Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Wielki Ranking komiksów Thorgala

Esensja.pl
Esensja.pl
[1] 2 3 5 »
Już wkrótce pojawi się na rynku pięćdziesiąty pierwszy komiks ze świata Thorgala (wliczając w to wszystkie albumy cyklów odpryskowych – „Młodzieńczych lat”, „Louve” i „Kriss de Valnor”). A to oznacza, że obecnie istnieje ich dokładnie pięćdziesiąt. A to z kolei oznacza, że czas na kolejny Wielki Ranking Esensji, w którym posortujemy te wszystkie komiksy od najgorszych do najlepszych i przypomnimy sobie barwne światy różnych wikingów z kosmosu, powietrznych statków, genialnych łuczników, nordyckich bogów i im podobnych.
Thorgal: Królestwo pod piaskiem
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
50,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wojciech Gołąbowski
W dwudziestym szóstym albumie przygód Thorgala Aegirssona – zajmującym zaszczytne ostatnie miejsce na naszej liście – twórcy zdradzają wreszcie szczegóły pochodzenia Dziecka Gwiazd. Waląc tą informacją czytelnika niczym obuchem po głowie. Przypomina się w tym momencie kawał o owijaniu w bawełnę, ale ze względu na licznie występujące w nim wulgaryzmy, nie będę go tu przytaczać… Nie będę też przytaczać innych wulgaryzmów – tych, które pchają się na usta podczas lektury „Królestwa pod piaskiem”. Skąd się biorą? Ano, gdyby nie wspaniałe kolory, miejscami nie byłoby na co patrzeć… Scenarzysta pokazuje, że nie jest w stanie rozpisać akcji z udziałem wszystkich członków rodziny wikingów, którzy – poza początkowymi planszami – są tylko ozdobnikiem, elementem tła i na dodatek wprowadza kolejne osoby do „drużyny” – które zresztą zostaną szybko pożegnane… Thorgal raz ma włosy krótkie, raz długie, Aaricia już nie jest Aaricią… Ech… Przy lekturze „Królestwa pod piaskiem” bardzo mocno powracała myśl, że czas już kończyć ten cykl…
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
50,0 (55,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
Sebastian Chosiński
W „Skaldzie”, piątym tomie odpryskowego cyklu „Louve” obserwujemy dalsze losy najważniejszych dla Thorgala kobiet: żony i córki. Ta pierwsza, ulegając namowom Lundgena, odpływa razem z nim ze wsi. Na łodzi jednak – i to znacznie szybciej niż nakazywałaby logika wydarzeń – przekonuje się o kłamstwach kochanka i jego paskudnym charakterze. Nie mogąc dłużej mu ufać, Aaricia decyduje się na nadzwyczaj desperacki krok, który – gdybyśmy mieli do czynienia z w miarę racjonalną opowieścią – powinien zakończyć się śmiercią kobiety. Ale jest dokładnie na odwrót: w ostatniej chwili zostaje uratowana, dzięki czemu wszystko będzie mogło zmierzać prostą drogą do happy endu (i nawet jeśli to deus ex machina ma jakieś wytłumaczenie, dziwi, że dla samej Aaricii nie jest niczym szczególnie zaskakującym). W tym samym czasie Louve stara się umknąć przed tropiącą ją Raissą, wilczycą w ludzkiej skórze, działającą na zlecenie maga Azzalepstöna. Jako że za jedynego towarzysza niedoli ma małpkę, dziewczynka zmuszona jest rozmawiać głównie ze sobą, co prowadzi do tego, że przez sporą część dzieła czytelnicy raczeni są monologami wewnętrznymi córki Thorgala. Nie trzeba chyba dodawać, że nie jest to literatura na poziomie zadowalającym nawet mniej wybrednego odbiorcę komiksów? Największym grzechem „Skalda” jest jednak przede wszystkim całkowity brak emocji; w przeciwieństwie do uczuć, które targały bohaterami w poprzednim tomie, w tym wszystko zdaje się być kalkulowane na zimno. Poza tym dużo jest nieprawdopodobieństw