Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXXI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Marynistyczny komiks płaszcza i szpady

Esensja.pl
Esensja.pl
Wydawnictwo Ongrys nie spuszcza z tonu. Właśnie ukazał się trzeci w tym roku (a dziesiąty w ogóle) tom „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego”. Tym razem zawarto w nim historię mniej typową dla tego cenionego rysownika i, choć rzadziej, także scenarzysty – historyczno-przygodowego „Kapitana Kirba”. Jak się jednak okazuje, także w tym gatunku Wróblewski poradził sobie nieźle. Znać mistrza!

Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #10: Kapitan Kirb›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #10: Kapitan Kirb
Scenariusz
Data wydania10 października 2016
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca ONGRYS
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
ISBN9788361596851
Cena24,90
Gatunekprzygodowy
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 20,47 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Wcześniej, mając na myśli jednak tylko ten rok, w ramach „Z archiwum…” ukazały się western „Ringo” (1970) oraz sensacyjna „Zemsta faraona” (1976), czyli pierwsza część przygód polskiego dziennikarza Adama Morana. Oba komiksy pierwotnie pojawiły się w bydgoskiej popołudniówce „Dziennik Wieczorny”; reprezentowały wprawdzie różne gatunki, ale niezmiennie naznaczone były niepowtarzalnym stylem rysownika z miasta nad Brdą. Nie inaczej jest z kolejną zapomnianą, ale – na szczęście – odkurzoną przez Macieja Jasińskiego i wydawnictwo Ongrys opowieścią o kapitanie Robercie Kirbie. To historia awanturniczo-przygodowa, która powstała prawdopodobnie na fali fascynacji popularnymi przed dekadami takimi filmami, jak „Kapitan Blood” (1935) Michaela Curtiza, „Korsarz” (1938) Cecila B. DeMille’a, „Czarny łabędź” (1942) Henry’ego Kinga, „Pod piracką banderą” (1952) George’a Shermana czy „Piraci z Tortugi” (1961) Roberta D. Webba. Jerzy Wróblewski lubił filmy amerykańskie i niejednokrotnie w nich właśnie szukał inspiracji do taśmowo „produkowanych” komiksów.
„Kapitan Kirb” pojawił się na łamach „Dziennika Wieczornego” w pięćdziesięciu dwóch odcinkach (w formie, głównie trzykadrowych, czarno-białych pasków); pierwszy wydrukowany został w końcu listopada 1966, a ostatni – w połowie lutego następnego roku. Czytelnicy popołudniówki mogli więc przez niemal bite trzy miesiące śledzić losy tytułowego bohatera, poznając przy tym co nieco dzieje rywalizacji angielsko-hiszpańskiej o dominację na Karaibach. Choć z treści komiksu bezpośrednio to nie wynika, można się domyśleć, że jego akcja rozgrywa się u schyłku XVII wieku. Po hiszpańskiej potędze z czasów Karola V i Filipa II Habsburgów pozostały już w zasadzie w Europie jedynie wspomnienia, ale po drugiej stronie Atlantyku władza Madrytu wciąż trzyma się mocno, chociaż i tutaj coraz częściej i coraz odważniej w szkodę wchodzą Brytyjczycy, główni sprawcy upadku szesnastowiecznej Wielkiej Armady.
Fabuła rozpoczyna się jak u Hitchcocka – trzęsieniem ziemi (choć nie dosłownym). Płynący ku Karaibom angielski żaglowiec „Gloucester” zostaje zaatakowany przez hiszpańskich korsarzy, którymi dowodzi okrutny Gonzales de Alcazario. Brytyjczycy zostają pokonani, ich okręt przejęty, a członkowie załogi i pasażerowie wyrzuceni za burtę na otwartym morzu. W ten sposób giną gubernator Jamajki William Kirb i jego żona; cudem udaje się natomiast przeżyć ich dwudziestopięcioletniemu synowi Robertowi, który dopływa do brzegu wyspy i w ciągu kolejnych dni, dzięki pomocy miejscowego rybaka, dochodzi do siebie. Odzyskawszy przytomność i siły, wybiera się do miasteczka, gdzie w tawernie poznaje kapitana Greysha, który dowodzi angielskim statkiem „Scorpion”. Robert, pałający żądzą zemsty na Alcazario, prosi doświadczonego żołnierza o lekcje walki rapierem; ten nie odmawia, ale składa inną propozycję – by Kirb przystał do nich i został piratem (a w zasadzie „państwowym” korsarzem). Tak najszybciej zdobędzie okazję ku temu, aby pomścić rodziców.
Kolejne miesiące Robert spędza na pokładzie „Scorpiona”, przechodząc przyspieszone kursy radzenia sobie na morzu. Jest w tym tak dobry, że kiedy w czasie walki z Hiszpanami ginie Greysh, marynarze właśnie jego obierają na kolejnego dowódcę. Teraz – jak można się domyślać – już nic nie stanie Kirbowi na przeszkodzie, aby zapolować na Gonzalesa de Alcazario. Komiks, jak wszystkie inne prasowe opowieści Wróblewskiego, powstawał praktycznie z dnia na dzień. Cierpi na tym nieco konstrukcja fabuły, która ma zarówno kilka zasadniczych (i ciekawych) zwrotów akcji oraz przesileń, jak i, niestety, dłużyzn. Niektóre motywy autor ogrywa parokrotnie. Wszystko to wywołuje wrażenie historii nie do końca przemyślanej, ale to przecież rzecz najzupełniej naturalna dla opowieści rozwijającej się z odcinka na odcinek. Trudno zatem czynić z tego powodu Wróblewskiemu zarzuty; sięgając po „Kapitana Kirba” czy w ogóle jakikolwiek komiks prasowy, trzeba pamiętać, że to cecha niejako wpisana w genotyp gatunku. Bydgoszczanin, zdając sobie z tego doskonale sprawę, starał się choć trochę urozmaicić akcję, stąd prawdopodobnie dodanie wątku miłosnego.
Czy był on najszczęśliwszy – o to można się akurat spierać. Sam w sobie wzbogacał jednak akcję, tyle że jego finalizacja nie była już majstersztykiem; raczej wprowadzała niezamierzony humor. Bo „Kapitan Kirb” mimo wszystko – w porównaniu z wieloma innymi pracami Wróblewskiego – zrobiony został na poważnie. Za dużo tu krwi i trupów, by autor mógł pozwolić sobie na, mniej lub bardziej wybredne, żarty. Niczego za to nie można zarzucić stronie graficznej. Kreska jest nienaganna, świetny pierwszy plan, odtwarzane z dbałością o drobiazgi tło. Postaci da się rozpoznać bez problemu, co niekiedy bywało kłopotliwe. Znakomicie prezentują się także sceny walk – zarówno te na morzu (pomiędzy statkami), jak i na ich pokładach (na broń białą). Ciekawostką jest zaś to, że komiks uzupełniają zachowane szkice do „Kapitana Kirba”. Porównując je z rysunkami, które trafiły do druku, można zobaczyć, jak dzieło Wróblewskiego ewoluowało. Mogą one być też pokazową lekcją dla początkujących grafików. Acha! oryginalna wersja zawierała podpisy pod rysunkami, Maciej Jasiński przerobił je jednak na „dymki” – i po raz kolejny należy uznać to za pomysł doskonały. W tej formie dzieło jest dużo bardziej przystępne i atrakcyjne.
koniec
28 października 2016
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Krąg śmierci
Paweł Ciołkiewicz

