Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 20 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Komiksy

Magazyn CLXVIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Historia w obrazkach: Ostatni „wyklęty”

Esensja.pl
Esensja.pl
Dzisiaj po raz siódmy obchodzony jest w naszym kraju Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Z tej też okazji wydawnictwo Zin Zin Press opublikowało komiks poświęcony postaci wprawdzie nie tak znanej, jak Witold Pilecki czy Emil Fieldorf, ale zdecydowanie zasługującej na upamiętnienie. To Józef Franczak, pseudonim „Laluś” – ostatni z niezłomnych, którego Milicji Obywatelskiej udało się dopaść dopiero w… 1963 roku.

Jacek Michalski, Witold Tkaczyk
‹Oto jest głowa Franczaka›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOto jest głowa Franczaka
Scenariusz
Data wydania28 lutego 2017
RysunkiJacek Michalski
Wydawca Zin Zin Press
ISBN9788362449132
Format64s. A4
Cena29,90
Gatunekhistoryczny
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Siedem lat po przełomie październikowym 1956 roku. Polską Ludową wciąż rządził towarzysz „Wiesław”, czyli Władysław Gomułka. Pogrążony w szarości kraju cieszył się z „małej stabilizacji”. Do kin trafił kryminał Janusza Nasfetera „Zbrodniarz i panna” (ze Zbigniewem Cybulskim w roli głównej). Karol Wojtyła został mianowany arcybiskupem metropolitą krakowskim. Zakłady w Ursusie wypuściły z taśmy montażowej stutysięczny ciągnik. W Trójmieście rozpoczął działalność zespół bigbitowy Pięciolinie (z którego półtora roku później wyewoluują Czerwone Gitary), a na antenie Rozgłośni Harcerskiej karierę radiowca rozpoczął Piotr Kaczkowski. W dorosłość wchodziło pierwsze pokolenie urodzone i wychowane po drugiej wojnie światowej. Zbrodnie nazistowskie i komunistyczne (popełniane przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa) zdawały się być już tylko odchodzącą powoli w zapomnienie przeszłością. A jednak to właśnie w tym roku zginął ostatni z tak zwanych „żołnierzy wyklętych” – Józef Franczak, pseudonim „Laluś” (względnie „Lalek”).
Mit „żołnierzy wyklętych” budowany jest od kilkunastu lat; w tym czasie zdążył podzielić historyków i tę część społeczeństwa, która interesuje się historią najnowszą Polski. Jedni widzą w nich niezłomnych bohaterów, którzy po zainstalowaniu nad Wisłą władzy komunistycznej (przyniesionej na sowieckich bagnetach) zdecydowali się nie składać broni, licząc na rychły wybuch nowego światowego konfliktu; drudzy – nierzadko zbrodniarzy, dopuszczających się morderstw na bogu ducha winnych cywilach (jak chociażby Romuald Rajs, pseudonim „Bury”, w podlaskich Zaleszanach). Sprawa jest więc, jak widać, niezwykle skomplikowana i na pewno nie służy jej generalizowanie ocen. Każdy przypadek – każdego „wyklętego” – należałoby rozpatrywać osobno, ważąc jego dobre i złe uczynki. Na tle wielu kontrowersyjnych postaci związanych z powojennym antykomunistycznym podziemiem Józef Franczak jest jednym z tych, których postawa nie wzbudza wątpliwości. Tym samym można stwierdzić, że w szczególny sposób zasłużył na upamiętnienie.
„Laluś” ma swoją ulicę – prawda, że krótką, ale zawsze – w Lublinie. Doczekał się także popiersia w panteonie zasłużonych Polaków w krakowskim Parku Jordana. A teraz jeszcze – za sprawą komiksu Witolda Tkaczyka (scenariusz) i Jacka Michalskiego (rysunek) – stał się bohaterem popkultury. Obaj twórcy mają już spore doświadczenie w tworzeniu komiksów przedstawiających najnowszą historię Polski – zarówno w duecie, jak i osobno, z innymi autorami (vide „Tajemnice D.A.G. Fabrik Bromberg”, „Marian Rejewski – bydgoszczanin, który złamał szyfr Enigmy”). Można było zatem oczekiwać od nich rzemiosła na wysokim poziomie. I takim też dziełem jest „Oto jest głowa Franczaka”, którego premiera nieprzypadkowo zbiegła się z kolejnymi obchodami Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.
