Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 30 kwietnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Esensja czyta dymki: Styczeń 2017

Esensja.pl
Esensja.pl
Pierwsza w tym roku odsłona krótkich recenzji komiksowych.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Marcin Osuch [80%]
Do „XIII” wróciłem po dłuższej przerwie. Przerwie spowodowanej znużeniem ciągłym odkrywaniem kolejnych tożsamości głównego bohatera. Steven Rowland alias Jason MacLane alias Jason Fly alias… Poddałem się. Autorzy zaczęli gonić w piętkę i sami chyba zdali sobie z tego sprawę bo zmienił się zarówno rysownik jak i scenarzysta. I tutaj spotkało mnie duże zaskoczenie bo cykl, podobnie jak „Thorgala” po Van Hamme′ie przejął Sente a to nie wróżyło nic dobrego. Bo tamto przejęcie kompletnie nie wypaliło. W przypadku „XIII” reset w wykonaniu Sente′a okazał się strzałem w dziesiątkę. „Powrót do Greenfalls” to trzeci tom nowej, udanej odsłony przygód Jasona Mac Lane′a. Album ten bezpośrednio kontynuuje wątki z tomu „Przynęta”. Zmuszony przez tajemniczą organizację „Purytanów” MacLane zostaje przeszmuglowany z Afganistanu do Stanów. Celem szmuglowania jest dalsze grzebanie w głowie XIII-ki i poszukiwanie tropów do ważnego dla „Purytan” artefaktu z czasów początków kolonizacji Ameryki Północnej. Nawiązanie do tak odległych historii uważam raczej za słabość scenariusza. W takich sytuacjach mam wrażenie, że posługując się historycznymi wydarzeniami, ikonami jak w tym przypadku „Mayflower”, autorzy próbują podczepić się pod cudzą mitologią zamiast tworzyć własną. Na szczęście nie to stanowi o jakości „Powrótu do Greenfalls”. Sente doskonale prowadzi kilka równoległych wątków, które powoli zbiegają się zarówno w czasie jak i przestrzeni. Majstersztykiem jest zgranie wspomnień MacLane′a z podróżą Betty Barnowsky. Dzieje się dużo, pojawia się wiele postaci, napięcie rośnie i widać, że scenarzysta panuje nad całością. Pozostaje mieć nadzieję, że cała historia jest już jakoś rozplanowana i nie zostanie rozwodniona w próbach nieustannego przedłużania całej serii.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Marcin Mroziuk [90%]
Trzeba przyznać, że autorom znakomicie udało się wykorzystać westernową konwencję do stworzenia naprawdę wciągającej opowieści, która zarazem ma spore walory edukacyjne. Z jednej strony śledzimy bowiem z rosnącym zainteresowaniem perypetie Triko (dzięcioła trójpalczastego), który przybywa do Umarłego Lasu aby objąć tam posadę szeryfa w ptasiej społeczności. Z drugiej zaś na końcu każdego rozdziału znajdziemy piękne zdjęcia Puszczy Białowieskiej, którym towarzyszą świetne, krótkie teksty Adama Wajraka wyjaśniające między innymi, jak ma się komiksowa historia do autentycznych zwyczajów ptaków.
Z kolei rysunki Tomasza Samojlika są po prostu całkiem ładne, a sama fabuła okazuje się dość zaskakująca. Szybko możemy się przekonać, że Triko nie do końca jest tym, za kogo się podaje i w dodatku niezbyt wychodzi mu wypełnianie obowiązków szeryfa. Istotne jest przy tym, że obserwowanie jego kolejnych wpadek może rozbawić czytelników do łez. Trudno wszak zdobyć poważanie innych ptaków, jeżeli ulega się presji Gangu Zakrzywionego Dzioba (czyli czwórce puszczyków zwyczajnych), wykazuje kompletną nieznajomością grzybów bądź ucieka z wrzaskiem na widok spiżarni Mogiłczyka (sóweczki zwyczajnej)… W pewnym momencie jednak sytuacja w Umarłym Lesie zmienia się diametralnie, gdyż trzy szpaki przystępują do realizacji planu, który ma im pozwolić przejąć władzę w tym ptasim miasteczku na Dzikim Wschodzie. W efekcie działań tych czarnych charakterów pozytywni bohaterowie (a wraz z nimi czytelnicy) będą mogli się zaś przekonać, jak bardzo potrzebne im są… martwe drzewa. Na brak emocji w „Umarłym Lesie” z pewnością nie można narzekać, dlatego komiks ten może być atrakcyjną lekturą zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Z niecierpliwością będę więc czekać na drugą część tej opowieści, która ma się ukazać w bieżącym roku.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Konrad Wągrowski [60%]
