Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Czy kapitan Żbik miał przyrodniego brata?

Esensja.pl
Esensja.pl
Trzeci w tym roku, a siódmy w ogóle, album z cyklu „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” przynosi dwa komiksy gazetowe autorstwa najpłodniejszego polskiego twórcy historii obrazkowych. Tym razem przypomniane zostały opowieści szpiegowsko-sensacyjne, których głównym bohaterem jest oficer bydgoskiej komendy Milicji Obywatelskiej, kapitan Jasny, na którego drodze stają zdrajcy i zaprzańcy idący na pasku rewizjonistów z Republiki Federalnej Niemiec.

Andrzej Białoszycki, Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #7: Kapitan Jasny›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #7: Kapitan Jasny
Scenariusz
Data wydaniapaździernik 2015
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca ONGRYS
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
Gatunekhumor / satyra, western
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Archiwa Jerzego Wróblewskiego to prawdziwa studia bez dna. Można z niej co rusz wyciągać nowe, nigdy dotąd niepublikowane w formie albumowej opowieści, a ich końca praktycznie nie widać. Tylko w tym roku ukazały się już dwa komiksy: przygodowy o Tarzanie (1969) oraz sensacyjny o zrzeszającej byłych nazistów zbiegłych po drugiej wojnie światowej do Ameryki Południowej organizacji „Brunatny Pająk” (1977-1978). Wszystkie ukazywały się pierwotnie na łamach bydgoskiej popołudniówki „Dziennik Wieczorny” i od czasu pierwodruku w formie pasków nie były wznawiane. Podobnie rzecz się ma z dwiema historiami o kapitanie Jasnym, do których scenariusz napisał Andrzej Białoszycki, w przyszłości jeden z bliższych współpracowników Wróblewskiego. Wcześniej stworzyli już westernową opowieść „Leworęki” (1973-1974), później natomiast pracowali razem między innymi nad „Skarbem Irokezów” (1976) i wspomnianym już „Brunatnym Pająkiem”. Uczciwie przyznać jednak trzeba, że scenariusz nie jest najmocniejszą stroną obu zamieszczonych w siódmej odsłonie „Archiwum…” komiksów.
A główna tego wina tkwi nie tyle w braku talentu Białoszyckiego, ile w przyjętym z góry założeniu o propagandowym wymiarze „Kapitana Jasnego”, który tym samym jawi się jako trochę uboższy krewny… kapitana Żbika. Co ciekawe, kiedy powstawały opowieści o Jasnym, Wróblewski był już etatowym rysownikiem serii o Żbiku (zadebiutował w 1973 roku trylogią „Wieloryb z peryskopem”, „Wiszący rower” i „Tajemniczy nurek”). Można więc uznać, że pomysł powołania do życia oficera Komendy Głównej MO w Bydgoszczy był powieleniem tamtego konceptu i przeniesieniem go na grunt lokalny. Ale nie tylko w legendarnym komiksowym milicjancie z Warszawy należy upatrywać inspiracji obu autorów. W jeszcze większym stopniu Białoszycki opierał się zapewne na scenariuszach popularnych w latach 60. i pierwszej połowie lat 70. XX wieku filmów sensacyjno-szpiegowskich, opowiadających o walce służb specjalnych komunistycznej Polski z wszelkiej maści zdrajcami i agentami Zachodu, jak chociażby „Dwaj panowie N” (1961) Tadeusza Chmielewskiego, „Spotkanie ze szpiegiem” (1964) Jana Batorego czy „Hasło Korn” (1968) i „Na krawędzi” (1970) Waldemara Podgórskiego.
We wszystkich wymienionych powyżej filmach źródłem zarazy docierającej do Polski był wywiad Republiki Federalnej Niemiec. To on – słowem: pogrobowcy Hitlera – werbował i szkolił agentów, których następnie przerzucano nad Wisłę, aby działali na szkodę komunistycznej ojczyzny. Z podobnym schematem mamy do czynienia w „Kapitanie Jasnym”. Historia pierwsza – zatytułowana „Kryptonim Złota Doxa” – ukazywała się pierwotnie (w formie dwudziestu dziewięciu trzykadrowych pasków) od 4 czerwca do 16 lipca 1974 roku. Dzielny milicjant zostaje pewnego dnia wezwany przez swego szefa, który przekazuje mu informację z Centrali (niemal jak w „Stawce większej niż życie”, prawda?), że do siedziby wywiadu RFN zgłosił się uciekinier z Polski, Jan Romecki, który do tej pory pracował w jednym z przedsiębiorstw w powiecie tucholskim. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że po odpowiednim przeszkoleniu zostanie on odesłany do kraju, aby stworzyć na Kujawach i Pomorzu siatkę szpiegowską. I tak też się dzieje – otrzymawszy nową tożsamość, Romecki przekracza nielegalnie granicę (a precyzyjniej: dwie granice) i przystępuje do działalności wywrotowej.
