Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 28 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Kapitan Żbik: Dokonała się rewolucja…

Esensja.pl
Esensja.pl
W 1972 roku, choć czytelnicy z racji opóźnień spowodowanych niedomaganiem peerelowskiej poligrafii jeszcze o tym nie wiedzieli, w świecie kapitana Żbika doszło do rewolucji. Z serią pożegnał się rysownik Grzegorz Rosiński, a na pokładzie twórców „kolorowych zeszytów” z dzielnym milicjantem w roli głównej pojawił się Jerzy Wróblewski. Bydgoszczanin zadebiutował odcinkiem zatytułowanym „Wieloryb z peryskopem”.

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik 28: Wieloryb z peryskopem›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik 28: Wieloryb z peryskopem
Scenariusz
Data wydania1973
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Takie informacje w tamtym czasie nie przenikały do czytelników. Ba! na dobrą sprawę to nie byli oni nawet informowani o autorach kolejnych zeszytów o kapitanie Żbiku. O ile rysowników, dzięki sygnaturom na planszach końcowych, dawało się jeszcze jakoś zidentyfikować (chociaż nie zawsze), scenarzyści serii byli w zasadzie osobami całkowicie anonimowymi. W 1972 roku ostatni swój zeszyt oddał do druku Grzegorz Rosiński („Skoda TW 6163”), co mogło wydawać się niepowetowaną stratą. Rysownik rodem ze Stalowej Woli był bowiem zdecydowanie najzdolniejszym z dotychczasowych ilustratorów cyklu. Inni, jak chociażby Bogusław Polch, plasowali się klasę niżej; o Zbigniewie Sobali nie ma nawet co w tym kontekście wspominać. Wbrew pozorom sytuacja nie przedstawiała się jednak wcale tak dramatycznie. Umarł wprawdzie król, ale oto rodził się już kolejny. Jeszcze w 1971 roku kontakt z wydawnictwem nawiązał Jerzy Wróblewski, którego plansze próbne tak bardzo spodobały się decydentom ze Sportu i Turystyki, że zdecydowali się zatrudnić bydgoszczanina.
Wróblewski, choć nie miał jeszcze wielkich osiągnięć, był już bardzo doświadczonym rysownikiem. Miał trzydzieści jeden lat i na koncie wiele historii prasowych, po latach publikowanych w popularnym cyklu „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” (vide „Przygody szeregowca Kromki”, „Tom Texas”, „Rycerze prerii”, „Nie z tej ziemi”, „Tarzan”, „Skarb Tarzana”, „Kapitan Kirb” czy „Ringo”). Ale cały czas marzyło mu się stworzenie komiksu z prawdziwego zdarzenia, albumowego, z „dymkami”. Dlatego też w 1971 roku wysłał do kilku wydawnictw swoje prace. Najkonkretniejsza odpowiedź nadeszła właśnie ze Sportu i Turystyki, dla którego w pierwszej kolejności narysował trzy ostatnie odcinki „Podziemnego frontu” („Skarb w Winterhofie”, „Wilk w matni” oraz „W pułapce”), który przejął po Mieczysławie Wiśniewskim. Wiśniewski – mający zresztą w dorobku jednego Żbika („Śledzić fiata 03-17 WE”) – zajął się natomiast ekspresowym tworzeniem kolejnych (w sumie dwudziestu) części „Kapitana Klossa”.
Tempo pracy nad komiksową adaptacją „Stawki większej niż życie” było zabójcze – jeden zeszyt na miesiąc – w efekcie wydawnictwo zastanawiało się nawet, czy coraz bardziej wycieńczonego Wiśniewskiego nie zastąpić Wróblewskim. Do tego jednak nie doszło. Wiśniewski dokończył przygody agenta J-23, po czym w ogóle zrezygnował z dalszego tworzenia opowieści obrazkowych (i poświęcił się malarstwu batalistycznemu); Wróblewskiemu natomiast trafił się… Żbik. Na tym polu zastąpił Rosińskiego i Polcha, z którego – mowa o tym ostatnim – oficyna Sport i Turystyka nie była do końca zadowolona. Docelowo chciano, aby serię przejął tylko jeden autor (przynajmniej w warstwie graficznej) – to na pewno pod wieloma względami ułatwiłoby dalszą pracę. Zmiana ta miała mieć jednak, jak się niebawem okazało, dużo poważniejsze konsekwencje. Powstające dotąd komiksy przedstawiały mniej lub bardziej udane klasyczne historie kryminalne (napady, morderstwa, szpiegostwo), które przeznaczone były w zasadzie dla dorosłych czytelników. „Nowy” Żbik – wychodzący (z powodu kłopotów poligraficznych) od 1973 roku – miał być typowym komiksem przygodowym dla młodzieży. Wątek sensacyjny – owszem, wciąż istotny – chciano jednak teraz w jeszcze większym stopniu podporządkować wymaganiom propagandowo-oświatowym. Zadanie to spadło na barki Wróblewskiego.