i rozwiązań „na skróty”. Co gorsza, do poziomu Yanna dopasował się tym razem również Surżenko, którego rysunki sprawiają wrażenie robionych w pośpiechu; często pozbawione są szczegółów tła. Wizualnie „Skald” nie zachwyca także z tego powodu, że akcja przez dziewięćdziesiąt procent czasu rozgrywa się w puszczy; Surżenko, zmuszony przez le Pennetiera głównie do malowania drzew, krzewów i porośniętych mchem głazów, nie ma więc zbyt wielu okazji, by zaprezentować swój talent. Skacząca, wzorem małpki, po konarach Louve zaczyna zaś bardziej przypominać Tarzana, niż odważną córkę nieustraszonego Wikinga. Czy coś jest jeszcze w stanie uratować ten spin-off przed ostateczną katastrofą?
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
60,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Sebastian Chosiński
Czytając streszczenie fabuły „Królowej ciemnych elfów”, można odnieść wrażenie, że będziemy mieć do czynienia z całkiem interesującą opowieścią – problem w tym, że w dalszej części akcja, zamiast się rozwijać linearnie, krąży wokół wciąż tych samych motywów, przypominając psa, który z zacięciem stara się dogonić własny ogon. Pojawia się więc cała masa odnośników do głównonurtowego „Thorgala”, które w rzeczywistości nie służą chyba jednak niczemu innemu, jak tylko udowodnieniu czytelnikowi, że Yann skrupulatnie odrobił zadanie domowe dane mu przez wydawnictwo Lombard i szczegółowo przeanalizował historie wymyślone przed laty przez Jeana Van Hamme’a. Yann nie podjął próby wpisania starych bohaterów w nowe realia – przypisał im dokładnie te same role, jakie pełnili wcześniej. Gdyby nie postać owładniętej obsesją panowania nad światem bogów królowej czarnych elfów, można by odnieść wrażenie, że szósty tom „Louve” to patchwork zrobiony z samych odrzutów. Tym, co ratuje album przed totalną katastrofą, jest zakończenie. Prowadzona od pewnego momentu kilkoma oddzielnymi drogami fabuła zmierza bowiem do przesilenia i… zostaje przerwana dokładnie w tych momentach, które wydają się najciekawsze. A co z grafiką? Czy da się napisać coś nowego o albumie, który – licząc główną serię i wszystkie spin-offy – jest pięćdziesiątym na liście? Rosyjski rysownik wykonuje swoje zadanie poprawnie, a że nie jest w stanie doprowadzić czytelnika do zachwytu – nie dziwi, skoro scenariusz pozbawiony jest rozmachu i fajerwerków. Problem z „Louve” też jest taki, że do końca nie wiadomo, dla kogo seria ta powstaje. Kto ma być jej adresatem. Sądząc po tytułowej bohaterce, targetem są w tym przypadku głównie nastoletnie dziewczynki – i to raczej te z końcowych klas podstawówek, aniżeli z gimnazjów. Pytanie tylko, czy one czytają komiksy? A jeżeli tak, to czy na pewno będą miały ochotę sięgnąć po – kojarzonego zazwyczaj z męską przygodą – Thorgala? Czy Louve – jako postać, wokół której ogniskuje się fabuła – nie wyda im się zbyt naiwna i infantylna?
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
36,0 (25,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
Jakub Gałka
