dzisiaj: 19 sierpnia 2017
w Esensji w Google

Komentarze

Magazyn CLXVIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

książkowe (wybrane)

więcej »

komiksowe

więcej »

muzyczne

więcej »

Zapowiedzi

książkowe (wybrane)

więcej »

komiksowe

więcej »

growe

więcej »

Komentarze


Komentarze do: Wszystkie Obiektów Tekstów
z działu: Wszystkie Twórczość Książki Film Komiksy Gry Varia Muzyka
[1] 2 3 140 »


Beatrycze, 19-08-2017 15:35:
Hmm, nie tyle pogubił, co przedobrzył. On nie umie sobie powiedzieć dość - jeśli uzna, że pewien pomysł - na powiązania rodzinne, na fabularny twist itp. jest dobry, to stosuje go wielokrotnie, co albo staje się śmieszne, albo niszczy wrażenie spójności świata i konstrukcji bohaterów.

Wynika, wynika. Przemiana Turka na końcu jest kompletnie nieprzekonująca.
Ale co innego w tej książce jest najgorsze - autorka, podobnie jak setki innych pisarek i pisarzy (a także reżyserów, scenarzystów, producentów, socjologów, polityków i przede wszystkim czarnych rasistów i afrocentrystów) wmawia czytelnikowi że istnieje coś takiego jak "white privillage", że rzekomo biali już w momencie narodzin są na wygranej pozycji. Czarni oczywiście mają przerąbane - tylko dlatego, że są czarni. To nieprawda. Tak było jeszcze w latach 60-tych XX wieku, ale już tak nie jest. Jednak taki przekaz płynie do amerykańskiego odbiorcy kultury popularnej w USA z gazet, filmu i literatury. I wywołuje w białych "white guilt" - poczucie winy. Badania mówią, że rośnie w USA liczba białych przekonanych o swej winie, poczuciu niższości i wrodzonym rasizmie, o tym, że ich obowiązkiem jest odpokutowanie win ich przodków, którzy zniewolili i wyzyskiwali czarnych. Wielu białych Amerykanów nie ma poczucia dumy ze swej kultury i wstydzi się swego koloru skóry. To niezwykłe, nie mające chyba we całych dziejach ludzkości zjawisko socjologiczne i społeczne dotykające szczególnie młodych ludzi z tzw. "dobrych domów". Jego skutki są dalekosiężne - biali zaczynają słuchać "czarnej" muzyki, ubierać się jak czarni, używać ich slangu czyli zamieniają się w tzw. wiggers. Karmieni już od szkoły podstawowej opowieściami o tym ile złego biała rasa wyrządziła ludom kolorowym nie chcą się identyfikować ze swymi przodkami, ba uważają wręcz w swej ignorancji, że biali nie maja kultury, że przynieśli światu tylko zło.
Tak się składa, że znam osobiście taka osobę, Amerykankę pochodzenia polskiego, która przez kilka miesięcy z zapałem sprawdzała genealogię swojej rodziny w nadziei, że znajdzie jakieś ślady murzyńskiego, lub w najgorszym razie indiańskiego lub latynoskiego pochodzenia. Nie znalazła nic i była tym autentycznie zrozpaczona. Dla mnie przypadek dla psychologa, ale ona nie jest sama. Zresztą nie chcę wchodzić w szczegóły, ale to naprawdę nie jest normalne.
Oczywiście jest wielu ludzi, którzy uważają, że problem rasizmu należy do historii i to dla nich są takie książki jak "Małe wielkie rzeczy", które wręcz krzyczą do nich wielkimi literami; "HEJ, KOLEGO JESTEŚ BIAŁY! A WIESZ CO TO ZNACZY? JESTEŚ UPRZYWILEJOWANY! WSTYDŹ SIĘ!" A ci co się nie wstydzą są automatycznie "białymi supremacjonistami".
Ja bym z chęcią przeczytał książkę o sytuacji odwrotnej - o rasizmie czarnych wobec białych, to jest dopiero ciekawy, niestereotypowy temat. W miastach w USA są całe dzielnice do których biali nie maja wstępu. To znaczy, wejść oczywiście mogą, ale na własną odpowiedzialność, ze świadomością, że mogą już nie wyjdą. Tymczasem czarni chodzą sobie swobodnie po wszystkich dzielnicach we wszystkich dzielnicach - nie boja się, że ktoś ich napadnie tylko ze względu na kolor ich skóry. To jest dopiero temat na książkę! Ale nie łudzę się, że taka książka kiedyś powstanie - bo jej autor od razu został by okrzyknięty rasista i byłby skończony. Nikt się nie podejmie takiego ryzyka, nikt tez nie zrobi takiego filmu, dokumentalnego czy fabularnego...
Ta książka jest tak pełna stereotypów - oddana swej pracy, idealna Afroamerykanka, biały rasista i wisienka na torcie - uprzywilejowana pani prawnik, absurdalnie naiwna i żyjąca w słodkiej niewiedzy, że rasizmu już nie ma...
Przejaskrawione, naciągane i od dawna już nie odpowiadające rzeczywistości.

