Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Krótko o komiksach: Kwiecień 2003

Esensja.pl
Esensja.pl
„Kran: Walou-Walou, dziedzictwo przodków”, „Jak powstaje manga: Mangowe ślicznotki”, „Charly: Piekielna zabawka”, „Charly: Zatopiona wyspa”, „Dilberta próba ucieczki z biurowej zagródki”, „Pielgrzym: Rajski ogród”
Walou, Walou - Dziedzictwo przodków
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tomasz Sidorkiewicz [80%]
Dyplomatyczny oddział komandosów w akcji
Kunu – wredny, złośliwy pokurcz – został królem Torgnolu (jak do tego doszło: patrz tom pierwszy przygód Krana – „Runy Gartagueula”). U jego boku staje piękna wojowniczka, która natychmiast zaczyna knuć plany, jak by to się pozbyć nowego władcy. A że Igor, nadworny wypróbowywacz broni, opuszcza swoje stanowisko (a przy okazji i dwór), ma ona ku temu doskonałą okazję. I w ten oto sposób barbarzyńca Kran, jego wilkołak i horda lokalnych zabijaków znowu będzie miała sposobność do utworzenia „dyplomatycznego oddziału komandosów” i wdania się w kilka bijatyk – z Hunami, prawiecznymi bestiami oraz, przede wszystkim, między sobą.
Kran to kolejna, po sagach ze świata Troy i przygodach Pelissy, historia osadzona w klimatach humorystycznej fantasy. Rubaszny, często nawet rynsztokowy humor miesza się z żartami słownymi, nawiązującymi do współczesnych czasów („Nasz czarownik, wielki Kodakolor, wyczuł wraz z twoim przybyciem, jakieś czarne, ponure przesłanie. A ponieważ źle odbiera czarno-białe obrazy, nic więcej o tym nie wiadomo.”) i charakterystyczne przerysowane, karykaturalne postacie powodują, że kolejny tom przygód Krana staje się bezpretensjonalną rozrywką i kpiną ze standardowych schematów heroic fantasy. Wskazana znajomość treści tomu pierwszego – w drugim powraca kilka poznanych wcześniej postaci, a sam początek jest bezpośrednią kontynuacją tegoż (przez co nieco niezrozumiałą dla tych, którzy zetknęli się z „Walou-Walou, dziedzictwem przodków” nie znając „Runów Gartagueula”).
Polska edycja to – jak zwykle w przypadku wydawnictwa Amber – kredowy papier, twarda, kartonowa okładka i znacznie lepsza niż w pierwszym tomie jakość reprodukcji ilustracji. I, również jak zwykle, przerost ceny nad zawartością.
Nie dla dzieci – komiks zawiera sceny przemocy i aluzje seksualne.
Kilkanaście minut solidnego rechotu (choć czasem dość obrzydliwego).
Mangowe ślicznotki
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Robert Adler [30%]
Rozczarowanie
Siódmy tom serii „Jak powstaje manga” wydawnictwa Waneko, noszący tytuł „Mangowe ślicznotki” okazuje się pewnym rozczarowaniem. Zawarte w nim porady pomyślane jako pomoc dla początkujących mangaków nie są już tak wartościowe jak w poprzednich częściach i można zacząć wątpić w sens istnienia poradnika, którego treść jest zupełnie nieprzydatna.
Podstawowe informacje o rysowaniu postaci kobiet są może merytorycznie prawidłowe, ale co z tego, skoro rysunki je ilustrujące zupełnie nie przypominają tego co zwykliśmy kojarzyć z mangą, a przecież o to chyba chodziło twórcom serii? Na początku książki znajdujemy wprawdzie kilka wskazówek jak rysować „mangowe oczy”, jednak w dalszych jej częściach twórca rysunków wydaje się wręcz celowo je ignorować – poza kilkoma ilustracjami ewidentnie przerysowanymi z mang innych autorów, rysunki wyglądają raczej jak z radzieckiej książeczki do kolorowania. Niektóre są wręcz żenująco nieudolne i po prostu brzydkie, żeby nie powiedzieć odrażające (szczególnie polecam pod tym względem rysunki zatytułowane „pod prysznicem” na str. 60-61). Jedyne jako tako przydatne informacje dotyczą tradycyjnych strojów japońskich, ale biorąc pod uwagę jakość pozostałych ilustracji nie wiem, czy można polegać na ich dokładności.
