Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXVIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Uczłowieczenie potwora

Esensja.pl
Esensja.pl
Dzisiaj trudno sobie wyobrazić istnienie Supermana bez jednego z jego największych adwersarzy – genialnego naukowca Lexa Luthora. Przez lata był on przedstawiany jako główny „czarny charakter” w komiksach o przybyszu z Kryptonu. W ubiegłej dekadzie pojawiło się jednak kilka albumów, w których postać ta została przedstawiona w zupełnie innym świetle. Tak było w „Czerwonym synu”, tak jest również w wydanym niedawno w naszym kraju „Luthorze”.

Brian Azzarello, Lee Bermejo
‹Luthor›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLuthor
Tytuł oryginalnyLuthor
Scenariusz
Data wydania7 października 2015
RysunkiLee Bermejo
PrzekładJacek Drewnowski
Wydawca Egmont
CyklObrazy grozy
ISBN978-83-281-1095-3
Format144s. 170×260mm; oprawa twarda
Cena69,99
Gatuneksuperhero
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 59,47 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
To nieprawda, że Lex Luthor zawsze był tym złym! Owszem, w historiach o Supermanie i innych bohaterach z uniwersum DC Comics najczęściej oglądamy go jako nadwornego złoczyńcę, szalonego naukowca, który z egoistycznych pobudek i nienawiści do kosmity z Kryptonu gotów jest, nie patrząc na konsekwencje, podpalić świat. Po latach odmalowywania go w jednoznacznie negatywnych barwach zaczęły jednak pojawiać się albumy przedstawiające jednego z najsłynniejszych i najbogatszych mieszkańców Metropolis w odmiennym – niekiedy nawet dość zdecydowanie – świetle. Z takim portretem Luthora spotykamy się w wydanym oryginalnie przed trzynastu laty (a w Polsce wiosną ubiegłego roku) „Czerwonym synu”. Nie inaczej jest także w albumie, który Egmont opublikował w październiku, a który zatytułowany został „Luthor”. Trzeba jednak podkreślić, że to zaledwie fragment oryginalnego tytułu komiksu, który czytelnicy amerykańscy poznali jako „Lex Luthor: Człowiek ze Stali”.
Tak, to nie błąd – scenarzysta Brian Azzarello przypisał adwersarzowi Supermana atrybuty głównego przeciwnika, w ten sposób niejako symbolicznie podkreślając fakt nierozerwalnego współistnienia obu tych postaci. Miniseria „Luthor” – mimo wszystko pozostaniemy przy polskim tytule wydawnictwa – ujrzała światło dzienne w pięciu częściach (zeszytach) pomiędzy marcem a wrześniem 2005 roku. Egmont zdecydował się oczywiście na wydanie zbiorcze, dołączając je do jednego ze swoich sztandarowych cyklów – „Obrazy grozy” (choć pewnie bardziej kwalifikowałoby się do „DC Deluxe”). Sugerowałoby to, że mamy do czynienia z komiksowym horrorem, tymczasem „Luthor” to bardzo specyficzna opowieść superbohaterska, w której – zamiast straszyć – autorzy starają się zmusić czytelnika do głębszej refleksji i przy okazji postawienia sobie kilku istotnych pytań natury filozoficznej i moralnej. Bohater tytułowy pod wieloma względami jest tym człowiekiem, którego poznaliśmy w innych opowieściach o Supermanie.
Stoi na czele przedsiębiorstwa LexCorp, będąc jednym z najbardziej wpływowych ludzi w Metropolis. Firmą zarządza twardą ręką, nie znosi sprzeciwu, potrafi – jeśli to konieczne – łamać opór współpracowników, imając się wszystkich metod. Nie robi tego jednam – przynajmniej nie tym razem – z pobudek czysto egoistycznych. Wręcz przeciwnie, jako odpowiedzialny obywatel, leży mu na sercu dobro wszystkich mieszkańców. By przekonać nas, że Lex na kartach „Luthora” obdarzony jest bardzo ludzkimi cechami, których wcześniej nierzadko mu brakowało, scenarzysta wprowadza odpowiedni wątek już na samym wstępie. Choć właściciel LexCorp jest człowiekiem potężnym i bajecznie bogatym, jak równy z równym rozmawia ze sprzątaczem w swojej firmie; troszczy się o jego rodzinę, nie wywyższa się, prosi, aby pracownik zwracał się do niego po imieniu. Wcześniej takie postępowanie naukowca było nie do pomyślenia. Ale to inny Luthor, zafrasowany i pełen obaw o przyszłość ludzkości. Jest tylko jeden element, który nie uległ zmianie – to przyczyna jego przygnębienia, czyli… Superman.
Lex zastanawia się bowiem bardzo poważnie nad tym, co mogłoby się stać, gdyby nagle przybysz z obcego świata z jakiegoś powodu wystąpił przeciwko ludzkości. Przecież – mimo że wychowany przez i wśród ludzi – w rzeczywistości nie jest człowiekiem, ma inną psychikę. Wierzyć w to, że jego stosunek do mieszkańców Ziemi nigdy się nie zmieni – to przerażająca naiwność. Dlatego już teraz, gdy ta wizja wydaje się wciąż jeszcze mało realna, trzeba myśleć o zabezpieczeniu się na wypadek zaistnienia sytuacji kryzysowej. Na szczęście, korzystając z własnej inteligencji i wiedzy, na dodatek dysponując potężną firmą (o nieograniczonych w zasadzie możliwościach), Luthor postanawia dać ludzkości antidotum na ewentualną zdradę Supermana. W tym celu musi przeprowadzić szeroko zakrojoną akcję, podjąć wiele działań niezgodnych z prawem i wątpliwych moralnie. Ale tym razem nad tym wszystkim unosi się bardzo szczytny cel. W „rękach” Briana Azzarello (twórcy „100 naboi”, „Hellblazera”, „Loveless” oraz „Rozbitego miasta”) Lex Luthor przeistoczył się w postać zarazem heroiczną i tragiczną, w człowieka, który dobru ogółu podporządkowuje własne sumienie. Który gotów jest zrezygnować z życia osobistego, by tylko stworzyć przeciwwagę dla Supermana.
Mówiąc jeszcze górnolotniej – by w przyszłości uratować świat. Amerykański scenarzysta umiejętnie miesza wątki, podnosi napięcie, w jednej chwili rozpędza akcję, aby w następnej maksymalnie ją spowolnić i oddać „głos” myślom tytułowego bohatera. Luthor na kartach komiksu jest osobowością niezwykle złożoną, mogącą budzić zarówno szacunek i sympatię, jak również niechęć czy odrazę. I – co najważniejsze – te skrajne portrety wcale nie stoją ze sobą w sprzeczności. Brianowi Azzarello udała się rzecz niezwykła – uczłowieczył potwora, zracjonalizował szaleńca. Ubocznym tego efektem jest zepchnięcie na boczny tor Supermana. W „Luthorze” staje się on postacią drugoplanową, symbolem nieznanego zagrożenia, które czyha na ludzkość, i niestabilności świata. Kapitalnie podkreślają to także mroczne rysunki Lee Bermejo (który współpracował z Azzarello przy nie mniej udanym „Jokerze” oraz „Rorschachu”, jednej z opowieści wchodzącej w skład serii „Strażnicy. Początek”). Ulice Metropolis i Gotham City, dokąd na krótko przenosi się akcja, toną w szarościach, unosi się nad nimi nieprzyjazna poświata.
To oczywiście nie jest przypadek, ale świadomy wybór autorów – świat w „Luthorze” stoi bowiem u progu śmiertelnego zagrożenia. Jedynym, który może go przed nim uchronić, jest Lex. Dlatego także wizualnie różni się on od innych postaci – prezentuje się jak mąż stanu, wzbudza szacunek, jest zaskakująco rzeczowy i diabelnie precyzyjny. Z jego twarzy bije pewność siebie i przekonanie o słuszności własnych poglądów. Co ciekawe, bardzo podobny, choć nie identyczny, portret Luthora przedstawiony został niemal dekadę później w stworzonym – już w ramach „Nowego DC Comics” – przez scenarzystę Geoffa Johnsa i rysownika Davida Fincha „Wiecznym źle” (2013-2014). Tam również właściciel LexCorp pod wpływem zaistniałych wydarzeń przeistacza się z superzłoczyńcy w bohatera pozytywnego. I to jest słuszna koncepcja, jednak pod warunkiem, że nie będzie nadużywana.
koniec
7 stycznia 2016
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dobra robota, robocie
Agnieszka ‘Achika’ Szady