„Laluś” (pozostańmy przy tej wersji pseudonimu) urodził się w marcu 1918 roku we wsi Kozice Górne na Lubelszczyźnie. Marząc o wyrwaniu się z wiejskiej chałupy, jako siedemnastolatek wstąpił na ochotnika do wojska; skierowano go do Szkoły Podoficerskiej w Centrum Wyszkolenia Żandarmerii w Grudziądzu, którą ukończył zaledwie kilka miesięcy przed wybuchem drugiej wojny światowej. Agresje niemiecka i sowiecka zastały go w Równem na Wołyniu, dokąd trafił po opuszczeniu murów szkoły grudziądzkiej. 17 września znalazł się w rękach krasnoarmiejców, z których udało mu się jednak uciec. Po powrocie w rodzinne strony wstąpił do konspiracyjnego Związku Walki Zbrojnej, a następnie znalazł się w szeregach Armii Krajowej, w której pozostał aż do 1944 roku. Kiedy na Lubelszczyznę wkroczyła Armia Czerwona, przymusowo wcielono go do 2 Armii Wojska Polskiego, którą dowodził generał Karol Świerczewski. Uznano mu nawet stopień sierżanta, jakiego dosłużył się w AK. Ale w nowym mundurze nie było „Lalusiowi” do twarzy. Czuł coraz mocniej zaciskającą się na swojej szyi pętlę; bał się, że jak wielu innych „leśnych” trafi przed pluton egzekucyjny bądź – w najlepszym wypadku – do więzienia. Nie czekając, aż moment ten nastąpi – zdezerterował. Próbował uciec z Polski, a gdy okazało się to niemożliwe, wrócił do Lublina, po czym – wiedząc, że poszukują go Urząd Bezpieczeństwa i NKWD – po raz kolejny poszedł do lasu. Związał się z antykomunistycznym Zrzeszeniem Wolność i Niezawisłość, trafiając do oddziału, którym dowodził kapitan Zdzisław Broński, pseudonim „Uskok”.
Czy już wtedy zdawał sobie sprawę, że decyduje się na walkę beznadziejną? Chyba jeszcze nie. Przynajmniej tak można by sądzić z rozmów, jakie toczył z najbliższymi. Wciąż wierzył, że Stany Zjednoczone zaatakują Związek Radziecki, że kolejna wojna przyniesie Polsce upragnioną wolność. Ta nadzieja, mimo kolejnych niepowodzeń, utrzymywała go w przekonaniu, że trzeba walczyć, że nie można się ujawnić, bo to oznaczałoby w rzeczywistości kapitulację. Punktem wyjścia dla autora scenariusza są wydarzenia współczesne, które miały miejsce pod koniec 2014 roku w Lublinie. Po siedmioletnim śledztwie prowadzonym przez lubelski Instytut Pamięci Narodowej udało się wreszcie odnaleźć – wśród materiałów do ćwiczeń dla studentów dawnej Akademii Medycznej – głowę Józefa Franczaka. Odcięto ją na wyraźne żądanie ówczesnego prokuratora powiatowego już po śmierci „Lalusia”. Rodzina dowiedziała się o tym fakcie już w październiku 1963 roku, gdy cztery dni po bezimiennym pochówku na lubelskim cmentarzu przy ulicy Unickiej przeprowadziła nielegalną ekshumację, by sprawić Franczakowi skromny, ale godny pogrzeb.
Komiks Tkaczyka i Michalskiego jest, z racji objętości, skrótową, ale w miarę pełną opowieścią o życiu ostatniego „żołnierza wyklętego”, obejmującą okres od ukończenia szkoły w Grudziądzu do tragicznej śmierci. W sumie dwadzieścia cztery lata życia. Lata niezwykle dramatyczne, znaczone walką z Niemcami i Sowietami, a później jeszcze z rodzimymi komunistami wydatnie wspieranymi, przynajmniej do 1956 roku, przez NKWD. Scenarzysta unika w komiksie rozważań natury moralnej, co trochę zubaża dzieło. Trudno bowiem uwierzyć, że przez wszystkie powojenne lata, gdy inni, którym udało się przeżyć najpierw okupację hitlerowską, a potem czystki stalinowskie, próbowali w miarę normalnie żyć, Franczak pozbawiony był takich pokus. Że nie przeżywał chwili depresji, w których być może gotowy był czy to skończyć ze sobą, czy też wyjść z podziemia. Owszem, to „gdybanie”, ale chyba jednak w pełni uzasadnione. Komiksowy „Laluś” to nie tylko heros bez skazy, ale też człowiek pozbawiony jakichkolwiek wątpliwości co do obranej przez siebie drogi. Kolejne zastrzeżenie budzi wątek współczesny, a w zasadzie wpisany w niego element mistycyzmu. Raz, że mało oryginalny; dwa, że mocno wydumany, a nawet ocierający się, jak można mniemać, w niezamierzony sposób o śmieszność.
Do właściwej – rysunkowej – części biografii „Lalusia” dołączony został jeszcze bogato ilustrowany zdjęciami artykuł Witolda Tkaczyka o Franczaku. Autor dopowiada w nim wiele rzeczy, które w komiksie zostały jedynie zasygnalizowane. Szkoda tylko, że przed przesłaniem całości do drukarni tekst nie przeszedł gruntownej korekty, sprawia bowiem wrażenie pisanego w dużym pośpiechu, co zaowocowało niepotrzebnymi powtórzeniami. Odpowiadający z kolei za stronę graficzną „Oto jest głowa Franczaka” Jacek Michalski stworzył rysunki w typowym dla siebie stylu. Czarno-białe, realistyczne kadry prezentują się jeszcze lepiej niż we wcześniejszych pracach bydgoszczanina, co świadczy o ewolucyjnym rozwoju artysty. Widać, że nabiera on pewności siebie, a wrodzony talent wspiera ciężką pracą. Na kolejne jego prace można więc czekać ze spokojem, jemu samemu życzyć natomiast należy, by miał jak najmniej czasu na nudzenie się. Dzięki temu czytelnicy będą mieć więcej satysfakcji z kolejnych rysunkowych opowieści o najnowszej historii Polski.
koniec
1 marca 2017
dodajdo

