Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 28 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

(Super)bohater z przypadku

Esensja.pl
Esensja.pl
Jeszcze do niedawna Wade T. Wilson, czyli Deadpool, był w Polsce mniej znanym bohaterem z uniwersum Marvela. Zmieniło się to za sprawą ubiegłorocznego filmu kinowego Tima Millera, po którego wejściu na ekrany Egmont rozpoczął publikację najnowszej (wydawanej od 2012 roku) serii poświęconej temu superbohaterowi. Jej popularność sprawiła, że wydawnictwo sięgnęło po kolejny cykl – „Deadpool Classic”.

‹Deadpool - Classic #1›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDeadpool - Classic #1
Data wydania15 lutego 2017
Wydawca Egmont
CyklDeadpool - Classic, Deadpool
Gatuneksuperhero
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Choć powiązany z mutantami ze świata X-Menów, sam Deadpool nie jest mutantem. Swe nadludzkie umiejętności nabył w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Początkowo prowadził najzupełniej normalne, by nie rzec szare, życie. Ukończył studia, ożenił się z koleżanką z uczelni, wreszcie zaczął pracę jako nauczyciel. Dopiero po tragicznej śmierci Mercedes, swej żony, pałając żądzą zemsty na T-Rayu, został najemnikiem. Miał nadzieję, że wykonując ten zawód, prędzej czy później jego drogi przetną się z drogami zabójcy. Wkrótce jednak spotkał go kolejny cios – zachorował na raka. Nie mając nic do stracenia, przyjął propozycję naukowców pracujących w ramach programu Broń X, którzy poddali go eksperymentalnej operacji. Przy okazji sztucznie zwiększyli jego siłę, szybkość, refleks i wytrzymałość. Ale sama operacja nie poszła zgodnie z planem. W efekcie doktor Killebrew uznał ją za porażkę. Wade’a, pokrytego okropnymi bliznami, wysłano do więzienia, skąd jednak udało mu się uciec – od tamtej pory, żeby nie przerażać swoim wyglądem, nosi maskę i trykot. Kontynuuje też karierę najemnika – najpierw na usługach Kingpina, a następnie Tajemniczego pana Tollivera, mafiosa i terrorysty.
Po raz pierwszy Deadpool pojawił się – niejako „gościnnie” – w dziewięćdziesiątym ósmym zeszycie z serii „Nowi Mutanci” (w lutym 1991 roku), skąd – również jako postać drugoplanowa – wskoczył do cyklu „X-Force”, w którym okazjonalnie bawił czytelników przez sześć kolejnych lat. W tym czasie powstały także pierwsze czteroczęściowe miniserie poświęcone głównie Wilsonowi: „Goniąc w kółko” (1993) oraz „Grzechy przeszłości” (1994), po czym – w 1997 roku – wystartował oddzielny cykl „Deadpool (Volume 1)”. Właśnie te opowieści zebrane zostały w pierwszym zbiorczym tomie „Deadpool Classic”, który za oceanem ujrzał światło dzienne przed dziewięcioma laty, a w Polsce – dzięki Egmontowi – w lutym tego roku. Jeśli widzieliście już film Tima Millera (z Ryanem Reynoldsem w roli głównej) i czytaliście komiksy wydawane pod hasłem „Marvel Now!” (wyszło ich do tej pory pięć: „Martwi prezydenci”, „Łowca dusz”, „Dobry, zły i brzydki”, „Deadpool kontra SHIELD” oraz „Wyzwanie Draculi”) – koniecznie powinniście sięgnąć po oldskulowe przygody Najemnika z Nawijką, jak został nazwany przez swego „ojca chrzestnego”, argentyńskiego scenarzystę Fabiana Niciezę.
Czytając zawarty w albumie zeszyt „Nowych Mutantów”, trudno połapać się, o co w nim chodzi. I nic w tym dziwnego, komiks kontynuuje bowiem wątki, które pojawiły się już wcześniej. Znalazł się zaś tutaj tylko z jednego powodu, w pewnym momencie wkracza w nim na arenę dziejową Deadpool – najemnik, który na rozkaz pana Tollivera ma zabić Nathana Cable’a, przywódcę Nowych Mutantów. Okazuje się to jednak nierealne, ponieważ swemu szefowi przybywają z pomocą inni – Rictor, Sunspot i Boom-Boom. W myśl powiedzenia „Siła złego na jednego” superzłoczyńca w czerwonym trykocie musi się wycofać. Deadpool jest w tej historii postacią marginalną, o której pewnie dzisiaj nikt by już nie pamiętał, gdyby jego dalsze losy nie potoczyły się tak kolorowo. Widocznie jednak wydawnictwo Marvel dostrzegło w tej postaci jakiś potencjał, skoro pozwoliło Niciezie do tego pobocznego wątku dopisać ciąg dalszy. Zaowocowało to – jeszcze w tym samym roku – kolejnymi gościnnymi występami Wilsona w komiksach Argentyńczyka i jego amerykańskiego ilustratora Rob(ert)a Liefelda (ze wspomnianej już serii „X-Force”).
