dzisiaj: 24 marca 2017
w Esensji w Google

Komentarze

Magazyn CLXIV

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe (wybrane)

więcej »

komiksowe

więcej »

growe

więcej »

Zapowiedzi

książkowe (wybrane)

więcej »

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

komiksowe

więcej »

growe

  • Piranie!
    Jens-Peter Schliemann, Tomek Larek
  • Gejsze
    Kota Nakayama, Maisherly Chan
więcej »

muzyczne

więcej »

Komentarze


Komentarze do: Wszystkie Obiektów Tekstów
z działu: Wszystkie Twórczość Książki Film Komiksy Gry Varia Muzyka
[1] 2 3 136 »


ender73, 24-03-2017 10:56:
Dla mnie książka "Amerykańscy bogowie" jest po prostu sprytną jarmarczną sztuczką autora, która sądząc po ilości nagród jakie za nią otrzymał, znakomicie się udała. Autor miał chyba zamiar stworzyć wielką uniwersalną opowieść a wyszła mu nawet nieźle się czytająca ale jednak ot taka sobie rozrywkowa powiastka. Ani z Cienia nie jest szczególnie ciekawy i tajemniczy bohater, ani owi tytułowi "bogowie" nie są niczym więcej jak amerykańskimi podróbkami przypominającymi raczej komiksowych superbohaterów. Wszystko to blaga i iluzja - nie wystarczy powierzchowne zrysowanie kilku mniej czy bardziej związanych z rozmaitymi mitologiami postaci i powtykanie ich w zwyczajny świat od sasa do lasa oraz wymyślenie ich nowoczesnych konkurentów by całość nabrała nagle jakiś głębokich przesłań czy wartości. Dla mnie symbolem tej powieści jest Laura ;)


Sebastian, 22-03-2017 13:42:
Zgadzam się w zupełności z autorką recenzji. Książka, jakich setki. Widać, jak potrafimy się nabrać na propagandową, marketingową manipulację. Od połowy zmuszałem się, żeby czytać, żeby sprawdzić, czy przewidziałem finał. Prawie przewidziałem, ale to nie podnosi wartości książki w mojej ocenie.


WWerner, 15-03-2017 06:28:
Dziękuję za dobre słowo.
Przesyt, niedosyt - faktycznie, to paradoks współwystępowania tych emocji przy niektórych książkach
Fajna recenzja. Dobrze, że znowu coś napisałeś, bo chyba zaliczyłeś dłuższy urlop recenzencki.
"Co łączy powyższych autorów? Ano piszą zręcznie, mają ambicje, ale realizują je w sposób, który powoduje w pewnym momencie poczucie niedosytu."
A nie przypadkiem przesytu? W tym sensie, że sypią za dużo literackiej przyprawy (życiowe przemyślenia u Whartona, próby aforystyczne u Coelho, najwyraźniej cierpienie u Yanagihari)?


