Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 31 marca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Bogowie z kosmosu: Podróże w przestrzeni i (niekoniecznie) czasie

Esensja.pl
Esensja.pl
Dlaczego na ziemi brak pozostałości po bazie kosmitów? Bo ta została zniszczona wraz z Atlantydą. „Zagłada wielkiej wyspy” powstała w- i opisuje czasy, gdy przyjaciele byli prawdziwymi przyjaciółmi, wrogowie prawdziwymi wrogami, a konflikt Serca i Rozumu nikomu nie kojarzył się z reklamą.

Alfred Górny, Arnold Mostowicz, Bogusław Polch
‹Zagłada Wielkiej Wyspy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZagłada Wielkiej Wyspy
Scenariusz
Data wydania1987
RysunkiBogusław Polch
Wydawca KAW
CyklEkspedycja
ISBN-1083-03-01541-9
Format48s. 205×287mm
GatunekSF
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Po rozwiązaniu problemu agresywnych gigantów (patrz „Bunt olbrzymów”), Funky… to jest, chciałem powiedzieć, Chat i Ais wracają do kosmolotu, wznawiając przerwaną podróż na macierzystą planetę Des. Jak pamiętamy z „Lądowania w Andach”, lot taki był realizowany z prędkością zbliżoną do prędkości światła i trwał na tyle długo, by warto było usypiać całą załogę. Jak wówczas stwierdził naukowiec Zan, powrót byłby bezsensowny, gdyż Des „byłaby już wtedy starsza o tysiące lat”. Początek „Zagłady wielkiej wyspy” częściowo to potwierdza słowami narratora: „Podróż trwała długo. Starzeli się i umierali kosmici na Des […] oraz rozumni mieszkańcy niebieskiej planety. Tu i tam przychodziły na świat nowe pokolenia.” Ogromna odległość była jednym z powodów, dla których to nie Wielki Mózg kierował akcją, lecz sami kosmici. Mniejsza już nawet o to, że w poprzednich albumach przypomniano sobie (?) o możliwości telepatycznego połączenia się z Wielkim Mózgiem… Oto Ais i Chat, będąc już na Des, dowiadują się, że ów wszystko wie, że „analizowaliśmy tu waszą działalność"! Po czym… (stwierdzając przy okazji, że nikogo i niczego nie poznają) idą odwiedzić starego przyjaciela z Akademii Władców, czyli bynajmniej nie jakiegoś młokosa w chwili ich wylotu.
Wielki Mózg okazuje się być niezadowolonym z poczynań ekipy Ais, która zamiast wyposażyć w rozum insekty, mające już rozwinięty system społeczny, skupiła się na istotach podobnych do nich samych. Szkoda, że nie przekazał tego wcześniej, dając przecież Ais wolną rękę… No i nijak się to ma do deklaracji Ais z końcówki poprzedniego tomu, jakoby „Wielki Mózg polecił kontynuować misję na niebieskiej planecie, chociażby dla ciebie i twego potomstwa”. Niemniej, kierując się wyłącznie intelektem, postanawia wyeliminować zagrożenie dla kosmosu, niszcząc Atlantydę przy pomocy asteroidy z przyczepionymi (kiedy i przez kogo?) silnikami manewrowymi. Przy okazji powodując odchylenie osi obrotu Ziemi i topnienie lodowców. Ais postanawia stać się pierwszą osobą, która sprzeciwi się rozkazom „urzeczywistnienia mądrości i inteligencji” – i uratować swój eksperyment…

