Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Z Bydgoszczy do serca dżungli

Esensja.pl
Esensja.pl
To zaiste niezwykłe, jak różnorodne były komiksowe zainteresowania Jerzego Wróblewskiego. Piąty album przedstawiający jego prace archiwalne (zbierający paski drukowane w gazetach) zawiera dwie klasyczne opowieści przygodowe, których bohaterem jest jedna z największych ikon amerykańskiej (a tym samym i światowej) popkultury – lord Greystoke, czyli po prostu… Tarzan.

Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #5: Tarzan / Skarb Tarzana›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #5: Tarzan / Skarb Tarzana
Scenariusz
Data wydaniamaj 2015
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca ONGRYS
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
ISBN9788361596561
Cena26,90
Gatunekhumor / satyra, western
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 21,47 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Na kolejny tom zbierający szerzej nieznane komiksy Jerzego Wróblewskiego, drukowane przed laty na łamach bydgoskiej popołudniówki „Dziennik Wieczorny”, musieliśmy tym razem czekać nieco dłużej. Ale opłacało się, bo nie dość, że Wydawnictwo Ongrys zaserwowało czytelnikom od razu dwa nowe albumy, to na dodatek zawierają one historie, które czytać można dzisiaj nie tylko z ogromną nostalgią, ale i wciąż sporym zainteresowaniem. Oczywiście jednak pod warunkiem, że z miejsca akceptujemy wszystkie zasady gry, czyli że nie przeszkadza nam fakt, iż mamy do czynienia z opowieściami przeznaczonymi dla nastolatków, które na dodatek – z racji takiego, a nie innego miejsca pierwodruku – rządzą się specyficznymi zasadami. Nie należy więc oczekiwać rozbudowanej, wielowątkowej fabuły, a i linearna narracja bywa tu często zaburzana. Lecz tak właśnie bywa z dziełkami drukowanymi w odcinkach, a powstającymi praktycznie z dnia na dzień, gdy autor na dodatek zaangażowany jest w inne, powstające w tym samym czasie, projekty.
W poprzednich odsłonach „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” najszerzej – jako gatunek – reprezentowany był ulubiony przez artystę western (vide „Tom Texas”, „Rycerze prerii”, „Skarb Irokezów” oraz niedokończone „My nigdy nie śpimy”); w zdecydowanej mniejszości były natomiast komiksy o proweniencji sensacyjnej („James Hart”), fantastycznonaukowej („Nie z tej ziemi”) oraz stricte humorystycznej („Przygody szeregowca Kromki”). Co oczywiście nie znaczy, że w tych tematach Wróblewski radził sobie gorzej. Przeciwnie! Był w stanie wyjść obronną ręką z każdego artystycznego pojedynku, lubił bowiem wyzwania i ich nie unikał. Czego przykładem są chociażby – opublikowane w tomie piątym „Archiwum” – dwie historyjki o Tarzanie. Rysownik zabawił się w tym przypadku również w scenarzystę, a inspiracje czerpał bezpośrednio z powieści Edgara Rice’a Burroughsa oraz powstałych na ich kanwie nader licznych filmów.
Pierwsza opowieść, zatytułowana po prostu „Tarzan”, ukazała się w „Dzienniku Wieczornym” w postaci pięćdziesięciu sześciu (w większości trzykadrowych) pasków, które drukowane były od 16 lutego do 8 maja 1969 roku. Ich zrekonstruowana wersja albumowa różni się nieco od oryginalnej – przede wszystkim tym, że tekst, który pierwotnie znajdował się pod rysunkami, przerobiono na klasyczne komiksowe „dymki”. I choć puryści mogą być podobną ingerencją zniesmaczeni, należy pomysłodawcy przyklasnąć. Historyjka zyskała tym samym, przynajmniej wizualnie, na dynamice i łatwiej się ją przyswaja. O czym natomiast traktuje? To opowieść o tym, jak – dosłownie i w przenośni – narodził się Tarzan, przyszły król małp. Poznajemy nieszczęśliwe losy jego rodziców, lorda Greystoke, Johna Claytona, i jego małżonki Alicji, którzy po buncie skazańców na statku, którym płynęli wzdłuż wybrzeży Afryki, zostali wysadzeni na brzegu i pozostawieni samym sobie. Czające się w dżungli niebezpieczeństwa przyczyniły się do ich przedwczesnej śmierci, ale nim do tego doszło, na świecie pojawił się ich jedyny syn. Wychowany przez małpy, które nadały mu imię, nauczył się, jak przetrwać w nieprzyjaznym środowisku, jak radzić sobie z przeciwnościami losu oraz złymi ludźmi i zwierzętami.
„Tarzan” Wróblewskiego, choć całą historię miejscami traktuje bardzo skrótowo, mimo wszystko trzyma się pierwowzoru literackiego. Dzięki temu niebawem na arenie pojawia się przybyła do Afryki wraz z kuzynem Tarzana, Cecilem Claytonem, Amerykanka Jane, w której nasz bohater zakochuje się praktycznie od pierwszego wejrzenia. Uczucie, którego doznał, jest tak silne, że ryzykuje dla niego nawet wyprawę do Europy i Stanów Zjednoczonych. Na szczęście, jak się okazuje, Jane także kocha Tarzana, więc oboje mogą wrócić na Czarny Ląd. Na pytanie, co ich tam czeka – odpowiada drugi komiks, czyli „Skarb Tarzana”. Krótszy w sumie o cztery paski, zaczął ukazywać się po miesiącu przerwy, to jest 8 czerwca 1969; ostatni odcinek pojawił się natomiast w gazecie 22 sierpnia. Można podejrzewać, że w wakacyjne tygodnie spragnieni wrażeń uczniowie każdego popołudnia wyrywali sobie z rąk kolejne wydania „Dziennika Wieczornego”, aby przekonać się, jakie tym razem przygody będzie przeżywać ich ulubiony (a przynajmniej jeden z ulubionych) bohater i jego najbliżsi. Właśnie, w liczbie mnogiej – „najbliżsi”, albowiem w „Skarbie Tarzana” Jane rodzi syna, któremu szczęśliwy tatuś nadaje imię Korak.
I w tym komiksie dzieje się sporo. Głównym problemem Tarzana stają się chciwi poszukiwacze diamentów, Copley i Barker (oraz ich ludzie), którzy dowiedziawszy się, że Tarzan ma złoto (skąd, wyjaśnione jest w zakończeniu poprzedniej opowieści), chcą wyciągnąć od niego jak najwięcej kruszcu. Ba! gotowi są nawet go zabić. Jakby tego było mało, we znaki spokojnej rodzinie dają się również handlarze niewolników. W każdym razie emocji nie brakuje, dzięki czemu tytułowy bohater ma mnóstwo okazji, aby wykazać się sprytem, mądrością, sprawnością fizyczną i odwagą. Warto dodać jeszcze, że małe stadko ludzkie z czasem poszerza się także o przyjaciół zwierzęcych; z obu opowieści dowiadujemy się, w jakich okolicznościach dołączyli do Tarzana i Jane pantera Szita, małpka Czikita oraz słoń Dumbo. Wszystko po bożemu, jak sobie Edgar Rice Burroughs wymarzył! Oczywiście, można też na oba komiksy nieco popsioczyć. Że trafiają się uproszczenia i skróty myślowe, które sprawiają, że fabuła traci na płynności. Że niektóre wątki są do siebie bliźniaczo podobne (vide nieustające zagrożenie ze strony tubylców). Że całość może sprawiać wrażenie, zwłaszcza dla osób wychowanych na współczesnych komiksach superbohaterskich, ramotki.
Graficznie Wróblewski tradycyjnie prezentuje wysoki poziom. Mimo niewielkich rozmiarów, kadry są dopracowane; postaci na długo zapadają w pamięć (Tarzanowi można pozazdrościć tężyzny fizycznej i idealnej sylwetki, Jane zaś – seksapilu), nie brakuje też szczegółów tła. Widać, że autor podchodził do swego zadania nadzwyczaj poważnie, nie stosując – z uwagi na miejsce druku – żadnej taryfy ulgowej. Po tym także poznać mistrza!
koniec
3 czerwca 2015
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

