Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXXI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Przez prerię wzdłuż i wszerz

Esensja.pl
Esensja.pl
Długo oczekiwany dziewiąty album serii „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” przynosi opowieść utrzymaną w gatunku najbardziej lubianym przez bydgoskiego (choć rodem z Inowrocławia) rysownika i scenarzystę. Czyli w jakim? Dla wielbicieli jego talentu jest to pytanie retoryczne. „Ringo” to przykład najklasyczniejszego westernu z bohaterem w stylu Gregory’ego Pecka bądź Jamesa Stewarta.

Andrzej Białoszycki, Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #9: Ringo›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #9: Ringo
Scenariusz
Data wydania2016
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca ONGRYS
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
Gatunekhumor / satyra, western
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Jerzy Wróblewski fascynował się westernami od najmłodszych lat; wśród jego ulubionych filmów znajdowały się takie klasyki, jak „Siedmiu wspaniałych”, „W samo południe” czy „Rio Bravo”. Trudno więc dziwić się, że kiedy już jako dorosły zaczął rysować komiksy (początkowo pod postacią gazetowych „pasków”) w pierwszej kolejności sięgał po tematykę, która tkwiła w jego głowie i sercu od najwcześniejszej młodości. Od końca lat 50. XX wieku Wróblewski był etatowym dostarczycielem stripów dla „Dziennika Wieczornego”, wychodzącej w Bydgoszczy popołudniówki; spora część z nich to były właśnie historie rozgrywające się na Dzikim Zachodzie. Dzięki dociekliwości Macieja Jasińskiego, najbardziej kompetentnego badacza twórczości pana Jerzego, możemy przedstawić ich chronologiczną listę: „Jeździec w masce” (1959), „Powrót Lassitera” (1960), „Pamiętnik Lassitera” (1960-1961), „Tom Texas” (1961), „Syn Lassitera” (1961), „Opowieści Lassitera” (1961-1962), „Jeździec w masce II” (1962), „Nat Casey” (1963), „Na szlaku” (1964), „Gwiazda i colt” (1964-1964), „Rycerze prerii” (1965), „Przestępca” (1965-1966), „Na zachód od Tennessee” (1966), „Lassiter” (1967) oraz „Szeryf miasta Hope” (1969).
Westerny Wróblewski tworzył dla „Dziennika Wieczornego” także później. Dzisiaj jednak zatrzymujemy się na 1970 roku, albowiem właśnie wtedy w wydawanym w mieście nad Brdą czasopiśmie miał swoją premierę „Ringo” – komiks w całości wypełniający dziewiąty tom cyklu „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego”. Ukazywał się on, jak wszystkie pozostałe, w formie czarno-białych „pasków” (najczęściej trzykadrowych), z opisami umieszczanymi pod rysunkami. Odcinków było w sumie osiemdziesiąt, co oznacza, że czytelnicy mogli cieszyć się tą serię stosunkowo długo – od marca aż do lipca. Na potrzeby reedycji Jasiński zdecydował się na pewną ingerencję w oryginalną formę – zrezygnował z autorskich opisów, przerabiając je na klasyczne komiksowe „dymki”. Puryści mogą uznać to za niedopuszczalne, ale prawdą jest, że w takiej uwspółcześnionej wersji prace Wróblewskiego są dużo bardziej przyjazne. Wystarczy zresztą przyjrzeć się dwóm wydaniom drugiego i trzeciego tomu „Z archiwum…”, w których znajdują się różne – to jest z opisami i „dymkami” – warianty „Toma Texasa” oraz „Skarbu Irokezów”, aby przekonać się, że decyzja wydawcy była jak najbardziej słuszna.
Tytułowy „Ringo” to główny bohater dzieła – kowboj odważny i uczciwy, prawy i sprawiedliwy, tępiący zło wszędzie, gdzie się krzewi, mający przyjaciół (ale i wrogów) zarówno wśród biało-, jak i czerwonoskórych. Czytelnicy „Dziennika Wieczornego” poznali go jednak dopiero w czwartym odcinku cyklu. A co działo się wcześniej? Do miasteczka, w którym mieszka Ringo, pewnego dnia przybywa poszukiwacz złota Pat Rogers. Jest porządnie ubrany i pewny siebie. Gdy wchodzi do saloonu, z miejsca przykuwa uwagę tam obecnych; wielu z nich go doskonale zna, ale nigdy nie spodziewałoby się po nim takiej elegancji. Skąd wziął na to pieniądze? Pat nie ukrywa, że to dzięki ryzykownej wyprawie w Góry Czarne, gdzie złotodajnych miejsc jest tyle, że wystarczy jedynie wbić łopatę. Jedyną niedogodnością jest fakt, że tereny te należą do Indian i trzeba liczyć się z tym, iż będą się oni starali przepędzić z nich niechcianych gości. Mimo to Rogers planuje powtórną wyprawę w te rejony i szuka pomocników. Liczy na wsparcie ze strony Ringo, który w domowym zaciszu próbuje właśnie dojść do siebie po tragedii, jaka go nie tak dawno spotkała.
Pat ma pewne obawy, czy dopiero co pochowawszy w grobie narzeczoną, Ringo zechce wybrać się w niebezpieczną misję; okazuje się, ku jego zaskoczeniu, że tak. Wszak dzięki temu będzie mógł zapomnieć o tym, co go spotkało. Trzy dni później kilkunastu kowbojów wyrusza w dalekie i złowrogie, ale nęcące nieprzebranym bogactwem góry. Przystępując do pracy nad komiksem, Wróblewski miał prawdopodobnie jedynie bardzo ogólny zarys scenariusza; jak w przypadku większości (a może i wszystkich) swych opowieści tworzonych dla gazet, fabułę wymyślał na bieżąco, z dnia na dzień (co najwyżej z kilkudniowym wyprzedzeniem). Dlatego właśnie „Ringo” sprawia wrażenie historii złożonej z wielu epizodów, które łączy w zasadzie tylko jeden element – główny bohater. Gwoli ścisłości należy jednak dodać, że od pewnego momentu przez dłuższy czas, a tak naprawdę do samego finału, towarzyszy mu Indianin Arapacho – nie mniej od Amerykanina szlachetny i mężny. Można ich zresztą postrzegać jako dwie strony tego samego medalu. Obaj hołdują wszak tym samym wartościom (i na pewno najważniejszą z nich nie jest chęć bogacenia się), obaj doskonale strzelają (jeden z rewolweru i karabinu, drugi z łuku), obaj także – przynajmniej do czasu – są samotnikami.
Mają też wielkie zamiłowanie do przygód, których autor komiksu im nie szczędzi. Co rusz wpadają w łapy wrogów (białych i czerwonych), uciekają przed nimi, ratują innych z opresji, najchętniej zaś – zwłaszcza Ringo – pomagają uciśnionym kobietom. Inna sprawa, że są one tak piękne (vide jasnowłosa Ellen), iż niemożliwością byłoby przejść obok ich trosk obojętnie. Perypetie te Arapacho i Ringo pokazane są w sposób mocno uproszczony, ale czegóż można wymagać od historyjek zaklętych w króciutkie epizody. Taka formuła – i najistotniejsze, że w jej ramach Wróblewski radził sobie doskonale. Przekonująco wypadają także realistyczne rysunki; dokładne na tyle, na ile było to możliwe. Nie ma problemów z rozpoznaniem postaci, rysy twarzy są odpowiednio wyraźne, adekwatnie do sytuacji oddają również emocje. Żałować można jedynie, że najważniejszy z bohaterów, czyli Ringo, jest najbardziej wymoczkowaty; choć z drugiej strony, da się dostrzec pewną ewolucję – na plus – jego wyglądu. Podsumowując: dziewiąty tom „Z archiwum…” to na tyle udane dzieło, że po jego skonsumowaniu każdy wielbiciel Wróblewskiego z niecierpliwością i z rosnącym apetytem czekać będzie na kolejny – tym bardziej że został on już na okładce zapowiedziany (wypełni go przygodowo-historyczno-awanturnicza opowieść „Kapitan Kirb”).
koniec
8 września 2016
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Krąg śmierci
Paweł Ciołkiewicz

