Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 29 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Komiksy

Magazyn CLXVII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Kapitan Żbik: Przebierańcy w niemieckich mundurach

Esensja.pl
Esensja.pl
„Diadem Tamary” przeszedł do historii polskiego komiksu (bo nie tylko „Kapitana Żbika”) jako ten zeszyt, którym zadebiutował Grzegorz Rosiński. Znaczenie „Złotego Mauritiusu” polega głównie na tym, że była to pierwsza komiksowa praca Bogusława Polcha, późniejszego twórcy między innymi „Ekspedycji” i „Funky’ego Kovala”. Na dobry początek do zilustrowania otrzymał on scenariusza majora Władysława Krupki. I dobrze trafił.

Władysław Krupka, Bogusław Polch
‹Kapitan Żbik #17: „Złoty” Mauritius (wyd.V)›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #17: „Złoty” Mauritius (wyd.V)
Scenariusz
Data wydania2016
RysunkiBogusław Polch
Wydawca ONGRYS
CyklKapitan Żbik
ISBN9788361596776
Cena12,00
Gatunekkryminał
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Bogusław Polch urodził się w 1941 roku, jest więc rówieśnikiem Grzegorza Rosińskiego – nic więc dziwnego, że obaj panowie spotkali się w jednej klasie warszawskiego liceum plastycznego. Obaj stali się w przyszłości cenionymi – nie tylko w Polsce, ale również za granicami kraju – autorami komiksów. Obaj też debiutowali w tej dziedzinie sztuki, ilustrując „kolorowe zeszyty” z „Kapitanem Żbikiem”. Wcześniej zaczął Rosiński (w 1969 roku „Diademem Tamary”), Polch na swoją kolej musiał czekać dwa kolejne lata, a fuchę tę otrzymał właśnie dzięki swemu licealnemu koledze. Nie był jednak wtedy wcale żółtodziobem; wcześniej – w zasadzie już jako nastolatek – rysował krótkie historyjki dla gazet. Pierwszym oddzielnym wydawnictwem był jednak dopiero „Złoty Mauritius”, siedemnasty odcinek przygód dzielnego funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej. W sumie do 1975 roku Polch wziął udział w powstaniu siedmiu zeszytów ze Żbikiem w roli głównej; tak się też złożyło, że scenariusze do wszystkich z nich wyszły spod ręki „ojca chrzestnego” serii, czyli Władysława Krupki, na co dzień oficera (naczelnika wydziału) w Komendzie Głównej MO w Warszawie.
„Złoty Mauritius” ukazał się po raz pierwszy w 1971 roku w astronomicznym, jak na dzisiejsze warunki, nakładzie – 100 tysięcy egzemplarzy; dziewięć lat później drugie wydanie zeszytu – mimo powszechnego już kryzysu socjalistycznej gospodarki – miało nakład dwa razy taki. W III RP komiks miał z kolei już trzy edycje – w 2002, 2008 (za sprawą Muzy) oraz 2016 roku (dzięki Ongrysowi). Nie ma więc większego problemu z dotarciem do niego, czego nie można powiedzieć na przykład o do tej pory nie wznawianych zeszytach autorstwa Grzegorza Rosińskiego (choć może i to w najbliższych latach ulegnie zmianie). „Złoty Mauritius” to historia napadu i kradzieży niezwykle cennego znaczka pocztowego, którą niejakiemu „Czarnemu” (szefowi bandy z Warszawy) zleca cudzoziemiec o imieniu Helmut (możemy domyślać się zatem, że chodzi o Niemca i to wcale nie tego z NRD). On gotów jest zapłacić za „łup” pięć tysięcy dolarów, „Czarny” żąda jednak dziesięciu. Panowie ostatecznie dobijają targu i umawiają się na dopełnienie interesu w chacie rybackiej na wysepce pośrodku jeziora w Moklach (niedaleko Czarnkowa).