Pierwszym Żbikiem bydgoszczanina był – otwierający trzyczęściową miniserię rozgrywającą się nad jednym z jezior mazurskich – „Wieloryb z peryskopem”. Co ciekawe, w zeszycie tym dzielny funkcjonariusz MO wcale się nie pojawia; jest tylko o nim mowa. Co więc wypełnia fabułę? Przede wszystkim opowieść o życiu harcerzy. Marek Jagodziński i Zbyszek to przyjaciele mieszkający na co dzień w Piaskowie. Kiedy nadchodzą wakacje, obaj mają wziąć udział w obozie harcerskim na Mazurach. Udział tego pierwszego w wyjeździe waży się jednak do ostatniej chwili; matka chłopca ma bowiem obawy, czy poradzi on sobie bez niej. Do tej pory na tak długo nie opuszczał przecież domu. Ostatecznie decyduje się puścić go wraz z kolegami z drużyny. Harcerze rozbijają swój obóz nad pięknie położonym jeziorem. Uczą się odpowiedzialności i porządku; muszą karnie przestrzegać reguł, wykonywać prace dla dobra wszystkich. Ale nie brakuje także czasu na odpoczynek. W każdej wolnej chwili Zbyszek i Marek chodzą nad jezioro, aby popływać i łowić ryby. Tak! mają karty pływackie i rybackie – bez tego druh przyboczny nie pozwoliłby im na taką rozrywkę.
Jezioro przyciąga chłopców z jeszcze jednego powodu. Podczas ogniska, na które zaproszono mieszkańców okolicznej wsi Polanka, jeden z nich, mieszkający tu już przed wojną Bogumił Florczak, opowiada fascynującą historię o zrujnowanym zameczku stojącym na wysepce pośrodku jeziora. Wysadzony w powietrze przez uciekających w 1945 roku Niemców wciąż skrywa swe tajemnice. Dostać można się do niego podobno tylko tunelem wiodącym pod wodą. Ale czy on rzeczywiście istnieje – kto to może wiedzieć? W każdym razie młodzi przyjaciele od tej pory poczytują sobie za punkt honoru przyjrzeć się bliżej ruinie. Podczas porannego rekonesansu na łodzi pożyczonej od miejscowego rybaka są świadkami dramatycznych wydarzeń. Ratują z opresji Heńka i Józka, dwóch swoich rówieśników z Polanki, których łódka ni stąd, ni zowąd została przewrócona do góry nogami potężną falą. Tylko skąd wzięła się ta fala, skoro tafla jeziora była płaska jak lustro. Cudem uratowany Heniek opowiada, że gdy wpadł do wody, zobaczył coś wielkiego – podobnego do wieloryba – co odpłynęło w kierunku zamku. Marek i Zbyszek nie mają wątpliwości, że sprawą tą powinien zająć się – no tak, w końcu przychodzi na niego pora – kapitan Żbik.
Od strony fabularnej „Wieloryb z peryskopem” (i dwie kolejne części serii: „Wiszący rower” oraz „Tajemniczy nurek”) to rzeczywiście – zgodnie z intencjami wydawnictwa – opowieść dla znacznie młodszych od dotychczasowych czytelników. Opowieść, która ma nie tylko dostarczać rozrywki, ale także wychowywać – obywatela świadomego i oddanego (ludowej) ojczyźnie. Graficznie to z kolei typowy Wróblewski, ze wszystkimi tego zaletami (i praktycznie bez wad). Realistyczna kreska, przejrzystość kadrów, dbałość o szczegóły tła, zróżnicowanie fizjonomii postaci (co często szwankowało we wcześniejszych albumikach) – to główne cechy stylu bydgoszczanina, które w kolejnych odsłonach cyklu będzie jeszcze doskonalił. Cóż, bez najmniejszych wątpliwości można stwierdzić, że Grzegorz Rosiński zyskał nadzwyczaj godnego następcę. W tym kontekście nie dziwi fakt, że Wróblewski pozostał ze Żbikiem do samego końca – przez kolejnych dziesięć lat (do 1982 roku, kiedy to ukazał się „Smutny finał”, pięćdziesiąty trzeci i zarazem ostatni odcinek przygód sympatycznego milicjanta).
Debiutancka miniseria autorstwa Wróblewskiego ukazała się pierwotnie w 1973 roku, wznowiono ją natomiast pięć lat później. W drugim wydaniu zmianie uległy charakterystyczne dla cyklu dodatki. W liście do czytelników kapitan Żbik, odpowiadając na ich pytania, przedstawia kryteria, jakie należy spełnić, aby trafić do szkoły chorążych Milicji Obywatelskiej. Zamiast „Kroniki MO” jest natomiast laurka wystawiona pod adresem – istniejącej od września 1954 roku – szkoły podoficerskiej MO w Pile. W rubryce „Nauka i technika w służbie MO” jest z kolei mowa o fonoskopii, czyli metodzie identyfikacji osób na podstawie mowy. Za nowość charakterystyczną dla drugiej połowy lat 70. należy uznać lekcję jiu-jitsu, z której czytelnicy dowiadują się, jak wykonać skuteczny pad. Nie zabrakło także „Za ofiarność i odwagę”, w której to rubryce przedstawiono tym razem wydarzenie, jakie miało miejsce w lutym 1975 roku w Sieradzu, kiedy to porucznik MO Stefan Podsiadły, zaalarmowany krzykami zaatakowanej na ulicy przez bandytę niejakiej Krystyny Mizerskiej, rzucił się jej na pomoc. Ryzykował przy tym życiem, albowiem napastnik, uzbrojony w młotek, nie zawahał się go użyć. Dzielny funkcjonariusz, choć ranny, nie wypuścił go jednak z rąk, a gdy na pomoc przybiegli kolejni milicjanci, los oprycha został przesądzony.
koniec
26 lutego 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