Podsumowując. Ta część jest zdecydowanie słabsza od poprzednich. Można też zadać pytanie dla kogo została pomyślana. Ci, którzy rysować nie potrafią tu się tego nie nauczą, ci zaś którzy potrafią, a chcieliby się nauczyć stylu „mangowego” również nie mają czego tu szukać – lepiej już zwyczajnie przeczytać kilka mang i podejrzeć jak oni to robią… Aha, jeszcze jedno: ciągłe używanie przez autorów polskiego tłumaczenia słowa „ślicznotka” może drażnić nie tylko feministki.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wojciech Gołąbowski [50%, 60%]
Poważne problemy małego chłopca
Seria „Charly”, którą zaczęła w Polsce wydawać firma „Podsiedlik, Raniowski i spółka”, w oryginale liczy już 10 albumów. Rysowana przez osobę kryjącą się za miłym dla oka i ucha pseudonimie Magda według scenariusza Lapiere′a jest oryginalnie kierowana do czytelników między 15 a 77 rokiem życia. Duże kadry, niewiele szczegółów, prosta kolorystyka (zwłaszcza pierwszej części cyklu) i brak eksperymentów formalnych wpisuje się jednak najwyraźniej ku dolnej z tych granic wiekowych… Polski wydawca umocnił to, decydując się na wprowadzenie dużego, prostego, czytelnego liternictwa.
Portal Bdzone postanowił zaliczyć serię do fantastyki. Po lekturze obu wydanych u nas albumów uważam to za błąd. Faktycznie, niektóre (nawet bardzo istotne) elementy akcji mogą na to wskazywać, ale… To raczej komiks obyczajowy z elementami fantastyki. Lub nawet sensacyjny.
Poznajemy naszego bohatera (Charly′ego) jako mieszkającego w Paryżu sześciolatka. Wraz z rozwojem cyklu komiksowego będzie on coraz starszy (na okładce dziesiątej części jest już kilkunastolatkiem)… Ale póki co jest małym chłopcem, którego ojciec, mając dość rzadki kontakt z synem, postanawia ulec kaprysowi w sklepie z zabawkami. Kupuje model statku kosmicznego Kapitana Pioruna, bohatera ulubionego serialu animowanego chłopca. Niestety, wada układu elektrycznego uniemożliwia zabawę, więc następnego dnia model zostaje wymieniony na inny egzemplarz… Na egzemplarz, który zdążył już zranić asystenta kierownika sklepu w bardzo dziwnych okolicznościach…
okładka oryginalna
okładka oryginalna
W przeciwieństwie do oryginalnej, okładka polskiego wydania może wprowadzać nieco zamieszania. Zwłaszcza co do osoby głównego bohatera. Ale Charly to właśnie ów mały chłopiec, z którego głowy kapie krew. Owszem, chłopiec żyje… Problem jednak w tym, że żyje także statek kosmiczny, który się nad nim unosi. Który reaguje na polecenia dziecka, niezależnie od tego, czy są one dobre, czy złe… Polscy miłośnicy komiksów z pewnością pamiętają fabułę ósmego albumu przygód rodziny Thorgala, w którym Alinoe na polecenie Jolana surowo karze jego matkę. Tu sytuacja jest bardzo podobna. W dodatku pojazd reaguje nawet bez jego rozkazu, co czasem jest plusem (Kapitan Piorun z pewnym momencie ratuje chłopcu życie, unosząc go sprzed maski rozpędzonego samochodu), częściej jednak minusem (o czym niewątpliwie świadczą liczne ofiary Kapitana)… Koniec końców, zagrażający społeczeństwu Kapitan Piorun zostaje wyeliminowany z gry. Czy skutecznie? Już choćby oryginalne okładki kolejnych albumów serii zdają się tego nie potwierdzać…
Sprawa z Kapitanem Piorunem (którego istnienie wyjaśniono popularnonaukowo pod koniec albumu) mocno wpływa na samego chłopca. Charly doznaje głębokiego urazu psychicznego. Tworzy własny świat, w którym Kapitan nadal jest z centrum zainteresowania. Reszta dzieciństwa nie istnieje, legło z gruzach. Teraz rodzicom potrzeba wiele cierpliwości… Rodzicom, których Charly uważa za winnych, którzy stracili w jego oczach cały autorytet, którym się sprzeciwia w każdej dogodnej sytuacji… Ale z którymi kilka miesięcy później wybiera się na wypoczynek na holenderskie Wyspy Fryzyjskie.
