Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 28 kwietnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Kapitan Żbik: A Żbika ciągle brak…

Esensja.pl
Esensja.pl
Taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy od początku serii – kapitan Żbik, choć wymieniany jest z nazwiska, nie pojawił się w drugim pod rząd zeszycie. To wynik rewolucji, jaką cykl przeszedł wraz z objęciem posady rysownika przez Jerzego Wróblewskiego (choć oczywiście nie on za to odpowiadał). Od tej chwili wątek kryminalny miał być podporządkowany wątkowi przygodowo-edukacyjnemu. I taki właśnie jest „Wiszący rower”.

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik 29: Wiszący rower›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik 29: Wiszący rower
Scenariusz
Data wydania1973
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Wierni czytelnicy zeszytów z kapitanem Żbikiem musieli być nieźle zaskoczeni, gdy nagle – począwszy od 1973 roku – seria, dotychczas jednoznacznie kojarząca się z klasycznymi peerelowskim opowieściami kryminalnymi dla dorosłych czytelników (vide „Kocie Oko”, „Czarna Nefretete” czy „Skoda TW 6163”), ni stąd, ni zowąd zaczęła skręcać w stronę mocno zaprawionych propagandą historyjek dla młodzieży. I to tej młodszej, ze szkół podstawowych. Bardzo widoczne było to już w otwierającym kolejną miniserię „Wielorybie z peryskopem”, a przyklepane zostało w następującym po nim „Wiszącym rowerze”. Bohaterami tych odcinków „Kapitana Żbika” (i jeszcze kolejnego, „Tajemniczego nurka”) byli przede wszystkim dwaj nastoletni harcerze, Marek i Zbyszek, którzy w drugim miesiącu wakacji wybrali się na obóz na Mazury.
Tam spotkała ich niebezpieczna przygoda. Podekscytowani opowieściami o tajemnicy skrywanej w zameczku stojącym na wyspie pośrodku jeziora, postanowili przyjrzeć się bliżej ruinie. Płynąc dokoła, natrafili na łódkę, z której dwaj miejscowi chłopcy – ich rówieśnicy – łowili ryby. Nagle, mimo że tafla jeziora była nadzwyczaj spokojna, pojawiła się fala, która wywróciła łódź. Przybysze rzucili się na pomoc i uratowali miejscowych, czym zaskarbili sobie wdzięczność ich samych i ich rodziców. Szukając jednak odpowiedzi na pytanie, co spowodowało wypadek, Marek i Zbyszek doszli do dość zaskakujących wniosków – że był to… wieloryb. Na dodatek, co stwierdzili po dalszej obserwacji jeziora, gdy ponownie ukazał im się ten dziwny stwór – wieloryb z peryskopem. Pocieszeniem dla zdezorientowanych harcerzy był jedynie fakt, że za kilka dni w obozie pojawić ma się słynny kapitan Żbik – może on znajdzie rozwiązanie tej niecodziennej zagadki.
Nic dziwnego, że po takiej zapowiedzi czytelnik spodziewał się słynnego milicjanta już w kolejnej odsłonie cyklu. Tymczasem w „Wiszącym rowerze” ponownie go nie uświadczymy. Jest za to rozbudowana opowieść na temat życia harcerskiego. Chłopcy stoją na nocnej warcie, biorą udział w podchodach, oddają hołd żołnierzom Armii Czerwonej i Wojska Polskiego („ludowego”), którzy trzy dekady wcześniej wyzwalali te ziemie spod hitlerowskiej okupacji (a w zasadzie podbijali je, bo przecież przed wojną należały one do Niemiec, ale to dla peerelowskich propagandystów było rzeczą drugo-, a może nawet trzeciorzędną), składając kwiaty pod stojącym na odsłoniętym wzgórzu betonowym pomnikiem. Harcerski obóz odwiedza też miejscowy komendant Milicji Obywatelskiej, aby oficjalnie podziękować Markowi i Zbyszkowi (choć na początku nie wie jeszcze, że to o nich chodzi) za uratowanie życia Józkowi i Heńkowi. Po prostu – sielanka! Harcerze, milicjanci i duchy czerwonoarmistów.
Gdzie jest w tym wszystkim wątek kryminalny? Na marginesie. Chłopcy w wolnych chwilach próbują zracjonalizować sobie to, co widzieli na jeziorze. Bo przecież to niemożliwe, aby ukazał im się prawdziwy wieloryb. Mimo to, mając podejrzenia, że w okolicy dzieje się coś niedobrego, obserwują teren. Podczas podchodów rzuca im się w oczy zawieszony na brzozie rower. Kto go tam ukrył? I dlaczego? Miejscowy grzybiarz, który nie chciał, aby mu go skradziono, podczas gdy on będzie szukał kurek i borowików? W każdym razie Marek i Zbyszek postanawiają sprawdzić, kim jest ten pomysłowy człowiek, co prostą drogą prowadzi ich do kolejnego intrygującego odkrycia. Fabularnie w „Wiszącym rowerze” nie dzieje się wiele. Scenarzysta więcej uwagi, niż pielęgnowaniu kryminalnej strony opowieści, poświęca życiu harcerskiemu, co oczywiście jest w jakimś (nawet dużym) stopniu podszyte wymogami propagandy. Dla starszego czytelnika była ona zapewne denerwująca, młodszy – wychowany już w tej rzeczywistości – mógł z niej nawet nie zdawać sobie sprawy. Od strony graficznej z kolei zeszytowi trudno byłoby cokolwiek zarzucić. Wróblewski znajdował się w świetnej formie i jego charakterystyczne, hiperrealistyczne rysunki były prawdziwą ozdobą tego, jak i wszystkich kolejnych – z wyłączeniem dylogii „Na zakręcie” i „Niewygodny świadek” – zeszytów.
List kapitana Żbika do czytelników różnił się tym razem od poprzednich. Władysław Krupka – bo to on je pisał – nawiązał do ogłoszonego w wydanym w 1972 roku zeszycie „Pogoń za lwem” konkursu pod hasłem: „Co chciałbyś zmienić na lepsze w swoim najbliższym otoczeniu, tam, gdzie mieszkasz – w swojej wsi, miasteczku, mieście?”. Sądząc z liczby nagrodzonych, konkurs cieszył się sporym zainteresowaniem. Zwycięzcy zostali wymienieni z nazwiska, przy okazji dowiedzieli się także, co otrzymają w nagrodę – zegarek, materac pływający, sprzęt sportowy, ale także albumy i książki. W rubryce „Za ofiarność i odwagę” uhonorowano tym razem czternastu strażaków-ochotników z Nysy, którzy 24 marca 1972 roku ugasili pożar w miejscowych Zakładach Zbożowo-Młynarskich, nie tylko ratując ludzi, ale przy okazji także majątek wart – uwaga! uwaga! – 10 milionów złotych. W „Kronice MO” natomiast pojawiła się notka o instalowaniu struktur służb porządkowych na wyzwalanych od lutego do kwietnia 1945 roku „prastarych ziemiach polskich Pomorza Zachodniego”. Ciekawostką może być fakt, że pierwszą Komendę MO, której podlegać miał ten obszar, utworzono nie w Szczecinie, ale w… Pile.
koniec
5 marca 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Być jak Juliusz Verne
Paweł Ciołkiewicz

