Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 21 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Więzienie w kosmosie

Esensja.pl
Esensja.pl
W „The Lydian Option” nie znajdzie się wgniatających w fotel wizji dalekiej przyszłości, a jedynie sprawdzone kosmicznooperowe pomysły: asteroidowe więzienie, ucieczkę z tegoż i krwiożerczych obcych. Sztampa, ale komiks Kevina Kneuppera i Roberta Ratha dostarcza dobrej rozrywki.
Bardzo daleko od Ziemi, gdzie nie zaglądają eskadry zwycięskiej Floty Solarnej, w środku mgławicy wisi wydrążone w asteroidzie więzienie zwane Okiem. Jego nowym lokatorem jest Hudson – po muskulaturze i kwadratowej szczęce znać, że będzie bohaterem tej opowieści. Hudsona zaraz przy wejściu wita stary więzień imieniem Doyle i przedstawia zasady rządzące Okiem. By czytelnik nie miał poczucia, że kibicuje jakimś totalnie zdeprawowanym osobnikom zasługującym na zgnicie w celi, wyjaśnia, że ich strażnicy, czyli błękitnoskórzy obcy zwani Tha’Latta, są biologicznie niezdolni do łamania reguł. Dlatego za przestępcę uważają każdego, kto naruszy choćby najdrobniejszy przepis. Żeby paskudny kryminalista tego więcej nie robił, wsadzają go do Oka. Pozostałe reguły Doyle’a są zdroworozsądkowe: trzymaj się razem z innymi ludźmi, którzy będą pilnowali twoich pleców, i nie podpadnij licznym wielkim i wrednym obcym, którzy trzęsą Okiem. Tha’Latta nie obchodzi, co niższe, kryminogenne rasy robią sobie nawzajem po odizolowaniu.
Porządna historia o kosmicznym więzieniu nie może obejść się bez barwnej grupy bohaterów. Doyle to dyplomata siedzący za łapówki. Hodges – wyglądający jak oszust podatkowy morderca oraz wyznawca konspiracyjnych teorii o kosmitach mających zakusy na czystość ludzkiego genomu. Zbudowany jak góra Crockett dostał się do Oka za udział w barowej bójce, której nawet nie wywołał. Jest też Rena, która wybrała sobie niewłaściwego chłopaka – zajmował się odzyskiwaniem wraków, aż trafił na taki, który miał prawowitego właściciela. Nawiasem mówiąc, uderzyło mnie także, że jest skąpiej odziana niż męskie postacie. Rena wydaje się należeć do podrodzaju najbardziej odpornej odmiany istot ludzkich – kobiecych bohaterek w science fiction. Gdzie mężczyźni noszą pancerne skafandry pozwalające przetrwać w śmiertelnie niebezpiecznych środowiskach i stawiać czoła potworom, które w nich żyją, one pląsają w skąpych strojach1). Wobec szczerych wyznań współwięźniów Hudson przyznaje się, że wsadzono go za handel odrobiną nieszkodliwego narkotyku. Zanim jednak zdąży się zadomowić w Oku, wybucha rewolta. Buntownicy rozszarpują strażników zbyt powolnych, by uciec, po czym poszczególne rasy zabierają się do ustalenia, kto będzie teraz rządził. Doyle, zamiast radować się wolnością, wyjaśnia współwięźniom, co usłyszał w czasie lat odsiadki – gdy sprawy wymkną się spod kontroli, Tha’Latta stosują tytułową „opcję lydiańską”: wentylują atmosferę w kosmos, a potem sprowadzają nowych więźniów. Jedyną szansą jest przedrzeć się przez oszalałe Oko i porwać prom z lądowiska.
Scenariusz „The Lydian Option” jest dziełem Kevina Kneuppera, który jest autorem także innych komiksów, jakie można znaleźć na stronie Minion Comics. Grafikę stworzył Robert Rath, artysta już z nagrodami i dorobkiem w rysowaniu. Tworząc komiks, obaj korzystali ze schematów dawno wypracowanych w science fiction. W trakcie czytania wiadomo, jak mniej więcej historia się skończy, ale ważne jest, jak autorzy dojdą do celu. W „The Lydian Option” ta droga wiedzie ściekami, między walkami gangów i oryginalnymi rytuałami seksualnymi obcych. Nie braknie też porcji tajemnicy, bo Hudson szybko pokazuje, że jego umiejętności w usuwaniu tych, co staną na jego drodze, są bardziej zaawansowane niż u przeciętnego handlarza kosmicznym odpowiednikiem trawki. Przypadła mi do gustu oryginalna grafika: naszkicowane grubą czarną kreską kształty i zarysy postaci wypełniają jaskrawe, ale jednocześnie zmatowiałe kolory. Skutkiem czego strony („Lydian Option” jest podana w formacie tradycyjnego komiksu) wyglądają, jakby ktoś chlusnął na ekran farbami. Nadaje to wędrówce przez skazane na zagładę asteroidę-więzienie nieco psychodeliczną atmosferę. Ciekawie też narysowane są liczne gatunki obcych, które napotykają uciekinierzy.
Z wad wymieniłbym właśnie schematyczność fabuły, ale wyraźnie widać, że to było celem autorów: niesiląca się na dramatyczne wizje przyszłości porcja rozrywki. Czytając, miałem wrażenie, że gdzieś to już kiedyś widziałem, choć nie potrafiłbym powiedzieć, w jakim filmie klasy B. Więc jeśli ktoś chce spędzić przyjemnie parę godzin, może zabrać się dzieło Kneuppera i Rotha, nawet jeśli nie pozostanie ono w pamięci zbyt długo.
koniec
22 marca 2013
1) „The Lydian Option” spełnił podstawowe zadanie science fiction i skłania do zadawania sobie ważkich pytań i eksperymentowania. Czy bohater obwieszony dziewojami – powiedzmy wyposażony w skafander z hakami i zaczepy na liny – byłby niepokonany? Logiczną kontynuacją byłoby odzianie się w hoże bohaterki, coś jak przyodziewek, który próbował zrobić psychopatyczny czarny charakter z „Milczenia owiec”? Tylko czy ktoś, poza osobami o specyficznych gustach, chciałby to czytać?
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Zrodziło go Piekło
Sebastian Chosiński

