Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 21 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Brutalnie zabawny, zabawnie brutalny

Esensja.pl
Esensja.pl
Komiks przygodowy, fantastyczny i komediowy – tak można opisać „Skullkickers” Jima Zubkavicha. Za tymi ogólnymi określeniami kryje się fakt, że już na pierwszych stronach otyły wilkołak zostaje wysłany na tamten świat za pomocą srebrnej łyżeczki do herbaty.
Tradycyjna droga dobrego komiksu internetowego wygląda tak: zaczyna się jako hobby, potem mijają lata, w trakcie których jego autor zdobywa doświadczenie, a po zgromadzeniu rzeszy fanów następuje nobilitacja w postaci wydania papierowego. Ze „Skullkickers” było dokładnie na odwrót. Stworzyła go w 2010 roku grupa autorów mająca już doświadczenie w tworzeniu komiksów – zwykłych i internetowych. Za pomysł i scenariusz odpowiada Jim Zubkavich, za stronę graficzną Chris Stevens i Edwin Huang, a pomagała im zmieniająca się ekipa od kolorów i edycji. Do dzisiaj wydali siedemnaście zeszytów, w tym dwa tomy – antologie z gościnnymi występami innych autorów. Na początku 2012 roku, po tym, gdy ich dzieło zdobyło popularność, umieścili je na Keenspocie, portalu dla komiksów internetowych. Wydanie sieciowe, będące przedmiotem niniejszej recenzji, jest aktualizowane w dni robocze i obecnie zbliża się do końca zeszytu ósmego.
„Skullkickers” to kronika przygód dwóch brutalnych i amoralnych najemników: rudobrodego krasnoluda i umięśnionego, bezwłosego wielkoluda, który pasowałby do definicji fantastycznego barbarzyńcy, gdyby nie to, że zamiast dwuręcznego miecza wymachuje rewolwerem. Skąd go wziął w typowej krainie fantasy, na razie pozostaje tajemnicą, podobnie jak pochodzenie i imiona bohaterów – na początku narrator nazywa ich jedynie kretynami oraz Kurduplem („Shorty”) i Łysolem („Baldy”). Dopiero po szczególnie krwawej zbrodni, w którą zostaną zamieszani, poznamy ich prawdziwe nazwiska. Natomiast wersja papierowa doszła już do „origin story”, gdzie także pochodzenie rewolweru zostało wyjaśnione.
Krasnolud lubi kląć i ma temperament, wielkolud zaś znosi próby i przeszkody ze stoickim spokojem. No i oczywiście strzela do nich. Obaj zachowują się jak stare małżeństwo, przygadując sobie i docinając, a jednocześnie co chwila ratując sobie nawzajem skórę. Obaj także w sposób amoralny i brutalny rozprawiają się z tym, co stanie im na drodze. Można by uznać to za coś okropnego, gdyby nie było to takie zabawne i gdyby nie byli głównymi bohaterami. Jako tacy są uprawnieni do palenia, mordowania i niszczenia nieruchomości, a czytelnik może im kibicować z czystym sumieniem. Również dlatego, że w ramach heroicznych obowiązków walczą z rzeczami zazwyczaj gorszymi od nich, z jakimi klasyczne siły prawa i porządku nie są w stanie sobie poradzić, lub których istnieniu wręcz zaprzeczają. Zombie, skrytobójcy i wściekła małpa to zaledwie początek listy ich przeciwników.
Elektroniczne wydanie „Skullkickers” zaczyna się krótkimi historyjkami o polowaniu na rozmaite potwory. Zawierają one skondensowaną esencję komiksu: przemoc, humor, znowu przemoc oraz dowcipne okrucieństwo wobec potworów. Jeśli ktoś przebrnie i uzna, że mu się podobało, będzie mógł śmiało kliknąć na link prowadzący do „1000 opas and a dead body”, czyli pierwszej historii z długą fabułą, stanowiącej punkt wyjścia do dalszych przygód i wykroczeń obu najemników.
Rozpoczyna się ona, gdy ktoś skrytobójczo morduje wizytującego miasteczko dygnitarza. Ciało zabitego zostaje zatrzymane w kostnicy z powodów proceduralnych (a także zwyczajnej mściwości) i w tym momencie obaj bohaterowie wkraczają do akcji, mając nadzieję zarobić tytułowe 1000 opas. Nie są jednak jedynymi z zakusami na trupa, dlatego w drodze po nagrodę natkną się na wędrownych trucicieli, hordy nieumarłych i pomylonego nekromantę. Ich przygody rozwijają się płynnie i lekko, od jednej sceny walki do drugiej, z coraz większymi przeciwnikami i zniszczeniami ubocznymi, z towarzyszeniem sarkastycznych komentarzy narratora na temat zdolności umysłowych bohaterów.
„Skullkickers” zostali stworzeni w przez ekipę fachowców, którzy za swoją pracę uzyskali wynagrodzenie. Elektroniczna, darmowa wersja to dla nich szansa na zareklamowanie się i przyciągnięcie nowych czytelników. Przełożyło się to na jakość ich dzieła, wyższą od większości komiksów internetowych. Najbardziej widoczne jest to w grafice. Występują w niej pewne różnice w zależności od tego, jaki rysownik odpowiada za daną część, rysunek ulega także lekkiej poprawie, w miarę jak seria znajduje swój styl, ale od samego początku mieści się ona w przedziale od dobrej do bardzo dobrej. Styl jest jasny, kolorowy i trochę karykaturalny – zwłaszcza jeśli chodzi o wymiary bicepsów Łysola i miny, jakie stroją świadkowie wyczynów najemniczej dwójki. Stevens i Chuang potrafią narysować bardzo dynamiczne sceny i pokazać, że może ich bohaterom brakuje rozsądku, ale nie krzepy. Ich rysunki uzupełniają także opisowe komentarze w dużej mierze zastępujące opisy dźwiękonaśladowcze, zapewniające dodatkową porcję humoru.
Innymi słowy – „Skullkickers” to lekkostrawna rozrywka, miła dla oka i dowcipna. Tylko trzeba uważać na rozbryzgi krwi.
Czytaj tu: Skullkickers
koniec
1 października 2012
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Zrodziło go Piekło
Sebastian Chosiński