Thorgal trafia w poszukiwaniu Aniela na Bliski Wschód, wspierany przez Petrowa, Lehlę i nowo poznaną, tajemniczą, orientalną piękność. I… to właściwie tyle, bo poza dotarciem na miejsce fabuła nie posuwa się specjalnie do przodu. Przede wszystkim dlatego że gros albumu Sente wypełnia opowiadaną w retrospekcji historią Kah-Aniela i działaniami trzecioplanowych bohaterów spiskujących przeciwko Thorgalowi, a także podróżą młodego Aniela z czerwonymi magami. Ten pierwszy wątek jest przesadnie skomplikowany, ten drugi zbyt prosty – a oba niespecjalnie ciekawią i nie sposób się oprzeć wrażeniu, że cały „Kah-Aniel” to zwyczajny wypełniacz w historii, na którą scenarzysta nie miał pomysłu. Co ważniejsze jednak, brniemy wraz z Sentem w kolejne wydarzenia, które mocno naruszają etos Thorgala i jego rodziny, a tym samym stanowią zamach na coś, co zdawało się esencją całego cyklu. Właściwie od samego początku (gdzieś do momentu „Strażniczki kluczy”) do bólu prawy wiking ratował z opresji oddaną i wierną żonę. Z perypetiami, ale bez sprzeniewierzania się wyznawanym wartościom – i za to właśnie go lubiliśmy. Z „Królestwa chaosu” pamiętamy, że zbłądziła Aaricia, a w „Trzech siostrach Minklesonn” dowiedzieliśmy się, że Thorgal już w młodości miewał gorsze momenty. Co tym razem? Dość powiedzieć, że i Thorgal i Jolan lądują w łóżku z dość niespodziewanymi osobami, a ich miłostki mają wymiar wcale nie przypadkowy i chwilowy.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
16,0 (15,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
Jakub Gałka
W „Sojuszach”, czwartym tomie spin-offowego cyklu „Kriss de Valnor” scenarzysta Ives Sente, zamiast skupić się na przygodach przeżywanych przez głównych bohaterów, mnoży wątki i postacie drugoplanowe, dając im do dyspozycji całe plansze. Przez to komiks sprawia wrażenie niepotrzebnie przegadanego, rozkładającego na czynniki pierwsze drobne wydarzenie albo wsiąkającego w retrospektywne opowieści, podczas gdy podstawowy wątek fabularny nie posuwa się specjalnie do przodu. W poprzednim odcinku Kriss schwyciła berło, a teraz wciąż tkwi w zawieszeniu, nie mając pewności, czy wikingowie zaufają jej jako królowej. Całe szczęście, że nie musi się spieszyć, bo cesarz Magnus nadciąga bardzo powoli, więc na ostateczne rozwiązanie tej sagi czytelnik będzie musiał trochę poczekać. Dodajmy też, że Giulio de Vita okropnie zepsuł swoją kreskę, pozwalając na sporo niechlujstwa zwłaszcza wobec tytułowej bohaterki, która bądź co bądź powinna być „koniem pociągowym” albumu. Tymczasem nawet w sytuacjach intymnych Kriss nie przypomina samej siebie. „Złego” Thorgala już mieliśmy i przeboleliśmy, ale nieseksowna Kriss? To już chyba o krok za daleko.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
16,0 (10,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
Sebastian Chosiński
Fabuła piątej odsłony odpryskowego cyklu o Kriss de Valnor nie jest zbyt skomplikowana; wszystko toczy si wokół zbliżającej się wielkimi krokami śmiertelnej batalii. Mamy więc okazję obserwować przygotowania do walki, różnego rodzaju zabiegi obu stron mające zapewnić im końcowy sukces, wreszcie – samo starcie, podczas którego Kriss ma okazję po raz kolejny dowieść swej niespotykanej odwagi i sprytu, a Jolan – mimo młodego wieku – ogromnej mądrości. W sumie można więc rzec, że o najważniejszych bohaterach nie dowiadujemy się niczego nowego. Wczytując się w „Czerwoną jak Raheborg”, można odnieść wrażenie, że punkt kulminacyjny albumu, czyli bitwę w dolinie, Yves Sente nakreślił bardzo ogólnie, przerzucając główny ciężar jej atrakcyjnego przedstawienia na rysownika. W efekcie włoski grafik Giulio De Vita, choć na pewno przyłożył się do pracy nie mniej niż przy wcześniejszych częściach serii, niewiele miał do zaoferowania. Nie uświadczymy więc żadnego szczególnego zwrotu akcji ani zapierających dech w piersiach scen batalistycznych. Pod tym względem potencjał, jaki niósł ze sobą i tak średnio intrygujący