Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 stycznia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXXII

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Tytus we wspomnieniach

Esensja.pl
Esensja.pl
Wciąż nawiązując do przedwczorajszego przepięknego jubileuszu Papcia Chmiela, pozwoliliśmy sobie na kilkuzdaniowe refleksje na temat „Tytusa, Romka i „A’Tomka”. Was również zachęcamy do wypowiedzi.
Rok 1985, wycieczka szkolna do Zamościa, przypadkiem trafiony kiermasz książki i 4 zeszyty Tytusa kupione bez najmniejszych problemów. Do dziś pamiętam to rozpierające uczucie szczęścia.
Agnieszka „Achika” Szady
• • •
Z dziesięć (?) lat temu, po wydaniu albumu, w którym Tytus się ożenił, chyba był (lub tylko teraz mi się wydaje) konkurs na scenariusz nowej części. Rozpisałem i rozszkicowałem ze dwie trzecie standardowej grubości, ze wszystkimi bohaterami, po czym wyszedł album, w którym Tytus już żony nie ma i mieć nie będzie. Projektu nie dokończyłem.
Wojciech Gołąbowski
• • •
Obcowanie z Tytusem od najmłodszych lat spowodowało u mnie trwałe zmiany w psychice. Każdego roku podczas urlopu (jeśli go mam) obowiązkowo czytam od deski do deski wszystkie (kanoniczne i apokryficzne) księgi Tytusa Romka i A’Tomka. Jednym z moich ulubionych programów jest „Monkey World”. A jako dorosły już językoznawca, wychowany na „Tytusach”, pasjonuję się tą dziedziną kognitywistyki, która zajmuje się badaniami nad świadomością i językowym komunikowaniem się małp naczelnych. Popieram też wszelkie inicjatywy, aby małpom naczelnym przyznać część praw człowieka, m.in. prawo do osobistej godności.
Joanna Kapica-Curzytek
• • •
Pierwszego Tytusa kupiłem podczas studiów (pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych), bardziej z sentymentu niż rzeczywistej potrzeby zaznajomienia się z. A skąd ten sentyment? Bo kumpel z bloku, z którym kolegowałem się w podstawówce, herszt podwórkowej bandy, miał kilka tomików wydanych jeszcze w latach siedemdziesiątych. Był ów kumpel obiektem mej nieustającej zazdrości z samego faktu posiadania takich skarbów, skarbów, których do domu wypożyczyć się nie dało, w związku z czym istniała możliwość konsumpcji treści jedynie na miejscu. No to się konsumowało, i to z zapałem. Po kilka razy. Z dokładką.
Paweł Laudański
• • •
Pierwsze dwa tomy (bodaj pierwszy i szósty) dostałem jeszcze w przedszkolu. Z tym wiązała się dziecięca wiara, że wszystko, co Papcio Chmiel wymyślił to prawda. Tak więc wierzyłem w możliwość wskoczenia do filmu, doskonałość kokosa jako owocu, erę kamienia gładzonego. Z tego ostatniego wyleczyłem się dosyć późno. Na drugim biegunie było Muzeum Geologiczne (księga o wkrętaczu), które okazało się być dokładnie takie jak narysował je Papcio. Byłem tam ostatnio z czteroletnim synkiem, jest tam nadal głaz narzutowy, szkielety mamuta i nosorożca włochatego. Nie udało mi się tylko zidentyfikować okna, przez które uciekał Romek. Te książeczki naprawdę „uczyły bawiąc”.
Marcin Osuch
• • •
Właściwie z każdą książeczką (przynajmniej z tych pierwszych szesnastu) mam jakieś osobiste wspomnienie. „Wojskową” czytałem w szpitalu, przerysowując wszystkie czołgi, po „kosmicznej” zapragnąłem trafić na taką wystawę astronautyczną, jak w komiksie, „westernową” i „Podróż do ćwierć koła świata” zaczytałem na śmierć. „Harcerska” i „MSR-owska” rozleciały mi się na kawałki i później mogłem czytać już tylko wybrane strony, „Dziennikarską” podczytywałem w „Świecie Młodych” i nie mogłem się doczekać kolejnych odcinków, „Historyczną”, „sportową” i „geologiczną” pożyczałem z biblioteki i później były dla mnie jakąś pamiętną legendą (dopóki nie dorobiłem się własnych tomików. W tejże bibliotece czytałem też wersje powycinane ze „Świata Młodych” i złożone w wielkie „książki”. A ileż z tego było inspiracji do zabaw, do pomysłów, do własnych nieudolnych ilustracji! Jedno z piękniejszych wspomnień dzieciństwa.
Konrad Wągrowski
• • •
A Wy? Jakie macie wspomnienia? Podzielcie się z nami w komentarzach!
koniec
9 czerwca 2013
dodajdo

