Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Miasto z rysą na sumieniu

Esensja.pl
Esensja.pl
Leworęki rewolwerowiec Durango nie ma łatwego życia. Nie dość, że dał się we znaki wielu ludziom, którzy najchętniej wpakowaliby mu kulkę w plecy albo zacisnęli sznur na szyi, to na dodatek nie potrafi przejść (a raczej: przejechać konno) obojętnie obok ludzkiej krzywdy. I z tego też powodu co rusz pakuje się w tarapaty. W siódmym tomie serii – „Loneville” – Yves Swolfs postawił naprzeciw szlachetnego kowboja bandę niejakiego White Heada.

Yves Swolfs
‹Durango #7: Loneville›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDurango #7: Loneville
Scenariusz
Data wydaniaczerwiec 2015
RysunkiYves Swolfs
Wydawca Elemental
CyklDurango
Cena38,00
Gatunekwestern
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Po krwawych, znaczonych dziesiątkami trupów, przygodach Durango na pograniczu amerykańsko-meksykańskim – przedstawionych przez Yves’a Swolfsa w trzech poprzednich odsłonach serii: od „Amosa” (1983), poprzez „Strzały nad sierrą” (1984), aż po „Ostatniego desperado (1985) – szlachetny rewolwerowiec rusza teraz na północ kraju. W okolicach miasteczka Loneville staje się przypadkowym świadkiem dramatycznych wydarzeń. Banda opryszków napada na farmę Stoneyów, morduje jej właściciela i jego dzieci; będąca świadkiem rzezi żona rolnika, nie chcąc przed śmiercią zostać dodatkowo pohańbiona gwałtem, próbuje się zastrzelić. Durango ratuje ją w ostatniej chwili, rozprawiając się z bezwzględnymi bandziorami. A potem pomaga zapakować na wóz najpotrzebniejsze rzeczy i rusza wraz z nią do najbliższego miasteczka. Liczy tam na dach na głową i coś gorącego do zjedzenia – wszak śnieg i mróz dały mu się już mocno we znaki.
Miasteczko nie wygląda jednak na przyjazne; większość domostw jest zrujnowanych i opuszczonych. Jakby nie tak dawno przeszedł przez nie potworny kataklizm. Durango widział już w swym życiu niejedno, ale ten obraz wydaje mu się szczególnie przygnębiający; rodzi też ogromny niepokój. Równie niechętni przybyszom z daleka okazują się także mieszkańcy. Tym bardziej że biorą rewolwerowca za jednego z członków pustoszącej okolice bandy. I pewnie wpakowaliby mu kulkę w plecy bądź w głowę, gdyby nie interwencja pani Stoney. Za nieznajomym ujmuje się też najbardziej wpływowy człowiek w mieście – właściciel banku; zaprasza Durango do siebie, oferuje mu nawet nocleg, lecz ten, kierowany niezawodnym instynktem, odmawia. Woli przenocować w jednej z opuszczonych chat, zdając sobie sprawę, że będzie ona znacznie lepszą kryjówką na wypadek przybycia do miasta rzezimieszków White Heada, który – tego kowboj jest pewien – gdy tylko dowie się o śmierci swoich ludzi, zapała do niego chęcią zemsty. I nie zawodzi się. Jasnowłosy herszt bandy zostaje sprowadzony do Loneville, a o zaistniałej sytuacji informuje go przybyły z osady mężczyzna w masce.
Yves Swolfs, zdając sobie sprawę z tego, że trudno będzie mu wyjść poza ograny schemat opowieści z Dzikiego Zachodu, stara się, jak może, podrasować fabułę. Chętnie sięga po inspiracje klasycznymi ekranowymi i literackimi westernami. W „Loneville” pobrzmiewają więc zarówno echa „Jeźdźca znikąd” (1953) George’a Stevensa, jak i „Niesamowitego jeźdźca” (1985) Clinta Eastwooda. A gdy wgryźć się głębiej, można też dostrzec motywy zaczerpnięte z innego dzieła Eastwooda, powstałego dwanaście lat wcześniej „Mściciela”. Tytułowe miasto bardzo przypomina filmowe Lago – w obu przypadkach mieszkańcy skrywają ponury sekret, za który przychodzi im po czasie zapłacić bardzo wysoką cenę. To, co spotkało, obywateli Loneville nie dzieje się bowiem przypadkiem. Ale tego Durango wiedzieć nie może. Oświeca go dopiero młoda sierota, rudowłosa córka Johna i Anny Alsworthów, którzy – jak wielu innych farmerów z okolicy (chociażby Stoney i jego dzieci) – padli ofiarą zabójców na usługach White Heada. Czy też raczej… mężczyzny w masce, bo to on zdaje się być najważniejszym złoczyńcą.
Tajemnica z przeszłości staje się kluczem do rozwiązania obecnych problemów mieszkańców. Jak radzi sobie z tym belgijski scenarzysta? Doskonale! I chociaż uważny czytelnik ma szansę dość szybko odkryć tożsamość zamaskowanego mężczyzny, to jednak wcale nie wpływa to na poziom emocji. Wręcz przeciwnie! Rodzi pytania, dlaczego zdecydował się on na współpracę z bandytami? Co nim kieruje? Odpowiedź poznajemy na finał i kapitalnie spina ona całość klamrą. Jak wiele razy wcześniej, Swolfs unika potępiania w czambuł; nie inaczej jest teraz. Niewinni mieszkańcy Loneville wcale nie są takimi barankami, zaś ten, który odpowiada za większość ich nieszczęść, niekoniecznie od razu zasługuje na napiętnowanie. Przy okazji, co także godne podkreślenia, twórca „Durango” podejmuje ważki problem społeczny, który dzisiaj na Zachodzie nikogo już nie szokuje, ale prawie trzydzieści lat temu – pamiętajmy, że ta część cyklu została opublikowana w 1987 roku – mógł wywoływać kontrowersje. Zwłaszcza, że Belg opowiada się po tej mniej oczywistej stronie barykady.
Akcja poprzednich kilku części cyklu rozgrywała się pod palącym słońcem pustyni i sierry; tym milsze będą odmalowane tym razem przez Yves’a Swolfsa zimowe krajobrazy. Co oznacza – przynajmniej w sferze wizualnej – powrót do otwierającego serię albumu „Psy zdychają zimą” (1981). Biel, wcale nie będąca tutaj symbolem niewinności, towarzyszy zresztą czytelnikom przez cały czas – bądź to pod postacią połaci śniegu, bądź koloru włosów White Heada (i kilku innych bohaterów). Na ich tle wybija się postać ogniście rudowłosej sieroty po Alsworthach, widzącej w Durango odważnego rycerza walczącego z mitycznym smokiem. Z tą różnicą, że tym razem smok – choć wielogłowy – nie jest postacią z bajek. „Loneville” – narysowane z wielką dbałością o szczegóły (do czego Belg zdążył nas już przyzwyczaić) – ma wszelkie atrybuty wyborowego westernu, czyli porwania i ucieczki, podstępne zasadzki i pojedynki rewolwerowców, zdrady i miłości. Czegóż można chcieć więcej?!
koniec
12 sierpnia 2015
dodajdo

