Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Wspominki z Dzikiego Zachodu

Esensja.pl
Esensja.pl
Trzecia odsłona opublikowanego przez wydawnictwo Ongrys „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” przynosi dwa kolejne westerny tego autora. Niestety, drugi z nich, zatytułowany „My nigdy nie śpimy”, nie został dokończony; prace nad scenariuszem Andrzeja Janickiego przerwała bowiem śmierć rysownika. Wielka szkoda, bo dopiero co rozpoczęty komiks zapowiadał się znakomicie.

Andrzej Białoszycki, Andrzej Janicki, Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #3: Skarb Irokezów. My nigdy nie śpimy›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #3: Skarb Irokezów. My nigdy nie śpimy
Scenariusz
Data wydaniamaj 2014
RysunkiJerzy Wróblewski
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
ISBN78-83-61596-43-1
Cena26,90
Gatunekhumor / satyra, western
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W dwóch poprzednich tomikach serii zaprezentowane zostały cztery komiksy prasowe Jerzego Wróblewskiego, które nie miały wcześniej swoich wydań albumowych. Oznacza to tyle, że dla większości fanów bydgoskiego rysownika (a bywało, że i scenarzysty) pozostawały one – przynajmniej do momentu publikacji w „Archiwum” – praktycznie nieznane. Chyba że ktoś pochodził z miasta nad Brdą, ewentualnie miał tam znajomego, który kolekcjonował numery „Dziennika Wieczornego”, popularnej w tym mieście popołudniówki. Wspomniane komiksy to (w kolejności chronologicznej ukazywania się): westerny „Tom Texas” (1961) i „Rycerze prerii” (1965) oraz fantastycznonaukowe „Nie z tej ziemi” (1965) i sensacyjny „James Hart” (1971). Ta rozpiętość gatunkowa i tematyczna nie powinna dziwić, ponieważ Jerzy Wróblewski powszechnie uważany był za plastyka, który jest w stanie narysować wszystko, co zresztą wielokrotnie udowadniał zarówno opowieściami drukowanymi w magazynie „Relax”, jak i publikowanymi w oddzielnych albumach i antologiach. Tajemnicą poliszynela był jednak fakt, że najlepiej czuje się w historiach rodem z Dzikiego Zachodu.
I takie właśnie dwie opowieści wypełniły trzeci tomik „Z archiwum…”. Na pierwszy ogień poszedł, powstały do tekstu Andrzeja Białoszyckiego, „Skarb Irokezów”, który wydrukowany został w formie pięćdziesięciu dwóch trzykadrowych pasków pomiędzy połową sierpnia a początkiem listopada 1976 roku. Białoszycki był wówczas jednym z redaktorów „Dziennika Wieczornego” i wcześniej miał już z komiksem – jako współpracownik Wróblewskiego – do czynienia (vide „Leworęki”, drukowany na łamach popołudniówki pomiędzy grudniem 1973 a majem 1974 roku). Zaproponowany przez niego scenariusz to w zasadzie krótkie opowiadanie, do którego Wróblewski jedynie dorysował ilustracje (rezygnując przy tym z dodawania „dymków”). Fabuła nie jest przesadnie skomplikowana. Głównym bohaterem jest samotny kowboj Baxter, który przemierzając prerię, trafia na czterech oprychów znęcających się nad starym wodzem Irokezów, Chytrym Lisem. I chociaż rozprawia się z bandytami, nie jest w stanie uratować życia Indianina. Ten zaś, przed wydaniem ostatniego tchnienia, powierza Jankesowi niezwykle istotną tajemnicę – miejsce ukrycia tytułowego skarbu. Jednocześnie „wymusza” (w cudzysłowie, ponieważ Baxter to człowiek honoru, więc nawet nie wchodziło w rachubę, aby postąpił inaczej) na kowboju obietnicę, że po jego wydobyciu odda wszystko cierpiącemu niedostatek plemieniu.
Jak to jednak często bywa w westernach, zanim udowodni swoją szlachetność, Baxter musi rozprawić się ze zbirami, którzy od dłuższego już czasu polują na indiańskie kosztowności i gotowi są zrobić wszystko – i to dosłownie – aby wejść w ich posiadanie. Autor tekstu nie zapomniał o dodaniu kilku zasadniczych zwrotów akcji; zadbał również o odpowiednie stopniowanie napięcia, w efekcie czego „Skarb Irokezów” czyta się z przyjemnością niemal równą lekturze literackich westernów Wiesława Wernica i Adama Bahdaja (vide „Czarne sombrero”). Wróblewski nie miał tu szczególnych możliwości, aby rozpostrzeć skrzydła (niewielki rozmiar kadrów często wymuszał na grafiku pewną umowność w przedstawianiu wydarzeń i – nade wszystko – postaci), ale też nie zszedł poniżej swego, najczęściej przecież wysokiego, poziomu. Po pierwszych, całkiem udanych, doświadczeniach Andrzej Białoszycki na dobre zagustował w komiksie i w następnych latach chętnie tworzył opowieści rysunkowe do spółki z kolejnym grafikiem „Dziennika Wieczornego”, Andrzejem Olafem Nowakowskim, jak chociażby ciesząca się popularnością trylogia „Zemsta Harpera”, na którą złożyły się albumy: „Grzechotnik”, „Na wojennej ścieżce” i „Strzał o północy” (1984), oraz powstałe na podstawie powieści Tadeusza Kosteckiego „Wilcze imperium” (1987).
