Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Marvel: X-Men: Następne Pokolenie

Esensja.pl
Esensja.pl
Tak jak statek Enterprise niejedną woził załogę, tak Profesor X niejedną generację superherosów wychował. Komiks o drużynie kolorowych trykociarzy początki miał niezbyt kolorowe – ale powstał jak Phoenix z popiołów, by dać nam jeszcze barwniejszych bohaterów, dzięki którym cykl o X-Men wyszedł poza medium komiksu, by przeniknąć najpierw na ekrany telewizorów, a potem kin. 63. tom Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela przybliża nam początki tego składu – kolorowe, przerysowane, nieco przaśne. Czy warto się z nimi zapoznać?

Chris Claremont, Dave Cockrum, Len Wein
‹Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #63: Uncanny X-Men: Druga Geneza›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielka Kolekcja Komiksów Marvela #63: Uncanny X-Men: Druga Geneza
Tytuł oryginalnyUncanny X-Men: Second Genesis
Scenariusz
Data wydania22 kwietnia 2015
RysunkiDave Cockrum
PrzekładTomasz Sidorkiewicz
Wydawca Hachette
CyklWielka Kolekcja Marvela
ISBN978-83-2820-304-4
Format232s. 170×260mm; oprawa twarda
Cena39,99
Gatunekprzygodowy, superhero
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Lata 60. ubiegłego stulecia to złote czasy dla wydawnictwa Marvel – hossa, jakiej Martin Goodman nie zaznał od czasów spektakularnego sukcesu Kapitana Ameryki. To wtedy zadebiutowali Spider-Man, Hulk, Thor – a powodzenie, jakim cieszyły się zeszyty z Fantastyczną Czwórką zrodziły apetyt na więcej takowych super-drużyn. Tak oto w roku 1963 narodzili się X-Men – grupa młodych mutantów pod wodzą potężnego telepaty Charlesa Xaviera. Pod okiem profesora uczyli się i dorastali Cyclops, Marvel Girl, Beast, Ice-Man i Angel. Ich przygody nie dorównywały jednak popularnością innym seriom Marvela – i mimo starań twórców po 66 zeszytach serię zamknięto w roku 1970. Przez kolejne kilka lat ukazywały się jedynie przedruki wybranych starych wydań – które, o dziwo, cieszyły się znaczącym zainteresowaniem. Marvel postanowił więc kuć żelazo, póki gorące – i tu, w roku 1975, zaczyna sie historia „Drugiej Genezy”.
Autorzy powtórnego debiutu podeszli do zagadnienia ambitnie i z pomysłem: zamiast odkurzyć jedynie starych bohaterów, zebrali pod wodzą dorosłego już i zaprawionego w boju Cyclopsa grupę zupełnie nowych mutantów z najróżniejszych zakątków Ziemi: teleportera z Niemiec, władczynię pogody z Kenii, człowieka ze stali zza Żelaznej Kurtyny (nie, nie chodzi o Czerwonego Syna), niezwykle silnego Indianina, niezniszczalnego Kanadyjczyka i władającego plazmą Japończyka. Pierwszą misją ten drużyny będzie uratowanie uwięzionych na tajemniczej wyspie… zaginionych w akcji oryginalnych X-Men. Odnajdą ich zatopionych we śnie, zastygłych w czasie – w starych, niemodnych, trącących myszką wdziankach.
„Druga Geneza” liczy sobie czterdzieści lat – i to widać na każdym kroku: nie tyle nawet w warstwie wizualnej, co fabularnej. Wrogowie, z jakimi przyjdzie się nowym X-Menom zmierzyć, są równie cudaczni i kolorowi jak sami mutanci. Czarna szpicbródka, monokl i cygaro… Albo starożytny smok-demon – który paszczy używa nie tyle by gryźć czy ziać ogniem, co kłapać, bez przerwy kłapać. W czasach, gdy komiks wciąż uważany był za najniższą formę sztuki, przeznaczoną głównie dla dzieci, autorzy próbowali ze wszystkich sił nadać marvelowskim zeszytom powieściowy sznyt – wprost zasypując czytelnika tekstem. Bohaterowie bez ustatnku droczą się między sobą i przerzucają się z łotrami pompatycznymi pogróżkami (obowiązkowo mówiąc o sobie w trzeciej osobie i przypominając czytelnikowi, jaki noszą pseudonim). Nie milkną ani w wirze walki, ani po otrzymaniu miażdżącego ciosu (a jeśli już, to tylko po to, by wygłosić rozwlekły monolog wewnętrzny) – narrator zaś co i rusz uświadamia nam, jak ważkich i doniosłych wydarzeń jesteśmy świadkami. Każdy zeszyt kończy się cliffhangerem, a okładka kolejnego aż gęsta jest od krzykliwych nagłówków. Akcja rzadko zwalnia, upstrzone dymkami kadry kipią energią, a sensacja przeplata się z mitologią i science-fiction.
Uświadczymy sporo typowej dla gatunku sztampy: wielkie roboty (niesławne sentinele, znane również kinomanom z ostatniej odsłony filmowej serii X-Men), cyborgi, humanoidy ze zwierzęcymi głowami, podróże kosmiczne… Nie brakuje kuriozów. Mniejsza o uproszczenia fabularne: choćby telepatyczne lekcje angielskiego dla obcokrajowców – obejmujące najwyraźniej także podstawowy zestaw uniwersalnych oraz bardziej spersonalizowanych inwektyw, ale słów takich jak „pan profesor” już nie, bo te Niemiec i Rosjanin wygłaszają w swoich językach. Wybaczyć można nawet pewną naiwność w materii socjologii polityki: ot, chociażby, że wydostać z komunistycznej Rosji człowieka, którego niezwykłej mocy świadkiem był cały kołchoz, to najwyraźniej błahostka! W końcu Profesor X jest potężnym telepatą. Ale pewne rozwiązania posuwają granicę naukowej umowności i zawieszenia niewiary do absurdu. Oto bowiem złoczyńcy zakotwiczyli swoją bazę na orbicie Słońca (sic!) – a wydostanie się z tejże, prosto w kosmiczną próżnię, okazuje się dla mutantów nie groźniejsze w skutkach niż wypadnięcie z łodzi do morza. Tego typu kosmicznych bzdur jest jeszcze kilka. Z drugiej strony pojawia się również kilka pomysłów ciekawych – jak choćby mutant nie będący człowiekiem, zbiorowa świadomość czy niewyjaśniona telepatyczna łączność z istotą z innego zakątka wszechświata. Oraz, oczywiście, metamorfoza Marvel Girl – jeden z kluczowych punktów serii.
Spora część materiału składającego się na 63. tom Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela to jedynie sympatyczne ramotki – oscylujące gdzieś między Bondami z Rogerem Moore′em a Scooby Doo. Trochę brakuje dobitniejszego zakończenia: po najdramatyczniejszym w całej historii zwrocie akcji, stanowiącym podwaliny pod „Sagę Mrocznego Feniksa” (która ukazała się w WKKM wcześniej, w tomie 6.), opowieść brnie w mało interesującym kierunku, serwując kolejną banalną historyjkę (z udziałem… skrzatów) – po czym kończy się, zostawiając pewien niedosyt i niedomknięte znacznie ciekawsze wątki. Na plus tej historii zaliczyć można jednak rozwinięcie historii Ororo. To jest właśnie siła tego tomu: tytułowe genezy. To ze względu na nie może mimo wszystko stanowić ciekawą lekturę – zwłaszcza dla polskiego czytelnika, który historię zbierania nowej drużyny pamiętać może z zeszytów wydanych niemal ćwierć wieku temu przez TM-Semic. To na kartach tej opowieści w szeregi X-Men wchodzą Wolverine – ulubieniec komiksiarzy, którego Hugh Jackman spopularyzował także wśród kinomanów – oraz Storm, Colossus i Nightcrawler, których również obejrzeć można na srebrnym ekranie (w komplecie supergrupa pojawia się w drugiej, najlepszej bodaj odsłonie filmowego cyklu o mutantach). Warto dodać, że X-2 stanowi istotne nawiązanie do „Drugiej Genezy” i współdzieli z nią punkt kulminacyjny – aczkolwiek w nieco zmienionej postaci. A choć sam komiks razić może współczesnego czytelnika sposobem narracji, to w warstwie wizualnej zestarzał się całkiem godnie: kreska Dave′a Cockruma jest do pewnego momentu nieco nieporadna (w pierwszych częściach Banshee wygląda niczym uciekinier z planu Planety Małp) – ale ekspresyjna i pełna detali, a wdzięczna zwłaszcza w odwzorowaniu techniki i architektury czy w ujęciach ze skomplikowaną perspektywą. Całości dopełniają żywe kolory – tak więc jeśli kogoś rażą coraz mroczniejsze filmy o superbohaterach, tu żółtego streczu znajdzie pod dostatkiem. Jest campowo, kolorowo – jak to w latach siedemdziesiątych. Do lektury bez fikuśnych, różowych okularów nostalgii lepiej jednak nie siadać – bo ilość czarnego tekstu w białych dymkach pomiędzy plamami jaskrawych barw może nadwyrężyć i oczy, i cierpliwość.
koniec
23 maja 2015
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Marvel: Warlock raz jeszcze
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