El Lagarto, 13-03-2017 17:01:
Odbiór tekstu to rzecz subiektywna, ale zabawne, że przedpiśca o nicku R zarzuca Grzędowiczowi wodolejstwo, rozwlekłość i kiepski styl w rozwlekłym wpisie pełnym błędów, powtórzeń, wodolejstwa, w dodatku pisanym w kiepskim stylu.
Z konsekwentnych i nierozlazłych bohaterów popkultury znam Terminatora (tego z jedynki): nie pitoli, nie użala się nad sobą, nikogo nie ratuje, tylko po prostu chodzi i zabija.
W cyklu Grzędowicza są i elementy polskie, i groteska, i nawiązania do popkultury (i "literatury wysokiej"); wszystko to wprowadzane jak najbardziej konsekwentnie. Skąd niezbyt logiczny pomysł, że autor nie może się na nie zdecydować?
R, nie mamy obowiązku padania na kolana przed "Panem Lodowego Ogrodu", ale dobrze by było swoją niechęć uzasadnić. Argumenty (wątłe) podane we wpisie można zmieścić w jednej linijce tekstu.
IMHO "PLO" to bardzo konsekwentne połączenie SF, fantasy i horroru. I całkiem dobrze napisane.
Siegnelam po ten cykl teraz, z nudow. Nigdy nie bylam specjalnie od niego przekonana, acz bylam swiadkiem wreczania mu tych nagrod w 2005. Ale to byl pierwszy tom, chyba najlepszy mam wrazenie z calosci. Zona Grzedoicza na moj gust pisze o wiele lepiej, nie chodzi o ortografie itp., bo poziom jest ok, ale maniere, styl nie tyle jezykowy co tworczy. Ja czyta sie bez znuzenia, akcja posuwa sie do przodu, jest humor, teskt przyswajamy bez zgrzytow. U Grzedowicza jest za duzo pitolenia, pierdolenia o niczym, zbednych sceny i ton tekstu, lanie wody i psudofilozofia dla dzieci, uzalanie sie bohatera nad soba, za duzo metnych rozmyslan o niczym i zparzeczenia pojmowania swiata i konsekwencji dzialania. Obecnie jestem w drugim tomie i flaki mi sie przewracaja od tego pierdolenia V o wszystkim i o niczym. Z jednej strony facet odpuszcza niewolnicy, ze nie jego bajka, czy tam wiezniom po drodze, ze to nielogiczne i ze go zabija, zlapia, nic nie poradzi, za chwile ratuje jednak babe, a potem znow dziewczynke z kraba. No na kij?! Rozpisuje sie o tym, ze moze tu wszystko, ze inna moralnosc, ze zabije jak trzeba, to powinien zbaic kraba, powinien, na zasadzie ducha z maszyny znalezc jej chate z opieka i isc dalej. Denerwuja mnie takie niekonsekwnecje i rozlazlosc. Autor nie moze sie zdecydowac czy to ma byc swiat Skyrima, czy maja byc elem,enty polskie czy nie, czy moze ma byc to groteska jakby po narkotykach z wszelkimi nawiazaniami do popkultury, tylko jak ma okazje nasmiewac sie z SW, to juz tego unika.
Meczace jest tez pisanie raz w pierwszej, raz w 3 osobie. Jeszcze rozumiem jakby trzecia byla z perspektywy ludzi, ktorych V spotyka, jak oni widza bohatera legend, ktorym sie stal...
To plawienie sie we wlasnym laniu slow, w tej swojej filozofii, czytelnik tonie w tym jak w bagnie, jak w smole, traci w ogole zainteresowanie zlgebianiem o co autorowi chodzi w opisach szalenstwa, czy tej magii. Nie mam nastu lat, Brzezinska, ktora pisze wymagajacym ale pieknym jezykiem lubie i cenie sobie bardzo, ale nie bede zachwycac sie czyms, gdzie redaktor powinien autora wziac za klapy i kazac mu wuwalic polowe wodolejstwa. Zagraniczni autorzy tez tworza grube tomiszcza, ale mimo wszystko sa to tomiszcza zawierajace mieso, tresc, posuwanie sprawnie watkow i wydarzen do przodu, a nie cale rozdzialy rozmyslan nad sensem zycia.
Naprawde juz wole Achaje, ktora tak wymiewaja, czepiaja sie za Mary Sue. Ma tez swoje wady, te potrafi byc rozwelka, ale nie az tak jak u Grzedowicza. Chyba slusznie Ziemkiewicz wysmiewa od jakiegos czasu zjaranie polska fantastyka, bo po prostu jest to jedne wspolny grajdolek starych morsow poklepujacych sie po plecach, ktorym wyda sie wszystko albo piasokownica amtorow, fanfikopisarzy, ktorzy akurat napisali cos pasujacego do modnej fali w danym roku jak Jadowska, potworna grafomanka. Tesknie za Pacynskim na tle tego co dzis sie u nas wydaje polskiego.

Remiza sie,wymądrzał a teraz co robi? Ma czy jest?


