Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXXI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Zemsta cierpliwa jest, nie szuka poklasku…

Esensja.pl
Esensja.pl
Pamiętacie nominowany do Oscara dramat kryminalny „Missisipi w ogniu” Alana Parkera? Jeśli tak i jeśli na dodatek Wam się podobał, koniecznie powinniście sięgnąć po najnowszy komiks Hermanna Huppena i jego syna Yves’a. „Staruszek Anderson” to opowieść podejmująca niemal identyczny temat i utrzymana w podobnym klimacie. Potraktować ją można jako ostrzeżenie przed odradzającymi się rasizmem i ksenofobią.

Yves H., Hermann Huppen
‹Staruszek Anderson›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStaruszek Anderson
Scenariusz
Data wydania10 maja 2016
RysunkiHermann Huppen
Wydawca Wydawnictwo Komiksowe
ISBN978-83-8069-332-6
Cena39,90
Gatunekwestern
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 32,97 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Huppenowie – ojciec Hermann i syn Yves – od dwóch dekad prowadzą całkiem nieźle prosperującą firmę rodzinną. Junior pisze scenariusze komiksowe, a senior je ilustruje. Polscy czytelnicy mieli już okazję poznać ich możliwości, wczytując się w niektóre tomy serii historycznej „Bois-Maury” (2001-2012), thriller science fiction „Stacja 16” (2014) oraz western „Bez przebaczenia” (2015). Teraz Wydawnictwo Komiksowe do kolekcji dorzuciło jeszcze najnowsze pracę tego niecodziennego duetu – tegoroczny dramat kryminalno-psychologiczny „Staruszek Anderson”, którego fabuła nawiązuje do dwóch głośnych filmów: nominowanego do Oscara „Missisipi w ogniu” (1988) Alana Parkera oraz – nawet w większym stopniu – opartego na bestsellerowej powieści Johna Grishama „Czasu zabijania” (1996) Joela Schumachera. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich wymienionych dzieł jest nie tylko miejsce akcji (prowincjonalne miasteczko w stanie Missisipi), ale przede wszystkim podjęty przez twórców temat – walka o prawa czarnoskórej ludności na rasistowskim i ksenofobicznym Południu Stanów Zjednoczonych.
Lata 50. XX wieku to w stanie Missisipi czasy absolutnej dominacji białych. Czasy Ku Klux Klanu i segregacji rasowej. Czasy, w których czarnoskóry mógł przypłacić życiem nawet samo pojawienie się w dzielnicy zamieszkanej przez białych. Tytułowy „staruszek Anderson” jest potomkiem sprowadzonych z Afryki niewolników. Ma już swoje lata (choć nie jest powiedziane ile, w każdym razie na pewno po siedemdziesiątce) i sprawia wrażenie człowieka, którego nic już nie jest w stanie zaskoczyć. Zdystansowany wobec rzeczywistości, stara się w miarę normalnie żyć. Do stałych punktów dnia należą jego codzienne wypady do baru, a pewnie i korzystanie z usług młodych prostytutek. W domu czeka na niego żona, która domyśla się grzeszków męża, ale nie ma zamiaru z tego powodu ciosać mu kołków na głowie. Niebawem i tak będzie musiał tłumaczyć się z nich przed Bogiem. Tę codzienną rutynę, ustalony od lat bieg wydarzeń, przerywa śmierć „staruszki Anderson” (tak właśnie zwracał się do niej małżonek).
