Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Kapitan Żbik: Odważny i zwinny drapieżnik

Esensja.pl
Esensja.pl
Kiedy do kiosków „Ruchu” w 1968 roku trafił pierwszy „kolorowy zeszyt” przedstawiający perypetie kapitana Jana Żbika (choć wcale nie był on w nim jeszcze postacią wiodącą), chyba nikt nie przewidywał, że mamy do czynienia z narodzinami legendy. Było to tym bardziej niewyobrażalne, że mieliśmy przecież do czynienia z bohaterem w mundurze milicyjnym. A jednak to „Ryzyko” otworzyło Żbikowi drzwi do nieśmiertelności.

Władysław Krupka, Krzysztof Pol, Zbigniew Sobala, Romuald Tejszerski
‹Kapitan Żbik #1: Ryzyko cz.1›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #1: Ryzyko cz.1
Scenariusz
Data wydania15 września 2014
RysunkiZbigniew Sobala
CyklKapitan Żbik
ISBN78-83-61596-45-5
Cena10,00
Gatunekkryminał
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Jeśli dwa opublikowane na łamach „Wieczoru Wrocławia” zimą i latem 1968 roku komiksy (przypomnijmy: chodzi o „Pięć błękitnych goździków” i „Dziękuję kapitanie”) Władysława Krupki (scenariusz) i Zbigniewa Sobali (rysunki) uznać za egzamin sprawdzający, jak społeczeństwo – a zwłaszcza młodzi czytelnicy – przyjmie komiks z bohaterskim oficerem Milicji Obywatelskiej w roli głównej, stwierdzić należy, że został on zdany. Teraz można było już zacząć wcielać w życie pomysł, który narodził się mniej więcej rok wcześniej w Komendzie Głównej MO w Warszawie, a którego „ojcami” byli wspomniany już major Krupka (naczelnik wydziału odpowiedzialny za współpracę z literatami, dziennikarzami i filmowcami) oraz pułkownik Zbigniew Gabiński. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Jeszcze w tym samym roku ukazały się bowiem nakładem wydawnictwa Sport i Turystyka (powiązanego z Ministerstwem Obrony Narodowej) trzy zeszyty historii kryminalnej zatytułowanej „Ryzyko”. Po czterdziestu sześciu latach miniseria ta została natomiast wznowiona przez Ongrys.
Tym razem w pisaniu scenariusza Krupkę (który niebawem tak zagustuje w wymyślaniu detektywistycznych opowieści, że zacznie – pod nazwiskiem Krupiński – publikować książkowe kryminały, ale o tym wspomnimy później) wspomogło jeszcze dwóch autorów: znany między innymi z łamów „Słowa Powszechnego” i „Kierunków” dziennikarz Romuald Teyszerski (w wydaniu Ongrysu: Tejszerski) oraz prawnik i milicjant Krzysztof Pol. Tego ostatniego zaprzęgnięto do pracy nad „Ryzykiem” prawdopodobnie dlatego, że miał już pewne doświadczenie artystyczne (a precyzyjniej: filmowe) – wcześniej był konsultantem przy dokumentalnej krótkometrażówce „Nasza milicja” (1967) Mariana Ussorowskiego oraz szpiegowskiej fabule „Cześć kapitanie” (1967) Ewy i Czesława Petelskich. Z kolei w połowie lat 80., a więc w stanie wojennym (chociaż formalnie już po jego odwołaniu), sam zrealizował dokument o Wyższej Szkole Oficerskiej Milicji Obywatelskiej zatytułowany „Trzy lata w Szczytnie”. I co by o scenarzystach komiksu nie mówić i nie myśleć, nie można zaprzeczyć, że mieli odpowiednią wiedzę, predestynującą ich do pracy nad tym właśnie tematem.
W pierwszej części „Ryzyka” pojawia się oczywiście główna postać całego cyklu – kapitan Żbik (jego nazwisko pada na stronie dwunastej). Gwoli ścisłości należy jednak dodać, że tak nazwany został już w prasowym „Dziękuję kapitanie”. Skąd to nazwisko? Wyjaśnienia mogą być dwa – przyrodnicze i literackie. Wszak żbik to dziki kot, odważny i zwinny drapieżnik, którego cechami powinien być obdarzony chyba każdy stróż prawa. Ale to również niezwykle popularny bohater przedwojennych powieści kryminalnych Adama Nasielskiego. Inspektor Centrali Urzędu Śledczego w Warszawie w latach 1933-1939 pojawił się aż w dziewięciu książkach z serii „Wielkie gry Bernarda Żbika”; pięć z nich – „Alibi” (1933), „Opera śmierci” (1934), „Człowiek z Kimberley” (1934), „Dom tajemnic” (1935) oraz „Grobowiec Ozyrysa” (1936) – zostało w ostatnich trzech latach wznowione przez wydawnictwo Ciekawe Miejsca. Starszym czytelnikom, w końcu lat 60. XX wieku pamiętającym jeszcze doskonale nie tak dawną przecież epokę II Rzeczypospolitej, Żbik-funkcjonariusz mógł kojarzyć się całkiem dobrze. Pod warunkiem jednak, że nie eksponowano by faktu jego przynależności do „policji granatowej”.