El Lagarto, 07-03-2017 20:44:
Recenzja zachęciła mnie do lektury, ale też do czepiactwa:
"Uświadamiamy sobie, jak niewiele pozostało z imponującej kultury Majów, upadłej w XVI wieku po inwazji hiszpańskiej. Większość wspaniałych zabytków kultury materialnej nie dotrwało do naszych czasów."
Dwa zdania i tyle nieścisłości !
Można pisać o upadku Azteków albo Inków po inwazji hiszpańskiej, ale nie Majów, bo ich cywilizacja przeżywała rozkwit i upadła na długo zanim narodził się Krzysztof Kolumb. Kiedy Hiszpanie przybyli do Ameryki, największe budowle Majów od stuleci były w ruinie. Majowie trwali, ale w czasie konkwisty od dawna nie byli centrum cywilizacyjnym. To prawie tak jak napisać, że zajęcie przez Anglików Egiptu w XIX wieku spowodowało upadek cywilizacji starożytnego Egiptu.
Po Majach pozostało wiele śladów nie tylko w zabytkach, ale tez w kuchni, języku, zwyczajach...
W takim Meksyku naród meksykański powstał ze zlania się różnych kultur. Równie dobrze można by odwrócić kota ogonem i powiedzieć, że w Meksyku niewiele zostało po imponującej kulturze Hiszpanów (jakieś tam katedry i trochę kolonialnych domów).
Z kolei w takiej Gwatemali rdzenna ludność stanowi 40% społeczeństwa. Kiedy rzucimy okiem na USA i Kanadę i ile tam zostało po Indianach, dostrzeżemy różnicę. Majowie wciąż żyją i choć mają pod górkę zachowują swoją odrębność, zaś języki Majów są cały czas językami żywymi.
Osobny problem to rozplenienie się terminów typu antropolożka, larynglożka, psycholożka. To może jeszcze chirurżka? W przeciwieństwie do lekarki, spikerki, menadżerki, dyrektorki są to dziwotwory niezgodne z zasadami polskiego słowotwórstwa. Niestety, rozpowszechniły się już w mediach wszelakich tak, że mogę tylko rozłożyć bezradnie ręce.
Tak czy inaczej, dziękuję za recenzję. Książkę zamierzam zakupić.

Nie czytywałam „Nowej Fantastyki”
To widać.
Szkoda, bo może wtedy ta recenzja wzniosłaby się nieco ponad nowomodne banały.


Beatrycze, 01-03-2017 15:43:
Bardzo się zdziwiłam, gdy zobaczyłam tę książkę na półce w bibliotece, bo też myślałam, że jest praktycznie nie do dostania.

Przemek, 01-03-2017 13:33:
"Accelerando" dzisiaj jest niemal białym krukiem, podobno znikąd nie da się dostać. Miło przeczytać taką recenzję, nawet po latach.
Na mnie książka wywarła niezatarte wrażenie. Było w niej parę perełek, np. dotyczących ewolucji inteligencji albo ciekawych rozważań (czy syntetyzowana w asemblerze wieprzowina, niepochodząca od prawdziwiej świni, będzie czysta rytualnie?).
Ale zgadzam się, że Stross ma trudności z okiełznaniem własnych pomysłów, chyba podchodzi do nich zbyt entuzjastycznie.


Barbara, 17-02-2017 19:09:
Miło było przeczytać tak staranną i wnikliwą recenzję antologii. Przy okazji dziękuję za sympatyczną wzmiankę o moim "Wheatherby". Serdecznie pozdrawiam!

A czy nikt w szeregu powieści "do oceny i porównania" nie umieszcza "Księgi urwisów"? Socrealistyczny czas powieści i miejscami takież wątki wcale temu dziełu nie przeszkadzają, socrealizm, choć jest nieuniknionym tłem, istnieje tam jakby obok "normalnego" życia szóstoklasistów. Zgłaszam mój głos do protokołu, choć najbardziej cenię własnie "Siódme wtajemniczenie", które wspominam przez całe życie Mam lat prawie 55...), chyba w dobrym momencie je po raz pierwszy przeczytałem, także miałem 10 czy 11 kat, jak córka Pana Ojca.