Umarła we śnie, we własnym łóżku. Ze zgryzoty – oznajmia Anderson na pogrzebie żony swojemu przyjacielowi, Otisowi. Co tak mocno „gryzło” kobietę? Dramatyczne wydarzenie sprzed lat, po którym starość Andersonów nie była już taka sama. W okolicy wszyscy doskonale wiedzą, że chodziło o tajemnicze, nigdy – a przynajmniej do tej pory – niewyjaśnione zniknięcie ich wnuczki, szesnastoletniej Lizzie, która pewnego dnia po prostu nie wróciła do domu. Ciała dziewczynki wprawdzie nigdy nie odnaleziono, ale dziadek nie miał wątpliwości, że stało się to najgorsze. Śmierć żony, jak się okazuje, wywołuje lawinę wydarzeń, a drobnym kamyczkiem, który puszcza ją w ruch, jest nocna wizyta Otisa. Otóż, jak się okazuje, przed ośmioma laty był jeden świadek zniknięcia Lizzie – to inna młoda czarnoskóra dziewczyna, Louis. Bała się jednak mówić z troski o własne życie. Teraz, nagabywana przez Andersona, decyduje się wyjawić, co wtedy widziała. Poddaje mu trop, którym staruszek podąża, aby raz na zawsze rozwikłać zagadkę, która sprawiła, że normalne (na tyle, na ile da się normalnie funkcjonować w getcie) życie ich rodziny legło w gruzach.
Komiks Huppenów to opowieść o bezprawiu i niesprawiedliwości. O nienawiści i wykluczeniu. O czasach pogardy, w których życie ludzkie – w zależności od koloru skóry – może być wielką wartością bądź równie dobrze nie znaczyć nic. Yves dokłada starań, aby w tej opowieści, w której racje wyłożone są wprost na stół, bohaterowie mimo wszystko nie byli boleśnie jednowymiarowi. Dlatego Anderson zdradza żonę. Dlatego komendanta policji w miasteczku, sierżanta Bragga, choć akceptuje on panujący na Południu niesłuszny system wartości, w przeciwieństwie do wielu innych stać na ludzki odruch i współczucie. Dla odmiany Otis, kierowany panicznym strachem, wyrzeka się przyjaźni z Andersonem. Dzięki tym postaciom, ich wewnętrznym słabościom i dylematom, fabuła zyskuje zarówno na realizmie, jak i dramaturgii. Warto dodać jeszcze, że tworząc scenariusz, Huppen junior posłużył się tak naprawdę schematem westernu. Na plan pierwszy wybija się przecież samotny mściciel, w tle mamy zaś polujących na niego bezwzględnych siepaczy oraz stróża prawa (można by rzec: szeryfa), któremu mocno doskwiera elementarne poczucie przyzwoitości.
Od strony graficznej „Staruszek Anderson” to typowy Huppen. Hermann Huppen! Z charakterystycznymi dla niego odstręczającymi fizjonomiami bohaterów (nawet tych, których da się, od biedy, zaszufladkować jako pozytywnych). Na ich twarzach odmalowują się nie tylko ciężkie przejścia, ale i podstawowe cechy osobowości – pewność siebie, gwałtowność, okrucieństwo. Ale też taki właśnie jest świat, w którym żyją, który ich ukształtował na własne podobieństwo. I chociaż grafiki Hermanna z miejsca przywodzą na myśl jego prace sprzed lat (vide postapokaliptyczny „Jeremiah” czy historyczne „Wieże Bois-Maury”), nie da się nie zauważyć ewolucji stylu Belga, bardzo podobnej zresztą do tej, jaką przeszedł Grzegorz Rosiński (po raz pierwszy znalazło to swój wydźwięk w „Westernie”, a potem kontynuowane było w „Thorgalu” i „Zemście hrabiego Skarbka”). Podobnie jak Polak, przydaje on teraz swoim rysunkom cech dzieła malarskiego, rezygnując tym samym z wyrazistych konturów i hiperrealistycznego tła. Jak można podejrzewać, nie każdemu przypadnie to do gustu, ale na pewno warto docenić starania „staruszka Huppena”.
koniec
29 czerwca 2016
dodajdo

