Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Esensja czyta dymki: Listopad 2016

Esensja.pl
Esensja.pl
Komiksowy listopad żegnamy garścią króciaków.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Marcin Osuch [80%]
Pauline, studentka ekonomii przyjeżdża z Paryża na prowincję aby znaleźć chwilę spokoju i przygotować do egzaminu. Jeszcze nie zdąży dobrze wysiąść z pociągu a już wpada w kłopoty, z których ratuje ją miejscowy młodzieniec, Erwan. Potrafi on uruchomić samochód, zrobić niezbyt dobrą kawę i… podróżować między równoległymi światami. Oczywiście Loisel, współscenarzysta, nie byłby sobą, gdyby dał nam prostą historyjkę o skakaniu między wymiarami. Opowieść wciąga nas powoli ale całkowicie.
Erwan zabiera na chwilkę Pauline do równoległego świata z czego robi się niezłe zamieszanie. Dziewczyna gubi tam okulary, chce po nie wrócić tylko robi to w sposób nie do końca zgodny z zasadami. Nie wie też najważniejszego, czas w tamtym świecie płynie inaczej niż w naszym. Dziesięć dni tam, to bez mała dwa lata u nas. Erwan miał w równoległym świecie do załatwienia bardzo ważną sprawę. Wiecie, to z cyklu „ratowanie świata” (coś jak Frodo albo John McLane). Nie wszystko poszło tak jak powinno (chociaż czytelnik nie ma sto procent pewności jak powinno). A po powrocie zaczyna szukać Pauline co też nie jest łatwym zadaniem. Autorzy „Wielkiego Martwego” na razie nie zdradzają zbyt wiele, stawiają więcej pytań niż odpowiedzi ale robią to w sposób dający nadzieję na wielką przygodę.
Jedyny problem tego tomu „Wielkiego Martwego” jest taki, że kończy się, gdy historia rozkręca się na dobre.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Marcin Mroziuk [70%]
Nie da się ukryć, że lektura „Obłędu Hegemona” u fanów twórczości Janusza Christy wywołuje ambiwalentne odczucia. Dzieje się tak po części dlatego, że niepotrzebnie nadmierne oczekiwania czytelników rozbudza okładka, na której widnieją Hegemon i Kapral wyglądający jak za swym najlepszych lat oraz zapowiedź nowych przygód dzielnych wojów. Tymczasem wewnątrz nie znajdziemy jednej nowej pełnowymiarowej opowieści, lecz cztery historyjki różnych autorów, będące raczej wyrazem hołdu dla mistrza niż prawdziwą kontynuacją oryginalnej serii. Nie wszystkim fanom przygód Kajka i Kokosza przypadnie również do gustu to, że wszyscy rysownicy zgodnie postanowili nie naśladować kreski Janusza Christy, lecz przedstawili jego bohaterów w swoim własnym stylu. O ile bowiem jeszcze w miarę bliska pierwowzoru jest tytułowa historyjka z rysunkami Sławomira Kiełbusa, o tyle rysunki Tomasza Samojlika, Norberta Rybarczyka i Piotra Bednarczyka to już po prostu zupełnie inna estetyka, która może zwyczajnie rozczarować bardziej przywiązanych do tradycji czytelników (chociaż to już oczywiście kwestia gustu).
Na szczęście całkiem dobrze przedstawia się sytuacja, jeśli chodzi o pomysły fabularne twórców tego albumu. Zdecydowanie najzabawniejsze są historyjki ze scenariuszami Macieja Kura – w „Obłędzie Hegemona” możemy śmiać się do rozpuku, kiedy obserwujemy, jak Zbójcerze próbują przywrócić swemu przywódcy utraconą gwałtowność charakteru, a z kolei w „Szkole zbójowania” sporo uciechy sprawia nam Łamignat próbujący wychować swoich następców. Krzysztof Janicz w „Coś na muchy” również całkiem w dowcipny sposób przedstawił nam małych Kajka i Kokosza, ale po prawdzie ta historyjka jest jakby z innej bajki… Stosunkowo najsłabiej wypadają zaś „Kłusownicy” Tomasza Samojlika, bo psoty Milusia są po prostu zbyt mało zaskakujące.
Trzeba więc zdecydowanie stwierdzić, że „Obłęd Hegemona” nie dorównuje dziełom Janusza Christy. Jeżeli jednak nie damy się ponieść nadmiernym oczekiwaniom, to album ten można przeczytać ze sporą przyjemnością (o ile nie jest się zbyt konserwatywnym fanem oryginalnych przygód Kajka i Kokosza).
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Marcin Osuch [100%]
„Dyliżans” był moim pierwszym spotkaniem z komiksowym Lucky Lukiem (jakieś ćwierć wieku temu). Album kupiłem, bo wtedy jeszcze człowiek był w stanie kupić wszystko co wychodziło na naszym rachitycznym rynku. Znając animowaną wersję większych nadziei nie miałem. Serial telewizyjny był na jedno kopyto, Lucky Luke łapie Daltonów, Daltonowie uciekają i tak w kółko. Ale „Dyliżans” był odkryciem. Żadnych Daltonów, dowcipne, żywe dialogi, inteligenty humor. To wszystko oczywiście zasługa jednej osoby, René Goscinnego. Tylko ojciec Mikołajka i Asteriksa był w stanie nadać prostej historii o podróży dyliżansem tyle odcieni zabawy i uśmiechu. Na szczęście nowe tłumaczenie tego nie zepsuło (a z nowymi tłumaczeniami to różnie bywa).
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Marcin Mroziuk [60%]
W przypadku tego albumu młodzi czytelnicy na brak emocji z pewnością nie będą narzekać, ale chyba nie do końca zamierzonym efektem budowania napięcia jest tutaj to, że akurat te przygody niebieskich ludzików są dużo mniej zabawne niż zazwyczaj. Zasadniczo fabuła jest dość dobrze skonstruowana, ale trochę słabo wypada sam początek, gdyż twórcy nie wyjaśniają, z jakiego powodu mieszkańcy wioski zaczęli sobie nagle dokuczać i kłócić się z byle powodu. Akcja nabiera rozpędu dopiero wraz z pojawieniem się w okolicy Szarych Smerfów, które na pierwszy rzut oka różnią się od znanych nam bohaterów jedynie kolorem czapek i ubrań. Szybko jednak się okazuje, że wszyscy przybysze odznaczają się również doprawdy okropnymi cechami charakteru. Zgodne współistnienie z nowymi sąsiadami okazuje się niemożliwe, a kiedy dochodzi do wybuchu otwartego konfliktu, sytuacja Smerfów przedstawia się naprawdę nieciekawie. Młodym czytelnikom obserwującym te kłopoty swoich ulubieńców niejednokrotnie przebiegnie więc po plecach dreszcz przerażenia, szczególnie że nawet Papa Smerf długo nie będzie umiał znaleźć wyjścia z tej sytuacji, a na szczęśliwe zakończenie trzeba czekać aż do ostatnich kadrów. Trzymająca w napięciu akcja sprawia, że album ten czyta się błyskawicznie, dlatego łatwiej się nam pogodzić z tym, że naprawdę zabawnych scen jest mniej niż zwykle.
koniec
30 listopada 2016
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Marvel: Nieźle jak na Fantastyczną Czwórkę
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

