Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 27 kwietnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Historia w obrazkach: Awanturnik spod jasnej gwiazdy

Esensja.pl
Esensja.pl
Drugi wydany w Polsce tom przygód marynarza Corto Maltese – „Ballada o słonym morzu” – jest oryginalnie pierwszym albumem cyklu, powstałym niemal czterdzieści lat temu. Widać w nim jeszcze pewne niedoskonałości kreski Hugo Pratta, nieco rozwleczony może się też wydawać scenariusz. Nie zmienia to faktu, że „Ballada…” jest doskonałą zapowiedzią geniuszu włoskiego twórcy i dziś jeszcze może fascynować miłośników epickich opowieści.

Hugo Pratt
‹Corto Maltese: Ballada o słonym morzu›

Corto Maltese: Ballada o słonym morzu
EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCorto Maltese: Ballada o słonym morzu
Tytuł oryginalnyLa ballade de la mer salée
Scenariusz
Data wydaniaczerwiec 2004
RysunkiHugo Pratt
PrzekładMonika Gurgul
Wydawca POST
CyklCorto Maltese
ISBN-1083-919142-2-4
Format225×295
Cena34,90
Gatunekprzygodowy
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 32,00 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Corto Maltese – jedna z najważniejszych postaci w historii włoskiego komiksu – to marynarz-awanturnik, który narodził się lat temu prawie czterdzieści w głowie scenarzysty i rysownika Hugo Pratta. Zafascynowany dziewiętnastowiecznymi powieściami awanturniczo-przygodowymi spod znaku Juliusza Verne’a, Waltera Scotta, czy też Aleksandra Dumas, postanowił stworzyć bohatera nawiązującego do postaci znanych z powieści mistrzów. Dorzucił do tego zainteresowanie egzotyką – nade wszystko krajami Ameryki Łacińskiej, czy też Dalekiego Wschodu – które swój największy rozkwit przeżywało w okresie międzywojennym (także w polskiej literaturze ślad ten jest wyjątkowo wyrazisty, począwszy od Kornela Makuszyńskiego, poprzez Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego, aż po brazylijskie reportaże Zbigniewa Uniłowskiego) – i dzięki temu znalazł znakomite tło dla przygód obdarzonego niezwykłym hartem ducha wenecjanina.
Akcja komiksów Pratta rozgrywa się w tamtym okresie, na przełomie drugiej i trzeciej dekady XX wieku: „Corto Maltese na Syberii” to przecież okres wojny domowej w porewolucyjnej Rosji, z kolei – chronologicznie wcześniejsza – „Ballada…” obejmuje kilka miesięcy lat 1913-1914. Wcale nie tak odległe są też miejsca akcji: z jednej strony, w „Balladzie…”, są to niewielkie wysepki Oceanu Spokojnego (na północny wschód od Australii), z drugiej – rosyjski i mongolski Daleki Wschód. Coś więc wyjątkowo ciągnie Corto w te zakątki globu…
Trochę źle się jednak stało, iż w pierwszej kolejności wydawca zaoferował nam szósty tom przygód Corto Maltese, a dopiero kilka tygodni później album, który całą serię rozpoczął (wcześniejszy aż o siedem lat). Biorąc pod uwagę, iż sam cykl, jak również postać głównego bohatera, znacznie ewoluowały, iż w dalszych tomach pojawiały się postaci przewijające się już wcześniej, to naruszenie chronologii może wprowadzić odrobinę zamętu w głowach czytelników. Przydałoby się więc, o ile Post zechce wydawać kolejne albumy, zachować już teraz oryginalną kolejność. Jest to ważne chociażby dla dokładnego śledzenia ewolucji stylu graficznego Pratta: od miejscami trochę nieporadnych rysunków w „Balladzie…”, aż do perfekcji „Syberii”, gdzie autor nie wahał się przed zatrudnieniem pomocników do rysowania pojazdów opancerzonych.
Akcja powieści zaczyna się według przepisu Alfreda Hitchcocka: od trzęsienia ziemi. Jest 1 listopada 1913 roku. Po wielkiej burzy i sztormie, które wstrząsnęły Oceanem Spokojnym, statek dowodzony przez kapitana Rasputina (niezwykle barwna postać, która powracać będzie jeszcze na kartach kolejnych albumów cyklu), znajduje szalupę z dwójką rozbitków: młodą dziewczyną Pandorą Groosvenor i jej bratem Kainem, którzy ocaleli z katastrofy statku „Dziewczyna z Amsterdamu”. Młodzi wdzięczni są za uratowanie życia, ale bardzo szybko okazuje się, że wpadli z deszczu pod rynnę. Trudno prorokować, jakie byłyby ich dalsze losy, gdyby nie kolejne wydarzenie, które ma miejsce tego samego dnia, kilka godzin później. Statek Rasputina napotyka tratwę, do której przywiązany jest linami samotny marynarz. W ten sposób poznajemy Corto Maltese, którego tak nieludzko potraktowała zbuntowana załoga. Okazuje się, że Corto doskonale zna Rasputina. Stosunki między tą dwójką są niezwykle skomplikowane, co często prowadzi do nieoczekiwanych zwrotów akcji i jest całkiem niezłym motorem napędowym akcji.
