Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 kwietnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Kapitan Żbik: Pawlik Morozow w wersji light

Esensja.pl
Esensja.pl
„Tajemniczy nurek” zwieńczył debiutancką miniserię Jerzego Wróblewskiego (oczywiście w roli rysownika) w uniwersum kapitana Żbika. I, niestety, był to początek średnio udany. Głównie z powodu infantylnego scenariusza, mocno podrasowanego propagandowo i tym samym spychającego wątek najważniejszy – sensacyjno-szpiegowski – na dalszy plan.

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik 30: Tajemniczy nurek›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik 30: Tajemniczy nurek
Scenariusz
Data wydania1973
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W dwóch pierwszych odcinkach tej składającej się z trzech części miniserii, czyli w „Wielorybie z peryskopem” oraz „Wiszącym rowerze”, kapitan Żbik – było nie było, główny bohater całego cyklu – pojawia się tylko w opowieściach harcerzy Marka i Zbyszka. Chłopcy przebywający na obozie nieopodal mazurskiej wsi Polanka wpadli na ślad tajemniczego mężczyzny, który, jak słusznie podejrzewali, zajmował się czymś wyjątkowo niecnym. Był przy tym, mimo pozornego sprytu, na tyle nieuważny, że pozostawił kilka istotnych śladów, a te przykuły uwagę nastolatków. Łącząc ze sobą niewytłumaczalne dotąd fakty, młodzieńcy uznali, że o zdarzeniach tych należy powiadomić Żbika, którego – co ciekawe – znali z… komiksów. Jak więc do niego teraz dotrzeć? Nic prostszego. Wystarczy wpaść na pomysł, aby to dzielny funkcjonariusz MO w ramach swych obowiązków przyjechał do harcerzy.
Od tego właśnie zaczyna się trzecia (i ostatnia) część miniserii, w której jako współtwórca Żbika zadebiutował rysownik Jerzy Wróblewski. Kapitan przyjeżdża na spotkanie z harcerzami; przyjmowany jest przez nich z najwyższymi honorami. Bierze udział w uroczystym apelu, potem ognisku, po którym wraz z drużynowym odwiedza zastęp Marka i Zbyszka. To wtedy chłopcy opowiadają mu o swoich spostrzeżeniach, które funkcjonariusz traktuje jak najbardziej poważnie. Na tyle, że zapewnia ich, iż za dwa dni przyjedzie ponownie, tym razem incognito, aby zbadać sprawę. Wracając do Warszawy, Żbik zatrzymuje się jeszcze z wizytą u miejscowego komendanta MO, ale ten nie ma dla niego żadnych przydatnych informacji – o niczym podejrzanym nie słyszał, niczego nie widział. To jednak kapitana nie uspokaja i rzeczywiście dwa dni później pojawia sie w okolicy w asyście swoich dwóch kolegów. Oficjalnie po to, by odpocząć i powędkować na jeziorze. Nieoficjalnie, aby wytropić podejrzanie zachowującego się mężczyznę, którego wcześniej wypatrzyli harcerze.
Od tego momentu „Tajemniczy nurek” przybiera w końcu postać opowieści sensacyjnej. Cóż z tego jednak, skoro ten wątek zostaje „spłaszczony” do zaledwie kilkunastu plansz. To, co w całej historii najciekawsze, przedstawione jest w olbrzymim skrócie, przytłoczone – zwłaszcza w końcówce – propagandowym przesłaniem pod adresem młodych czytelników. Bandyta zostaje, co oczywiste, aresztowany – innego finału nikt chyba się nie spodziewał, prawda? Ale kim jest i dla kogo pracuje – tego się nie dowiadujemy. A to są przecież kluczowe pytania i kluczowe odpowiedzi. W starych „Żbikach” na pewno by nie zapomniano o wyłożeniu na ławę tych informacji. Wyobraźcie sobie bowiem rasowy kryminał bądź rasową historię szpiegowską, w której nie ma ani słowa o sprawcy całego nieszczęścia, o głównym szwarccharakterze. Można się wprawdzie pewnych rzeczy domyślać, ale komiks dla nastolatków niekoniecznie powinien pozostawiać pole do podobnych domysłów.
