Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 22 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Komiksy

Magazyn CLXVIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Kapitan Żbik: Żbik vs. „Kruk”

Esensja.pl
Esensja.pl
Czteroczęściowa opowieść – rozpoczęta „Nocną wizytą”, a zwieńczona „Saltem śmierci” – zdecydowanie nie zaliczała się do najdonioślejszych osiągnięć twórców cyklu o kapitanie Żbiku. Żal tym większy, że ilustratorem tej bardzo banalnej historii wymyślonej przez Władysława Krupkę (i Aleksandra Minkowskiego) był sam Bogusław Polch.

Władysław Krupka, Bogusław Polch
‹Kapitan Żbik #26: Salto śmierci›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #26: Salto śmierci
Scenariusz
Data wydania1972
RysunkiBogusław Polch
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Ileż to gorzkich słów wylaliśmy już pod adresem tej miniserii! Ale jak najbardziej zasłużenie. Bo chociaż historia o grupie przestępczej założonej przez cyrkowych akrobatów na pewno miała potencjał komercyjny, został on skutecznie zniweczony przez scenarzystę, starającego się dopasować oryginalny koncept powstały z myślą o dorosłych czytelnikach (znany z mikropowieści wydanej w cyklu „Ewa wzywa 07” w 1969 roku) do komiksu, którego odbiorcami byli głównie nastolatkowie. W kolejnych zeszytach – począwszy od „Nocnej wizyta”, poprzez „Węża z rubinowym oczkiem” i „Pogoń za lwem” (wszystkie z 1972 roku) – nie brakowało banalnych rozwiązań fabularnych, ale i tak były one niczym w porównaniu z tym, co Władysław Krupka zaserwował w finałowym „Salcie śmierci”. Tak naprawdę jednym tylko rozwiązaniem rozłożył on na łopatki całą opowieść.
Przypomnijmy pokrótce, że głównymi „czarnymi charakterami” byli trzej – na co dzień pracujący w cyrku „Jeno” jako akrobaci – trudniący się okradaniem zamożnych obywateli bandyci: „Czarny”, „Bocian” oraz ich szef noszący pseudonim „Kruk”. Do tej pory wszystko szło jak po maśle. Dopiero skok na mieszkanie doktora Leśniewskiego w Szczecinie sprawił, że złodziejom lekko powinęła się noga, dzięki czemu milicja wpadła na ich trop. Szukający szajki już od paru miesięcy kapitan Żbik udał się więc na północ kraju, aby na miejscu zbadać całą sprawę. Po poskładaniu w całość kilku oddzielnych elementów układanki funkcjonariuszom MO zaczął wreszcie ukazywać się wyrazisty obraz. Wszystkie ślady prowadziły zaś do wspomnianego już cyrku. Żbik uznał, że nie ma innego rozwiązania, jak rozpracować grupę – uszczuploną już jednak o „Bociana” (o czym była mowa w „Pogoni za lwem”) – od wewnątrz. Tylko jak tam się dostać? Kapitan nie ma przecież umiejętności, które predestynowałyby go do wystąpień na arenie (co jednak nie oznacza, że nie jest wysportowany). A zostać klaunem, nawet po zdjęciu munduru, nie godziłoby się.
W efekcie zostaje wymyślony następujący fortel: funkcjonariusz Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej podaje się za młodego naukowca Jana Żbikowskiego, który zbiera materiały do swojej pracy. Otrzymuje nawet odpowiednie skierowanie od przedsiębiorstwa rozrywki, któremu cyrk „Jeno” podlega. Takie „umocowanie” pozwala kapitanowi wałęsać się po terenie, zaglądać tu i ówdzie, a przede wszystkim rozmawiać ze wszystkimi pracownikami, a nawet brać udział w naradach i próbach. Pomysł pewnie i mądry, ale szyty tak grubymi nićmi, że to aż nieprawdopodobne, by tak doświadczony bandzior, jak „Kruk” nie połapałby się w tym od razu i nie zwiał, gdzie pieprz rośnie. On tymczasem, nawet nabywszy konkretne podejrzenia co do Żbika / Żbikowskiego, zamiast myśleć o ratowaniu własnej skóry, nie tylko postanawia pozbyć się kolejnych świadków swego procederu (przy życiu pozostał jeszcze „Czarny”, a i narzeczona „Kruka”, Karin, zaczęła właśnie podejrzewać, że jej ukochany nie jest krystalicznie uczciwym artystą), ale również prowokuje milicjanta.
Z biegiem czasu wszystko zmierza do ostatecznego rozstrzygnięcia pomiędzy Żbikiem a „Krukiem”. Ale nawet i w takiej sytuacji dotąd twardy i bezwzględny „Kruk”, a w zasadzie Zygmunt Bielas, okazuje się zwykłym tchórzem. Kapitan pokonuje go prostym podstępem. Cóż, w nakręconym dwanaście lat później filmie z cyklu „07 zgłoś się” zwieńczenie odcinka opartego na „Skoku śmierci” Władysława Krupki i Aleksandra Minkowskiego było dużo bardziej dramatyczne. Jeśli chodzi o warstwę graficzną, trudno dorzucić jakąkolwiek nową uwagę do tych, które padły już przy omawianiu wcześniejszych odcinków miniserii. Bogusław Polch wykonał swoje zadanie poprawnie – i nic ponad to. Nie zaskoczył ani nietypowym kadrowaniem, ani szczególnie rozbudowanymi dalszymi planami na rysunkach. Kreska była dość toporna. W sumie można by nawet dojść do wniosku, że odpowiadała charakterystyce postaci.
W liście do czytelników „podszywający” się pod kapitana Żbika Krupka wrócił do podejmowanego już wcześniej tematu bezpieczeństwa na drodze. Tym razem jednak nie tyle straszono konsekwencjami jego niezachowania, ile wygłoszono peany na temat Młodzieżowej Służby Ruchu, która swoimi inicjatywami miał wspierać MO i ORMO. Wśród najważniejszych zadań MSR zostają wymienione między innymi organizowanie patroli w okolicach szkół i przystanków oraz – to zasługuje na szczególną uwagę – organizowanie w szkołach spotkań z funkcjonariuszami Milicji Obywatelskiej w dniu ich święta (czyli 7 października). W rubryce „Za ofiarność i odwagę” wyróżniono tym razem starszego sierżanta MO Bronisława Kowalewskiego, który 16 maja 1970 roku w Ełku uratował tonącego w jeziorze ojca trojga dzieci Wiesława Pieniążka. W „Kronice MO” z kolei pojawiły się informacje na temat instalowania władzy ludowej na terenie obecnego – anno Domini 1982 (kiedy ukazało się drugie wydania „Salta śmierci”) – województwa wałbrzyskiego. Notka była krótka, miejsca musiało bowiem wystarczyć na jeszcze jeden (niestały) cykl – „Nauka i technika w służbie MO”. Autor niezbyt długiego tekstu przekonywał czytelników, że bardzo ważnym dowodem w śledztwie mogą okazać się nawet… drobiny metalu.
koniec
12 lutego 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Wsiąść do pociągu…
Paweł Ciołkiewicz