Teraz zaczyna się najtrudniejszy etap operacji, należy bowiem obmyślić plan skoku i przeprowadzić akcję tak, aby nie wpaść w ręce MO, bo to mogłoby skończyć się nawet dziesięcioletnią odsiadką. Znaczek prezentowany jest właśnie podczas Międzynarodowej Wystawy Filatelistycznej we Wrocławiu; wśród pracujących przy ekspozycji ludzi „Czarny” ma swoją wtyczkę, mężczyznę, który informuje go, kiedy cenny ładunek będzie przewożony do Warszawy, aby następnie odlecieć za granicę, skąd przybył do Polski. szef bandy zdaje sobie sprawę, że napad może udać się tylko w drodze z Dolnego Śląska do stolicy. Przebiera więc część swoich oprychów w mundury Wehrmachtu, przerabiając ich tym samym na ekipę filmową, która nocą na leśnej drodze kręci film o drugiej wojnie światowej. W Polsce Ludowej przełomu lat 60. i 70. XX wieku to rzeczywiście mogło wydawać się całkiem normalne, wszak filmów wojennych powstawało wówczas mnóstwo. Reszty można się chyba domyślić. Fałszywa ekipa zatrzymuje ciężarówkę przewożącą znaczki i eskortujący ją gazik; kierowcy i strażnicy zostają uśpieni gazem, a „towar” – skradziony. Jednego tylko „Czarny” nie przewidział – że w ciężarówce uruchomi się alarm, co spowoduje, że niektórzy z członków jego bandy wpadną z tego powodu w panikę i zaczną popełniać błędy.
Kapitan Żbik pojawia się w „Złotym Mauritiusie” stosunkowo późno. I staje się to na wyraźne jego życzenie. Tym razem działa bowiem bez rozkazu wydanego przez pułkownika Czeladkę. Dowiedziawszy się o znalezieniu jednego z podejrzanych nieprzytomnego, bliskiego śmierci, na drodze w okolicach Turku, natychmiast decyduje się wsiąść do helikoptera i polecieć do Wielkopolski, aby wycisnąć z niego informacje, które pozwolą przyspieszyć bieg śledztwa. Fabularnie komiks układa się w logiczną całość, choć na pewno – chociażby w porównaniu z „Czarną Nefretete” (by odnieść się jedynie do historii jednoodcinkowych) – brakuje mu rozmachu i zaskakujących zwrotów akcji. Tu wszystko zmierza do łatwo przewidywalnego finału w linii prostej. Żbik nie musi specjalnie trudzić się, by po nitce dotrzeć do kłębka. „Czarny” i tajemniczy Helmut zostają mu wyłożeni niemal na talerzu przez innych funkcjonariuszy. Choć trzeba przyznać, że to jednak kapitan z Komendy Stołecznej stawia „kropkę nad i”, popisując się przy okazji znajomością dżudo i sporym talentem bokserskim.
Jako że „Złoty Mauritius” był debiutem Bogusława Polcha (który w przyszłości zasłynie takimi cyklami, jak „Ekspedycja / Bogowie z kosmosu”, „Funky Koval” i „Wiedźmin”), nie można od rysownika wymagać zbyt wiele. Jego kreska jest jeszcze momentami bardzo niepewna, tło nierzadko umowne, ale już można dostrzec pewne cechy charakterystyczne, przede wszystkim w kreowaniu postaci – vide szczupłe i pociągłe twarze. W porównaniu z zeszytami, które ilustrował Grzegorz Rosiński, był to krok wstecz, ale gdy obok postawimy historyjki Zbigniewa Sobali, powinniśmy przestać psioczyć. Tym bardziej że w kolejnych odsłonach cyklu Polch będzie udowadniał, że szybko się uczy i koryguje błędy. Mimo to, gdy na firmamencie pojawi się Jerzy Wróblewski, to on na niemal dekadę (od 1973 do 1982 roku) stanie się głównym rysownikiem „Kapitana Żbika”.
Z „didaskaliów” pojawia się to wszystko, z czym mieliśmy do czynienia wcześniej. W swym liście do czytelników Żbik, powołując się na zdarzenie z początków swej pracy w resorcie, zwraca uwagę na palący problem chuligaństwa i niegrzecznego stosunku młodych mężczyzn do bezbronnych kobiet. Apeluje przy tym, by widząc podobne sytuacje, nie pozostać obojętnym i reagować. Jak on zareagował, gdy broniąc dwóch zaczepionych przez rozwydrzonych chłopaków dziewcząt, pokazał im, gdzie raki zimują. W kolejnej odsłonie cyklu „Za ofiarność i odwagę” nie ma tym razem krótkiego komiksu, jest tylko zdjęcie wyróżnionego i informacja na temat tego, co dokonał. Być może zdecydowano się na to, ponieważ bohaterski żołnierz, plutonowy Stanisław Kolczyński, chcąc zatrzymać uzbrojonego bandytę, który napadł na sklep spożywczy w Giżycku (miało to miejsce 29 stycznia 1971 roku), został przez niego śmiertelnie raniony. W „Kronice MO” pojawiła się tym razem notka na temat tworzenia struktur milicyjnych na Rzeszowszczyźnie latem i jesienią 1944 roku. W zasadzie niczym nie różniła się ona od tych, które „zdobiły” tylne okładki wcześniejszych zeszytów. Jej propagandowe przesłanie było identyczne.
koniec
11 grudnia 2016
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