Alfred Górny, Arnold Mostowicz, Bogusław Polch
‹Ekspedycja - Bogowie z kosmosu. Wydanie kolekcjonerskie›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułEkspedycja - Bogowie z kosmosu. Wydanie kolekcjonerskie
Scenariusz
Data wydania4 maja 2015
RysunkiBogusław Polch
Wydawca Wydawnictwo Komiksowe
CyklEkspedycja
ISBN978-83-7961-218-5
Cena99,00
GatunekSF
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 81,97 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Pamiętamy, jak długo miały trwać poprzednie loty? Pewnie jest oczywistą zasługą rozwiniętych w między czasie na Des technologii kosmicznych fakt, że lot na Ziemię nowym pojazdem kosmicznym (obsługiwanym przez roboty) trwa ledwie kilkanaście – góra dwadzieścia lat (sądząc po wzmiance o kłopotach z płodnością Lamecha i późniejszym spotkaniem z młodzieńczym Noem)…
Wyliczać takie niespójności można długo, ale jednocześnie należy wspomnieć o świetnie wprowadzonym problemie konieczności współistnienia Rozumu i Serca. Doskonała Inteligencja, nie posiadając uczuć, jednocześnie pozbawione jest życia. Jest nieżyciowa. Staje się wręcz wrogiem życia. Szkoda, że autorzy scenariusza, Arnold Mostowicz i Alfred Górny, nie zainteresowali się losami mieszkańców Des, tak ochoczo żyjącymi pod niejako dyktatorskimi rządami Wielkiego Mózgu. Fantastyka socjologiczna spod znaku Janusza A. Zajdla (i nie tylko) rozwinęła się mniej więcej w tym samym okresie schyłkowego PRL-u…
Największym atutem komiksu pozostają rysunki Bogusława Polcha. Mniejsza o teatralne gesty czy mimikę bohaterów – młody czytelnik z piątym albumem serii dostał kolejną dawkę świetnie narysowanych pojazdów kosmicznych (nowych!), robotów, walk, wybuchów… oraz działającą na wyobraźnię scenę wyuzdanej zabawy. Album ma w miarę klasyczne kadrowanie (pamiętajmy, że komiks powstał pod koniec lat 70.!), ładne, pastelowe kolory stosowne do miejsca i nastroju akcji – a do tego całkiem udane sceny w deszczu z efektami świetlnymi (pioruny, światło reflektora przepuszczone przez kryształową czaszkę). I znów – niektóre sceny niepokojąco przypominają późniejszego przecież Funky′ego Kovala.
Jak „Lądowanie w Andach” bazowało na tajemnicach kultur żyjących w Ameryce Południowej, a „Walka o planetę” na staroindyjskich eposach, tak „Zagłada wielkiej wyspy” nie tylko (pod względem nawiązań) kontynuuje „Bunt olbrzymów”, lecz nawet mocniej rozwija więź z opowieściami zawartymi w Biblii (oraz niektórymi mitologiami).
koniec
12 maja 2015
dodajdo

Komentarze

12 V 2015   09:13:39

Niestety wiele elementów jest bez mała identyczne z serią o Funky.Przyznaje, że dopiero teraz zwróciełem na to uwagę :)

12 V 2015   09:56:46

Świetny album. Oczywiście niespójności i absurdy scenariusza tym razem w natężeniu chyba największym od początku serii. Widać, że autorom (autorowi) scenariusza już chyba nie chce się zastanawiać nad logiką przedstawianych zdarzeń (a może nie ma na to czasu), skupia się raczej na popychaniu fabuły do przodu (a ta, trzeba przyznać jest naprawdę wciągająca).
Odnośnie wywodu autora recki na temat ile trwała podróż z Des na Ziemię, to wydaje mi się że trwała około kilku, nie kilkunastu lat. Dlaczego? W streszczeniu do (bodajże) "Walki o planetę" (ale w wydaniu oddzielnym, nie integralu) jest podane, że Des była oddalona od Ziemi o kilka lat świetlnych. Z kolei w "Lądowaniu w Andach" na początku jest informacja, że Desjanie odkryli energię pozwalającą poruszać się z prędkością zbliżoną do prędkości światła oraz, że dzieje się to w piątym roku wyprawy. A "Lądowanie w Andach" zaczyna się, gdy kosmici praktycznie dolatują do Ziemi. Z tego wg mnie wynika, że podróż trwa ok. 5 lat.
Jesli chodzi o absurdy, to kto założył silniki na meteorycie, skąd Wielki Mózg wie co się dzieję na Ziemi (może Satham jednak jest nie tyle psychopatą, co jego agentem i przekazuje mu wszystko telepatycznie), i po co wzywa Ais, skoro wszystkie informacje może przekazać jej telepatycznie w czasie snu? Tego nie wiadomo.
Zniknięcie Tamiela (jest tylko na jednym rysunku) i przede wszystkim Allad, który od dawna powinien nie żyć (w dodatku pomijając siwą brodę w ogóle nie wygląda jak starzec) to rzeczywiście zonk. O mścicielu w przebraniu robota już nawet nie wspomnę. Ale niech tam.
Niezaprzeczalnym atutem albumu jest niewątpliwie zwarta i gęsta akcja, która rzeczywiście nie pozwala na nudę. No i przede wszystkim p. Bogusław, który od poprzedniego odcinka wszedł na wyżyny swojej formy graficznej i jak na razie wcale nie zamierza z nich spadać. Kreska jakby cieńsza i (jeszcze!) precyzyjniejsza niż poprzednio rzeczywiście zbliża się nieuchronnie do tej, którą zaprezentował w dwóch pierwszych Kovalach (i niestety już nigdy później). Kto by mógł przewidzieć, że ten sam rysownik, w przyszłości popełni "Wrogie przejęcie" i "Powrót na plażę w Pourville"? Ech...
Tutaj jednak Polch pracuje na najwyższych obrotach i to widać. Znakomicie dobrane kolory wprowadzają jakiś taki niepokój (jak pierwszy raz przeczytałem ten komiks to potem śnił mi się po nocach i nie były to wcale przyjemne sny. Teraz już się tego komiksu nie boję ;-), aczkolwiek nadal twierdzę, że nastrój jest jakiś taki trochę thrilerowy).
Niestety jest to ostatni naprawdę znakomity odcinek serii. No i pożegnanie z bohaterami, z którymi zdążyliśmy się już zżyć przez te pięć albumów. No, ale w chwili obecnej, nie znając następnych trzech części, jeszcze o tym nie wiemy. Seria jest w sowim apogeum i cieszyć się należy z tego.