Hah, więc wygląda to gorzej niż przypuszczałem. Podejrzewam, że po którymś z kolei takim twiście, czytelników już to przestaje totalnie obchodzić kto jest kim. Bardzo lubię kiedy w książce pojawiają się jakieś rody, dynastie itp. Interesują mnie wtedy zależności rodzinne i stosunki pomiędzy nimi. U G.R.R. Martina takie motywy były genialne, zresztą tam cała opowieść się na tym praktycznie opiera. Widać, że Brent Weeks się pogubił i zamiast czegoś fajnego, wyszło fatalnie - takie prostackie zabiegi typowe dla sensacyjnej telenoweli :D.


Deus Ex Machina, 18-08-2017 20:42:
Świetna recenzja. Książka godna uwagi, jak inne tego autora o życiu. W przesycie współczesnym światem jest jak lek na egoizm i obojętność.


Beatrycze, 18-08-2017 12:58:
Bardzo dziękuję za miłe słowa! Tak, w miarę możności staram się osadzać książki w szerszym kontekście i tropić motywy.
Trylogia Friedmann bardzo mi się podobała, choć nie jest pozbawiona wad. Widywałam nieraz egzemplarze na taniej książce, albo w bibliotekach. Moim zdaniem najlepszy jest tom drugi.


Evelyn, 18-08-2017 08:16:
@zyx Z tej powieści to akurat nie wynika.


Beatrycze, 17-08-2017 23:33:
Uwaga Mega spojler kilka tomów w przód, tylko dla tych, którzy nie zamierzają czytać cyklu. Dla uwypuklenia "telenowelowatości" pomysłow autora.
Tak, Gavin to tak naprawdę Dazen. Co stwarza problemy, bo Pryzmat kocha Karris, ale ona przecież była zaręczona z prawdziwym Gavinem. Za to Kipowi matka kazała obiecać zabić Gavina, za to, że ją zgwałcił i Kip się zadręcza, bo nie wie, że Gavin to nie Gavin, a już dążył go polubić.
Prócz tego wodzem rebelii jest młodszy brat Karris, który nie zginął w pożarze, jak wszyscy sądzą.
Marissia jest wnuczką Bieli, która udaje niewolnicę, by szpiegować Pryzmata.
Dowódca Czarnogwardzistów jest bratem kobiety, która była kochanką prawdziwego Gavina, a głowa zakonu skrytobójców, ukrywający się jako niewolnik ojca Gavina, Androssa, jest jego bodajże wujem (albo dziadkiem, nie chce mi się sięgać do tomu trzeciego).
Aaa, a Kip tak naprawdę nie jest synem prawdziwego Gavina, tylko Anrdossa, to najnowsza rewelacja.
A, jest jeszcze Zymun, syn Karris i prawdziwego Gavina, który jest ZŁY. Choć w tyle ksiązki przedstawiony jest jako osoba, która "podaje się za syna", więc może i tu czeka nas "zaskoczenie"
Aha, a najprawdopodobniej zresztą prawdziwego Gavina w celi nie było, to tylko majaki dręczonego poczuciem winy Dazena.
Tjaaaa - to tylko pomysły na "zawirowania" rodzinne głównych postaci. Były jeszcze jakieś powiązania rodowe.
Koniec spojlera
Ja napiszę tak - mnie wciągnęło na tyle, żeby cykl czytać, jednak tom czwarty okazał się rozczarowująco słaby.

Podoba mi się w twoich recenzjach, że często porównujesz książki do wcześniej przeczytanych. Zaznaczasz gdzie pojawił się już dany pomysł/motyw. Teraz zwróciłaś moją uwagę na Trylogię Zimnego Ognia, być może to coś dla mnie. Właśnie twoje porównania pomagają wyszukiwać innych książek, które mogą zainteresować potencjalnego czytelnika. Przeczytałem recenzje i wiem, że nie chce przeczytać Bez odkupienia, ale lektura recenzji nie poszła na marne, bo może kiedyś bliżej zapoznam się z twórczością pani Friedman :)

Odbiłem się po 100 stronach. Tak jak napisałaś, zbyt prosty język, nieprzemyślane postaci, dziury logiczne i oklepane motywy. Do tego okraszone prostackimi (hollowodzkimi?) zwrotami akcji - tego nie wiem, ale się domyślam. Głównego twistu dotyczącego podmiany osób domyśliłem się zaraz na początku przedstawiania tego wątku. (!SPOILER!
zdradź mi czy dobrze myślę: chodzi mi o tego gościa w celi pod komnatą Pryzmata, tzn. sądzę, że więzień jest Pryzmatem a pod Gavina podszywa się jego "zły" brat
KONIEC SPOILERA )
Może jestem zbyt surowy, ale wiem, że dobrze zrobiłem porzucając książkę.