Rasputin i po trochu również sam Corto są piratami. Napadają na statki kursujące w tych rejonach Pacyfiku, grabią przewożone przez nie towary i odsprzedają stałym kontrahentom – Niemcom, co w przededniu wybuchu I wojny światowej ma dodatkowe znaczenie i także pozostaje nie bez znaczenia dla dalszego przebiegu wydarzeń. Nie robią tego jednak na własny rachunek. Za ich działaniami stoi tajemniczy Mnich, który zbudował swoje imperium – na wzór hiszpańskich konkwistadorów – na zapomnianej przez ludzi wysepce Escondida. Rządzi tam jak udzielny książę, czczony przez miejscowych Maorysów niemal jak pół-człowiek, pół-bóg. Mnich nikomu nie pokazuje swojej twarzy, chodzi przez cały czas w habicie i zakrywa głowę kapturem (stąd tytuł, jakim jest obdarzany przez swoich współpracowników), jakby skrywał jakąś straszną tajemnicę. Losy Mnicha, Corto Maltese, Rasputina, a nawet Pandory i Kaina są ze sobą sprzęgnięte – jak w każdej dziewiętnastowiecznej epickiej powieści Hugo Pratt na zakończenie na szczęście rozwikła (niemal) wszystkie wątki.
Największym atutem „Ballady…” jest wielowarstwowa fabuła. Akcja toczy się miejscami dość leniwie, to znów nabiera niespodziewanego rozpędu. Bohaterowie z krwi i kości, których można i kochać (Corto), i nienawidzić (Rasputin), jak również tacy, którzy wzbudzają mieszane uczucia (Mnich) – nie pozwalają oderwać się od tej historii. Czytelnik szybko daje się porwać bezkresnej jak Ocean Spokojny wyobraźni autora i płynie wraz z nim nieprzerwanie aż do samego końca. Poza głównymi bohaterami, wyśmienicie nakreślone zostały jednak również postaci drugoplanowe: Maorys Tarao, walczący o niepodległość swojego ludu, służący Mnichowi Cranio, który potrafi sprzeciwić się swemu panu, gdy ten nie cofa się przed postępowaniem moralnie dwuznacznym, w końcu – najbardziej tragiczna i tym samym wzbudzająca chyba najwięcej (prócz Corto) sympatii postać niemieckiego porucznika Sluettera.
Prattowi udaje się doskonale unikać mielizn stereotypów i fabularnych klisz. U niego Niemcy wcale nie muszą być skończonymi łajdakami, a Anglicy jedynie wytwornymi dżentelmenami. Każdy z bohaterów ma swój bagaż doświadczeń, który go ukształtował i wpłynął na jego postępowanie i podejmowane przezeń decyzje. Choć to historia stricte przygodowa, nie sposób nie dostrzec wiarygodności psychologicznej poszczególnych postaci. Jedyne, co odrobinę psuje radość lektury, to takie pokierowanie akcją, iż trochę zbyt szybko czytelnik odkrywa tajemnicę Mnicha, a raczej – zaczyna się domyślać jej rozwiązania.
Podjęty przez autora temat i – nade wszystko – rozmach, z jakim go potraktował, czynią z tego albumu dzieło wyjątkowe. Nie wahałbym się przed określeniem „Ballady…” mianem „powieści graficznej”, albo – dla purystów – „komiksu epickiego”. Nosi ona bowiem wszelkie znamiona klasycznej powieści awanturniczo-przygodowej, z tą różnicą, że przedstawionej przy pomocy rysunków i dialogów w „dymkach”. Czarno-białe rysunki są natomiast doskonałym dopełnieniem opowiedzianej przez Pratta historii. Bywają ascetyczne, kiedy wymaga tego fabuła, jakby autor nie chciał zawracać czytelnikowi głowy szczegółami, odrywając go od nabierającej przyspieszenia akcji. Kiedy zaś akcja zwalnia, Pratt z upodobaniem dopieszcza każdy kadr, nie zapominając np. o dokładnym odzwierciedleniu okładki książki, którą czyta Rasputin, czy też baretkach na mundurze i monoklu w oku dowódcy niemieckiego statku, kapitana Gallanda. Widać rękę prawdziwego mistrza. Nie dziwi zatem fakt, że we wstępie do „Ballady…” hołd oddał Prattowi inny wielki Włoch – Umberto Eco. Pomimo drobnych niedoskonałości, album otwierający cykl o Corto Maltese to dzieło wybitne. Nawet po czterdziestu latach.
koniec
30 lipca 2004
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Być jak Juliusz Verne
Paweł Ciołkiewicz