W „X-Force” Deadpool pojawiał się jednak sporadycznie, trudno byłoby z tego cyklu wykroić jakiś sensowny fragment, który mógłby trafić do albumu zbiorczego z wczesnymi przygodami Wilsona. Zdecydowano się więc pominąć je – przynajmniej na razie – i od razu przeskoczyć do „Goniąc w kółko”, za które fabularnie wciąż jeszcze odpowiadał Nicieza, ale rysował już kto inny – Joe Madureira. To pełna zawrotnego tempa i nieustannych zwrotów akcji opowieść o poszukiwaniu testamentu Tollivera. Terrorysta – zabity przez Cable’a – pozostawił ponoć ogromny majątek. I zaledwie kilka wskazówek, jak do niego dotrzeć. Gdy informacja o tym zatacza coraz szersze kręgi, pojawia się mnóstwo osób, które chcą położyć łapę na wielkich, jak sądzą, pieniądzach. W pierwszej kolejności zaczyna się więc polowanie na ludzi związanych wcześniej z Tolliverem – w końcu mogą oni posiadać jakieś informacje, które powiodą zainteresowanych po nitce do kłębka. Jednym z wystawionych na cel staje się Deadpool, za którym ruszają zabójcy z Executive Elite.
Fabuła jest tak skomplikowana, że łatwo się w niej pogubić. Tym bardziej że Nicieza skacze nie tylko z kontynentu na kontynent, z kraju do kraju (raz jesteśmy w Sarajewie, by chwilę później znaleźć się w Stanach Zjednoczonych, potem szlaki Deadpoola wiodą do Kairu, by ostatecznie zaprowadzić czytelników do Nepalu), ale także miesza płaszczyzny czasowe. Pojawiają się retrospekcje bliższe (przypomnienie wydarzeń sprzed kilku dni), jak i dalsze (sprzed wielu miesięcy). Na dodatek co rusz objawiają się nowe postaci. Wszystko zaś zmierza do wybuchowego, aczkolwiek mocno przewrotnego, finału. W każdym razie na tyle kuglarskiego, że potrafi on wyprowadzić z równowagi nawet tak zdystansowanego wobec otaczającego go świata bohatera jak Deadpool. Za kolejną miniserię – „Grzechy przeszłości” – odpowiadają już inni autorzy. Scenariusz wyszedł spod ręki Mike’a Waida, a za rysunki odpowiada aż trzech grafików (tym naczelnym, trzymającym pieczę nad całością, jest Ian Churchill). Punktem wyjścia jest zdarzenie sprzed lat, w które zaangażowanych było dwóch agentów Interpolu, Danny i Sean. W czasie wykonywanej przez siebie misji trafili na Deadpoola, co – jak się okazało – zmieniło ich dalsze losy. Każdy z nich poszedł następnie inną drogą i każdy – w specyficzny sposób – pielęgnował w swej pamięci wspomnienie o Najemniku z Nawijką.
Lata później historia koncentruje się wokół postaci Czarnego Toma, jednego z głównych wrogów Deadpoola. Siedzący w więzieniu Tom jest zainfekowany śmiertelnym wirusem; próbuje go wyleczyć doktor Killebrew, ale mimo najszczerszych starań nie jest w stanie powstrzymać rozwoju choroby. Na dodatek we wszystko miesza się przyjaciel chorego złoczyńcy, Juggernaut, który porywa z miejsca odosobnienia i Toma, i doktora, by chwilę później rozpocząć polowanie na Deadpoola. Ma bowiem nadzieję, że moce regeneracyjne Wilsona zdołają ocalić cierpiącego. Na przeszkodzie, niechcący, stają mu jednak Banshee i jego córka Theresa. Z czasem akcja się zagęszcza, tradycyjnie nie brakuje pościgów i ostrego mordobicia; niekiedy robi się wręcz gęsto od złych emocji, które dodatkowo ciętymi ripostami podgrzewa Wilson. Przy okazji poznajemy jednak także jego bardziej romantyczne oblicze, gdy stara się zrobić jak najlepsze wrażenie na rudowłosej Theresie. Wychodzi mu to jednak jak słoniowi balet, choć nie ma co ukrywać, że w swej nieporadności bywa urzekający.
