafia na pierwszy plan"
Lando w oryginalnej trylogii też Ci przeszkadzał? Też jedyny czarny w okolicy. A Olisadebe swego czasu w polskiej reprezentacji? Też jedyny czarny w okolicy. Przykłady można by mnożyć. Albo taki Jabba? Jedyny z rasy Huttów w okolicy. Skandal! Piszesz o "domniemanym rasizmie", ale nie da się ukryć, że masz tym problem, a ponadto...
"Jak połączyć to z kobiecym bohaterem (odgrywającym w zasadzie męską rolę)"
...w pakiecie dorzucasz jeszcze seksizm. Ekstra. To była "męska rola", bo?
"aktorzy muszą więc być młodzi (tacy są nawet naukowcy, dowódcy wielkich wypraw czy szefowie korporacji) i różnych ras (żeby widzowie się identyfikowali)"
I jest to złe, że w blockbusterach widzowie różnych ras dostają (wreszcie, po latach marginalizacji) bohaterów, z którymi mogą się identyfikować, bo?
"Dowcip polega na tym, że w europejskim kinie w ogóle nie ma takich problemów i role dostają ci, którzy wypadli najlepiej w castingu, a nie ci, których kolor skóry jest premiowany."
Kolejna bzdura wyssana z palca. Poczytaj sobie o strajku czarnych aktorów brytyjskich.
@Piotr Dobry
Amazonki są nieśmiertelne (przynajmniej według uniwersum z roku 1987), więc nie ma mowy o ich śmierci (naturalnej) czy wymianie pokoleniowej. Tak jak były u zarania dziejów, tak są i teraz - te same. Poza Dianą.
@a
Ile razy można pisać, że problemem nie jest obecność samej czarnoskórej postaci (w "Przebudzeniu mocy"), ale wsadzenie jej bez żadnego tła. Nigdzie w okolicy nie widać czarnych, ale jeden trafia na pierwszy plan. Jak połączyć to z kobiecym bohaterem (odgrywającym w zasadzie męską rolę), "parytet" nagle staje się mocno wyraźny.
Kłopot z amerykańskimi wytwórniami polega na tym, że blockbustery zarabiają przede wszystkim na młodzieżowej widowni, aktorzy muszą więc być młodzi (tacy są nawet naukowcy, dowódcy wielkich wypraw czy szefowie korporacji) i różnych ras (żeby widzowie się identyfikowali). I wynika to z odgórnego, na zimno wykalkulowanego założenia, a nie z rzeczywistych fabularnych potrzeb. W niektórych filmach jest to mniej widoczne, w niektórych bardziej. Dowcip polega na tym, że w europejskim kinie w ogóle nie ma takich problemów i role dostają ci, którzy wypadli najlepiej w castingu, a nie ci, których kolor skóry jest premiowany. I mnie chodzi właśnie o absurdalność pewnych wyborów obsadowych (czarne Amazonki ze starożytnej Grecji, czarni Wikingowie, czarny nordycki bóg), biorącą się z podejścia do problemu od zadniej strony. Nie wiem w tym momencie, gdzie widać tu mój domniemany rasizm...
"Zatem odwrócę optykę - proszę bardzo, niech stworzą nowe postaci, nie-białych, które wpiszą się w popkulturę równie silnie, a nie "podpinają się pod markę".
Taa, tylko, że studia filmowe bardzo niechętnie wykładają pieniądze na coś, co już nie jest uznaną marką. Powiedzenie, że nie-biali powinni pojawiać się jako nowe postacie w nowych markach, jest więc w rzeczywistości skazaniem ich na to, że nie pojawią się w ogóle. Zawsze oczywiście można stworzyć nową postać w ramach istniejącej marki, ale jakie są problemy z wprowadzaniem nowej czarnoskórej postaci do np. uniwersum gwiezdnowojennego widzieliśmy przy okazji recenzji Loretza z "Przebudzenia mocy", gdzie takie działanie znowu zostało uznane jako wprowadzanie "na siłę" i poprawność polityczną.

Beatrycze, 24-06-2017 20:37:
"To jest przecież analogiczny przypadek do Idrisa Elby jako Heimdalla w Marvelowskiej Walhalli."
No ale umówmy się obsadzanie czarnoskórego w roli nordyckiego boga to jest eufemistycznie rzecz ujmując przesada, choć oczywiście można to podciągnąć pod amerykańską niefrasobliwość w traktowaniu źródeł kulturowych, że tak to ujmę.
A Bond - mnie ciężko przełknąć Bonda, który nie jest brunetem, nie mówiąc o innych pomysłach. On z założenia miał być brytyjski, w sensie takim, jak to pojmowano w czasach, gdy Fleming pisał swoje książki.
Zatem odwrócę optykę - proszę bardzo, niech stworzą nowe postaci, nie-białych, które wpiszą się w popkulturę równie silnie, a nie "podpinają się pod markę".
Nie wiem, może jestem mało postępowy, ale jednak jechanie po bandzie, kiedy w "Kubusiu Puchatku" wywala się Krzysia i na jego miejsce wstawia jakąś laskę (z pieskiem) powoduje u mnie niesmak, choć teoretycznie nie ma to zbytniego wpływu na fabułę.
@Beatrycze
Słowo "murzyn" JEST słowem neutralnym, nie dajmy się zwariować...
@Ugluk
Dokładnie o to chodzi - aby w Esensjii publikować mogli autorzy o różnym światopoglądzie (co prawda mnie osobiste poglądy recenzentów obchodzą tyle co zeszłoroczny śnieg, ale skoro niektórzy nie mogą się powstrzymać przed ich prezentowaniem, to trudno - wolny kraj).

Piotr Dobry, 24-06-2017 14:56:
Ty wciąż nie rozumiesz - teoretycznie nie ma żadnego problemu, by akurat Falcon był biały, ale organizacje na rzecz równouprawnienia w takim przypadku święte prawo się buntować w takim przypadku, a to z tej prostej przyczyny, że skoro mniejszości w popkulturze są niedoreprezentowane (hint: dlatego nazywamy je mniejszościami), to jeśli już raz od wielkiego dzwonu jakiś superbohater jest czarny, jest gejem, jest kobietą, to po jaką cholerę to zmieniać, skoro skutkiem byłoby wyłącznie zwiększenie przepaści społecznej? Naprawdę, ludzie, szczypta empatii, nic więcej.
Ja tam idę o zakład, że gdyby Falcon z Avengers był biały,to by się organizacje na rzecz równouprawnienia czarnych żółcią zalały.
Myślę (mam nadzieję), że dla Konrada Wągrowskiego najważniejsze jest aby kierować pismem, w którym publikować może i Piotr Dobry i Jarosław Loretz.

[1] 2 3 119 »

Polecamy

Baby jest jakiś inny

Dobry i Niebrzydki:

Baby jest jakiś inny
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ove chce się zabić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Gdy zajrzy w oczy widmo korozji…
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pod skorupą
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Superheroina nie z „Playboya”
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oliver Twist i wybuchające siusiaki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jessica Chastain lobbuje u króla ciepłokluchowego kina
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Denzel jak wino
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ksenomorfy pod prysznicem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000-2017 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.