Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 23 kwietnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Kapitan Żbik: Zaczyna być lepiej, gdy nie może być już gorzej

Esensja.pl
Esensja.pl
W zamykającym kolejny komiksowy minicykl Władysława Krupki (scenariusz) i Jerzego Wróblewskiego (rysunki) zeszycie „W pułapce” wszystko wraca do normy. Zło zostaje napiętnowane, dobro zwycięża, a z odsieczą głównemu bohaterowi, motorowodniakowi Kazimierzowi Bujakowskiemu, przybywa początkowo traktujący jego podejrzenia jak fantasmagorie kapitan Żbik.

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #35: W pułapce›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #35: W pułapce
Scenariusz
Data wydania1974
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Młody sportowiec, motorowodniak, Kazimierz Bujakowski ma młodą i piękną narzeczoną, odnosi też sukcesy sportowe. Ba! kwalifikuje się nawet na rozgrywane poza granicami kraju mistrzostwa (nie wiemy, Europy czy świata). Wydawałoby się, że lepiej już być nie może. Owszem, ale zawsze może być… gorzej. Kazik przypadkowo wplątuje się bowiem w aferę, której głównym bohaterem jest prezes klubu „Korona”, w jakim od lat trenuje. Prezes – człowiek bezwzględny i niebezpieczny – zagina parol na Bujakowskiego, gdy tylko dowiaduje się, że ten odkrył, iż pod płaszczykiem działalności sportowej uprawia on przemyt spirytusu na Zachód (vide „Dwanaście kanistrów”). Postanawia pozbyć się zawodnika – ważniejsze jest wszak dla niego bezpieczeństwo niż ewentualne medale, jakie mógłby przywieźć z zagranicznych zawodów zdolny motorowodniak. Wykonawcą poleceń prezesa jest oddany mu kierowca, który najpierw doprowadza do katastrofy podczas wyścigu, a kiedy okazuje się, że Kazik mimo wszystko przeżył, otrzymuje zadanie upozorowania wypadku na górskiej drodze (patrz: „Zakręt śmierci”).
Z zaimprowizowanego przez kierowcę wypadku sportowiec nie ma prawa wyjść cało. A jednak… wychodzi. Samochód wprawdzie spada w przepaść, ale zatrzymuje się na skalnym wyskoku. Nieprzytomny Kazik zostaje zabrany do szpitala. Sprawca zdarzenia ma dużo mniej szczęścia – wyskakując z wozu, który za chwilę rozbije barierki i poleci w dół, sam pakuje się pod nadjeżdżającą z drugiej strony maszynę. I ginie. Miejscowa policja – nie dowiadujemy się, niestety, gdzie dochodzi do wypadku – informuje polskie władze. Pułkownik Czeladka z racji znajomości Żbika z Bujakowskim wysyła do zbadania sprawy właśnie kapitana. Ten najpierw spotyka się ze swoimi kolegami po fachu, którzy przyjmują go z otwartymi ramionami (możliwe więc, że są przedstawicielami służb zaprzyjaźnionego z Polską Ludową kraju), a potem udaje się do szpitala, żeby porozmawiać ze sportowcem. Kazik opowiada mu o swoich podejrzeniach wobec prezesa – o przemycie spirytusu i spotkaniach z tajemniczym mężczyzną ze szramą na twarzy. Przyznaje się również, że kiedy rok temu przez przypadek był świadkiem kłótni między nimi, jej fragment zarejestrował na taśmie magnetofonowej.
Niestety, zabrakło mu wówczas wyobraźni, a może odwagi, by udać się do MO. Inna sprawa, że gdyby tak właśnie zrobił, nie mógłby powstać komiks, albowiem sprawa zostałaby zduszona w zarodku. W każdym razie początkowe niedowierzanie w opowieści sportowca ustępuje z czasem miejsca pewności, że prezes „Korony” ma jakieś grzeszki na sumieniu. Zwłaszcza gdy okazuje się, że po powrocie do Warszawy, korzystając z nieobecności Bujakowskiego, postanowił podstępem dostać się do jego mieszkania. Żbik niebawem wraca z Kazikiem do kraju, ale w tym czasie milicja podejmuje już pewne działania przeciwko wiarołomnemu działaczowi. I wtedy na arenie pojawia się kolejna istotna postać – przybysz z zagranicy, niejaki Damian, który rzuca nowe światło na przeszłość prezesa. Ślad prowadzi zaś w zamierzchłe czasy okupacji hitlerowskiej…