Podobnie rzecz ma się z fabułą „Kryptonimu Pająk”, który zaczął ukazywać się na łamach „Dziennika Wieczornego” zaledwie tydzień po zakończeniu „Złotej Doksy” i pojawiał się aż do 29 sierpnia (w sumie dwadzieścia sześć pasków). Tu czarnym charakterem jest niejaki Roman Domański – współwłaściciel sklepu galanteryjnego w centrum Torunia. Podejrzany niejako z definicji, bo przecież jest 1950 rok, a on prowadzi prywatny interes. Na dodatek nie wiadomo, skąd wziął pieniądze na jego otwarcie. Jakby tego było mało, kontrolujący finanse Domańskiego urzędnik skarbówki znajduje przez przypadek w jego biurku zupełnie nowy pistolet. Gdy prowadzi go do siedziby urzędu bezpieczeństwa, prywaciarz ucieka, potem przedostaje się na Zachód, do RFN-u, gdzie przechodzi szkolenie dywersyjne i zostaje przerzucony z powrotem do kraju. Ciąg dalszy jest już niemal taki sam, jak we wcześniejszej historyjce. Dzielni milicjanci zarzucają sieci, aby złapać odszczepieńca, który śmiał podnieść dłoń na mlekiem i miodem płynącą Polskę Ludową. Scenariusz obu komiksów o Jasnym idealnie wpisuje się w socrealistyczny schemat z lat 40. i 50. XX wieku. Ale przecież historie te powstały ponad dwie dekady później, niemal w połowie lat 70., kiedy krajem rządził – zdawało się, że oświecony – Edward Gierek. Dziwne?
Niekoniecznie. Ten okres to nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim w Związku Radzieckim, skąd płynęły nad Wisłę główne wzorce postępowania, czas stopniowego rehabilitowania epoki stalinowskiej. W literaturze, filmie i komiksie (vide wiele historyjek publikowanych od 1976 roku w Magazynie Opowieści Rysunkowych „Relax”) następował coraz bardziej widoczny powrót do idei socrealizmu; ponownie z jednej strony chwalono na potęgę robotniczy trud (seriale „Dyrektorzy”, „Ślad na ziemi”), z drugiej – przestrzegano przed zachodnioniemieckim rewizjonizmem, symbolizowanym przez postaci Herberta Czai i Herberta Hupki, działaczy Związku Wypędzonych, którzy ponoć tylko czekali na to, aby odebrać nam Wrocław, Opole, Szczecin i Gdańsk. Tacy jak oni przysyłali nad Wisłę, Odrę i – jak widać również Brdę – szpiegów, których celem było niszczenie fundamentów Polski Ludowej. Przejawem takiego sposobu myślenia był zarówno szpiegowski film „Orzeł i reszka” Ryszarda Filipskiego (1974), jak i powstałe dokładnie w tym samym czasie komiksy o kapitanie Jasnym. To nie był przypadek. Taka była wtedy atmosfera.
Fabularnie oba „Kryptonimy…” wpisują się w oficjalną politykę ówczesnego rządu. Dzisiaj nie ma to już jednak większego znaczenia. Ważniejsze jest to, czy bronią się od strony scenariuszowej? Odpowiedź na to pytanie powinna zaś brzmieć: i tak, i nie. Tak, ponieważ gdyby te historyjki rozbudować, mogłyby przybrać postać interesujących komiksów akcji z wybijającym się na plan pierwszy wątkiem szpiegowskim. Nie, gdyż sporo w nich luk (w dużej części wynikających zapewne z narracyjnego pośpiechu). Można się bowiem zastanawiać, po co Romeckiemu po powrocie do kraju nowa tożsamość, skoro ma działać na terenie, z którego pochodzi i gdzie jest doskonale znany. Dopiero fakt, że posługuje się innym nazwiskiem niż dotychczas, mógłby wzbudzić uzasadnione podejrzenia. Ale jeszcze dziwniejsze jest to, co wyprawia urzędnik skarbowy przeprowadzający kontrolę u Domańskiego. Znalazłszy u niego broń, zamiast pogłówkować, jak wciągnąć go w pułapkę, oznajmia mu wprost, że chce go zaprowadzić do Urzędu Bezpieczeństwa. To wygląda raczej na ostrzeżenie typu: „Bierz nogi za pas, póki jeszcze masz możliwość!”, niż spełnienie obywatelskiego obowiązku.
Podobnych niekonsekwencji scenariuszowych jest więcej, ale wymienianie ich zmuszałoby recenzenta do zdradzenia zbyt wielu szczegółów fabuły – dlatego pozostałe przemilczymy. Ale komiks to przecież nie tylko warstwa literacka, lecz także – a może przede wszystkim – wizualna. Od tej strony „Kapitan Jasny” prezentuje się doskonale. Oczywiście jak na historie, które miały postać czarno-białych pasków gazetowych. Podkreślmy jednak, że to w dużej mierze zasługa bydgoskiego twórcy komiksowego Macieja Jasińskiego, który pracował nad obecną edycją albumu, nie tylko w pocie czoła rekonstruując stare wycinki, ale dodatkowo przerabiając je na wersję z „dymkami”. Pierwotnie bowiem tekst – podobnie jak to było w „Rycerzach prerii” (1965) i „Skarbie Irokezów” (1976) – znajdował się pod rysunkami. To zdecydowanie przyspieszało pracę, co w przypadku opowieści powstającej praktycznie z dnia na dzień było istotnym ułatwieniem dla Wróblewskiego. W formie poprawionej czyta się jednak „Kapitana Jasnego” dużo lepiej; nie trzeba dzielić uwagi, a tekst – nawet jeżeli wychodzi poza kadr – staje się integralną częścią historii.
Inna sprawa, że gdyby nie pojawiające się od czasu do czasu nazwisko głównego bohatera obu „Kryptonimów…”, można by pomyśleć, że mamy do czynienia z jakimiś cudem odnalezionymi epizodami „Kapitana Żbika” – tak obaj oficerowie milicji są do siebie podobni. Ale przecież Jerzy Wróblewski w wielu swoich komiksach wykorzystywał twarz Żbika. W pewnym sensie stała się ona znakiem rozpoznawczym bydgoskiego rysownika. Ciekawe czy odnajdziemy ją także w kolejnych częściach „Archiwum…”? A jest na co czekać. Tytuły opowieści, które znajdą się w zapowiedzianych już na rok następny dwóch albumach, mówią same za siebie: „Zemsta faraona”, „Ringo”, „Montana” oraz „Pod korsarską banderą”.
koniec
23 września 2015
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Gazeciary
Agnieszka ‘Achika’ Szady