12 V 2015   11:11:36

Też lubię ten odcinek, to ostatni naprawdę wciągający, choć ilość nieprawdopodobieństw osiąga chyba najwyższy poziom w całej serii. I właściwie nie wiem, po co oni targali Enocha aż na Des. Na początku następnej części Ais kazała robotom odesłać go na Ziemię. Kosmolotem! Czyżby aż tak tanie było paliwo, żeby kosmoloty mogły robić za kosmiczne taksówki?

@Zan
"skąd Wielki Mózg wie co się dzieje na Ziemi"

Ba, Mózg chyba nie był gorszy od Sathama, a ten przecież na ogół też wiedział wiele z tego, co się działo w obozie Ais, a później Aistar. Jak to się działo, że ona nie miała pojęcia, co robi on? W dwóch ostatnich odcinkach Satham z Azazelem co rusz obserwują działania Aistar i Marduka w swojej bazie, na ekranach. Wydaje się, że mieli wszędzie, nawet w pałacu Sargona czy Nemroda, zamontowane ekrany, detektory, sretektory i co tam jeszcze. Permanentna inwigilacja! :)

Jeszcze co do telepatii, to w "Buncie robotów" Satham mówi, że Zan nie potrafi telepatycznie porozumieć się z Wielkim Mózgiem. A z Ais to już potrafi? Wychodzi na to, że tak...

Dodam też, że lokalizacja Wielkiej Wyspy, którą przedstawił Polch i spółka (a może to Daeniken tak wymyślił?), od dzieciństwa działa na moją wyobraźnię i zawsze kiedy jest mowa o Atlantydzie, umiejscawiam ją właśnie tam i w takim kształcie. A wiemy, że lokalizacja mitycznej wyspy sięga w świecie nauki nawet i okolic Cypru... A niedoczekanie wasze! :)

12 V 2015   12:22:06

Enocha zabrali żeby się zgadzało z przekazami, wg których został wniebowzięty, ale zabrać go w kosmos tylko po to żeby zaraz go odesłać z powrotem? Bezsens i tyle. No chyba, że Ais chciała go zabrać w jakimś celu, np. żeby pokazać Wielkiemu Mózgowi swoje dziełko, ale po śmierci Chata się załamała i zaczęło jej wszystko zwisać? No, ale wyjaśnienie powinno zostać chociaż zasugerowane, a nie ani me ani be.