W zupełnie innym klimacie utrzymana jest druga z opowieści, czyli „My nigdy nie śpimy”, za której stronę fabularną odpowiada Andrzej Janicki (w ostatnich latach współtwórca kilku albumów mówiących o historii najnowszej Polski). Powstała ona – a raczej jej fragmenty – na początku lat 90. ubiegłego wieku i dotąd nie była publikowana. Miała stanowić część, planowanej przez autorów rodem z Bydgoszczy, gazety komiksowej, która ostatecznie nie ujrzała światła dziennego. Wróblewski zresztą pracy swej nie dokończył – na przeszkodzie stanęła przedwczesna śmierć artysty w sierpniu 1991 roku. Szkoda wielka, bo mógł to być jeden z najciekawszych w tamtych czasach polskich westernów obrazkowych. Głównie dlatego, że fabuła nie powielała romantycznej wizji Dzikiego Zachodu, jakiej przez lata wierny pozostawał Wróblewski, ale pełnymi garściami – jak zapewnia Janicki – czerpała z dokonań autorów spaghetti-westernów. Bliżej było jej więc raczej do importowanego „Durango”, niż na przykład „Przyjaciół Roda Taylora”. W wersji przedstawionej w trzeciej odsłonie „Archiwum” „My nigdy nie śpimy” liczą sobie dwanaście stron. Co się na nich znalazło? W zasadzie jedynie zawiązanie akcji, czyli wątek wprowadzenia jednego z agentów Pinkertona do grasującej na Dzikim Zachodzie bandy braci Reno w celu jej rozpracowania i aresztowania przywódców.
Janicki oparł scenariusz na autentycznych wydarzeniach, które rozegrały się w Stanach Zjednoczonych w drugiej połowie lat 60. XIX wieku, krótko po zakończeniu wojny secesyjnej, kiedy to Narodowa Agencja Detektywistyczna, założona przez pochodzącego ze Szkocji Allana Pinkertona, przeżywała swój największy rozkwit. Jej pracownicy zajmowali się wówczas między innymi tropieniem groźnych bandytów poszukiwanych listami gończymi – i temu właśnie wątkowi działalności słynnej firmy poświęcone miało być „My nigdy nie śpimy” (notabene tytuł stanowi hasło reklamowe, jakim posługiwała się Agencja). Niestety, tylko „miało”… Gdy patrzymy na rysunki Wróblewskiego, nie można mieć wątpliwości, że artysta znajdował się w znakomitej formie. Jeżeli więc pozostała część komiksu utrzymałaby wysoki poziom wprowadzenia, byłoby czym się rozkoszować. Szkoda tylko, że w trakcie prac redakcyjnych nad tą odsłoną „Archiwum” nie usunięto błędów ortograficznych w „dymkach”. Słowa „żadko” i „porządany” naprawdę kłują w oczy!
koniec
25 czerwca 2014
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Marvel: Warlock raz jeszcze
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

21 X 2017

Wybłagany u wydawcy pierwszy tom serii Jima Starlina „Warlock” szczęśliwie ukazał się na łamach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Szybko, bo już dwa numery później przygotowano jego kontynuację.

więcej »

Stare ale jare
Marcin Osuch

20 X 2017

Wydawnictwo Taurus zachęcone sukcesem „Valeriana” sięgnęło po kolejną klasyczną serię komiksu frankobelgijskiego. „Luc Orient” ma już swoje lata, ale czyta się go całkiem sprawnie.

więcej »

Gazeciary
Agnieszka ‘Achika’ Szady

19 X 2017

Komiks Briana K. Vaughana i Chrisa Chianga „Paper Girls” nie bez kozery porównywany jest do serialu „Stranger Things”. Grupka dzieciaków na rowerach i nadprzyrodzone tajemnice, a wszystko to w scenerii lat 80., czyli w czasach, kiedy przeciętny redaktor Esensji sam był w wieku głównych bohaterek.

więcej »

Polecamy

Warlock raz jeszcze

Marvel:

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oto wizja wpadki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Głos suwerena wysłuchany
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ogniu krocz za mną
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Film jednak lepszy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dwie twarze X-Men
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.