Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 marca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Kapitan Żbik: A Żbika ciągle brak…

Esensja.pl
Esensja.pl
Taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy od początku serii – kapitan Żbik, choć wymieniany jest z nazwiska, nie pojawił się w drugim pod rząd zeszycie. To wynik rewolucji, jaką cykl przeszedł wraz z objęciem posady rysownika przez Jerzego Wróblewskiego (choć oczywiście nie on za to odpowiadał). Od tej chwili wątek kryminalny miał być podporządkowany wątkowi przygodowo-edukacyjnemu. I taki właśnie jest „Wiszący rower”.

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik 29: Wiszący rower›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik 29: Wiszący rower
Scenariusz
Data wydania1973
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Wierni czytelnicy zeszytów z kapitanem Żbikiem musieli być nieźle zaskoczeni, gdy nagle – począwszy od 1973 roku – seria, dotychczas jednoznacznie kojarząca się z klasycznymi peerelowskim opowieściami kryminalnymi dla dorosłych czytelników (vide „Kocie Oko”, „Czarna Nefretete” czy „Skoda TW 6163”), ni stąd, ni zowąd zaczęła skręcać w stronę mocno zaprawionych propagandą historyjek dla młodzieży. I to tej młodszej, ze szkół podstawowych. Bardzo widoczne było to już w otwierającym kolejną miniserię „Wielorybie z peryskopem”, a przyklepane zostało w następującym po nim „Wiszącym rowerze”. Bohaterami tych odcinków „Kapitana Żbika” (i jeszcze kolejnego, „Tajemniczego nurka”) byli przede wszystkim dwaj nastoletni harcerze, Marek i Zbyszek, którzy w drugim miesiącu wakacji wybrali się na obóz na Mazury.
Tam spotkała ich niebezpieczna przygoda. Podekscytowani opowieściami o tajemnicy skrywanej w zameczku stojącym na wyspie pośrodku jeziora, postanowili przyjrzeć się bliżej ruinie. Płynąc dokoła, natrafili na łódkę, z której dwaj miejscowi chłopcy – ich rówieśnicy – łowili ryby. Nagle, mimo że tafla jeziora była nadzwyczaj spokojna, pojawiła się fala, która wywróciła łódź. Przybysze rzucili się na pomoc i uratowali miejscowych, czym zaskarbili sobie wdzięczność ich samych i ich rodziców. Szukając jednak odpowiedzi na pytanie, co spowodowało wypadek, Marek i Zbyszek doszli do dość zaskakujących wniosków – że był to… wieloryb. Na dodatek, co stwierdzili po dalszej obserwacji jeziora, gdy ponownie ukazał im się ten dziwny stwór – wieloryb z peryskopem. Pocieszeniem dla zdezorientowanych harcerzy był jedynie fakt, że za kilka dni w obozie pojawić ma się słynny kapitan Żbik – może on znajdzie rozwiązanie tej niecodziennej zagadki.
Nic dziwnego, że po takiej zapowiedzi czytelnik spodziewał się słynnego milicjanta już w kolejnej odsłonie cyklu. Tymczasem w „Wiszącym rowerze” ponownie go nie uświadczymy. Jest za to rozbudowana opowieść na temat życia harcerskiego. Chłopcy stoją na nocnej warcie, biorą udział w podchodach, oddają hołd żołnierzom Armii Czerwonej i Wojska Polskiego („ludowego”), którzy trzy dekady wcześniej wyzwalali te ziemie spod hitlerowskiej okupacji (a w zasadzie podbijali je, bo przecież przed wojną należały one do Niemiec, ale to dla peerelowskich propagandystów było rzeczą drugo-, a może nawet trzeciorzędną), składając kwiaty pod stojącym na odsłoniętym wzgórzu betonowym pomnikiem. Harcerski obóz odwiedza też miejscowy komendant Milicji Obywatelskiej, aby oficjalnie podziękować Markowi i Zbyszkowi (choć na początku nie wie jeszcze, że to o nich chodzi) za uratowanie życia Józkowi i Heńkowi. Po prostu – sielanka! Harcerze, milicjanci i duchy czerwonoarmistów.
Gdzie jest w tym wszystkim wątek kryminalny? Na marginesie. Chłopcy w wolnych chwilach próbują zracjonalizować sobie to, co widzieli na jeziorze. Bo przecież to niemożliwe, aby ukazał im się prawdziwy wieloryb. Mimo to, mając podejrzenia, że w okolicy dzieje się coś niedobrego, obserwują teren. Podczas podchodów rzuca im się w oczy zawieszony na brzozie rower. Kto go tam ukrył? I dlaczego? Miejscowy grzybiarz, który nie chciał, aby mu go skradziono, podczas gdy on będzie szukał kurek i borowików? W każdym razie Marek i Zbyszek postanawiają sprawdzić, kim jest ten pomysłowy człowiek, co prostą drogą prowadzi ich do kolejnego intrygującego odkrycia. Fabularnie w „Wiszącym rowerze” nie dzieje się wiele. Scenarzysta więcej uwagi, niż pielęgnowaniu kryminalnej strony opowieści, poświęca życiu harcerskiemu, co oczywiście jest w jakimś (nawet dużym) stopniu podszyte wymogami propagandy. Dla starszego czytelnika była ona zapewne denerwująca, młodszy – wychowany już w tej rzeczywistości – mógł z niej nawet nie zdawać sobie sprawy. Od strony graficznej z kolei zeszytowi trudno byłoby cokolwiek zarzucić. Wróblewski znajdował się w świetnej formie i jego charakterystyczne, hiperrealistyczne rysunki były prawdziwą ozdobą tego, jak i wszystkich kolejnych – z wyłączeniem dylogii „Na zakręcie” i „Niewygodny świadek” – zeszytów.
List kapitana Żbika do czytelników różnił się tym razem od poprzednich. Władysław Krupka – bo to on je pisał – nawiązał do ogłoszonego w wydanym w 1972 roku zeszycie „Pogoń za lwem” konkursu pod hasłem: „Co chciałbyś zmienić na lepsze w swoim najbliższym otoczeniu, tam, gdzie mieszkasz – w swojej wsi, miasteczku, mieście?”. Sądząc z liczby nagrodzonych, konkurs cieszył się sporym zainteresowaniem. Zwycięzcy zostali wymienieni z nazwiska, przy okazji dowiedzieli się także, co otrzymają w nagrodę – zegarek, materac pływający, sprzęt sportowy, ale także albumy i książki. W rubryce „Za ofiarność i odwagę” uhonorowano tym razem czternastu strażaków-ochotników z Nysy, którzy 24 marca 1972 roku ugasili pożar w miejscowych Zakładach Zbożowo-Młynarskich, nie tylko ratując ludzi, ale przy okazji także majątek wart – uwaga! uwaga! – 10 milionów złotych. W „Kronice MO” natomiast pojawiła się notka o instalowaniu struktur służb porządkowych na wyzwalanych od lutego do kwietnia 1945 roku „prastarych ziemiach polskich Pomorza Zachodniego”. Ciekawostką może być fakt, że pierwszą Komendę MO, której podlegać miał ten obszar, utworzono nie w Szczecinie, ale w… Pile.
koniec
5 marca 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Wybrzeże umarłych
Paweł Ciołkiewicz