12 V 2015   15:22:12

Niestety ta część jest tak nielogiczna, że daje się oglądać tylko dla cieszenia oczu rysunkami Polcha. Jasne, że fantastyka wymaga od odbiorcy umiejętności zawieszenia na kołku niewiary ale tutaj trzeszczy w szwach sama materia opowieści... Przestrzeń jakoś nie przekłada się na czas potrzebny do jej pokonania (mimo wyraźnych sugestii, że jest odwrotnie). Z Wielkim Mózgiem raz trzeba się komunikować nie wiedzieć czemu w jakiś specjalnych centrach, kiedy indziej znów ucina on sobie pogawędki z ekranów sal konferencyjnych a wszystko to po jakie licho nie wiadomo, skoro wcześniej dawało się telepatycznie. Z jednej strony ów beznamiętny włodarz Des zdaje się wszechwiedzący (wszak nie chce nawet słuchać raportu Ais) ale z drugiej jakoby nic nie wie o "rebeliancki" planach Ais snutych pod jego "nosem". A już kryształowa czaszka to czysty absurd - raz działa znakomicie jako obezwładniacz robotów nie czyniąc ludziom (ani reszcie elektroniki) krzywdy by znów w rękach Sathama okazać się równie dobrym poskramiaczem ludzi. Zresztą same człekokształtne roboty są dla mnie jakimś niepojętym absurdem - po jakie licho (poza okolicznościami zemsty na Ais) akurat taki model wprowadzać masowo do produkcji i upychać je gdzie popadnie? Dlaczego właściwie nie ma żadnych innych? To ma być zaawansowana cywilizacja techniczna? Poza tym ten przerost formy - Wielki Mózg postanawia zniszczyć eksperyment Ais na wielkiej wyspie ale jak rozumiem planeta jest mu nadal potrzebna we w miarę nietkniętym stanie, więc po co ten cały cyrk z bombardowaniem z kosmosu ogromniastą skałą skoro można by wysłać ekspedycję na jednym z tych nowych ślicznych błyskawicznych kosmolotów i zwyczajnie mieszkańców owego skrawka lądu otoczonego wodą wybić co do jednego używając mniej lub bardziej zaawansowanej technologi. Niestety czuć, że zachciało się scenarzystom upchnąć w ten odcinek i Atlantydę i potop i piramidy i kryształową czaszkę i rozterki między sercem a rozumem - i tylko sensu zapomnieli dołączyć do kompletu. A już pożegnanie z sztandarową bohaterką cyklu w stylu "murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść" to czysta porażka. Tak, wiem, że niby "nie wszystka umarła" ale jakoś mnie taka roszada zupełnie nie przekonała. Już wolałbym jakiś epicki koniec z poświęceniem w tle - jak choćby wtedy, gdy wypalano obcych z ich księżycowej bazy. Najsmutniejsze, że później już było tylko gorzej...

13 V 2015   08:19:36

Jak już wytykamy błędy to znalazłem jeszcze jeden. :) Na zdjęciach planety, które są wyświetlane przy okazji omawiania planów ewakuacji z Wielkiej Wyspy Nil płynie normalnie, tymczasem w "Tajemnicy piramidy" Nil płynie przez obszar Sahary i dopiero Satham z Azazelem zmieniają jego bieg na dzisiejszy. No, ale to już oczywiste czepialstwo -autorzy na etapie tworzenia "Zagłady Wielkiej Wyspy" nie wszystkie późniejsze pomysły mieli doprecyzowane i widać że przynajmniej część rozwiązań fabularnych powstawała na bieżąco. Ale tak, jak wcześniej pisałem to już typowe czepialstwo z mojej strony ;-)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tintin nieprzerysowany
Marcin Osuch

29 III 2017

Nawet rozumiem decyzję Egmontu sprzed ośmiu lat aby wydawać zbiorcze, małe albumy z przygodami Tintina (i nie tylko). Biorąc pod uwagę zasobność czytelniczych portfeli oraz długość serii może to był jedyny sposób na szybkie przybliżenie tego legendarnego cyklu polskim fanom komiksu. Na szczęście przyszedł czas aby pokazać ten album w pełnej okazałości czyli w formacie A4.

więcej »

Trzynastka potomkiem faraonów?
Marcin Osuch

27 III 2017

Dwudziesty czwarty tom „XIII” jest kontynuacją nie tylko formalną tomu, jak łatwo się domyśleć dwudziestego trzeciego. Naśladuje on także sposób prowadzenia narracji oraz podział na poszczególne wątki. Ze wszystkim tego plusami i minusami.