W strugach deszczu
Sebastian Chosiński

24 VII 2017

W „Czerwonym niebie nad Laramie” Red Dust rozprawił się z niezwykle groźnym bandytą. Nie czekały go jednak za to fanfary ani ordery. Cena, jaką musiał zapłacić za przywiązanie do sprawiedliwości, okazała się bardzo wysoka. Od tego zaczyna się piąty tom serii „Comanche” – „Mroczna pustynia”. A potem jest tylko ciężej.

więcej »

Kapitan Żbik: Z Bratysławy do Budapesztu
Sebastian Chosiński

23 VII 2017

Rok musieli czekać wielbiciele kapitana – a w zasadzie już majora – Żbika na kontynuację intrygi zapoczątkowanej „Granatową cortiną”. Wielu z nich zdążyło zapewne w tym czasie zapomnieć, o co w ogóle chodziło. Najważniejsze jednak, że chociaż z dużym poślizgiem, „Skok przez trzy granice” w końcu się ukazał. Szkoda, że na tle wielu innych „kolorowych zeszytów” serii prezentował się słabo.

więcej »

Marvel: Dwie twarze X-Men
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

22 VII 2017

Byli Avengers, była Fantastyczna Czwórka, przyszedł czas na X-Men. Dwunasty tom kolekcji Superbohaterowie Marvela poświęcony jest właśnie mutantom.

więcej »

Polecamy

Zaproszenie do jamy

Kadr, który…:

Zaproszenie do jamy
— Wojciech Gołąbowski

Samotni
— Wojciech Gołąbowski

Vahanara!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wymarsz o świcie
— Wojciech Gołąbowski

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Kapitan Żbik: Z Bratysławy do Budapesztu
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Niespodziewany awans i afera „Żelazo”
— Sebastian Chosiński

O kowboju, co kulom się nie kłaniał
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Skok na radziecką rybę
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Tarzan w leśnej kniei
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Nadzorca z trzeciego planu
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Syn i córka leśnika
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: „Polska ma wspaniałych milicjantów!”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Nie straszni nam szpiedzy z Zachodu!
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Genialny wynalazca kontra chciwi kapitaliści
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

W strugach deszczu
— Sebastian Chosiński

Prostaczek na miarę swoich czasów
— Sebastian Chosiński

Bo zło powinno zostać ukarane…
— Sebastian Chosiński

Jazz w cieniu Holokaustu
— Sebastian Chosiński

Zrodziło go Piekło
— Sebastian Chosiński

O kowboju, co kulom się nie kłaniał
— Sebastian Chosiński

Piaskiem w oczy
— Sebastian Chosiński

„Boskość” niejedno ma oblicze
— Sebastian Chosiński

Zbrodniarz i panna
— Sebastian Chosiński

Okazja czyni tchórza
— Sebastian Chosiński

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.