„Boskość” niejedno ma oblicze
Sebastian Chosiński

28 VI 2017

Mogłoby się wydawać, że w dwunastu poprzednich tomach Jeremiah i Kurdy Malloy przemierzyli już całą postapokaliptyczną Amerykę Północną wzdłuż i wszerz. Ale nic z tego! W albumie trzynastym, zatytułowanym, „Strike”, dotarli do miejsca, w którym ich jeszcze nie było. I w którym pewnie nigdy nie chcieliby się znaleźć. Wiedząc oczywiście co kryje się pod pozorem panującej w nim nieskrępowanej zabawy…

więcej »

Zamknięty świat „Fistaszków”
Marcin Osuch

27 VI 2017

„Mafalda” zwana argentyńskimi „Fistaszkami” uwielbiała Beatelsów1), przejmowała się kwestią głodu i innymi problemami współczesnego jej świata. W jaki sposób do tych spraw podchodził Charlie Brown i jego paczka? Nijak. I absolutnie nie można z tego czynić zarzutu.

więcej »

Łaska Sybilli
Paweł Ciołkiewicz

26 VI 2017

Świat przedstawiony w mandze „Inspektor Akane Tsunemori” na pierwszy rzut oka wydaje się idealny. Oto spełniły się marzenia naukowców – ludzka psychika nie ma już przed okiem badacza żadnych tajemnic. Da się ją wymierzyć, wyrazić liczbowo, a wynik pomiaru staje się skutecznym narzędziem oceny jednostek. Czy jednak naprawdę o to chodziło?

więcej »

Polecamy

Wróg czy przyjaciel?

Kadr, który…:

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

W ciemnym, zabagnionym lesie
— Wojciech Gołąbowski

Pędzący Niedźwiedź (ale nie Indianin)
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Hrabia narozrabia?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Przynęta
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zobacz też

Z tego cyklu

Nadzorca z trzeciego planu
— Sebastian Chosiński

Syn i córka leśnika
— Sebastian Chosiński

„Polska ma wspaniałych milicjantów!”
— Sebastian Chosiński

Nie straszni nam szpiedzy z Zachodu!
— Sebastian Chosiński

Genialny wynalazca kontra chciwi kapitaliści
— Sebastian Chosiński

Oj, ten niedobry Zdzisiek!
— Sebastian Chosiński

„Zeppelin” pod Warszawą
— Sebastian Chosiński

Oczy i uszy szeroko otwarte
— Sebastian Chosiński

Na dworcach w Poznaniu i Bydgoszczy
— Sebastian Chosiński

Zaczyna być lepiej, gdy nie może być już gorzej
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Kowboje i obcy
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Marynistyczny komiks płaszcza i szpady
— Sebastian Chosiński

Przez prerię wzdłuż i wszerz
— Sebastian Chosiński

Bandyci w Dolinie Królów
— Sebastian Chosiński

Czy kapitan Żbik miał przyrodniego brata?
— Sebastian Chosiński

Na tropie nazistów
— Sebastian Chosiński

Z Bydgoszczy do serca dżungli
— Sebastian Chosiński

Szwejk Ludowego Wojska Polskiego
— Sebastian Chosiński

Wspominki z Dzikiego Zachodu
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

„Boskość” niejedno ma oblicze
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

East Side Story: (Nie) chcieć, (nie) żyć, (nie) kochać
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Wspiąć się na najwyższy szczyt
— Sebastian Chosiński

Zbrodniarz i panna
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Okazja czyni tchórza
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Ręka w rękę z „czerwonymi”
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Przejście przez ogień
— Sebastian Chosiński

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.