„Boskość” niejedno ma oblicze
Sebastian Chosiński

28 VI 2017

Mogłoby się wydawać, że w dwunastu poprzednich tomach Jeremiah i Kurdy Malloy przemierzyli już całą postapokaliptyczną Amerykę Północną wzdłuż i wszerz. Ale nic z tego! W albumie trzynastym, zatytułowanym, „Strike”, dotarli do miejsca, w którym ich jeszcze nie było. I w którym pewnie nigdy nie chcieliby się znaleźć. Wiedząc oczywiście co kryje się pod pozorem panującej w nim nieskrępowanej zabawy…

więcej »

Zamknięty świat „Fistaszków”
Marcin Osuch

27 VI 2017

„Mafalda” zwana argentyńskimi „Fistaszkami” uwielbiała Beatelsów1), przejmowała się kwestią głodu i innymi problemami współczesnego jej świata. W jaki sposób do tych spraw podchodził Charlie Brown i jego paczka? Nijak. I absolutnie nie można z tego czynić zarzutu.

więcej »

Łaska Sybilli
Paweł Ciołkiewicz

26 VI 2017

Świat przedstawiony w mandze „Inspektor Akane Tsunemori” na pierwszy rzut oka wydaje się idealny. Oto spełniły się marzenia naukowców – ludzka psychika nie ma już przed okiem badacza żadnych tajemnic. Da się ją wymierzyć, wyrazić liczbowo, a wynik pomiaru staje się skutecznym narzędziem oceny jednostek. Czy jednak naprawdę o to chodziło?

więcej »

Polecamy

Wymarsz o świcie

Kadr, który…:

Wymarsz o świcie
— Wojciech Gołąbowski

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

W ciemnym, zabagnionym lesie
— Wojciech Gołąbowski

Pędzący Niedźwiedź (ale nie Indianin)
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Hrabia narozrabia?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta dymki: Kwiecień 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Z tego cyklu

Nadzorca z trzeciego planu
— Sebastian Chosiński

Syn i córka leśnika
— Sebastian Chosiński

„Polska ma wspaniałych milicjantów!”
— Sebastian Chosiński

Nie straszni nam szpiedzy z Zachodu!
— Sebastian Chosiński

Genialny wynalazca kontra chciwi kapitaliści
— Sebastian Chosiński

Oj, ten niedobry Zdzisiek!
— Sebastian Chosiński

„Zeppelin” pod Warszawą
— Sebastian Chosiński

Oczy i uszy szeroko otwarte
— Sebastian Chosiński

Na dworcach w Poznaniu i Bydgoszczy
— Sebastian Chosiński

Zaczyna być lepiej, gdy nie może być już gorzej
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Esensja czyta dymki: Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Grudzień 2015
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Saga o Geralcie z Rivii
— Paweł Ciołkiewicz

Esensja czyta dymki: Listopad 2015
— Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Bogowie z kosmosu: Kto przysięgnie, że tak rzeczywiście nie było?
— Paweł Ciołkiewicz

Bogowie z kosmosu: Otworzyły się niebiosa
— Paweł Ciołkiewicz

Bogowie z kosmosu: Świadek niepojętej techniki
— Paweł Ciołkiewicz

Bogowie z kosmosu: Piękny, choć nieludzki ląd…
— Sebastian Chosiński

Bogowie z kosmosu: Podróże w przestrzeni i (niekoniecznie) czasie
— Wojciech Gołąbowski

Bogowie z kosmosu: Seks aniołów z ziemskimi kobietami
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

„Boskość” niejedno ma oblicze
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

East Side Story: (Nie) chcieć, (nie) żyć, (nie) kochać
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Wspiąć się na najwyższy szczyt
— Sebastian Chosiński

Zbrodniarz i panna
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Okazja czyni tchórza
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Ręka w rękę z „czerwonymi”
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Przejście przez ogień
— Sebastian Chosiński

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.