Komentarze

09 VI 2013   20:45:25

Achika sprawia w komentarzach i recenzjach wrażenie osoby młodszej ;-)

Z Tytusem i resztą kamandy pierwszy raz spotkałem się jeszcze przed podstawówką, była to jedna z rzeczy, na których uczyłem się czytać. Całą, jakby to powiedzieć współcześnie, "sagę" poznawałem niechronologicznie, bo raz trafiła się księga astronomiczna, innym razem wyspy sportowe, znowu potem powrót do Młodzieżowej Służby Ruchu i cyber-klaczki... Od kilkunastu lat nie mam bieżącej styczności z tym uniwersum, ale wiele elementów wciąż pozostaje w moim i moich znajomych idiolekcie (często wywołując umiarkowane zdziwienie osób, które nie kojarzą, skąd pochodzi dany cytat) i wpływa na moje postrzeganie rzeczywistości. Całość cyklu to wybitne osiągnięcie polskiej kultury i fakt, że większość krajowego literackiego Parnasu pogardliwie określa to mianem "tych obrazków" świadczy negatywnie tylko i wyłącznie o tym właśnie, pożal się Boże, Parnasie.

09 VI 2013   22:31:27

Nie chcę wyjść na jakiegoś prastarego "leśnego dziadka", ale na komiksach z Tytusem, Romkiem i Atomkiem uczyłem się czytać ;) Rodzice czytali mi teksty w dymkach a ja starałem się je zapamiętać i tak mimo chodem coś tam zostawało w moich kryształach pamięci ;) Pamiętam, że posiadanie którejś z ksiąg przygód Tytusa i jego przyjaciół było niegdyś niezwykle prestiżowe - oczywiście im liczniejszy był taki zbiór tym lepiej. Sam początkowo miałem tylko kilka, z moją ulubioną kolorowo/czarno białą westernową na czele ale usilnie starałem się rozwijać zbiór. Do tego dochodziło kolekcjonowanie odcinków drukowanych w Świecie Młodych - wycinało się je później i wklejało do specjalnych dużych zeszytów. Swoją drogą podobno drukowano w nim komiksy na ostatniej stronie - dla mnie strona z komiksami była zawsze tą pierwszą i najważniejszą ;)

Co tu dużo mówić, Tytus, Romek i Atomek towarzyszyli mi przez całe dzieciństwo i młodość - to nie był komiks z którego łatwo się wyrasta. Jakżeż ja uwielbiałem tą niczym nie skrępowaną fantazję Papcia Chmiela idealnie wymieszaną z cokolwiek absurdalnym poczuciem humoru. Podziwiałem te wszystkie fantastyczne pojazdy i wynalazki, które z taką łatwością autor wprowadzał do karkołomnych przygód swych bohaterów. Uczłowieczany Tytus był świetnym punktem odniesienia do ukazania ludzkiej natury z jej wadami i zaletami - oczywiście i to po mistrzowsku, nienachalnie i jakby mimochodem ;) Nie wiem, czy cykl bardziej uczył bawiąc czy bawił ucząc ale z pewnością przez długi czas każda księga która wpadła w moje ręce sprawiała mi ogromną przyjemność swą zawartością. Niczego nie ujmując Kajkowi i Kokoszowi, Binio Billowi, profesorkowi Nerwosolkowi, Kudłaczkowi i Bąbelkowi czy Kleksowi - Tytus Romek i Atomek to była jednak klasa sama dla siebie.