Lapidarny ale celny komentarz. Książka wpisuje się w coraz powszechniejszą w zachodniej literaturze czy kinie tendencję - odpowiedzialny za całe zło na świecie jest biały mężczyzna.

Przecież autorka w ostatnim akapicie odpowiedziała skąd 70%. Jej argumentacja mnie przekonuje - sam mam tak, że czasami zawyżam ocenę przeciętnej książce bo ma "to coś" co do mnie akurat trafia. Np. oryginalny świat przedstawiony.


cranberry, 17-08-2017 12:40:
Nie bardzo rozumiem wywołania nagle problemu przemocy w krajach muzułmańskich - no wiemy przecież, że tam jest jeszcze gorzej, ale to tak trochę jakby nie na temat.
Bo owszem, przemoc domowa może i nie jest w Polsce tabu w mediach, ale już w życiu jak najbardziej. Oho, już widzę, te doświadczające jej osoby, jak biegną w pracy opowiadać, co jest spotkało. A tutaj akurat - im wyżej w drabinie społecznej, tym więcej można stracić i blokada przed wyjściem z problemem do ludzi może być nawet większa. Cały problem z przemocą domową jest taki, że wstydzi się nie sprawca, ale osoba przemocy doświadczająca.

Od czasu sprawy O.J. Simpsona, takie powieści można traktować jak odrealnioną fantastykę


ender73, 16-08-2017 23:20:
Zazwyczaj nie zawodzę się na recenzjach "Esensji"... Tym razem jednak zastanawiam się skąd aż 70% dla książki wyglądającej bardziej jak szybki szkic grubą kreską niż ukończony obraz. Nie przekonuje mnie ani uboga kreacja świata (czy może raczej "światów") ani "straszliwe" problemy tej garstki choćby nieco odróżniających się od tła bohaterów. Akcja jest oparta od początku na absurdalnym założeniu - pomimo, że "różnokolorowych" Londynów nic poza wzmiankowaną dawną historią już nie łączy muszą być jakoby regularnie odwiedzane przez bezcennych z racji rzadkości występowania i niezwykłych umiejętności antarich. W dodatku jeden z nich jest psychopatą (nawet jeśli nie koniecznie do końca z własnej woli) a drugi nie wiedzieć czemu wyjątkowo naiwnym "przemytnikiem" - co przecież musi doprowadzić do kłopotów... Nie wiem, może to wszystko miało być tylko tłem dla narodzin "Super Girl" z ciemnych zaułków szarego Londynu... Takie sobie czytadło nie pozostawiające uczucia zaciekawienia co też się może jeszcze jego bohaterom w wykreowanym przez autorkę świecie przytrafić.


freynir, 12-08-2017 20:02:
Oryginał czytałem kilkukrotnie, za każdym razem odkrywając coś nowego.

w październiku 2017 nowa książka "Pielewina Miłość do trzech Zuckerbrinów" - http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4689072/milosc-do-trzech-zuckerbrinow


Pawel.M., 07-08-2017 17:43:
"Nie wiedzieć czemu tłumaczka uważa, że słowo „czerep” oznacza okruchy, odłamki"
Słownik Języka Polskiego:
czerep
1. «czaszka, głowa»
2. «skorupa stłuczonego naczynia»
3. «wyrób garncarski lub ceramiczny przygotowany do nakładania szkliwa»

Braki czynią ją własnie piękną.


KristoFF, 01-08-2017 17:58:
Można pobrać bezpośrednio od wydawcy, wystarczy odszukać zakładkę > darmowy fragment< tam są linki bezpośrednie do formató pdf, mobi i epub


freynir, 31-07-2017 16:50:
@Beatrycze- oj tam, czepiasz się szczegółów. Toć przecież Litwini, z nocnej wracali wycieczki. Jak wzięli taryfę taką, jak w Warszawie na Okęciu, to cud że nie jechali Zakopianką przez Nowy Targ.

[1] 2 3 140 »

Polecamy

Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk

Dobry i Niebrzydki:

Ferris Bueller kontra Władysław Frasyniuk
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Cezar - szympans, który został Mojżeszem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ucieczka do zwycięstwa
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Baby jest jakiś inny
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Ove chce się zabić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Gdy zajrzy w oczy widmo korozji…
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pod skorupą
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Życie zaczyna się po sześćdziesiątce
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Superheroina nie z „Playboya”
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oliver Twist i wybuchające siusiaki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000-2017 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.