21 VIII 2017

Każdy, kto jeździ pociągami, wie, że podróż koleją zawsze jest przeżyciem niezapomnianym. W wagonach dzieją rzeczy niezwykłe. Jednak nawet najbardziej irytująca podróż w towarzystwie kogoś, kto właśnie opowiada o całym swoim życiu przez telefon komórkowy tak, że na pewno słychać go w kabinie maszynisty, nie może się równać z tym, co przeżyli bohaterowie komiksu „Odwiedziny”.

więcej »

Kapitan Żbik: Magik na wiejskim odpuście
Sebastian Chosiński

20 VIII 2017

W „Śladach w lesie” – trzeciej (przedostatniej) części miniserii – coś wreszcie zaczęło się dziać, chociaż przez cały czas czytelnikowi towarzyszy poczucie, że mozolne dążenie do celu, czyli rozwiązania sprawy tajemniczego zaginięcia niemieckiego marynarza, wcale nie jest zasługą majora Żbika, lecz spadających mu z nieba na biurko dowodów. Gdyby Żbik nie był ateistą, mógłby nawet pomyśleć, że to sprawka Boga.

więcej »

Marvel: Oto wizja wpadki
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

19 VIII 2017

Piętnasty tom kolekcji Superbohaterowie Marvela przynosi niespodziankę. Choć w zanadrzu Dom Pomysłu posiada całe rzesze intrygujących postaci, tym razem pało na Visiona, którego nikt się chyba nie spodziewał.

więcej »

Polecamy

Zaproszenie do jamy

Kadr, który…:

Zaproszenie do jamy
— Wojciech Gołąbowski

Samotni
— Wojciech Gołąbowski

Vahanara!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wymarsz o świcie
— Wojciech Gołąbowski

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Magik na wiejskim odpuście
— Sebastian Chosiński

Romantyczne tête-à-tête i wargi, które mogą cię zdradzić
— Sebastian Chosiński

Danuta czy Krystyna? – zawodna pamięć Żbika
— Sebastian Chosiński

Gorące plaże Adriatyku
— Sebastian Chosiński

Z Bratysławy do Budapesztu
— Sebastian Chosiński

Niespodziewany awans i afera „Żelazo”
— Sebastian Chosiński

Skok na radziecką rybę
— Sebastian Chosiński

Tarzan w leśnej kniei
— Sebastian Chosiński

Nadzorca z trzeciego planu
— Sebastian Chosiński

Syn i córka leśnika
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Esensja czyta dymki: Kwiecień 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Grudzień 2015
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Saga o Geralcie z Rivii
— Paweł Ciołkiewicz

Esensja czyta dymki: Listopad 2015
— Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Bogowie z kosmosu: Kto przysięgnie, że tak rzeczywiście nie było?
— Paweł Ciołkiewicz

Bogowie z kosmosu: Otworzyły się niebiosa
— Paweł Ciołkiewicz

Bogowie z kosmosu: Świadek niepojętej techniki
— Paweł Ciołkiewicz

Bogowie z kosmosu: Piękny, choć nieludzki ląd…
— Sebastian Chosiński

Bogowie z kosmosu: Podróże w przestrzeni i (niekoniecznie) czasie
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż autora

East Side Story: Nie chciałbyś tam się znaleźć
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Wszystko ma swój kres
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Nie każdy koneser jest godny zaufania
— Sebastian Chosiński

A imię jego to Czerwony…
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: „Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Na troje babka wróżyła
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Od „wow!”, poprzez „brrr!”, aż do „uff!”
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Portret żałobny rosyjskiego inteligenta
— Sebastian Chosiński

Wejść, dopaść, przeżyć!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.