scenariusz, został jeszcze bardziej zmarnowany. Inna sprawa, że i rysunki De Vity nie robią najlepszego wrażenia. Są nazbyt uproszczone, czego ofiarą padają przede wszystkim twarze bohaterów. Na tle malarskich grafik Grzegorza Rosińskiego, zdobiących kolejne tomy „Thorgala”, wypadają trochę jak – proszę wybaczyć drobną przesadę – dziecinne obrazki. Ktoś może w końcu stwierdzić, że komiks ten jest przecież lekturą dla nastolatków, ale mimo wszystko nie zapominajmy, iż krew leje się w nim strumieniami, a przemoc jest głównym środkiem do osiągnięcia celu.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
25,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Konrad Wągrowski
Spójrzmy prawdzie w oczy – Thorgal jako postać został już wyeksploatowany do cna. Wszystko, co zostaje dopisane, jest jakąś wariacją na temat jego przygód w przeszłości. Nie jest on jednocześnie tak barwnym bohaterem (ze względu na swą krystaliczność i szlachetność, które nigdy nie sprzyjają wielowymiarowości), by można było wokół niego wciąż kreować coś nowego i chwytliwego. Jedną szansą dla bohatera byłaby więc jakaś ogromna zmiana, zrobienie z niego, powiedzmy, jakiegoś Shaigana Bezlitosnego (ups, to też już było!), ale wtedy zapewne nie byłby to już Thorgal. Może więc czas naprawdę przenieść go na trzeci plan i dać szanse młodszym? I niby to się w w „Bitwie o Asgard” dzieje – równoprawnym, jeśli nie głównym bohaterem jest Jolan. Ale przecież w najnowszym albumie aż 13 plansz poświęconych jest nadal Thorgalowi. Co gorsza, te 13 plansz to miejsce zmarnowane. Niby coś się na nich dzieje, ale ani nie jest to specjalnie ciekawe, ani nie posuwa fabuły do przodu. Powiedzmy sobie szczerze – jedyna jakoś odnotowana nowość na tych planszach to wprowadzenie jakiegoś enigmatycznego Rosjanina. Czy naprawdę było warto? Tytułowa bitwa w dużej mierze opiera się na nadziewaniu olbrzymów małymi strzałami i aż się prosi, by rozwinąć temat, pokazać przywódcze zdolności Jolana, zbudować jakąś strategię, dodać dramaturgii. Na domiar złego zakończenie rozbudowanej historii w stylu „przychodzi sprawiedliwy bóg i rozsądza wszystko” jest jednym z najgorszych pomysłów fabularnych i dramatycznym przejawem lenistwa scenarzysty.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
30,0 (20,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
Konrad Wągrowski
Akcja „Wyroku walkirii” zaczyna się tam, gdzie kończyło się „Nie zapominam o niczym”. Kriss i Sigwald, stojąc nad grobem córki tego drugiego, decydują się na dopełnienie sprawiedliwości i uwolnienie świata od zdegenerowanego władcy, odpowiedzialnego za śmierć dziewczynki. Każdy, kto spodziewa się w tym momencie zawiłej intrygi, srodze się zawiedzie. Cała sprawa zostaje załatwiona szybko, w sposób nieskomplikowany i niespecjalnie interesujący. Taki jest zresztą cały ten komiks – nieskomplikowany, niespecjalnie interesujący, wyraźnie narysowany po to, by domknąć dającą – zdaniem twórców – mało możliwości na przygody Kriss retrospektywę jej życia. A Kriss nadal nie jest Kriss. Nie taka, jaką znamy z „Łuczników” i kolejnych części. Retrospekcja wcale wiele nie wyjaśniła, nijak nie wytłumaczyła jak możliwe jest takie połączenie uroku osobistego, bezwzględności, manier księżniczki i rozbójniczki, cynizmu i okrucieństwa w jednej z najbarwniejszych postaci światowego komiksu. To tylko nudne odrobienie lekcji według schematu „Kriss ma za co nienawidzić świata, świat ma za co nienawidzić Kriss”. Co więcej, cały ten wątek opowieści o przeszłości bohaterki mocno rozczarowuje od strony narracji – mieliśmy poznać złożoną historię życia wojowniczki, dostaliśmy kilka sztampowych slajdów i mamy poczucie, że temat został zmarnowany, i że stanowczo zbyt szybko doprowadzono bohaterkę do momentu łączącego opowieść z tomami klasycznego „Thorgala”.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