19 VII 2017

Cztery lata! Tyle musieli czekać wielbiciele Yves’a Swolfsa na kolejny tom jego sztandarowej w latach 80. i 90. ubiegłego wieku serii komiksowej – „Durango”. Na szczęście Elemental okazał się być dla swoich czytelników łaskawszy – pomiędzy publikacją „Dziedziczki” i „Bez litości” minęło zaledwie kilka miesięcy. I słusznie. Bo czas spędzony bez towarzystwa niebieskookiego rewolwerowca to – na swój sposób – czas stracony.

więcej »

Co by tu jeszcze spieprzyć?
Paweł Ciołkiewicz

17 VII 2017

W życiu niemal każdego człowieka przychodzi taki moment, w którym nieuchronnie uświadamia on sobie, że spieprzył swoje życie. Bohaterowie komiksu Wiktora Talagi i Jakuba Topora dochodzą, do tej dość przygnębiającej konstatacji na różnych etapach swojej egzystencji i różna jest także skala problemów, z jakimi muszą się zmierzyć. Łączy ich natomiast jedno – za każdym razem są nieco zdziwieni całą sytuacją.

więcej »

Kapitan Żbik: Niespodziewany awans i afera „Żelazo”
Sebastian Chosiński

16 VII 2017

W 1978 roku kryzys ogarniał kolejne dziedziny peerelowskiej gospodarki. Zajrzał w oczy również twórcom „Kapitana Żbika”. Dość powiedzieć, że w ciągu dwunastu miesięcy ukazał się tylko jeden premierowy „kolorowy zeszyt” – otwierająca nową (trzyczęściową) miniserię „Granatowa cortina”. Zaszła w tym odcinku jedna bardzo istotna zmiana – tytułowy bohater po dziesięciu latach od premiery cyklu doczekał się w końcu zasłużonego awansu – na majora!

więcej »

Polecamy

Zaproszenie do jamy

Kadr, który…:

Zaproszenie do jamy
— Wojciech Gołąbowski

Samotni
— Wojciech Gołąbowski

Vahanara!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wymarsz o świcie
— Wojciech Gołąbowski

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Pacjent zmarł, po czym wstał jako zombie
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Jakub Gałka, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jarosław Robak, Beatrycze Nowicka, Łukasz Bodurka

A ja chcę potworów pod łóżkiem
— Łukasz Bodurka

Gdy razem z tygrysem wyruszasz na Alaskę
— Łukasz Bodurka

Jak ja lubię, gdy nadciąga ostateczne starcie dobra ze złem
— Łukasz Bodurka

Brutalnie zabawny, zabawnie brutalny
— Łukasz Bodurka

Wadliwość rozgrzeszona
— Łukasz Bodurka

Nerd będzie ich wiódł
— Łukasz Bodurka

Zbrodnicze antidotum na współczesność
— Łukasz Bodurka

Preludium do gwałtownych wydarzeń
— Łukasz Bodurka

Usympatycznienie potwora
— Łukasz Bodurka

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.