Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 28 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Marvel: Hulk był już kiedyś w drużynie…

Esensja.pl
Esensja.pl
Czy możliwa jest supergrupa, której członkiem nie byłby Kapitan Ameryka? Wygląda na to, że tak. Co prawda jest mocno niesformalizowana i zrzesza jedynie trzech członków (do czasu), ale nie można jej odmówić uroku i egzotyki. To o niej opowiada sto czwarty tom Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela, „Defenders: Dzień Defenders”.

Ross Andru, Sal Buscema, Steve Englehart, Roy Thomas
‹Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #104: Defenders: Dzień Defenders›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielka Kolekcja Komiksów Marvela #104: Defenders: Dzień Defenders
Tytuł oryginalnyThe Defenders: Day of the Defenders
Scenariusz
Data wydania16 listopada 2016
RysunkiRoss Andru, Sal Buscema
PrzekładRobert P. Lipski
Wydawca Hachette
CyklWielka Kolekcja Marvela
ISBN978-83-282-0345-7
Format200s. 170×240mm; oprawa twarda
Cena39,99
Gatuneksuperhero
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Przyznam, że nie wiązałem wielkich nadziei z tym tytułem. Ot, kolejna ramotka z początku lat 70. Do tego skupiająca się na bohaterach, którzy nie należą do mojej pierwszej ligi (no, może poza Hulkiem). Choć dzięki kolejnym publikacjom w ramach WKKM zacząłem coraz bardziej doceniać Dra Strange′a, to jednak Namor pozostaje w ogonie mojego prywatnego rankingu popularności. A jednak dziwnym trafem „Dzień Defenders” okazał się całkiem przyjemną lekturą, a co ważniejsze – bardzo odmienną od przygód Avengers.
Podstawowym wyróżnikiem cechującym Defenders jest to, że członkowie tej formacji za bardzo za sobą nie przepadają. Strange i Namor raczej się tolerują niż przyjaźnią, natomiast Hulk… jak to Hulk, działa pod wpływem emocji. Nie znosi Mistyka i generalnie sformalizowanych drużyn, czego daje dowód w zdaniu „Hulk był już kiedyś w drużynie… nie podobało mu się” (dotyczy to oczywiście jego członkostwa w pierwszym składzie Mścicieli). Dlatego też, choć ostatecznie Strange wymyśla nazwę heroicznego tria, to jednak jego działanie wynika bardziej z przypadku niż z hasła oznaczającego zbiórkę (jak wielka płonąca czwórka, zwołująca Fantastic Four).
I to się sprawdza! Albowiem siła Defenders, poza barwnymi przygodami, które rzucają członków grupy po całej ziemi, a także w inne wymiary, drzemie w dobrze przedstawionych charakterach poszczególnych postaci. Znaczenie ma tu nie tylko fakt, że każda z nich jest raczej indywidualistą, nieprzystosowaną do zespołowego działania, ale przede wszystkim scenarzyści barwnie rozpisali ich relacje.
Na „Dzień Defender” składa się osiem zeszytów, pokazujących początki działalności grupy. Choć jej członkowie spotykali się już wcześniej, pierwszy raz nazwali swoje trio konkretną nazwą w „Marvel Feature vol. 1 # 1” z grudnia 1971 roku. Po trzech odcinkach formacja tak spodobała się czytelnikom, że otrzymała swój własny tytuł, który ukazywał się do 1983 roku, kiedy to po opuszczeniu składu przez Hulka, Strange′a i Namora, została przemianowana na The New Defenders. Ze względu na mało sformalizowany charakter, przez ten czas przewinęły się przez nią całe rzesze superbohaterów z Silver Surferem, Profesorem X, Hawkeye′em, Daredevilem, Spider-Manem, a nawet samym Kaczorem Howardem na czele.
Na razie jednak dostajemy przygody podstawowego tria, uzupełnionego pod koniec przez Walkirię i chwilowo przez Silver Surfera, którego jednak jeszcze jako jej członka za bardzo brać nie możemy. Scenariusze Roya Thomasa i Steve′a Engleharta może nie należą do najbardziej wyszukanych i cechują je wypaczenia epoki (np. ciągłe mówienie o sobie w trzeciej osobie), to niewątpliwie dowodzą pomysłowości twórców. Najczęściej mamy więc do czynienia z jakimś strasznym zagrożeniem, które powoduje, że nasi bohaterowie muszą stanąć ramię w ramię, by je zwalczyć. Najpoważniejszym zagrożeniem jest postać niejakiego Yandrotha, który wraz ze swoją śmiercią ma zamiar pogrzebać cały świat. Wątek skonstruowanej przez niego maszyny zniszczenia przewija się przez cały tom. Poza tym ponownie spotykamy Dormammu, który robi, co może, by obejść przyrzeczenie, jakie dał Strange′owi, że nie będzie próbował zawładnąć naszym wymiarem; puchatego, choć niezbyt miłego Xemnu; a także mniej charakterystycznych Necrodamusa, Calizumę, Bezimiennego i innych. Wszystkie te przygody są szybkie, akcja nie ma większych przestojów, a przede wszystkim nie jest zagadywana przypisami i niekończącymi się monologami.
Jeśli chodzi o stronę wizualną, to jej ocena należy do indywidualnych upodobań. Przede wszystkim chodzi o kanciasty styl Sala Buscemy, który stworzył ponad połowę komiksu. Choć to jeszcze nie jest ekstremum, z jakiego zasłynął, rysując Spider-Mana na przełomie lat 80. i 90., ale wyraźnie znać jego styl. Mnie podczas lektury nie przeszkadzał, aczkolwiek również specjalnie nie porywał. Podobnie wygląda sytuacja z Rossem Andru, aczkolwiek jego prace, choć mniej charakterystyczne, bardziej mi się podobały. Zwłaszcza te nieco rozmazane szkice w pierwszym zeszycie.
Czy zatem warto poznać Defenders? Jak najbardziej, ponieważ to porcja przyjemnej i bezpretensjonalnej rozrywki. Tak więc, nawet jeśli nie przepadacie za którymś z członków grupy, nie przejmujcie się, albowiem akcja została tak poprowadzona, że może się okazać, iż zapałacie do niego sympatią. Przynajmniej do przeczytania ostatniej strony.
koniec
10 grudnia 2016
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Na łeb, na szyję
Sebastian Chosiński