50,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Konrad Wągrowski
Kriss de Valnor, wykazawszy się talentami Sherlocka Holmesa i Boby Fetta, znalazła sposób na powrót zza grobu na karty komiksu. Pomysł na cykl odpryskowy jest porażająco prosty. Kriss staje przed gremium zwanym Trybunałem Walkirii. Jej życie jest niejednoznaczne; jeśli sąd uzna ją godną wejścia do Walhalli, tam właśnie trafi, jeśli nie – czeka ją wieczne błąkanie się pośród lodowatych mgieł Niflheimu. Z oczywistych względów ta druga perspektywa nie jawi się atrakcyjnie – ale, aby podjąć decyzję, należy ocenić całe życie Kriss. Cofamy się więc do jej dzieciństwa… Głowny problem jednak w tym, że spin-offowa Kriss… to nie jest Kriss. Jej cechą rozpoznawczą do tej pory była nie tylko bezwzględność, ale też podstępność i notoryczna skłonność do zdrady, połączona z dumą i przekonaniem o własnej wyższości. Taką postacią mogłaby być jakaś upadła księżniczka czy wojowniczka z dalekich krain, nie natomiast zaszczuta dziewczynka, która w desperacji sięga po nóż. Młoda Kriss bywa okrutna, ale jest też lojalna i kieruje się jakimś poczuciem sprawiedliwości, a to już cechy zupełnie innej osoby. Dziwnie w tym brzmi tytułowe credo dziewczyny „Nie zapominam o niczym”, bo właśnie wygląda na to, że o czymś jednak zapomniała… O stronę graficzną komiksu zadbał Giulio de Vita, który zastąpił Grzegorza Rosińskiego i próbuje mocno naśladować jego styl. Tylko nie bardzo widzę sens umieszczenia serii rysunków przedstawiającej nagą Kriss. Czyżby to jakieś nawiązanie do tendencji Rosińskiego? Tyle tylko, że ten rysował dojrzałą kobietę, a de Vita… trzynastoletnią dziewczynkę. Nie, uspokajam, nie ma tu jakiegoś epatowania erotyzmem dziecka, rysunki są brzydkie i raczej wyjątkowo aseksualne, ale każe to zadać pytanie, jaki w ogóle jest sens ich wprowadzania.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
35,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Konrad Wągrowski
Ives Sente nie dał się dotąd poznać jako scenarzysta tworzący zwarte, spójne historie. Nie inaczej jest z jego „Thorgalem” – główne wrażenie po lekturze „Tarczy Thora” jest następujące: jak można było na 48 stronach komiksu powiedzieć tak mało? Graficznie otrzymujemy kolejny album w nowym stylu Rosińskiego. I znów można mówić o tych samych zaletach i wadach. O ile więc tło (wnętrze zamku Manthora, brama do Międzyświata) i pejzaże nieraz mogą naprawdę się spodobać (choć może nie na ostatniej planszy), to problem z twarzami pozostaje niezmienny. Znów nawiązując do „Mody na sukces” – widząc Thorgala i Aaricię ma się wrażenie, że odgrywający ich role aktorzy nagle nie przedłużyli kontraktu i trzeba było ich zastąpić zupełnie nowymi, symulującymi jedynie podobieństwo. Mimo wszystko nadal ta historia miała potencjał. Manthor jest postacią tajemniczą i niejednoznaczną, zamieszani w historię są najważniejsi bogowie, młodzi towarzysze Jolana nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Szkoda, że Sente nie potrafił zapanować nad rozwlekłością swych scenariuszy, skomplikować postać Jolana i odejść od utartych schematów serii.
[1] 2 3 5 »
dodajdo