19 VII 2017

Cztery lata! Tyle musieli czekać wielbiciele Yves’a Swolfsa na kolejny tom jego sztandarowej w latach 80. i 90. ubiegłego wieku serii komiksowej – „Durango”. Na szczęście Elemental okazał się być dla swoich czytelników łaskawszy – pomiędzy publikacją „Dziedziczki” i „Bez litości” minęło zaledwie kilka miesięcy. I słusznie. Bo czas spędzony bez towarzystwa niebieskookiego rewolwerowca to – na swój sposób – czas stracony.

więcej »

Co by tu jeszcze spieprzyć?
Paweł Ciołkiewicz

17 VII 2017

W życiu niemal każdego człowieka przychodzi taki moment, w którym nieuchronnie uświadamia on sobie, że spieprzył swoje życie. Bohaterowie komiksu Wiktora Talagi i Jakuba Topora dochodzą, do tej dość przygnębiającej konstatacji na różnych etapach swojej egzystencji i różna jest także skala problemów, z jakimi muszą się zmierzyć. Łączy ich natomiast jedno – za każdym razem są nieco zdziwieni całą sytuacją.

więcej »

Kapitan Żbik: Niespodziewany awans i afera „Żelazo”
Sebastian Chosiński

16 VII 2017

W 1978 roku kryzys ogarniał kolejne dziedziny peerelowskiej gospodarki. Zajrzał w oczy również twórcom „Kapitana Żbika”. Dość powiedzieć, że w ciągu dwunastu miesięcy ukazał się tylko jeden premierowy „kolorowy zeszyt” – otwierająca nową (trzyczęściową) miniserię „Granatowa cortina”. Zaszła w tym odcinku jedna bardzo istotna zmiana – tytułowy bohater po dziesięciu latach od premiery cyklu doczekał się w końcu zasłużonego awansu – na majora!

więcej »

Polecamy

Zaproszenie do jamy

Kadr, który…:

Zaproszenie do jamy
— Wojciech Gołąbowski

Samotni
— Wojciech Gołąbowski

Vahanara!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wymarsz o świcie
— Wojciech Gołąbowski

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Pacjent zmarł, po czym wstał jako zombie
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Jakub Gałka, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jarosław Robak, Beatrycze Nowicka, Łukasz Bodurka

A ja chcę potworów pod łóżkiem
— Łukasz Bodurka

Gdy razem z tygrysem wyruszasz na Alaskę
— Łukasz Bodurka

Więzienie w kosmosie
— Łukasz Bodurka

Jak ja lubię, gdy nadciąga ostateczne starcie dobra ze złem
— Łukasz Bodurka

Wadliwość rozgrzeszona
— Łukasz Bodurka

Nerd będzie ich wiódł
— Łukasz Bodurka

Zbrodnicze antidotum na współczesność
— Łukasz Bodurka

Preludium do gwałtownych wydarzeń
— Łukasz Bodurka

Usympatycznienie potwora
— Łukasz Bodurka

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.