Komentarze

16 VIII 2015   15:20:00

faktycznie palce lizać, ale całość wtórna

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Krzyżowcy, heretycy i obcy
Paweł Ciołkiewicz

22 XI 2017

„Jezioro ognia” to ciekawa mieszanka komiksu historycznego z elementami s-f. Oto w roku 1220 w samym środku kolejnej krucjaty skierowanej przeciwko heretykom gdzieś w Pirenejach rozbija się statek kosmiczny, z którego wypełzają na świat obcy. Jak na widok tych potworów zareagują duchowni i rycerstwo od lat tępiące wyimaginowanego diabła?

więcej »

Esensja czyta dymki: Listopad 2017 (3)
Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady

21 XI 2017

W tym miesiącu komiksy czytamy jak szaleni czego wynikiem jest już trzecia porcja króciaków.

więcej »

Krąg śmierci
Paweł Ciołkiewicz

20 XI 2017

„Shi ki” to nowa mroczna opowieść grozy w ofercie wydawnictwa Waneko. Podczas upalnego lata w małej wiosce położonej gdzieś w górach zaczynają umierać ludzie. Czy w Sotobie rozpoczyna się jakaś epidemia? A może wyjaśnienie zagadki jest znacznie bardziej złowieszcze?

więcej »

Polecamy

Przeczytać Panterę i zapomnieć

Marvel:

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oto wizja wpadki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Głos suwerena wysłuchany
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ogniu krocz za mną
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Nie taki wampir straszny jak o nim mówią
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zrodziło go Piekło
— Sebastian Chosiński

Górniczy protest na Dzikim Zachodzie
— Sebastian Chosiński

U podnóża Gór Skalistych
— Sebastian Chosiński

Nawet stryczek mu nie straszny
— Sebastian Chosiński

Gdybyś tylko chciał, zaciągnęłabym cię do łóżka!
— Sebastian Chosiński

Piękna, niebezpieczna i… uzbrojona
— Sebastian Chosiński

Desperados spod jasnej gwiazdy
— Sebastian Chosiński

Wyzwolenie bez teologii, czyli Durango z domieszką marksizmu
— Sebastian Chosiński

W drodze do Meksyku wiele zdarzyć się może
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Dziennikarskie śledztwo Maigreta
— Sebastian Chosiński

Przeznaczenie, którego należy uniknąć
— Sebastian Chosiński

Człowiek-Nietoperz w stylu Jamesa Bonda
— Sebastian Chosiński

Płaszcz i szpada, Londyn i Karaiby
— Sebastian Chosiński

Coraz więcej fantasy
— Sebastian Chosiński

Kuszenie Damiana Wayne’a
— Sebastian Chosiński

A imię jego to Czerwony…
— Sebastian Chosiński

Na troje babka wróżyła
— Sebastian Chosiński

Od „wow!”, poprzez „brrr!”, aż do „uff!”
— Sebastian Chosiński

Wejść, dopaść, przeżyć!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.