24 III 2017

„Náströnd” to komiks wymykający się jednoznacznym interpretacjom. Na poziomie najbardziej podstawowym jest to zapis krótkiego epizodu rozgrywającego się w symbolicznej rzeczywistości mitologii nordyckiej. Za tą fasadą kryje się jednak poruszająca, współczesna historia o ludzkich traumach.

więcej »

Esensja czyta dymki: Marzec 2017
Wojciech Gołąbowski, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

23 III 2017

Po krótkiej zimowej przerwie powracamy do naszego cyklu nie mniej krótkich recenzji komiksowych.

więcej »

Dać z siebie wszystko
Paweł Ciołkiewicz

22 III 2017

Moritaka Mashiro i Akito Takagi zrobili ogromny krok w stronę prawdziwej kariery: ich detektywistyczna manga „Trap – Detektyw Oszust” zyskała uznanie w oczach redakcji „Jumpa” i młodzi artyści otrzymali szansę tworzenia własnej serii.

więcej »

Polecamy

Biali nie potrafią skakać

Kadr, który…:

Biali nie potrafią skakać
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Demoniczna danina damy w dworku
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Sorry, Winnetou
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

A ja widzę samo lasso!
— Konrad Wągrowski

O jeden most za daleko
— Marcin Osuch

Wszyscy ninja są tacy nerwowi?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Manty w pomarańczach
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Póki dysze jeszcze dyszą
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Namnożone namorzyny
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Podwójny atak
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zobacz też

Z tego cyklu

Bo ja jestem, proszę pana, „na zakręcie”…
— Sebastian Chosiński

Pawlik Morozow w wersji light
— Sebastian Chosiński

Dokonała się rewolucja…
— Sebastian Chosiński

Po nitce do zbrodniarza
— Sebastian Chosiński

Żbik vs. „Kruk”
— Sebastian Chosiński

Cyrkowcy na sto fajerek
— Sebastian Chosiński

Wąż z Kraju Kwitnącej Wiśni
— Sebastian Chosiński

„Kruk” „Bocianowi” oka nie wykole
— Sebastian Chosiński

Piękna rudowłosa
— Sebastian Chosiński

Historyk sztuki to bardzo niebezpieczny zawód
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Kowboje i obcy
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Marynistyczny komiks płaszcza i szpady
— Sebastian Chosiński

Przez prerię wzdłuż i wszerz
— Sebastian Chosiński

Bandyci w Dolinie Królów
— Sebastian Chosiński

Czy kapitan Żbik miał przyrodniego brata?
— Sebastian Chosiński

Na tropie nazistów
— Sebastian Chosiński

Z Bydgoszczy do serca dżungli
— Sebastian Chosiński

Szwejk Ludowego Wojska Polskiego
— Sebastian Chosiński

Wspominki z Dzikiego Zachodu
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Tu miejsce na labirynt…: Niewiarygodne przygody Norwegów w Nowym Jorku
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Scena to dziwna…
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Mutant – to brzmi dumnie!
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Desant zza dwóch oceanów
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Chwila, która mogłaby trwać w nieskończoność
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Marzec 2017 (2)
— Sebastian Chosiński, Marcin Mroziuk

Tu miejsce na labirynt…: Druga twarz artysty awangardowego
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Stracone złudzenia Rzymu
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Pogańska chuć, chrześcijańskie opanowanie
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Miles Davis mógł się zdziwić
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.