20 XI 2017

„Shi ki” to nowa mroczna opowieść grozy w ofercie wydawnictwa Waneko. Podczas upalnego lata w małej wiosce położonej gdzieś w górach zaczynają umierać ludzie. Czy w Sotobie rozpoczyna się jakaś epidemia? A może wyjaśnienie zagadki jest znacznie bardziej złowieszcze?

więcej »

Kobieta kobiecie półwilkiem
Agnieszka ‘Achika’ Szady

19 XI 2017

W alternatywnym świecie, gdzie magia i technika często zlewają się w jedno, rozgrywa się skomplikowana akcja, w której nigdy nie można być do końca pewnym wrogów ani przyjaciół… ani nawet samej siebie. Komiks „Monstressa” jest kwintesencją okrutnego piękna, a secesyjna kreska zadziwiająco dobrze komponuje się z ponurymi, ziemistymi lub stalowoszarymi barwami.

więcej »

Marvel: Przeczytać Panterę i zapomnieć
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

18 XI 2017

Czarna Pantera to jeden z najpopularniejszych bohaterów komiksów za Wielką Wodą. U nas znany jest jednak przede wszystkim z ról epizodycznych. Sytuację tę miał naprawić dwudziesty pierwszy tom Kolekcji Superbohaterowie Marvela. Cóż, nie udało się.

więcej »

Polecamy

Przeczytać Panterę i zapomnieć

Marvel:

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oto wizja wpadki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Głos suwerena wysłuchany
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ogniu krocz za mną
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

Kapitan Żbik: Gdy do akcji wkracza SB, zabawa kończy się
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Magik na wiejskim odpuście
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Romantyczne tête-à-tête i wargi, które mogą cię zdradzić
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Danuta czy Krystyna? – zawodna pamięć Żbika
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Gorące plaże Adriatyku
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Z Bratysławy do Budapesztu
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Niespodziewany awans i afera „Żelazo”
— Sebastian Chosiński

O kowboju, co kulom się nie kłaniał
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Dziennikarskie śledztwo Maigreta
— Sebastian Chosiński

Przeznaczenie, którego należy uniknąć
— Sebastian Chosiński

Człowiek-Nietoperz w stylu Jamesa Bonda
— Sebastian Chosiński

Płaszcz i szpada, Londyn i Karaiby
— Sebastian Chosiński

Coraz więcej fantasy
— Sebastian Chosiński

Kuszenie Damiana Wayne’a
— Sebastian Chosiński

A imię jego to Czerwony…
— Sebastian Chosiński

Na troje babka wróżyła
— Sebastian Chosiński

Od „wow!”, poprzez „brrr!”, aż do „uff!”
— Sebastian Chosiński

Wejść, dopaść, przeżyć!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.