Komentarze

01 III 2017   18:20:53

"Każdy przypadek – każdego „wyklętego” – należałoby rozpatrywać osobno, ważąc jego dobre i złe uczynki."

Taak, podobnie jak każdego powstańca z 1944 czy 1863. Każdego osobno żołnierza polskiego z wojny bolszewickiej. I każdego esesmana, żołnierza japońskiego z Nankinu. Wszystkich osobno.

I żadnego generalizowania. Generalizowanie złe, oj złe.
Nie to, co relatywizowanie. To akurat dobre.

Tak serio, mam dość takich bzdur.

I tak, żołnierze podziemia antykomunistycznego to nasi bohaterowie. Tak jak żołnierze AK, NSZ, Andersa, Maczka, Sosabowskiego, żołnierze wojny polsko-bolszewickiej, powstańcy, działacze Solidarności.

I tak, zdarzali się mordercy, kanalie, zdrajcy.
I tak, o nich też należy mówić.

Ale wrzucanie do każdego tekstu obowiązkowej relatywizacji typu "nie wszyscy byli bohaterami" (nie, no serio - myślałem, że całe 200 tys. ludzi z podziemia to święci byli) jest żałosne.

01 III 2017   21:57:09

a ja chciałbym poczytać rzetelny komiks o postaciach typu Rajs, Ott, Szary czy Zygmunt -

15 III 2017   18:51:42

@Bedwyr
"Generalizowanie złe, oj złe. Nie to, co relatywizowanie. To akurat dobre."
Zauważ, że podobne zastrzeżenia czyni się tylko przy opisie dzieł związanych z polską historią i polskimi bohaterami. Bo co by Michnik powiedział, gdyby mówić bezkrytycznie i dobrze o Wyklętych? Że się obudzą demony nacjonalizmu? A nacjonalizm to przecież faszyzm. A patriotyzm to rasizm. To już wiemy z Wyborczej. A relatywizm jest cacy. Ile jeszcze będziemy znosić tą pseudointeligencką ostrożność i to kajanie się przy opisywaniu bohaterów polskiej historii?

15 III 2017   19:16:22

Wydawca Tkaczyk akurat zawsze publikuje historyczne komiksy robione z wielką ostrożnością, "z pewną taką nieśmiałością", żeby się wszystko co do joty zgadzało z wersją lansowaną w głównych mediach. Żeby nie było kontrowersyjnie, bo na kontrowersyjny temat trudniej przecież zebrać kasę od sponsorów. Tak było np. z komiksem o ks. Popiełuszce, gdzie pokazano politycznie poprawną i utrwalaną od czasów komuny wersję zabójstwa znaną z sądowych zeznań esbeków. Wersję od lat podważaną przez logicznie myślących historyków w wielu publikacjach. Tak też było w komiksie "SOLIDARNOŚĆ – 25 LAT: NADZIEJA ZWYKŁYCH LUDZI", gdzie na okładce dostajemy rysunkowe ujęcie zdjęcia Wałęsy niesionego na ramionach strajkujących. Tylko ze już wtedy było wiadomo, że ci niosący wodza robotnicy to znani z nazwiska TW, a sam Wałęsa był w momencie publikacji komiksu dla każdego interesującego się historią TW Bolkiem. A co na to Tkaczyk? Wciska okrągłostołową wersję historii, na dodatek zamieszczając wstęp do komiksu napisany przez ... Lecha Wałęsę. Tak jakby nigdy o niczym nie słyszał...