Ostatnia opowieść w albumie to otwarcie pierwszej (z trzech) rozbudowanych serii poświęconych Deadpoolowi. Tym razem za fabułę odpowiada Joe Kelly, za rysunki natomiast – Ed McGuinness („Superman | Batman: Wrogowie publiczni”). Kelly z miejsca wrzuca swego bohatera w „oko cyklonu”, czyli do boliwijskiej dżungli, gdzie właśnie trwa walka pomiędzy partyzantami a siłami rządowymi. Wilson wykonuje zadanie dla rebeliantów i robi to najlepiej, jak potrafi. Oni płacą mu za to dwa miliony dolarów. Ale nie są to dolary amerykańskie, ale miejscowe banknoty, które wejdą do obiegu dopiero pod warunkiem, że rewolucja okaże się zwycięska. Co ich wartość – przynajmniej na razie – sprowadza niemal do zera. Rozwścieczony Deadpool wraca więc do Chicago i przyjmuje kolejne zlecenie. Tym razem los rzuca go na… Antarktydę, gdzie ma zniszczyć bazę naukową, w której prowadzone są tajemnicze badania. Na miejscu okazuje się jednak, że nie wszystko wygląda tak, jak mu to wcześniej przedstawiono. W efekcie Wilson staje przed poważnym dylematem natury moralnej. Może jeszcze postąpić zgodnie ze swoim sumieniem, ale wtedy… nie wykona zadania.
Wszystkie opowieści, powstałe pomiędzy 1991 a 1997 rokiem, mają – oczywiście poza głównym bohaterem – przynajmniej jeden wspólny mianownik: jest nim wszechobecna rozpierducha (pod tym względem Deadpool bardzo przypomina swego kolegę po fachu ze „stajni” DC Comics, Lobo). Zamaskowany Wade Wilson, chcąc osiągnąć cel, nie liczy się z nikim i z niczym. Choć – to cecha nietypowa dla wszystkich innych tego typu postaci – lubi sobie podywagować. Jest kąśliwy i ironiczny, niekiedy nawet błyskotliwy i logiczny. Co niesamowicie kontrastuje zarówno z jego wyglądem, jak i modus operandi. Nicieza, wymyślając, a potem w kolejnych komiksach rozbudowując postać Deadpoola, stworzył bohatera o skomplikowanej osobowości i nieskomplikowanym sposobie bycia. Rozprawiającego się z przeciwnikami bez szczególnej finezji, ale za to nadzwyczaj skutecznie. Ciekawa jest też przynależność gatunkowa Wilsona – najemnika i zabójcy, który niejednokrotnie ratuje świat przed katastrofą. Nie można go więc nazwać superzłoczyńcą, ale nie jest też superbohaterem. Najbardziej pasuje do niego określenie antybohater, względnie – pamiętając o jego mocach – superbohater z przypadku.
Od strony graficznej opowieści zebrane w tomie pierwszym „Deadpool Classic” wpisują się idealnie w stylistykę charakterystyczną dla lat 90. ubiegłego wieku (w Polsce zadomowioną dzięki komiksom wydawanym niegdyś przez TM-Semic), kiedy kolory nakładano jeszcze ręcznie, a nie komputerowo. Jeżeli komuś przypadły do gustu wydane nie tak dawno przez Egmont opowieści o Człowieku-Nietoperzu z tamtego okresu – vide „Trylogia Demona” (1987-1993) czy „Gotyk” (1990) – wczesnym Deadpoolem również powinien być zauroczony. Mimo że, w porównaniu z Batmanem, jest to przecież komiks robiony z dużym przymrużeniem oka. Widać to także po kreacji postaci. Dominują w nim głównie, co jest pochodną scenariusza, sceny dynamiczne. Bohaterów obserwujemy w ciągłym ruchu, gdy albo walczą, albo kogoś ścigają, ewentualnie przed kimś uciekają. Niekiedy można dostać wręcz oczopląsu, czemu sprzyja także wielość szczegółów pierwszego i drugiego planu. Nie ma wątpliwości co do tego, że dla kolejnych rysowników serii „Deadpool” musiał być wielkim wyzwaniem. Może poza Edem McGuinnessem, on bowiem poszedł już w nieco innym kierunku, znacznie upraszczając kreskę.
koniec
27 lutego 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