Przyznam, że nie jestem wielkim fanem tematycznych albumów Tytusa, Romka i A′Tomka, w których Papcio Chmiel czyni z nich uczestników autentycznych historycznych wydarzeń. Narysował ich aż sześć – chłopcy zaczęli od udziału w Powstaniu Warszawskim, następnie w wojnie 1920 roku, potem w bitwie grunwaldzkiej, odsieczy wiedeńskiej, by w ramach walki o wolność naszą i waszą, pomagać Amerykanom zrzucać brytyjskie jarzmo. Niby łączy wszystkie te albumy wspólna myśl, leżąca u zarania każdego „Tytusa” – by „bawiąc – uczyć”, niby przekazywany jest przy okazji solidny pakiet historycznych informacji, niby jest też humor, ale takie historie rysowane na zamówienie tracą dużo uroku klasycznej serii i pozostają zwykle zlepkiem plansz nie łączących się we wspólną historię. Do opowieści narysowanej z okazji przyznania Wrocławiowi funkcji Europejskiej Stolicy Kultury podchodziłem więc z dużą rezerwą. Ale nie jest tak źle. Oczywiście, Tytus, Romek i A′Tomek nie są tymi samymi osobami, co w klasycznych książeczkach, oczywiście forma nie służy płynności narracji, ale jednak jakaś fabuła w komiksie jest – a tyczy ona w głównej mierze znanej z kronik Galla Anonima wojnie między księciem Bolesławem, a niemieckim cesarzem Henrykiem V. Mamy tu rozgrywki między Bolesławem i Zbigniewem, zdradę tego ostatniego, oblężenie Głogowa, bitwę na Psim Polu. Wszystko to oczywiście w lekkiej „tytusowej” formie, ale przekazując solidny pakiet historycznych informacji (nie piszę „faktów”, o tym za chwilę). W drugiej części komiks staje się mniej ciekawy, odchodząc od opowieść na rzecz ciekawostek z czasów powstawania Wrocławia. Odległość czasowa chyba też wpływa pozytywnie na komiks, bo Papcio potrafi patriotyczny patos (znany ze szkolnych czytanek, w których zawsze pojawiało się oblężenie Głogowa) rozładowywać małpim pochodzeniem głównego bohatera. Mimo tego nie byłbym skłonny polecać komiksu osobom, które chcą dzieciom przybliżać historyczne fakty. Jest on bowiem zgodny z wizją przedstawioną przez Wincentego Kadłubka, ale niekoniecznie zgodny z faktami. Będąc bowiem centralnym punktem fabuły bitwa na Psim Polu jest od pewnego czasu przez historyków odrzucana jako autentyczne zdarzenie i uznawana za wymysł kronikarza, nie poparty żadnymi innymi historycznymi źródłami…
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Konrad Wągrowski [60%]
Zaryzykuję stwierdzenie, że postapokalipsa jako gatunek w żadnym medium nie sprawdza się tak dobrze, jak w komiksie (swoją drogą dziwne, że „Droga” Cormaca McCarthy′ego nie doczekała się jeszcze komiksowej wersji). Spustoszone ziemie, zdegenerowani ludzie – to wszystko daje duże pole do popisu dla rysowników i scenarzystów. A jeśli ma się dobry pomysł na przyczyny zniszczenia cywilizacji, jaką znamy tym lepiej. A Śledziu w „Strange Years” niewątpliwie ma. Wszystko zaczęło się 11 września 2001 roku – ale nie w taki sposób, jak pamiętamy. Owszem, samoloty uderzyły w budynki, ale to była tylko przygrywka, odciągnięcie uwagi od tego, co istotne. Bo wkrótce w Nowym Jorku i szeregu innych miast wybuchły „brudne” bomby atomowe, rozsiewając skażenie po całej planecie. I w ciągu dni cywilizacja legła w gruzach. Akcja „Strange Years #1” toczy się kilkanaście lat po tych wydarzeniach, jej bohaterami jest dwójka braci, którzy 09/11 pamiętają słabo z dzieciństwa. W spustoszonym kraju, w którym ludzie rozpaczliwie próbują tworzyć bezpieczne osady grasują różne bandy, kanibale, mutanci (tak wnoszę z rysunku) – wiadomo, jak to jest w postapokalipsie. Problem w tym, że Śledziu w części pierwszej cyklu poza obiecującym pomysłem wyjściowym nie za wiele prezentuje. Bohaterowie jadą, rozmawiają, idą, rozmawiają, spotykają jakieś postacie – niezłe wprowadzenie, ale jednak nie samodzielny komiks. Gdy wreszcie zaczyna się coś dziać – komiks gwałtownie się kończy. Z oceną cyklu trzeba więc zaczekać na kolejne części, miejmy nadzieję, że powstaną. Chyba lepiej było jednak w pierwszy rzucie zaprezentować jakąś bardziej rozbudowaną opowieść, z jakimś bardziej wyrazistym finałem.
koniec
30 stycznia 2017
dodajdo