W pewnym momencie kolejne przygody zaczęły jednak jakby "brzmieć inaczej" - nie wiem czy już od księgi "muzycznej" czy może "malarskiej". Być może zwyczajnie się postarzałem i przestałem odbierać na odpowiedniej fali - a może szanowny Autor postawił na zbytnie przekombinowanie w którym gdzieś zaczęła się zatracać lekkość i humor znane z wcześniejszych ksiąg. I nasze drogi się rozeszły... Ale choć nie znam najnowszych losów niezwykłej trójki przyjaciół to co jakiś czas z wielkim sentymentem wracam do ich starych przygód :)

I staram się zaszczepić sympatię do Tytusa w kolejnych pokoleniach - jedną z pierwszych rzeczy jakie nauczyłem rysować moją siostrzenicę kiedy miała coś koło 3 lat był portret Tytusa wykonany według wzoru jaki kiedyś został zaprezentowany w jednej z książeczek ;)

09 VI 2013   22:32:04

Cholera, wiedziałam, że podawanie daty było błędem, ale bez niej wspomnienie byłoby ciut niezrozumiałe.
;->

09 VI 2013   23:03:29

Ale to chyba za komplement należy uznać… Czy nie?

10 VI 2013   10:18:55

Zamiary miałem jak najlepsze ;-)

10 VI 2013   11:25:59

Komiksy o Tytusie towarzyszyły mi, w takim samym stopniu jak Kajko i Kokosz, przez całe dzieciństwo (lata 80.). Pamiętam, jak kiedyś jeden z moich wujków, kiedy wkraczał w dorosłość, pozbywał się wielu rzeczy ze swojej młodości. Pozwolił mi z kartonu ze swoimi książkami i komiksami wybrać sobie, co tylko chciałem, no to położyłem łapę na dziesięciu księgach Tytusa. To był istny sezam. :) Niektóre z nich mam do dziś, inne gdzieś wybyły...

Tak jak tam wyżej ender73, nie odbieram na odpowiedniej fali tych nowszych Tytusów. Jedynie słuszne księgi to dla mnie 18 pierwszych (do "malarskiej"). Późniejsze, z całym szacunkiem dla Papcia Chmiela, są... "inne". Nie podchodzą mi i już. Tak czy owak, parę lat temu, kiedy Prószyński wydał od nowa całą serię, nie odmówiłem sobie przyjemności zakupu. I mam tylko jedno zastrzeżenie: dlaczego, u licha, postanowiono wydać księgi otwierane "na boki", a nie "do góry", tak jak to było w oryginalnych wydaniach? Ani to wygodne, ani nieprzypominające tego, co dawniej było. Ale i tak jestem zadowolony, bo całą kanoniczną osiemnastkę Tytusów mam teraz pod ręką i mogę sięgać po nią w każdej chwili. ;)

11 VI 2013   11:42:47

Moim pierwszym "Tytusem" była księga X. Pamiętam, jak w czasach schyłkowego komunizmu, w jakiś jesienny szary wieczór, dostałem ten komiks od mojej mamy, razem z tabliczką czekolady nadziewanej truskawkami. Pamiętam teraz nawet smak tej czekolady, jedzonej podczas czytania :)

"Tytus" ten od razu stał się moim ulubionym komiksem, chociaż miał mocna konkurencję - "Kajtka i Koko w kosmosie", wydanego na gazetowym papierze i "Zamach na Milusia".

Do dzisiaj pamiętam fragmenty tej księgi - bohaterowie musieli przejść przez wszystkie epoki rozwoju, żeby wyprodukować paliwo do Mielolotu.