Trylogia Władysława Krupki – po raz kolejny doskonale zilustrowana przez Jerzego Wróblewskiego – utkana jest (a zwłaszcza jej część ostatnia) ze schematów stale obecnych w peerelowskiej propagandowej literaturze milicyjnej. Czarny charakter okazuje się kanalią bez czci i wiary w socjalizm. Nie ma w nim nic dobrego. Skoro dopuszcza się jednego przestępstwa, oznacza, że jest w stanie dopuścić się także innych, nawet najpotworniejszych. W myśl światłej teorii Stanisława Barei: „To pijak! I złodziej! Bo każdy pijak to złodziej!”. Skoro prezes „Korony” przemyca spirytus, jaki to problem dorzucić mu do bogatego curriculum vitae jeszcze zdradę, szpiegostwo, a nawet – tak, tak! – kolaborację (i to najpodlejszego gatunku). Całkiem możliwe, że z takimi sytuacjami spotykano się jeszcze w połowie lat 70., trzydzieści lat po wojnie, ale mało prawdopodobne wydaje się, aby takich ludzi nie miała pod kontrolą Służba Bezpieczeństwa. Wystarczy przywołać przykład Blanki Kaczorowskiej i jej okupacyjnego męża Ludwika Kalksteina (współodpowiedzialnych za wydanie hitlerowcom generała Stefana Roweckiego-Grota, Komendanta Głównego Armii Krajowej), którzy po rozpoznaniu, aresztowaniu i osądzeniu, a następnie wypuszczeniu na wolność byli przez jakiś czas konfidentami SB.
W liście kapitana Żbika do czytelników podjęty zostaje ważki społecznie w tamtym czasie temat tak zwanych „gitowców”, których sam kapitan definiuje w następujący sposób: „To młodzi ludzie, którym nie chce się ani uczyć, ani pracować. Żyją z dnia na dzień, korzystając z cudzej pracy i dorobku. Są ordynarni i bezwzględni w stosunku do otoczenia. Stosują przemoc i siłę głównie wobec młodszych i słabszych od siebie. Aby zdobyć pieniądze, nie cofają się przed najbardziej brutalnymi sposobami. Ofiarami ich padają przede wszystkim dzieci – uczniowie młodszych klas”. Dalej podanych jest kilka przykładów ich „działalności”, wraz z tym najbardziej drastycznym – przyczynieniem się do samobójstwa szkolnego kolegi. Jednocześnie też czytamy: „Ci «silni» i «odważni» młodzieńcy przy zetknięciu z funkcjonariuszami MO tracą nagle całą swoją butę. Starają się robić wrażenie niewiniątek, a za przestępstwa, których dokonali, obwiniają innych, często powołując się na «trudne dzieciństwo»”. Trochę niepokojąco brzmi jednak zakończenie listu: „Tacy «mocni» są zapewne i w waszych środowiskach. Należy ich ujawnić i napiętnować, aby nie ważyli się więcej napastować słabszych i znęcać się nad nimi”.
Idea przyświecająca kapitanowi Żbikowi niby słuszna, ale wezwanie do donosicielstwa, które ma przykryć brak sukcesów milicji w zwalczaniu tej jakże groźnej subkultury – raczej haniebne. Autorzy cyklu wrócili do tego tematu rok później, poświęcając nawet „gitowcom” jeden z zeszytów – „Wyzwanie dla silniejszego”. W stałej rubryce „Za ofiarność i odwagę” przedstawiono kapitana MO Józefa Baczewskiego z Białegostoku, który podczas spędzanego w sierpniu 1973 roku urlopu nad rzeką Netta w Augustowie uratował tonącą pięcioletnią Agnieszkę Sturgulewską. W „Kronice MO” z kolei opisano tworzenie struktur milicyjnych na terenie późniejszego województwa bydgoskiego i w samej Bydgoszczy, który to proces zapoczątkowano od razu po wyzwoleniu tego regionu w styczniu 1945 roku. Najciekawszy w ten notce jest cytat z raportu Pełnomocnika Rządu, w którym czytamy: „Organa milicji powstają szybko, przejawiają aktywność w pilnowaniu porządku i bezpieczeństwa obywateli, zabezpieczają mienie państwowe oraz urzędu administracji, a także ściśle i dobrze współpracują z wojskiem”. Aż dziw, że nie znalazły się wzmianki o bandach i niedobitkach Wehrmachtu i SS czy Gestapo.
koniec
16 kwietnia 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kapitan Żbik: Na dworcach w Poznaniu i Bydgoszczy
Sebastian Chosiński