Komentarze

« 1 4 5 [6]
07 XI 2016   22:18:07

Zaraz będą pytania gdzie jest "Szkarłatny płomień" :-)

08 XI 2016   13:44:40

A gdzie "Rajska Grota"?

08 XI 2016   14:29:27

"Rajska Grota" była opublikowana w albumie "Zdradzona czarodziejka". To ranking albumów.

08 XI 2016   22:58:28

Dla mnie jednak wygrywa "Władca gór". Żaden inny album Thorgala nie zrobił na mnie takiego wrażenia, ta pętla czasowa... Cudo! "Łucznicy" niestety mnie znudzili.

08 XI 2016   23:56:26

O pisowni wikinga/Wikinga:

http://dziejopisarstwofantastyczne.blogspot.com/2015/03/mity-historii-duzy-wiking-czy-may-wiking.html

13 XI 2016   17:00:33

W końcu jakiś ranking na poziomie bo ten o horrorach powinniście zakopać lub utopić w szambie tak by nie wypłynęło.

13 XI 2016   19:59:23

@Grzegorz

A ty co, niedouczony znawca, którego inteligencja ledwo co znad szamba wystaje?

20 XII 2016   19:22:45

Skąd wiesz, że niedouczony? Patrząc po brakach to redakcja powinna się douczyć. I to poważnie.

01 VIII 2017   01:11:05

Bardzo dobry, opisowy ranking. Wg mnie:

1. Łucznicy - za spójność czystej przygody i świetne rysunki, w tym za okładkę.
2. Czarna galera - za dramatyzm, grę kolorami (na początku)i okładkę.
3. Gwiezdne dziecko - za mitologię i science fiction i fajną okładkę.
W osobnym rankingu Thorgalowych okładek, to bym obstawiał Alinoe, spore szanse miałby też Roman Surżenko.
Pozdrawiam.


« 1 4 5 [6]

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kadr, który…: Sącząca się groza
Agnieszka ‘Achika’ Szady

23 XI 2017

Tym razem dwa kadry, ale to dlatego, że są bardzo małe.

więcej »

Kadr, który…: Zwykły dzień w Puławach
Wojciech Gołąbowski

16 XI 2017

W drugim w tym cyklu spotkaniu z ppor. Marianem Bernaciakiem „Orlikiem” spojrzymy na Puławy.

więcej »

Po komiks marsz: Listopad 2017
Esensja Komiks

10 XI 2017

Komiksowy listopad, podobnie jak kilka ostatnich miesięcy, zapowiada się imponująco. Wygląda na to, że każdy znajdzie coś dla siebie, chociaż można odnieść wrażenie, że dominują superbohaterowie.

więcej »

Polecamy

Przeczytać Panterę i zapomnieć

Marvel:

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oto wizja wpadki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Głos suwerena wysłuchany
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ogniu krocz za mną
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Inne recenzje

Kadr, który…: Bohater sponiewierany (ale nie za mocno)
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Przeżyjmy wszystko jeszcze raz
— Sebastian Chosiński

Gdy jedni giną, innych pożera… miłość
— Sebastian Chosiński

Dylematy moralne królowej
— Sebastian Chosiński

Zdradzona wojowniczka
— Sebastian Chosiński

Louve jak Tarzan
— Sebastian Chosiński

Bestia okiełznana
— Sebastian Chosiński

Dziewczynka, która powoli staje się kobietą
— Sebastian Chosiński

Po komiks marsz: Kwiecień 2014
— Esensja

Jak stracić głos i zyskać męskość
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

Bogowie też popełniają błędy. I starają się je naprawiać…
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Maj 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Kapitan Żbik: Po nitce do zbrodniarza
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Piękna rudowłosa
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Historyk sztuki to bardzo niebezpieczny zawód
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Grudzień 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Kapitan Żbik: Królowa, dla której warto zabić
— Sebastian Chosiński

Raport z oblężonego Bag Dadhu
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

10 najładniejszych okładek „Thorgala”
— Esensja

Ranking Thorgala – dziś trzecia dziesiątka
— Esensja

Komiksowy patronat
— Esensja

Najlepsze komiksy 2014 roku
— Esensja

Wybieramy komiks roku 2014 – nominacje
— Esensja

Pomóż przy wydaniu przygód Tajfuna
— Esensja

Najlepsze komiksy 2013 r.
— Esensja

Tytus we wspomnieniach
— Esensja

Papcio Chmiel kończy 90 lat!
— Esensja

Najlepsze komiksy roku 2012
— Esensja

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.