19 X 2017

Komiks Briana K. Vaughana i Chrisa Chianga „Paper Girls” nie bez kozery porównywany jest do serialu „Stranger Things”. Grupka dzieciaków na rowerach i nadprzyrodzone tajemnice, a wszystko to w scenerii lat 80., czyli w czasach, kiedy przeciętny redaktor Esensji sam był w wieku głównych bohaterek.

więcej »

Superbohaterska nostalgia
Paweł Ciołkiewicz

18 X 2017

Podczas lektury „Czarnego młota” można – w każdym razie początkowo – odnieść wrażenie, że jest to kolejna, typowa współczesna wariacja na superbohaterskie tematy. Bardzo szybko jednak staje się jasne, że opowieść Jeffa Lemire’a na tle podobnych komiksów wyróżnia się nieco nostalgiczną atmosferą i wielowymiarowymi charakterystykami bohaterów.

więcej »

Anonimowi bohaterowie
Paweł Ciołkiewicz

16 X 2017

Jean-David Morvan, Séverine Tréfouël oraz David Evrard dalej snują swoją nieco baśniową opowieść o Irenie Sendlerowej, działaczce ruchu oporu, która podczas drugiej wojny światowej ocaliła życie około dwóch i pół tysiąca żydowskich dzieci. Drugi tom komiksu przynosi kolejną odsłonę tej wzruszające historii o walce, honorze i wytrwałości. Tym razem swoje pięć minut mają ci, o których zazwyczaj się nie mówi.

więcej »

Polecamy

Zaproszenie do jamy

Kadr, który…:

Zaproszenie do jamy
— Wojciech Gołąbowski

Samotni
— Wojciech Gołąbowski

Vahanara!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wymarsz o świcie
— Wojciech Gołąbowski

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.