Nieznajomość języka? Żaden problem: rychło znajduje się sympatyczna tubylcza rodzina władająca językiem francuskim. Dziadkowie i ich wnuczka, w wieku chłopca… Wydaje się Wam, że wiecie, jak potoczą się dalsze losy bohaterów? To się mylicie… Wokół wyspy aktywizuje się wojsko, co związane jest z rosyjską łodzią podwodną, która – po wystąpieniu awarii – osiadła na dnie w pobliżu. W dodatku bardzo pogarsza się pogoda…
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Autorzy w komiksie przeznaczonym raczej dla dzieci umiejętnie przemycają stopniowo coraz to ważniejsze treści. Mały bohater zmaga się z coraz większymi życiowymi problemami. Musi stawiać czoło dorosłości o wiele szybciej, niż powinien. Jak to się na nim odbije? Zobaczymy (mam nadzieję) w kolejnych częściach serii.
Mam też nadzieję, że wydawca dołoży więcej starań do strony edycyjnej. Zarówno w części pierwszej, jak i w drugiej wiele plansz ma kolor przesunięty w stosunku do czerni, co nie tworzy obrazu miłego dla oka. Podobnie niemiłe jest liternictwo – jeśli ma być tak duże, to niech przynajmniej zostanie lepiej rozplanowane, by nie wchodziło na brzeg dymku… Niestaranność w wykonaniu polskich napisów aż bije po oczach. A szkoda.
Podsumowując: nowa na polskim rynku komiksowym seria jest przeznaczona dla nieco starszych od samego bohatera dzieci, prawdopodobnie mając w swym zamyśle pomóc im uświadomić sobie problemy dorosłości, które – przędzej czy później – na nich czekają. Nie jest to chyba jednak seria dla czytelników wykazujących już głębszą znajomość realiów komiksowych, gdyż dla takich zaprezentowany poziom rysunków może się okazać zbyt banalny, a błędy edycyjne zbyt widoczne.
Dilberta próba ucieczki z biurowej zagródki
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wojciech Gołąbowski [60%]
Adamsa próba uporządkowania pasków
„Dilberta próba ucieczki z biurowej zagródki” jest kolejną recenzowaną przeze mnie pozycją z cyklu autorskiego Scotta Adamsa i zarazem dopiero pierwszą, którą z czystym sumieniem mogę umieścić w dziale „Komiks”. Jest ona realizacją wizji, którą mam przed oczami podczas lektury innych zebranych w garść pasków komiksowych, na przykład Garfielda. Jest to po prostu krok po kroku, pasek po pasku, uporządkowany zbiór przygód Dilberta i jego biurowych towarzyszy niedoli, datowanych od końca września ′93 do połowy lutego ′95. Zgromadzono tu zarówno publikowane w robocze dni tygodnia (i soboty) trójdzielne paski czarno-białe, jak i niedzielne paski ośmioczęściowe. Przy czym te ostatnie – oryginalnie kolorowe – zostały zredukowane do nienajładniejszych odcieni szarości.
W kwestii przypomnienia: Dilbert jest inżynierem, zatrudnionym w dużej firmie, zarządzanej przez bodaj najgorszą, najgłupszą i najbardziej wredną kadrę kierowniczą w świecie. Jego bezpośredni przełożony, ignorant z „rogatą” fryzurą, nie przepuści żadnej okazji, by dołożyć mu więcej bezproduktywnych zajęć, przy okazji wciąż obcinając przeznaczone na to fundusze. Jego współtowarzysze w niedoli, Wally, Alice i grono postaci trzecioplanowych są gotowi na podłożenie każdej świni, jeśli tylko ułatwi to im pracę (czyt.: pozwoli na słodkie lenistwo, ale jednocześnie ochronę zdrowia – oszczędzenie nerwów, gdy po kilku miesiącach kierownik bez powodu zmieni lub skreśli bieżący projekt). Postacie, z którymi Dilbert mieszka – Piesbert, Szczurbert i dinozaur Bob (oraz wizytujący ich od czasu do czasu Śmieciarz) niemal na każdym kroku udowadniają bohaterowi, że są od niego mądrzejsi, a co ważniejsze – sprytniejsi i potrafiący bezwzględnie wykorzystać wszelkie ludzkie słabości, uprzedzenia i błędy.