20 XI 2017

„Shi ki” to nowa mroczna opowieść grozy w ofercie wydawnictwa Waneko. Podczas upalnego lata w małej wiosce położonej gdzieś w górach zaczynają umierać ludzie. Czy w Sotobie rozpoczyna się jakaś epidemia? A może wyjaśnienie zagadki jest znacznie bardziej złowieszcze?

więcej »

Kobieta kobiecie półwilkiem
Agnieszka ‘Achika’ Szady

19 XI 2017

W alternatywnym świecie, gdzie magia i technika często zlewają się w jedno, rozgrywa się skomplikowana akcja, w której nigdy nie można być do końca pewnym wrogów ani przyjaciół… ani nawet samej siebie. Komiks „Monstressa” jest kwintesencją okrutnego piękna, a secesyjna kreska zadziwiająco dobrze komponuje się z ponurymi, ziemistymi lub stalowoszarymi barwami.

więcej »

Marvel: Przeczytać Panterę i zapomnieć
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

18 XI 2017

Czarna Pantera to jeden z najpopularniejszych bohaterów komiksów za Wielką Wodą. U nas znany jest jednak przede wszystkim z ról epizodycznych. Sytuację tę miał naprawić dwudziesty pierwszy tom Kolekcji Superbohaterowie Marvela. Cóż, nie udało się.

więcej »

Polecamy

Przeczytać Panterę i zapomnieć

Marvel:

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oto wizja wpadki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Głos suwerena wysłuchany
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ogniu krocz za mną
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

Kapitan Żbik: Gdy do akcji wkracza SB, zabawa kończy się
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Magik na wiejskim odpuście
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Romantyczne tête-à-tête i wargi, które mogą cię zdradzić
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Danuta czy Krystyna? – zawodna pamięć Żbika
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Gorące plaże Adriatyku
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Z Bratysławy do Budapesztu
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Niespodziewany awans i afera „Żelazo”
— Sebastian Chosiński

O kowboju, co kulom się nie kłaniał
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Dziennikarskie śledztwo Maigreta
— Sebastian Chosiński

Przeznaczenie, którego należy uniknąć
— Sebastian Chosiński

Człowiek-Nietoperz w stylu Jamesa Bonda
— Sebastian Chosiński

Płaszcz i szpada, Londyn i Karaiby
— Sebastian Chosiński

Coraz więcej fantasy
— Sebastian Chosiński

Kuszenie Damiana Wayne’a
— Sebastian Chosiński

A imię jego to Czerwony…
— Sebastian Chosiński

Na troje babka wróżyła
— Sebastian Chosiński

Od „wow!”, poprzez „brrr!”, aż do „uff!”
— Sebastian Chosiński

Wejść, dopaść, przeżyć!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.