26 IV 2017

„Niezwykła podróż” to inspirowana twórczością Juliusza Verne’a opowieść o perypetiach dwójki wyjątkowo zdolnych dzieci. Noemi i Emilien dostają szansę uczestniczenia w niesamowitych i niebezpiecznych przygodach, z której oczywiście ochoczo korzystają.

więcej »

Misja w oblężonym mieście
Paweł Ciołkiewicz

24 IV 2017

Trzeci tom serii „Serafin dni ostatnich” sprawia wrażenie adaptacji gry komputerowej. Drużyna Yuuichirou Hyakuyi przemierza drogę z miejscowości Shibuya do Shinjuku walcząc po drodze z grupkami wampirów. Kolejne starcia okazują się testem jego charakteru.

więcej »

Kapitan Żbik: Na dworcach w Poznaniu i Bydgoszczy
Sebastian Chosiński

23 IV 2017

Dotąd przy „Żbikach” Jerzy Wróblewski współpracował tylko z jednym scenarzystą – Władysławem Krupką. Razem stworzyli dwie trzyczęściowe miniserie, które na trwałe zapisały się w pamięci czytelników (zwłaszcza „trylogia harcerska”). Od tego momentu jednak przez ponad rok na biurko mieszkającego w Bydgoszczy grafika trafiały teksty stworzone przez innych autorów. Pierwszym był „Kryptonim Walizka” Zbigniewa Gabińskiego.

więcej »

Polecamy

Hrabia narozrabia?

Kadr, który…:

Hrabia narozrabia?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Przynęta
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Nieco prowokacyjnie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Szaro, ponuro i do domu daleko
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Na straganie w dzień targowy
— Jacek „Korodzik” Dobrzyniecki

Biali nie potrafią skakać
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Demoniczna danina damy w dworku
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Sorry, Winnetou
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

A ja widzę samo lasso!
— Konrad Wągrowski

O jeden most za daleko
— Marcin Osuch

Zobacz też

Z tego cyklu

Na dworcach w Poznaniu i Bydgoszczy
— Sebastian Chosiński

Zaczyna być lepiej, gdy nie może być już gorzej
— Sebastian Chosiński

Spirytus ważniejszy niż złoto
— Sebastian Chosiński

Zanim „narodził” się Waldemar Marszałek
— Sebastian Chosiński

Milicjant – „Rycerz Prawa”
— Sebastian Chosiński

Bo ja jestem, proszę pana, „na zakręcie”…
— Sebastian Chosiński

Pawlik Morozow w wersji light
— Sebastian Chosiński

Dokonała się rewolucja…
— Sebastian Chosiński

Po nitce do zbrodniarza
— Sebastian Chosiński

Żbik vs. „Kruk”
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Kowboje i obcy
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Marynistyczny komiks płaszcza i szpady
— Sebastian Chosiński

Przez prerię wzdłuż i wszerz
— Sebastian Chosiński

Bandyci w Dolinie Królów
— Sebastian Chosiński

Czy kapitan Żbik miał przyrodniego brata?
— Sebastian Chosiński

Na tropie nazistów
— Sebastian Chosiński

Z Bydgoszczy do serca dżungli
— Sebastian Chosiński

Szwejk Ludowego Wojska Polskiego
— Sebastian Chosiński

Wspominki z Dzikiego Zachodu
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Tu miejsce na labirynt…: W poszukiwaniu życia w Kosmosie
— Sebastian Chosiński

Okrutny seks komisarza Warskiego
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Więcej takich płyt, panie Schmidt!
— Sebastian Chosiński

Zemsta za „potop”?
— Sebastian Chosiński

East Side Story: A Anna Karenina żyła długo i szczęśliwie…
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Berlin Wschodni to dobre miejsce na schadzkę
— Sebastian Chosiński

Łotrzykowska ballada bez happy endu
— Sebastian Chosiński

Wizja lokalna
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
— Sebastian Chosiński

Za dużo kalkulacji
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.