„Boskość” niejedno ma oblicze
Sebastian Chosiński

28 VI 2017

Mogłoby się wydawać, że w dwunastu poprzednich tomach Jeremiah i Kurdy Malloy przemierzyli już całą postapokaliptyczną Amerykę Północną wzdłuż i wszerz. Ale nic z tego! W albumie trzynastym, zatytułowanym, „Strike”, dotarli do miejsca, w którym ich jeszcze nie było. I w którym pewnie nigdy nie chcieliby się znaleźć. Wiedząc oczywiście co kryje się pod pozorem panującej w nim nieskrępowanej zabawy…

więcej »

Zamknięty świat „Fistaszków”
Marcin Osuch

27 VI 2017

„Mafalda” zwana argentyńskimi „Fistaszkami” uwielbiała Beatelsów1), przejmowała się kwestią głodu i innymi problemami współczesnego jej świata. W jaki sposób do tych spraw podchodził Charlie Brown i jego paczka? Nijak. I absolutnie nie można z tego czynić zarzutu.

więcej »

Łaska Sybilli
Paweł Ciołkiewicz

26 VI 2017

Świat przedstawiony w mandze „Inspektor Akane Tsunemori” na pierwszy rzut oka wydaje się idealny. Oto spełniły się marzenia naukowców – ludzka psychika nie ma już przed okiem badacza żadnych tajemnic. Da się ją wymierzyć, wyrazić liczbowo, a wynik pomiaru staje się skutecznym narzędziem oceny jednostek. Czy jednak naprawdę o to chodziło?

więcej »

Polecamy

Wróg czy przyjaciel?

Kadr, który…:

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

W ciemnym, zabagnionym lesie
— Wojciech Gołąbowski

Pędzący Niedźwiedź (ale nie Indianin)
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Hrabia narozrabia?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Przynęta
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zobacz też

Tegoż autora

„Boskość” niejedno ma oblicze
— Sebastian Chosiński

Zbrodniarz i panna
— Sebastian Chosiński

Okazja czyni tchórza
— Sebastian Chosiński

Sypiając z szefem
— Sebastian Chosiński

Ciszej nad trumną Batmana!
— Sebastian Chosiński

Koniec jest blisko. Coraz bliżej…
— Sebastian Chosiński

Między „Dybukiem” a „Weselem”
— Sebastian Chosiński

Byli sobie gliniarze…
— Sebastian Chosiński

W sercu Iraku
— Sebastian Chosiński

Nie tylko Temida jest ślepa
— Sebastian Chosiński

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.