26 VII 2017

Po dwóch znakomitych tomach „Comanche” – „Czerwonym niebie nad Laramie” oraz „Mrocznej pustyni” – trafił się nieco słabszy. O ile jeszcze bowiem świetnie broni się w „Buntowniczej furii” wątek z braterskim konfliktem wśród Czejenów, o tyle wprowadzona zapewne dla rozładowania napięcia postać Dana Morgana skutecznie psuje doskonały efekt.

więcej »

W strugach deszczu
Sebastian Chosiński

24 VII 2017

W „Czerwonym niebie nad Laramie” Red Dust rozprawił się z niezwykle groźnym bandytą. Nie czekały go jednak za to fanfary ani ordery. Cena, jaką musiał zapłacić za przywiązanie do sprawiedliwości, okazała się bardzo wysoka. Od tego zaczyna się piąty tom serii „Comanche” – „Mroczna pustynia”. A potem jest tylko ciężej.

więcej »

Kapitan Żbik: Z Bratysławy do Budapesztu
Sebastian Chosiński

23 VII 2017

Rok musieli czekać wielbiciele kapitana – a w zasadzie już majora – Żbika na kontynuację intrygi zapoczątkowanej „Granatową cortiną”. Wielu z nich zdążyło zapewne w tym czasie zapomnieć, o co w ogóle chodziło. Najważniejsze jednak, że chociaż z dużym poślizgiem, „Skok przez trzy granice” w końcu się ukazał. Szkoda, że na tle wielu innych „kolorowych zeszytów” serii prezentował się słabo.

więcej »

Polecamy

Zaproszenie do jamy

Kadr, który…:

Zaproszenie do jamy
— Wojciech Gołąbowski

Samotni
— Wojciech Gołąbowski

Vahanara!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wymarsz o świcie
— Wojciech Gołąbowski

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Dwie twarze X-Men
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Coś się kończy, coś się zaczyna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nieźle jak na Fantastyczną Czwórkę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wyrwane z kontekstu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Uszczęśliwianie na siłę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W afro, czy z łysiną?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ustawka superbohaterów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ojciec prać!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tak to się robiło w latach 70
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tymczasem w pewnym nadbałtyckim kraju
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Czarna Wdowa na ostro
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wielowymiarowa posągowa Amazonka
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Bez przebaczenia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

To się nie może tak skończyć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

In the End
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wyrzut sumienia pędzącego miasta
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nie ma kresu zbrodni
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Uciec przed nocą
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Proces „Procesu Jean Grey”
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

DC Comics: Więcej niż tylko dziewczyna Jokera
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.