Barbara, 11-02-2017 18:08:
Pozwolę sobie skomentować drobiazg, który Pani skrytykowała. Akcja "Wheatherby" rozgrywa się w czasach półlegendarnych, przed inwazją Normanów na Brytanię, o których niewiele wiadomo, można jednak przypuszczać, że obyczaje pogańskie nie były całkowicie wytrzebione i istniał silny kult zmarłych oraz, co za tym idzie, różnorakie formy pielęgnowania ich pamięci, z dbaniem o miejsca pochówku włącznie. Wzmianka o porządkowaniu grobów nie jest zatem przejawem bezrefleksyjności. Poza tym podziwiam szczegółową recenzję! Skoro nie podobało się Pani moje opowiadanie, to trudno; są czytelnicy, którym przypadło do gustu, a świat byłby nudny, gdyby wszystkim podobało się to samo. Pozdrawiam :-)

Zgodzę się co do bohaterów - w porównaniu do bogactwa świata (mniejsza z tym, czy konsekwentnego, czy nie), wypadają bardzo blado.
Dodatkowo, co mnie bardzo boli już od czasów "Wygnańca", autor nie potrafi wykreować wiarygodnych postaci kobiecych. Większość jest płaska i sztampowa, a przez to nie wzbudzająca głębszych emocji.


Tomasz, 06-02-2017 10:42:
Święte słowa. Tyle że ja po trochę ponad 400 stronach zrezygnowałem. I to tyle co można powiedzieć.

Tę historyjkę znałem w takim właśnie jednozdaniowym skrócie: o tym, że to Papcio doradził jej uczynienie głównym bohaterem jakiegoś stworzonka. Dzięki za wyjaśnienie.

Leszek, 31-01-2017 21:51:
Fitz - Nazwanie Szarloty Pawel uczennicą Papcia jest nieprecyzyjne. Jak sama autorka opowiadała - po studiach rozpoczęła pracę grafika w "Świecie Młodych". Gazeta właśnie szykowała się do rewolucji - przejścia na druk pełnokolorowy oraz zwiększenia częstotliwości ukazywania się z dwóch do trzech numerów tygodniowo. Dodatkowo planowano zamieszczać komiksy w każdym, a nie jak dotąd co drugim numerze. Jak łatwo policzyć - zapotrzebowanie na komiks wzrosło trzykrotnie, stąd poszukiwanie nowych autorów. Pani Szarlota komiksów dotąd nie robiła, w związku z czym Papcio jako fachowiec dał jej jedną lekcje jak to ma wyglądać - i tyle.
Książka świetna. O ile o początkach Tytusa coś tam wiedziałem, o tyle życie prywatne Papcia było dla mnie zagadką - i z braku informacji zakładałem, że był to szalony artysta rysujący komiks za komiksem w swej samotni. Tak więc bardzo się zdziwiłem! I faktycznie pasjami wbija szpile PRL-owi - ale akurat dla mnie było to wszystko ciekawe, gotowy materiał na film Barei. Jedyne, czego mi w "Żywocie" zabrakło, to coś więcej o bodaj najsłynniejszej uczennicy Papcia w redakcji Świata Młodych: Szarlota Pawel wspomniana jest tylko przelotnie a propos jakiejś imprezy.

Źle się wyraziłam. Chodzi o "oficjalne kroniki" samego Nefasa, zapiski, które zamieszcza sama autorka. Z jednej strony podaje fragment, w którym zachwyca się pobożnością i umartwianiem księcia, który zapisuje Nefas i który ma być oficjalną wersją, a następnie tak, jak było naprawdę (rzecz jasna - wyłącznie w świecie powieści). Zestawia przekłamane, upiększone kawałki z opisami tego, jaki Bolesław rzeczywiście był (w oczach bohatera).

[1] 2 3 136 »

Polecamy

Małpa musi się pobrudzić

Dobry i Niebrzydki:

Małpa musi się pobrudzić
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dysfunkcyjna rodzina w podróży, czyli rzeźnia, która wzrusza
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zabić jelenia gołymi rękami i wyrecytować Konstytucję przez sen
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

You complete me!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Oscary intymne i okruchy życia
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

„Wstręt” w baletkach, czyli prawdziwa sztuka rodzi się w bólach
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Pola, łączki, lasy, czyli zaświaty według Jacksona
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

A idź z tym gniotem!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Krwawa makabra jest dobra
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To jest bingo!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000-2017 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.