Brzmi ponuro? Cóż, życie nie rozpieszcza Dilberta. Gdy kierownictwo wymaga 178 godzin pracy tygodniowo, trudno jest znaleźć sobie dziewczynę… Jak trudno, można przeczytać samemu – jest to bodaj jedyny dłuższy cykl w całym zbiorze. Przy czym – uwaga: nie zalecam pożarcia całej książki w jeden dzień. To, co ostrożnie dozowane jest śmieszne, w większym zestawieniu zaczyna zastanawiać, denerwować, smucić, złościć (niepotrzebne skreślić). Zaczynamy szukać – a co gorsza, znajdować liczne analogie do naszego własnego życia, pracy, kariery… A wtedy już zazwyczaj nie ma się z czego śmiać.
Pierwsze dwie pozycje z serii o Dilbercie na mojej półce są w białej szacie graficznej. Okładki kolejnych są barwne, za to w dwóch różnych rozmiarach. Więc choć rozumiem zamysł wydawnictwa, by i ta książka miała wymiary podobne do poprzednich, muszę stwierdzić, co następuje: ponieważ jednolitości grzbietów serii i tak nie udaje się czytelnikowi osiągnąć, szerokie, puste przestrzenie pomiędzy trzema paskami na stronie są karygodnym marnotrawstwem papieru. Skoro udało się zmieścić pasek niedzielny w takich samych trzech linijkach, należało odpowiednio zmniejszyć rozmiar książki.
Cytat albumu:
– Wolałbym, abyś od tej chwili nie nazywał mojego gatunku uwłaczającym słowem „szczur”. Poprawny termin to „Szczurrus”. Każda grupa ma prawo do wyboru własnej nazwy. Musisz to uszanować.
– Od tej chwili nie nazywaj mnie psem. Od teraz moja poprawna nazwa brzmi: „Mądrzejszy od durnego Szczurrusa”.
Pielgrzym: Rajski Ogród
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wojciech Gołąbowski [60%]
Z dziennika krytyka
Gdy po raz pierwszy ujrzałem „Rajski ogród”, wiedziałem, że prędzej czy później trafi na moją półkę z komiksami. Tuż obok części pierwszej.
Gdy po raz pierwszy „Rajski ogród” trafił w moje ręce, wyglądał tak samo jak wtedy, gdy widziałem go po raz ostatni – gdy nieco rozczarowany odkładałem go na półkę.
Przypomnijmy: jest rok dwunasty po Wielkim Ogniu, w którym zginęło ponad 90% ludzkości. Oceany wyparowały. Świat zmienił się w pustynię. Nieliczni, którzy przeżyli, próbują organizować się w grupy, dzielnie walcząc (dosłownie i w przenośni) z przeciwnościami losu. I z potworami mniej czy bardziej ludzkimi.
Pięć mil poniżej dna Pacyfiku, w suchym Rowie Mariańskim żyją sobie naukowcy. Grupie ponad 90-osobowej udało się wykorzystać swą wiedzę, znalezioną wodę i sprowadzone sadzonki, by stworzyć ogród – dżunglę, oświetlaną przez kilkadziesiąt potężnych reflektorów. Niemal raj… pod warunkiem, że jest się wegetarianinem. Brak mięsa jest wyczuwalny, prowadząc do coraz większych konfliktów w grupie. Grupa jest dodatkowo nękana innymi problemami, wśród których nikły przyrost naturalny jest tylko drobnostką. Naukowców ubywa w zastraszającym tempie… Co kryje się w ciemnościach Rowu?
Druga część przygód Pielgrzyma jest niestety wyraźnie słabsza od części pierwszej. Tamta była zamkniętą całością – i taką powinna była pozostać. Kontynuowanie serii nie wyszło bohaterowi na dobre: przecież został już odarty ze swej tajemnicy, niczym czytelnika nie zaskoczy… Niczym? No, może trochę… Ale czy zaskoczy pozytywnie? Poczułem się rozczarowany… Rozczarowany zarówno bohaterem (głównie jego końcowymi wyczynami werbalnymi), jak i paroma niedociągnięciami edytorskimi. Mało czytelna, drobna czcionka narracyjna nie ułatwia lektury, pierwsza strona cierpi na pikselozę a kilka innych wydaje się być zadrukowanych na słabszym papierze bądź gorszymi farbami…
Ty i ja, Pielgrzymie. Ty i ja. I masa innych komiksów, wśród których są i lepsze, i gorsze, i przeciętne jak ten.
koniec
1 kwietnia 2003
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Paryskie perypetie
Paweł Ciołkiewicz