Komiksy o Tytusie było bardzo ciężko kupić. W księgarniach pojawiały się od czasu do czasu. Na bazarach, na komiksowych stoiskach, niedostępne nigdzie indziej księgi osiągały zawrotne ceny.

W mojej bibliotece była zaczytana doszczętnie "Księga VI - Tytus olimpijczykiem". Nie wypożyczano jej już dzieciakom, bo się rozpadała. Pani bibliotekarka przyniosła mi ja kiedyś z jakiegoś magazynu, bo ją za każdym razem nagabywałem o "Tytusy" :)

Wypożyczyłem ten album chyba z 15 razy. Za jakimś szesnastym razem pani bibliotekarka westchnęła i dała mi do wypełnienia kwitek "zagubienia/zniszczenia książki" i powiedziała, żebym sobie zabrał tego Tytusa do domu. Nie mogłem uwierzyć, że dostanę go "na zawsze".

Zabrałem. I został w domu na zawsze. To znaczy, do momentu, kiedy pożyczyłem go pod koniec szkoły podstawowej koledze, razem z większym pakietem "Tytusów".

Już do mnie nigdy nie wróciły.

Żegnajcie, Tytusy. Mam nadzieję, że jakiś dzieciak jeszcze się wami cieszy :)

21 VI 2013   15:31:29

bez przesady Achika, trzymasz się lepiej niż niejedna nastolatka, jak to się mówi jesteś nieźle "zakonserwowana", co do Tytusa to pierwszą moją księgą była chyba II, ale to było tak dawno... :)

26 VIII 2015   22:52:37

Pierwszego Tytusa czytałem gdzieś na początku lat 80., to była księga XV, zresztą pożyczona od kuzyna. Potem przez kilka dobrych lat zbierałem z komiksów (nie tylko TRiA) wszystko co wpadło mi ręce, na kiermaszach, w antykwariatach czy drogą wymiany z tymże kuzynem. Zebrałem łącznie kilkanaście ksiąg (bez I-IV), najbardziej przypadły mi do gustu XIV, XVI, XVII (tą ostatnią czytałem na żywo w Świecie Młodych).

Gdy skończyłem podstawówkę jakoś przestałem się interesować komiksami - cała licząca około 150 pozycji kolekcja kurzyła się na półce i gdy po maturze wyprowadziłem się do innego miasta nie zabrałem jej ze sobą - prawdopodobnie trafiła na makulaturę. Dziś kupuję Tytusy synowi, ale to nie to samo i dla mnie, i dla niego.

Co do Tytusa to jednak był on dla mnie numerem dwa, po Kajku i Kokoszu (komiksy Christy miałem wszystkie, poza ostatnim, który wyszedł już w końcówce PRL). Śmieszny był, owszem, ale to był taki wyrafinowany humor, który nie do końca trafiał w mój gust, no i ten dydaktyzm - a akurat ja nie potrzebowałem uczyć się z komiksów. K&K choć oferował rozrywkę dużo bardziej przyziemną i przaśną bardziej przemawiał do młodego chłopaka - awantury, skarby, potyczki ze zbójcerzami i tak dalej.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Po komiks marsz: Styczeń 2018
Esensja Komiks

12 I 2018

Pierwszy komiksowy miesiąc Anno Domini 2018 zapowiada się atrakcyjnie. Nas bardzo cieszy kolejny album z przygodami Binio Billa ale każdy znajdzie coś dla siebie.

więcej »

Pożegnania 2017 (1)
Jarosław Loretz

12 I 2018

Przypomnijmy sobie, kto odszedł w roku 2017. Dziś miesiące styczeń-marzec.

więcej »

Kadr, który…: Siostrilla
Agnieszka ‘Achika’ Szady

11 I 2018

Czytelnikom mającym rodzeństwo ten kadr zapewne przypomni ich własne wczesnonastoletnie lata.

więcej »

Polecamy

Koniec nieskończoności

Marvel:

Koniec nieskończoności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nieskończoność megalomanii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ostatnie łowy doktora Octopusa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.