21 X 2017

Wybłagany u wydawcy pierwszy tom serii Jima Starlina „Warlock” szczęśliwie ukazał się na łamach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Szybko, bo już dwa numery później przygotowano jego kontynuację.

więcej »

Stare ale jare
Marcin Osuch

20 X 2017

Wydawnictwo Taurus zachęcone sukcesem „Valeriana” sięgnęło po kolejną klasyczną serię komiksu frankobelgijskiego. „Luc Orient” ma już swoje lata, ale czyta się go całkiem sprawnie.

więcej »

Gazeciary
Agnieszka ‘Achika’ Szady

19 X 2017

Komiks Briana K. Vaughana i Chrisa Chianga „Paper Girls” nie bez kozery porównywany jest do serialu „Stranger Things”. Grupka dzieciaków na rowerach i nadprzyrodzone tajemnice, a wszystko to w scenerii lat 80., czyli w czasach, kiedy przeciętny redaktor Esensji sam był w wieku głównych bohaterek.

więcej »

Polecamy

Warlock raz jeszcze

Marvel:

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oto wizja wpadki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Głos suwerena wysłuchany
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ogniu krocz za mną
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Film jednak lepszy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dwie twarze X-Men
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Inne recenzje

Marvel: Ławka rezerwowych wchodzi do pierwszego składu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z tego cyklu

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oto wizja wpadki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Głos suwerena wysłuchany
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ogniu krocz za mną
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Film jednak lepszy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dwie twarze X-Men
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Chaps #766: Ssskrzywienie zawodowe
— M. Fitzner

Chaps #765: Mruczne oblicze sprawiedliwości
— M. Fitzner

Chaps #763: Odstające Brzucho
— M. Fitzner

Chaps #762: Obzzzy
— M. Fitzner

Chaps #761: Złartwychwstanie
— M. Fitzner

Chaps #760: Biurokrecja
— M. Fitzner

Chaps #759: Kotka w butach
— M. Fitzner

Chaps #758: Kukurka
— M. Fitzner

Chaps #757: Przybysze z kotmosu
— M. Fitzner

Chaps #756: Corvus delicti
— M. Fitzner

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.