Komentarze

30 I 2017   13:33:53

Poprawka, albumów historycznych o Tytusie jest już siedem, nie sześć. Najnowszy to "TRiA poznają historię hymnu Polski".

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

DC Comics: Więcej niż tylko dziewczyna Jokera
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

29 IV 2017

Harley Quinn bez wątpienia była najmocniejszą stroną zeszłorocznego filmu „Legion samobójców”, co sprawiło, że nieoczekiwanie wskoczyła do pierwszej ligi przeciwników Batmana. O tym, jak wyglądało jej życie przed tym zdarzeniem można przekonać się sięgając po siedemnasty tom Wielkiej Kolekcji Komiksów DC Comics „Harley Quinn: Preludia i fantazje”.

więcej »

Esensja czyta dymki: Kwiecień 2017
Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

28 IV 2017

Krótkie komiksowe recenzje kwietniowe.

więcej »

Być jak Juliusz Verne
Paweł Ciołkiewicz

26 IV 2017

„Niezwykła podróż” to inspirowana twórczością Juliusza Verne’a opowieść o perypetiach dwójki wyjątkowo zdolnych dzieci. Noemi i Emilien dostają szansę uczestniczenia w niesamowitych i niebezpiecznych przygodach, z której oczywiście ochoczo korzystają.

więcej »

Polecamy

Hrabia narozrabia?

Kadr, który…:

Hrabia narozrabia?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Przynęta
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Nieco prowokacyjnie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Szaro, ponuro i do domu daleko
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Na straganie w dzień targowy
— Jacek „Korodzik” Dobrzyniecki

Biali nie potrafią skakać
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Demoniczna danina damy w dworku
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Sorry, Winnetou
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

A ja widzę samo lasso!
— Konrad Wągrowski

O jeden most za daleko
— Marcin Osuch

Zobacz też

Inne recenzje

Dzięcioł znikąd
— Marcin Osuch

Kłopoty to jego specjalność
— Sebastian Chosiński

Jaka piękna katastrofa
— Sebastian Chosiński

Z tego cyklu

Kwiecień 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Marzec 2017
— Wojciech Gołąbowski, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Grudzień 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Listopad 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Wrzesień 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Sierpień 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Lipiec 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Styczeń 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Grudzień 2015
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tegoż twórcy

Trzynastka potomkiem faraonów?
— Marcin Osuch

Papcio Chmiel – życie i dzieło
— Joanna Kapica-Curzytek

Bawiąc – uczyć
— Konrad Wągrowski

Święty Sebastian – patron agentów w potrzebie
— Sebastian Chosiński

Myszka w norce i poza nią
— Sebastian Chosiński

Uczyć bawiąc, bawić ucząc!
— Paweł Ciołkiewicz

Końca nie widać… ale to dobrze
— Sebastian Chosiński

Żubr w trawie puszczy
— Konrad Wągrowski

Jaka piękna katastrofa
— Sebastian Chosiński

Papcio Chmiel przed narodzeniem Tytusa
— Joanna Kapica-Curzytek

Tegoż autora

Mała Esensja: Czasem trudno dojść do słowa
— Marcin Mroziuk

Fantastyka pod piracką banderą
— Marcin Mroziuk

Dobry i Niebrzydki: Co ludzie powiedzą?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Corto nieuporządkowany
— Marcin Osuch

Mała Esensja: Skok na bank
— Marcin Mroziuk

Dobry i Niebrzydki: One woman show
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie jest „Tańczący z wilkami”
— Marcin Osuch

Mała Esensja: Nieudany występ mistrza
— Marcin Mroziuk

Dobry i Niebrzydki: Pieprzeni kamikadze w kalifornijskim raju
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Logiczna zmiana nastroju
— Marcin Mroziuk

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.