To nie jest bowiem zwyczajna scenariuszowa niedoróbka (przecież Władysław Krupka wcześniej przynajmniej parokrotnie udowodnił, że potrafi sklecić logiczną historię kryminalną), to wynika wprost z przyjętej odgórnie nowej linii serii – propagandowego urabiania młodzieży przy jednoczesnym usunięciu wątków, które mogłyby odwracać uwagę od jedynego słusznego przesłania. Dlatego ważniejsze jest nagradzanie współpracujących z milicją chłopców przez naczelnika gminy, z jakiej pochodzą, i przez samego kapitana Żbika (od tego pierwszego dostają przyznane im przez Radę Państwa, zasłużenie zresztą, medale „Za ofiarność i odwagę”, od tego drugiego – rowery). Sygnał jest jasny – przekazujcie nam informacje, możecie liczyć na nagrody. To zachęta do postępowania w stylu Pawlika Morozowa, z czym koresponduje jeszcze treść otwierającego każdy zeszyt listu kapitana Żbika do czytelników. Jest to oczywiście podane w sposób inteligentny, nie tak nachalny jak czyniono to w propagandzie dwie dekady wcześniej, ale konkluzja zdaje się być czytelna.
Jerzy Wróblewski wykonał swoje zadanie – tradycyjnie – na wysokim poziomie. To był już zresztą jego szósty (licząc trzy odcinki „Podziemnego frontu”) zeszyt narysowany dla wydawnictwa Sport i Turystyka, nabierał więc wprawy. A że rysownikiem był nadzwyczaj zdolnym i sprawnym, uczył się bardzo szybko. Szkoda jedynie, że niekiedy dostawał do ręki tak infantylne scenariusze. Przejdźmy teraz do dodatków. We wzmiankowanym już liście do czytelników Żbik (Krupka) zwracał uwagę na problem wciąż jeszcze ukrywanej po domach broni z czasów drugiej wojny światowej. Powołując się na dramatyczne zdarzenie, jakie miało miejsce w 1970 roku w jednej ze wsi w województwie kieleckim (czy prawdziwe?), zachęcał młodzież, by informowała ona odpowiednie organy o karabinach czy pistoletach przechowywanych w kryjówkach i na strychach. W rubryce „Za ofiarność i odwagę” przedstawiono historię, jaka rozegrała się 25 marca 1969 roku w Katowicach. Pod bawiącymi się na lodzie sześcioletnią Danutą Piwowarczyk i jej o rok starszą siostrą Bożeną pękł lód. Dziewczynki znalazły się pod wodą, ale na szczęście nieopodal stawu bądź jeziora przechodzili Helmut Stępniak i jego syn Jan, którzy ryzykując własnym życiem, uratowali obie siostry.
W „Kronice MO” kontynuowano z kolei wątek instalowania władzy ludowej na Pomorzu Zachodnim w latach 1945-1947. Trzeba przyznać, że autora notki (czy był nim także Władysław Krupka?) bardzo poniosło. Zwłaszcza zaś w zdaniu: „Pracy funkcjonariuszy MO towarzyszyło pełne zrozumienie i poparcie osadniczej i autochtonicznej ludności, wyrażające się spontanicznym wstępowaniem w szeregi Milicji Obywatelskiej”. Dodajmy, że ta autochtoniczna ludność na Pomorzu Zachodnim to byli przede wszystkim Niemcy. I że wielu zakładało mundury MO po to, aby mieć przykrywkę do swej bandyckiej działalności, polegającej na mordowaniu i rabowaniu. Archiwa szczecińskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej pełne są dokumentacji podobnych działań. Ale co tam, ważne, że w tym czasie udało się pojmać ponad tysiąc ośmiuset ukrywających się byłych członków organizacji hitlerowskich – oficerów Wehrmachtu, gestapowców czy policjantów (co akurat mogło być prawdą). Przy okazji, jak się dowiadujemy, milicjanci zajmowali się również tępieniem band rabunkowych i terrorystycznych. Szkoda, że autor nie rozwinął wątku tych ostatnich.
koniec
12 marca 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Misja w oblężonym mieście
Paweł Ciołkiewicz