Komentarze

29 VI 2016   20:16:19

"Czasy, w których czarnoskóry mógł przypłacić życiem nawet samo pojawienie się w dzielnicy zamieszkanej przez białych."

A dzisiaj na odwrót...

29 VI 2016   23:36:50

Celny komentarz.....

Bardzo niepoprawny politycznie....ale tez bardzo na czasie.

30 VI 2016   19:25:58

Piszę jak jest. Rzeczywistości nie da się zakłamać...

02 VII 2016   11:56:59

Doprawdy? Nie da się? To bardzo ciekawa, odważna teoria, bardziej buńczuczna niż jakikolwiek pogląd o relacjach rasowych czy też międzyludzkich :>

03 VII 2016   16:00:08

Weź, nie karm trolla.

03 VII 2016   16:35:53

Trolla?

To jest dobre:)

A kiedyś, jeszcze w latach 90-tych pisała pani takie fajne listy do "Nowej Fantastyki". Teraz okazuje się, że ktoś kto z braku czasu pozwolił sobie na lapidarny komentarz, jest dla pani trollem? Tak od razu?

Ciekawe...

@mbw
Przykro mi, ale nie wiem o co ci chodzi?

03 VII 2016   19:25:41

Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby zakłamywanie rzeczywistości nie oddziaływało mocniej i skuteczniej niźli przedstawianie prawdy o niej; gdyby nie było od tego przedstawianie częstsze i nad nią dominujące, i bardziej dostępne. Dla (prawie?) wszystkich: dla Ciebie, dla mnie, dla Achiki, dla trolli i mumintrolli, dla czarnych, białych, a nawet tych w kolorze indygo.

03 VII 2016   22:04:13

OK, powiedzmy, że załapałem ;) Skoro jednak już jesteśmy przy kolorach, zwróć uwagę, że czerwoni próbowali i nie dali rady, oddziaływali, owszem , mocno, ale jednak nieskutecznie. Ich duchowi spadkobiercy co prawda ciągle próbują, lecz sporo ludzi jakoś ciągle nie chce zapomnieć, że ten organ, który mamy między uszami służy do myślenia.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Krąg śmierci
Paweł Ciołkiewicz

20 XI 2017

„Shi ki” to nowa mroczna opowieść grozy w ofercie wydawnictwa Waneko. Podczas upalnego lata w małej wiosce położonej gdzieś w górach zaczynają umierać ludzie. Czy w Sotobie rozpoczyna się jakaś epidemia? A może wyjaśnienie zagadki jest znacznie bardziej złowieszcze?

więcej »

Kobieta kobiecie półwilkiem
Agnieszka ‘Achika’ Szady

19 XI 2017

W alternatywnym świecie, gdzie magia i technika często zlewają się w jedno, rozgrywa się skomplikowana akcja, w której nigdy nie można być do końca pewnym wrogów ani przyjaciół… ani nawet samej siebie. Komiks „Monstressa” jest kwintesencją okrutnego piękna, a secesyjna kreska zadziwiająco dobrze komponuje się z ponurymi, ziemistymi lub stalowoszarymi barwami.

więcej »

Marvel: Przeczytać Panterę i zapomnieć
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

18 XI 2017

Czarna Pantera to jeden z najpopularniejszych bohaterów komiksów za Wielką Wodą. U nas znany jest jednak przede wszystkim z ról epizodycznych. Sytuację tę miał naprawić dwudziesty pierwszy tom Kolekcji Superbohaterowie Marvela. Cóż, nie udało się.

więcej »

Polecamy

Przeczytać Panterę i zapomnieć

Marvel:

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oto wizja wpadki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Głos suwerena wysłuchany
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ogniu krocz za mną
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Na łeb, na szyję
— Sebastian Chosiński

W strugach deszczu
— Sebastian Chosiński

Bo zło powinno zostać ukarane…
— Sebastian Chosiński

„Boskość” niejedno ma oblicze
— Sebastian Chosiński

Ahoj, przygodo!
— Paweł Ciołkiewicz

Czarny Anioł – wróg porządku
— Sebastian Chosiński

Bohaterowie z przypadku
— Sebastian Chosiński

Zachód wcale nie taki dziki…
— Sebastian Chosiński

Powracająca fala
— Sebastian Chosiński

On zawsze powraca
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Dziennikarskie śledztwo Maigreta
— Sebastian Chosiński

Przeznaczenie, którego należy uniknąć
— Sebastian Chosiński

Człowiek-Nietoperz w stylu Jamesa Bonda
— Sebastian Chosiński

Płaszcz i szpada, Londyn i Karaiby
— Sebastian Chosiński

Coraz więcej fantasy
— Sebastian Chosiński

Kuszenie Damiana Wayne’a
— Sebastian Chosiński

A imię jego to Czerwony…
— Sebastian Chosiński

Na troje babka wróżyła
— Sebastian Chosiński

Od „wow!”, poprzez „brrr!”, aż do „uff!”
— Sebastian Chosiński

Wejść, dopaść, przeżyć!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.