20 IX 2017

Noemi i jej kuzyn Emilien wspólnie z piękną i niebywale inteligentną guwernantką Amelią, pomysłowym Terencem oraz małomównym Winfreyem kontynuują swoją niezwykłą podróż. Kolejne tajemnice i niebezpieczeństwa sprawiają, że robi się coraz ciekawiej.

więcej »

Dobra robota, robocie
Agnieszka ‘Achika’ Szady

18 IX 2017

Jak pamiętamy, „Przebudzenie Mocy” otwiera scena, w której obiwanopodobny starzec przekazuje pilotowi Ruchu Oporu pendrive z namiarami na kryjówkę Luke’a. Z komiksu pod bezpretensjonalnym tytułem „Poe Dameron. Eskadra Czarnych” dowiemy się, jak długa i skomplikowana była droga do odnalezienia siwowłosego informatora.

więcej »

Kapitan Żbik: Na tropie narkotykowej szajki
Sebastian Chosiński

17 IX 2017

Drugie życie kapitana – a w późniejszym czasie majora – Żbika rozpoczęło się na początku stulecia. Nietrudno to zrozumieć. Od upadku PRL-u minęło wystarczająco dużo czasu, by opadły związane z minionym ustrojem emocje; dawni wielbiciele komiksu dorośli zaś na tyle, aby zacząć odczuwać nostalgię na myśl o bohaterze swego dzieciństwa. Zaczęto więc przypominać stare i wydawać nowe historie. Ba! za sprawą Macieja Jasińskiego i Łukasza Ciaciucha Żbik postanowił przysłużyć się również policji w III (...)

więcej »

Polecamy

Zaproszenie do jamy

Kadr, który…:

Zaproszenie do jamy
— Wojciech Gołąbowski

Samotni
— Wojciech Gołąbowski

Vahanara!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wymarsz o świcie
— Wojciech Gołąbowski

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Adamsa próba uporządkowania pasków
— Wojciech Gołąbowski

Rozczarowanie
— Robert Adler

Z tego cyklu

Grudzień 2005
— Piotr Niemkiewicz, Tomasz Sidorkiewicz

Listopad 2005
— Artur Długosz, Daniel Gizicki, Wojciech Gołąbowski, Tomasz Sidorkiewicz, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Wrzesień 2005
— Wojciech Gołąbowski, Piotr Klinger

Lipiec-sierpnień 2005
— Artur Długosz, Daniel Gizicki, Wojciech Gołąbowski, Marcin Herman

Czerwiec 2005, cz. 2
— Artur Długosz, Wojciech Gołąbowski

Czerwiec 2005
— Daniel Gizicki, Piotr Klinger, Konrad Wągrowski

Kwiecień 2005
— Daniel Gizicki, Wojciech Gołąbowski, Piotr Klinger, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Marzec 2005
— Daniel Gizicki, Wojciech Gołąbowski, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Styczeń-luty 2005
— Sebastian Chosiński, Wojciech Gołąbowski

Grudzień 2004
— Daniel Gizicki, Wojciech Gołąbowski

Tegoż twórcy

Nie zadzieraj z Manitou! Ani nikim, kto go zna
— Sebastian Chosiński

Providence, nad którym nie czuwa Opatrzność
— Sebastian Chosiński

Skutki przyjścia do biura w szlafroku
— Agnieszka Szady

Żurnal
— Wojciech Gołąbowski

Jakie jeszcze miłe niespodzianki mnie dziś czekają?
— Konrad Wągrowski

Mowa milczącego ciała. A nawet dwóch
— Wojciech Gołąbowski

Mścić się też trzeba umieć
— Sebastian Chosiński

Prawo serii
— Wojciech Gołąbowski

Nie pomyl z książkami
— Wojciech Gołąbowski

Oby tylko na papierze
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż autora

Miejsca, które warto odwiedzić: Skrawek Japonii na ziemi oświęcimskiej
— Wojciech Gołąbowski

Niektórym wszystko się kojarzy…
— Wojciech Gołąbowski

Miejsca, które warto odwiedzić: Fauna i flora morska na Podbeskidziu
— Wojciech Gołąbowski

Kadr, który…: Zaproszenie do jamy
— Wojciech Gołąbowski

Kadr, który…: Samotni
— Wojciech Gołąbowski

Kadr, który…: Wymarsz o świcie
— Wojciech Gołąbowski

Kadr, który…: O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Mała Esensja: Jak zniechęcać do komiksów
— Wojciech Gołąbowski

Kadr, który…: Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Kadr, który…: Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.