24 VI 2017

Tego nie dało się uniknąć. W kolekcji poświęconej najważniejszym postaciom Domu Pomysłów obowiązkowo musiało znaleźć się miejsce dla Fantastycznej Czwórki. W Superbohaterach Marvela pod pozycją jedenastą.

więcej »

Wielowymiarowa posągowa Amazonka
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

23 VI 2017

Wonder Woman przez lata była u nas traktowana po macoszemu. Ostatnio jednak, głównie dzięki wydawnictwu Egmont, nieco nadrabiamy straty. Jest także pozytywny aspekt tej sytuacji: otrzymujemy samą esencję najlepszych komiksów jej poświęconych. Jak te, które wypełniają tom pierwszy nowej serii DC Deluxe poświęconej Amazonce, ze scenariuszem Grega Rucki.

więcej »

Zbrodniarz i panna
Sebastian Chosiński

22 VI 2017

Życie na Dzikim Zachodzie nie było sielankowe. Zwłaszcza gdy na dodatek wykonywało się zawód grabarza. A jednak Jonas Crow zdecydował się na taką profesję. Jakby chciał przed czymś uciec, przekonany, że wśród trupów nie czyha na niego tyle niebezpieczeństw co wśród żywych. Jeżeli naprawdę tak właśnie myślał, był w wielkim błędzie, o czym dobitnie przekonuje trzeci tom serii – „Ogr z Sutter Camp”.

więcej »

Polecamy

Wróg czy przyjaciel?

Kadr, który…:

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

W ciemnym, zabagnionym lesie
— Wojciech Gołąbowski

Pędzący Niedźwiedź (ale nie Indianin)
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Hrabia narozrabia?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Przynęta
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta dymki: Kwiecień 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Z tego cyklu

Maj 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Kwiecień 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Marzec 2017
— Wojciech Gołąbowski, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Styczeń 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Grudzień 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Wrzesień 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Sierpień 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Lipiec 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Styczeń 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Tegoż twórcy

Brawa dla Daltonów
— Marcin Osuch

A koniec zawsze taki sam…
— Marcin Osuch

Uczta dla oczu
— Marcin Osuch

Lucky Luke nadal na Dzikim Zachodzie
— Marcin Osuch

Kto napisał scenariusz?
— Marcin Osuch

Koń jaki jest, każdy widzi
— Bartek Marciniak

Krótko o komiksach: Styczeń-luty 2003, cz. 2
— Artur Długosz, Tomasz Sidorkiewicz

Krótko o komiksach: Wrzesień 2001
— Artur Długosz, Marcin Herman, Paweł Nurzyński

Tegoż autora

Kadr, który…: Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

To nie jest (k)raj dla kobiet
— Marcin Mroziuk

Esensja ogląda: Czerwiec 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Kamil Witek

Być albo nie być
— Marcin Mroziuk

Esensja ogląda: Czerwiec 2017
— Jarosław Loretz, Marcin Osuch, Jarosław Robak

Demon demonowi wilkiem
— Marcin Osuch

W zgodzie z naturą
— Marcin Mroziuk

Esensja czyta: Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Ratunek w małpiej kupie
— Marcin Osuch

Esensja ogląda: Maj 2017
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.