więcej »

Kapitan Żbik: Milicjant – „Rycerz Prawa”
Sebastian Chosiński

26 III 2017

„Niewygodny świadek” to dokończenie dylogii rozpoczętej zeszytem „Na zakręcie”. To zarazem ostatni odcinek „Kapitana Żbika”, który wyszedł spod ręki innego rysownika niż Jerzy Wróblewski. Od strony fabularnej rewelacji nie ma; akcja jest niepotrzebnie rozwleczona, na dodatek w wyjaśnieniu sprawy pomaga milicjantom zabieg z gatunku „deus ex machina”.

więcej »

Polecamy

Na straganie w dzień targowy

Kadr, który…:

Na straganie w dzień targowy
— Jacek „Korodzik” Dobrzyniecki

Biali nie potrafią skakać
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Demoniczna danina damy w dworku
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Sorry, Winnetou
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

A ja widzę samo lasso!
— Konrad Wągrowski

O jeden most za daleko
— Marcin Osuch

Wszyscy ninja są tacy nerwowi?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Manty w pomarańczach
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Póki dysze jeszcze dyszą
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Namnożone namorzyny
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta dymki: Listopad 2015
— Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Bogowie z kosmosu: Kto przysięgnie, że tak rzeczywiście nie było?
— Paweł Ciołkiewicz

Bogowie z kosmosu: Otworzyły się niebiosa
— Paweł Ciołkiewicz

Bogowie z kosmosu: Świadek niepojętej techniki
— Paweł Ciołkiewicz

Bogowie z kosmosu: Piękny, choć nieludzki ląd…
— Sebastian Chosiński

Bogowie z kosmosu: Blask stu tysięcy słońc
— Paweł Ciołkiewicz

Bogowie z kosmosu: Szatan przybył na Atlantydę
— Konrad Wągrowski

Bogowie z kosmosu: Lądowanie na Niebieskiej Planecie
— Sebastian Chosiński

Z tego cyklu

Kto przysięgnie, że tak rzeczywiście nie było?
— Paweł Ciołkiewicz

Otworzyły się niebiosa
— Paweł Ciołkiewicz

Świadek niepojętej techniki
— Paweł Ciołkiewicz

Piękny, choć nieludzki ląd…
— Sebastian Chosiński

Seks aniołów z ziemskimi kobietami
— Konrad Wągrowski

Blask stu tysięcy słońc
— Paweł Ciołkiewicz

Szatan przybył na Atlantydę
— Konrad Wągrowski

Lądowanie na Niebieskiej Planecie
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Kapitan Żbik: Milicjant – „Rycerz Prawa”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Bo ja jestem, proszę pana, „na zakręcie”…
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Żbik vs. „Kruk”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Cyrkowcy na sto fajerek
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Wąż z Kraju Kwitnącej Wiśni
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: „Kruk” „Bocianowi” oka nie wykole
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Przebierańcy w niemieckich mundurach
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Grudzień 2015
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Saga o Geralcie z Rivii
— Paweł Ciołkiewicz

Tegoż autora

Mała Esensja: Jak długo gotuje się strusie jajo na twardo?
— Wojciech Gołąbowski

Dwupak tematyczny: Bez trzymanki
— Wojciech Gołąbowski

Esensja czyta dymki: Marzec 2017
— Wojciech Gołąbowski, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Wilmowski po latach: Czy można wyrosnąć z Tomka?
— Wojciech Gołąbowski

Piosenki Wojciecha Młynarskiego
— Przemysław Ciura, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Marcin T.P. Łuczyński, Konrad Wągrowski

Wilmowski po latach: Wyprawa ratunkowa jak wycieczka krajoznawcza
— Wojciech Gołąbowski

Wilmowski po latach: Dla czytelnika dorastającego z bohaterem
— Wojciech Gołąbowski

Wilmowski po latach: W nieznane, ale z kobietami
— Wojciech Gołąbowski

Wilmowski po latach: W klimatach szpiegowskich
— Wojciech Gołąbowski

Wilmowski po latach: Tajemniczo, ale i irytująco
— Wojciech Gołąbowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.