18 IX 2017

Jak pamiętamy, „Przebudzenie Mocy” otwiera scena, w której obiwanopodobny starzec przekazuje pilotowi Ruchu Oporu pendrive z namiarami na kryjówkę Luke’a. Z komiksu pod bezpretensjonalnym tytułem „Poe Dameron. Eskadra Czarnych” dowiemy się, jak długa i skomplikowana była droga do odnalezienia siwowłosego informatora.

więcej »

Kapitan Żbik: Na tropie narkotykowej szajki
Sebastian Chosiński

17 IX 2017

Drugie życie kapitana – a w późniejszym czasie majora – Żbika rozpoczęło się na początku stulecia. Nietrudno to zrozumieć. Od upadku PRL-u minęło wystarczająco dużo czasu, by opadły związane z minionym ustrojem emocje; dawni wielbiciele komiksu dorośli zaś na tyle, aby zacząć odczuwać nostalgię na myśl o bohaterze swego dzieciństwa. Zaczęto więc przypominać stare i wydawać nowe historie. Ba! za sprawą Macieja Jasińskiego i Łukasza Ciaciucha Żbik postanowił przysłużyć się również policji w III (...)

więcej »

Marvel: Mroczna strona Marvela
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

16 IX 2017

Sto piętnasty tom Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela „Marvel Horror” jest nietypowy. Choć pojawiają się w nim Spider-Man i Ghost Rider, jego głównym tematem wcale nie są superbohaterowie. Powiedziałbym, że nawet odwrotnie.

więcej »

Polecamy

Zaproszenie do jamy

Kadr, który…:

Zaproszenie do jamy
— Wojciech Gołąbowski

Samotni
— Wojciech Gołąbowski

Vahanara!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wymarsz o świcie
— Wojciech Gołąbowski

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Zabłysnąć przy Jokerze
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Przeznaczenie, którego należy uniknąć
— Sebastian Chosiński

Człowiek-Nietoperz w stylu Jamesa Bonda
— Sebastian Chosiński

Płaszcz i szpada, Londyn i Karaiby
— Sebastian Chosiński

Coraz więcej fantasy
— Sebastian Chosiński

Kuszenie Damiana Wayne’a
— Sebastian Chosiński

A imię jego to Czerwony…
— Sebastian Chosiński

Na troje babka wróżyła
— Sebastian Chosiński

Od „wow!”, poprzez „brrr!”, aż do „uff!”
— Sebastian Chosiński

Wejść, dopaść, przeżyć!
— Sebastian Chosiński

Kobieta wśród węży
— Sebastian Chosiński

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.