26 IV 2017

„Niezwykła podróż” to inspirowana twórczością Juliusza Verne’a opowieść o perypetiach dwójki wyjątkowo zdolnych dzieci. Noemi i Emilien dostają szansę uczestniczenia w niesamowitych i niebezpiecznych przygodach, z której oczywiście ochoczo korzystają.

więcej »

Misja w oblężonym mieście
Paweł Ciołkiewicz

24 IV 2017

Trzeci tom serii „Serafin dni ostatnich” sprawia wrażenie adaptacji gry komputerowej. Drużyna Yuuichirou Hyakuyi przemierza drogę z miejscowości Shibuya do Shinjuku walcząc po drodze z grupkami wampirów. Kolejne starcia okazują się testem jego charakteru.

więcej »

Kapitan Żbik: Na dworcach w Poznaniu i Bydgoszczy
Sebastian Chosiński

23 IV 2017

Dotąd przy „Żbikach” Jerzy Wróblewski współpracował tylko z jednym scenarzystą – Władysławem Krupką. Razem stworzyli dwie trzyczęściowe miniserie, które na trwałe zapisały się w pamięci czytelników (zwłaszcza „trylogia harcerska”). Od tego momentu jednak przez ponad rok na biurko mieszkającego w Bydgoszczy grafika trafiały teksty stworzone przez innych autorów. Pierwszym był „Kryptonim Walizka” Zbigniewa Gabińskiego.

więcej »

Polecamy

Hrabia narozrabia?

Kadr, który…:

Hrabia narozrabia?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Przynęta
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Nieco prowokacyjnie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Szaro, ponuro i do domu daleko
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Na straganie w dzień targowy
— Jacek „Korodzik” Dobrzyniecki

Biali nie potrafią skakać
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Demoniczna danina damy w dworku
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Sorry, Winnetou
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

A ja widzę samo lasso!
— Konrad Wągrowski

O jeden most za daleko
— Marcin Osuch

Zobacz też

Inne recenzje

Między wyspami
— Marcin Osuch

Z tego cyklu

Stracone złudzenia Rzymu
— Sebastian Chosiński

Ostatni „wyklęty”
— Sebastian Chosiński

„Muszkieter” numer 37
— Sebastian Chosiński

Ci parszywi heretycy!
— Sebastian Chosiński

Honorowy Obywatel Stanów Zjednoczonych
— Sebastian Chosiński

Iron Man – żołnierz wyklęty
— Sebastian Chosiński

Towarzystwo Thule i narodziny nazizmu
— Sebastian Chosiński

Różaniec nie przetrwał…
— Sebastian Chosiński

„Alek” versus III Rzesza
— Sebastian Chosiński

Biała koszula w szafie i binokle w katyńskim dole
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Corto nieuporządkowany
— Marcin Osuch

Między wyspami
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Maj 2011
— Esensja

Esensja czyta dymki: Lato 2009
— Jakub Gałka, Marcin Osuch, Mateusz Osuch, Konrad Wągrowski

W pogoni za obojczykiem
— Paweł Sasko

Corto Maltese i magia Afryki
— Marcin Osuch

Tegoż autora

Tu miejsce na labirynt…: W poszukiwaniu życia w Kosmosie
— Sebastian Chosiński

Okrutny seks komisarza Warskiego
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Więcej takich płyt, panie Schmidt!
— Sebastian Chosiński

Zemsta za „potop”?
— Sebastian Chosiński

East Side Story: A Anna Karenina żyła długo i szczęśliwie…
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Na dworcach w Poznaniu i Bydgoszczy
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Berlin Wschodni to dobre miejsce na schadzkę
— Sebastian Chosiński

Łotrzykowska ballada bez happy endu
— Sebastian Chosiński

Wizja lokalna
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.