23 IV 2017

Dotąd przy „Żbikach” Jerzy Wróblewski współpracował tylko z jednym scenarzystą – Władysławem Krupką. Razem stworzyli dwie trzyczęściowe miniserie, które na trwałe zapisały się w pamięci czytelników (zwłaszcza „trylogia harcerska”). Od tego momentu jednak przez ponad rok na biurko mieszkającego w Bydgoszczy grafika trafiały teksty stworzone przez innych autorów. Pierwszym był „Kryptonim Walizka” Zbigniewa Gabińskiego.

więcej »

DC Comics: Minus dziesięć do Punktów Poczytalności
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

22 IV 2017

Opublikowaną w czternastym tomie Wielkiej Kolekcji Komiksów DC Comics historię „Batman: Zagłada Gotham” znałem już z wcześniejszego wydania Egmontu, ale cieszę, że ją przypomniano, bo wciąż robi piorunujące wrażenie.

więcej »

Corto nieuporządkowany
Marcin Osuch

21 IV 2017

Egmont kontynuuje wydawanie cyklu „Corto Maltese”. W marcu czytelnicy otrzymali album „Pod znakiem Koziorożca”, który w Polsce nie był jeszcze publikowany.

więcej »

Polecamy

Przynęta

Kadr, który…:

Przynęta
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Nieco prowokacyjnie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Szaro, ponuro i do domu daleko
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Na straganie w dzień targowy
— Jacek „Korodzik” Dobrzyniecki

Biali nie potrafią skakać
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Demoniczna danina damy w dworku
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Sorry, Winnetou
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

A ja widzę samo lasso!
— Konrad Wągrowski

O jeden most za daleko
— Marcin Osuch

Wszyscy ninja są tacy nerwowi?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zobacz też

Z tego cyklu

Na dworcach w Poznaniu i Bydgoszczy
— Sebastian Chosiński

Spirytus ważniejszy niż złoto
— Sebastian Chosiński

Zanim „narodził” się Waldemar Marszałek
— Sebastian Chosiński

Milicjant – „Rycerz Prawa”
— Sebastian Chosiński

Bo ja jestem, proszę pana, „na zakręcie”…
— Sebastian Chosiński

Pawlik Morozow w wersji light
— Sebastian Chosiński

A Żbika ciągle brak…
— Sebastian Chosiński

Dokonała się rewolucja…
— Sebastian Chosiński

Po nitce do zbrodniarza
— Sebastian Chosiński

Żbik vs. „Kruk”
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Kowboje i obcy
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Marynistyczny komiks płaszcza i szpady
— Sebastian Chosiński

Przez prerię wzdłuż i wszerz
— Sebastian Chosiński

Bandyci w Dolinie Królów
— Sebastian Chosiński

Czy kapitan Żbik miał przyrodniego brata?
— Sebastian Chosiński

Na tropie nazistów
— Sebastian Chosiński

Z Bydgoszczy do serca dżungli
— Sebastian Chosiński

Szwejk Ludowego Wojska Polskiego
— Sebastian Chosiński

Wspominki z Dzikiego Zachodu
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

East Side Story: A Anna Karenina żyła długo i szczęśliwie…
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Berlin Wschodni to dobre miejsce na schadzkę
— Sebastian Chosiński

Łotrzykowska ballada bez happy endu
— Sebastian Chosiński

Wizja lokalna
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
— Sebastian Chosiński

Za dużo kalkulacji
— Sebastian Chosiński

Nie ten człowiek!
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Niebiański pogrzeb w świetle księżyca
— Sebastian Chosiński

East Side Story: „Woschod 2” jak „Apollo 13”
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Braterska miłość za „żelazną kurtyną”
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.