Nie wiem, jak jest z komiksem o Lalku. Jeszcze nie czytałem. Ale w przypadku Tkaczyka już się wiele razy sparzyłem

Jeszcze słowo do autora recenzji. Niedawno ukazał się bardzo ważny tekst dot. Burego. Zanim znów zacznie Pan opowiadać o dwuznacznych postawach Wyklętych i jako przykład podstawiać Burego proponuję się zapoznać.

http://niezalezna.pl/94431-komu-zalezy-na-oczernianiu-kpt-romualda-rajsa-burego

16 III 2017   14:23:26

"Gazeta Polska" jako źródło wiarygodnej informacji historycznej na temat "Wyklętych"? Ale mnie rozśmieszyłeś, koleś.

16 III 2017   15:31:03

@insider
Mam nadzieję, że jako alternatywy nie proponujesz "GW"?

16 III 2017   23:54:36

@insider Rechocz śmiało. Byle głośno, bo w bezmyślnym rechocie masz dużą konkurencję.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kapitan Żbik: Magik na wiejskim odpuście
Sebastian Chosiński

20 VIII 2017

W „Śladach w lesie” – trzeciej (przedostatniej) części miniserii – coś wreszcie zaczęło się dziać, chociaż przez cały czas czytelnikowi towarzyszy poczucie, że mozolne dążenie do celu, czyli rozwiązania sprawy tajemniczego zaginięcia niemieckiego marynarza, wcale nie jest zasługą majora Żbika, lecz spadających mu z nieba na biurko dowodów. Gdyby Żbik nie był ateistą, mógłby nawet pomyśleć, że to sprawka Boga.

więcej »

Marvel: Oto wizja wpadki
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

19 VIII 2017

Piętnasty tom kolekcji Superbohaterowie Marvela przynosi niespodziankę. Choć w zanadrzu Dom Pomysłu posiada całe rzesze intrygujących postaci, tym razem pało na Visiona, którego nikt się chyba nie spodziewał.

więcej »

Historia w obrazkach: Nie każdy koneser jest godny zaufania
Sebastian Chosiński

18 VIII 2017

Fakt, że początkowo przewidziana na cztery części „Wojenna odyseja Antka Srebrnego” doczekała się właśnie siódmego odcinka, a w zapowiedziach jest już ósmy – świadczy o tym, iż komiks, na który pomysł zrodził się w Instytucie Pamięci Narodowej, cieszy się niemałą popularnością. Tym razem bohaterski chłopak wraz ze swoim przyjaciółmi wyzwala obóz jeniecki i tropi esesmańskiego złodzieja dzieł sztuki.

więcej »

Polecamy

Zaproszenie do jamy

Kadr, który…:

Zaproszenie do jamy
— Wojciech Gołąbowski

Samotni
— Wojciech Gołąbowski

Vahanara!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wymarsz o świcie
— Wojciech Gołąbowski

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Nie każdy koneser jest godny zaufania
— Sebastian Chosiński

Miejsce, gdzie wojna jest jak chleb powszedni
— Sebastian Chosiński

Ręka w rękę z „czerwonymi”
— Sebastian Chosiński

Antek wylądował!
— Sebastian Chosiński

Montgomery, Maczek i… Antek Srebrny
— Sebastian Chosiński

Stracone złudzenia Rzymu
— Sebastian Chosiński

„Muszkieter” numer 37
— Sebastian Chosiński

Ci parszywi heretycy!
— Sebastian Chosiński

Honorowy Obywatel Stanów Zjednoczonych
— Sebastian Chosiński

Iron Man – żołnierz wyklęty
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Cztery historie z Bydgoszczą w tle
— Sebastian Chosiński

Prima Aprilis: Historie coraz nowsze
— Wojciech Gołąbowski

Taka piękna okładka…
— Wojciech Gołąbowski

Poważna kolorowanka
— Wojciech Gołąbowski

Krótko o komiksach: Lipiec 2003
— Artur Długosz, Daniel Gizicki

Komiks dosłowny
— Artur Długosz

Tegoż autora

Kapitan Żbik: Magik na wiejskim odpuście
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Nie chciałbyś tam się znaleźć
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Wszystko ma swój kres
— Sebastian Chosiński

A imię jego to Czerwony…
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: „Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Na troje babka wróżyła
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Od „wow!”, poprzez „brrr!”, aż do „uff!”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Romantyczne tête-à-tête i wargi, które mogą cię zdradzić
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Portret żałobny rosyjskiego inteligenta
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.