24 IV 2017

Trzeci tom serii „Serafin dni ostatnich” sprawia wrażenie adaptacji gry komputerowej. Drużyna Yuuichirou Hyakuyi przemierza drogę z miejscowości Shibuya do Shinjuku walcząc po drodze z grupkami wampirów. Kolejne starcia okazują się testem jego charakteru.

więcej »

Kapitan Żbik: Na dworcach w Poznaniu i Bydgoszczy
Sebastian Chosiński

23 IV 2017

Dotąd przy „Żbikach” Jerzy Wróblewski współpracował tylko z jednym scenarzystą – Władysławem Krupką. Razem stworzyli dwie trzyczęściowe miniserie, które na trwałe zapisały się w pamięci czytelników (zwłaszcza „trylogia harcerska”). Od tego momentu jednak przez ponad rok na biurko mieszkającego w Bydgoszczy grafika trafiały teksty stworzone przez innych autorów. Pierwszym był „Kryptonim Walizka” Zbigniewa Gabińskiego.

więcej »

DC Comics: Minus dziesięć do Punktów Poczytalności
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

22 IV 2017

Opublikowaną w czternastym tomie Wielkiej Kolekcji Komiksów DC Comics historię „Batman: Zagłada Gotham” znałem już z wcześniejszego wydania Egmontu, ale cieszę, że ją przypomniano, bo wciąż robi piorunujące wrażenie.

więcej »

Polecamy

Przynęta

Kadr, który…:

Przynęta
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Nieco prowokacyjnie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Szaro, ponuro i do domu daleko
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Na straganie w dzień targowy
— Jacek „Korodzik” Dobrzyniecki

Biali nie potrafią skakać
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Demoniczna danina damy w dworku
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Sorry, Winnetou
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

A ja widzę samo lasso!
— Konrad Wągrowski

O jeden most za daleko
— Marcin Osuch

Wszyscy ninja są tacy nerwowi?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zobacz też

Z tego cyklu

Na dworcach w Poznaniu i Bydgoszczy
— Sebastian Chosiński

Zaczyna być lepiej, gdy nie może być już gorzej
— Sebastian Chosiński

Spirytus ważniejszy niż złoto
— Sebastian Chosiński

Zanim „narodził” się Waldemar Marszałek
— Sebastian Chosiński

Milicjant – „Rycerz Prawa”
— Sebastian Chosiński

Bo ja jestem, proszę pana, „na zakręcie”…
— Sebastian Chosiński

A Żbika ciągle brak…
— Sebastian Chosiński

Dokonała się rewolucja…
— Sebastian Chosiński

Po nitce do zbrodniarza
— Sebastian Chosiński

Żbik vs. „Kruk”
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Kowboje i obcy
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Marynistyczny komiks płaszcza i szpady
— Sebastian Chosiński

Przez prerię wzdłuż i wszerz
— Sebastian Chosiński

Bandyci w Dolinie Królów
— Sebastian Chosiński

Czy kapitan Żbik miał przyrodniego brata?
— Sebastian Chosiński

Na tropie nazistów
— Sebastian Chosiński

Z Bydgoszczy do serca dżungli
— Sebastian Chosiński

Szwejk Ludowego Wojska Polskiego
— Sebastian Chosiński

Wspominki z Dzikiego Zachodu
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Tu miejsce na labirynt…: Więcej takich płyt, panie Schmidt!
— Sebastian Chosiński

Zemsta za „potop”?
— Sebastian Chosiński

East Side Story: A Anna Karenina żyła długo i szczęśliwie…
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Berlin Wschodni to dobre miejsce na schadzkę
— Sebastian Chosiński

Łotrzykowska ballada bez happy endu
— Sebastian Chosiński

Wizja lokalna
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
— Sebastian Chosiński

Za dużo kalkulacji
— Sebastian Chosiński

Nie ten człowiek!
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Niebiański pogrzeb w świetle księżyca
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.