„Ryzyko” – jak i wszystkie pozostałe albumiki o kapitanie Żbiku – ma format zeszytowy; liczy trzydzieści dwie kolorowe plansze, choć prawdę mówiąc jakość druku pierwszego wydania pozostawiała wiele do życzenia. Podobnie jak i cała strona graficzna. Ale do tego dojdziemy w dalszej części tekstu. Akcja komiksu rozgrywa się w Tarłowie (do końca nie jest wyjaśnione, czy chodzi o miejscowość, która w mianowniku nazywa się Tarłowo czy Tarłów; w drugim przypadku mogłoby chodzić o wieś w obecnym województwie świętokrzyskim), który we wstępie określony jest mianem prowincjonalnego miasteczka. Znajduje się w nim jedno kino, gospoda, zaniedbany park oraz zabytkowy zamek, będący jednocześnie siedzibą muzeum. I właśnie pewnej nocy, około godziny dwudziestej trzeciej, kilku zamaskowanych mężczyzn napada na pilnującego instytucji portiera. To nie dziwi. Zaskakuje natomiast pretekst, pod którym dostają się do środka bez konieczności włamywania się. Portier sam otwiera bowiem im drzwi, słysząc, że przyjechała „kontrola z województwa”. Krótko przed północą! To chyba nie do końca normalne. Nawet w Polsce Ludowej czasów Władysława Gomułki.
W każdym razie portier daje się nabrać i chwilę później bardzo już tego żałuje. Gdy leży nieprzytomny i związany, złodzieje plądrują muzeum. Nie są jednak przypadkowymi przestępcami, którym nadarzyła się okazja. Kradną według wcześniej przygotowanego planu, co oznacza, że nie tylko znają się na zabytkowej broni i innych cennych przedmiotach, ale mają także świetne rozeznanie w zasobach muzeum. Nic więc dziwnego, że kiedy następnego dnia milicja rozpoczyna żmudne śledztwo (prowadzone pod kryptonimem „Kolekcjonerzy”), podejrzewa przede wszystkim pracowników placówki. Tyle że wszyscy z nich – od dyrektora począwszy, poprzez konserwatora, aż na sprzątaczce skończywszy – mają niepodważalne alibi. Kto więc dokonał skoku i zgarnął fanty o wartości czterdziestu milionów złotych? Czy działał na czyjeś zlecenie? Jeśli tak, to co zamierza z nimi zrobić? Na przykład wywieźć z Polski? Pierwsza część „Ryzyka”, choć od strony fabularnej zdradza całkiem dużo, zachowuje jednak odpowiednie napięcie. To raz! Dwa, że bardzo wiarygodnie wypada w nim obraz rutynowych działań milicji.
Na dodatek trudno doszukać się w tym albumiku elementów czysto propagandowych, oczywiście poza faktem, że pozytywnymi – odważnymi (vide porucznik Ola) i inteligentnymi (kapitan Żbik) – bohaterami są funkcjonariusze MO. Głupotą byłoby jednak podważanie faktu, że i tacy znajdowali się w tamtym czasie w szeregach milicji. Ktoś w końcu łapał złodziei, morderców, oszustów i malwersantów; nie oddawali się sami w ręce sprawiedliwości. W „Ryzyku” stróże porządku docierają do nich dzięki swej fachowości i przebiegłości. Na szczęście mają do czynienia z nie mniej cwanymi bandziorami, dzięki czemu historyjka o „skoku stulecia” w Tarłowie nie ograniczyła się do jednego zeszytu, a rozpisana została na trzy. Niestety, niewiele dobrego da się natomiast powiedzieć o grafice. Zbigniew Sobala nie tyle rysuje, co szkicuje. Jego kadry pozbawione są wszelkich subtelności – w oczy rzucają się głównie zaznaczone grubymi konturami postaci; drugi plan praktycznie nie istnieje – zamiast niego mamy białe tło. Ten sposób rysowania sprawia, że bohaterów trudno odróżnić od siebie. Zdawał sobie z tego sprawę chyba także sam rysownik, skoro na wewnętrznej stronie okładki umieścił… ściągawkę. Nie mniej irytujące są również prostokątne „dymki”, które wywołują wrażenie, jakby nad całością czuwał nie profesjonalny grafik, lecz niezbyt pewien swej ręki uczeń szkoły podstawowej, który nawet kółka stara się rysować od linijki.
koniec
17 marca 2016
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Esensja czyta dymki: Październik 2017
Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

23 X 2017

Wśród październikowych komiksowych króciaków jedna nowość oraz kilka pozycji nieco starszych.

więcej »

Marvel: Warlock raz jeszcze
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

21 X 2017

Wybłagany u wydawcy pierwszy tom serii Jima Starlina „Warlock” szczęśliwie ukazał się na łamach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Szybko, bo już dwa numery później przygotowano jego kontynuację.

więcej »

Stare ale jare
Marcin Osuch

20 X 2017

Wydawnictwo Taurus zachęcone sukcesem „Valeriana” sięgnęło po kolejną klasyczną serię komiksu frankobelgijskiego. „Luc Orient” ma już swoje lata, ale czyta się go całkiem sprawnie.

więcej »

Polecamy

Warlock raz jeszcze

Marvel:

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oto wizja wpadki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Głos suwerena wysłuchany
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ogniu krocz za mną
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Film jednak lepszy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dwie twarze X-Men
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.