Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Kapitan Żbik: „Zeppelin” pod Warszawą

Esensja.pl
Esensja.pl
„SP-139-WA zaginął!” to chyba najbardziej „rozgadany” zeszyt z przygodami kapitana Żbika. Dialogi dominują tu zdecydowanie nad stroną graficzną, na dodatek fabularnie też dzieje się sporo. Utrudnia to oczywiście odbiór komiksu, ale nie obniża jego oceny. Wręcz przeciwnie, raczej rodzi żal, że wydawcy nie zdecydowali się opowiedzieć tej historii w dwóch – albo i nawet trzech – częściach.

Jerzy Bednarczyk, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #38: SP-139-WA zaginął!›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #38: SP-139-WA zaginął!
Scenariusz
Data wydania1975
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Dla scenarzysty Jerzego Bednarczyka było to drugie podejście do kapitana Żbika; wcześniej do spółki z pułkownikiem MO Zbigniewem Gabińskim stworzył jeden z najlepszych zeszytów w całej serii, czyli „Skodę TW 6163” (1973). Nad „SP-139-WA zaginął!” pracował już samodzielnie. Przypomnijmy: Bednarczyk był znany już wówczas jako reżyser filmów dokumentalnych oraz (współ)scenarzysta kilku fabuł wojenno-sensacyjnych; wiedział więc, jak konstruować narrację w taki sposób, aby zaciekawić widza. Co sprawdziło się także w przypadku komiksu. Tym bardziej że, choć akcja działa się oczywiście współcześnie (to jest w połowie lat 70. XX wieku), autor zahaczył również o bliski mu okres drugiej wojny światowej. Przywołał bowiem niezwykle interesujący epizod, który powszechnie znany stał się dopiero przed dekadą za sprawą nagrodzonego Oscarem dramatu „Fałszerze” Austriaka Stefana Ruzowitzky’ego.
A wszystko zaczyna się bardzo niewinnie. Trzej chłopcy – Emil, Piotr i Marek – są zapalonymi modelarzami; popołudniami, po lekcjach, uczęszczają na zajęcia do pracowni modelarskiej w Pałacu Młodzieży (będącym częścią Pałacu Kultury i Nauki). Budują zdalnie sterowany samolot, z którym za kilka dni mają wziąć udział w zawodach. Kiedy wychodzą do domu, jest już późno. Jeden z chłopców, który rozdzielił się od kolegów, zostaje zaatakowany na ulicy przez chuliganów; chcą od niego pieniędzy na alkohol. Zaalarmowani jego wołaniem, przybiegają dwaj pozostali, pojawia się też – idealnie w punkt – milicyjna nyska. W efekcie opryszkowie, nie chcąc wylądować w „pace”, rozbiegają się. Ale jeszcze wrócą! Tymczasem następnego dnia młodzi konstruktorzy wybierają się ze swoim instruktorem, panem Władysławem, za miasto, aby wypróbować samolot. Niestety, pogoda jest wyjątkowo niesprzyjająca; z pietyzmem budowany model ginie w śnieżnej chmurze i nie sposób go odnaleźć.
Za radą instruktora nastolatkowie zamieszczają ogłoszenie w gazecie. Co przynosi pożądany skutek. Po dwóch dniach do Emila dzwoni mieszkający pod Warszawą Franek, który zauważył samolot zahaczony o barkę stojącą na zamarzniętym Zalewie Zegrzyńskim. Emil postanawia nie zwlekać i jedzie po model wcześnie rano, jeszcze przed lekcjami. Na wskazany przez Franka stateczek dostaje się po lodzie. Jakież więc jest zdziwienie chłopca spod Warszawy, kiedy po południu widzi, że samolot tkwi wciąż w tym samym miejscu. Na szczęście dostał od przyjezdnego numer telefonu do Marka i teraz natychmiast go zawiadamia. Parę godzin później cała trójka – Marek, Piotr i Franek – dostaje się na barkę i… uwalnia zamkniętego w jednej z kajut Emila, który opowiada im, co się stało. Że został złapany przez wyjątkowo podejrzanych mężczyzn. Zdziwienie chłopca jest jeszcze większe, kiedy znajduje niezwykle cenny, wydrukowany w 1906 roku, znaczek pocztowy. To „Zeppelin”, którego wartość sięga nawet tysiąca dolarów (według przelicznika sprzed czterdziestu lat!).
Chłopcy – uświadomieni lekturą wcześniejszych zeszytów o przygodach Żbika – nie zwlekają z powiadomieniem milicji. Sprawa trafia na biurko samego kapitana, który zarządza oględziny barki. Bandytów wprawdzie już tam nie ma, ale pozostawili po sobie masę śladów, w tym resztki farby drukarskiej, jaka używana była na terenie Niemiec przed wojną. Podejrzenie, że przestępcy „produkowali” fałszywe znaczki pocztowe nasuwa się więc samo. Ale skąd mają odpowiedni materiał? Skąd tak specyficzne umiejętności? Odpowiedzi na te pytania można zdobyć tylko, zagłębiając się w przeszłość. Choć z pomocą przychodzi też zwykłe szczęście. Milicjantom udaje się bowiem zatrzymać w Warszawie niejakiego „Kawkę”, uciekiniera z poprawczaka – jednego z tych, którzy zaczepili młodego modelarza przed PKiN-em, który obecny był także na barce, kiedy przetrzymywano tam Emila. Teraz wystarczy już tylko po nitce do kłębka dotrzeć do pozostałych.
Nie jest to jednak wcale takie proste. Wymaga od kapitana Żbika wielu zabiegów, w które funkcjonariusz MO wciąga też młodziutkiego Emila – wszak chłopiec jest jedyną osobą, która widziała twarze pozostałych z poszukiwanych przestępców. Rysownik Jerzy Wróblewski nie miał tym razem prostego zadania. Musiał uporać się z masą tekstu, na dodatek mając do dyspozycji zaledwie trzydzieści jeden plansz. A „mięsa fabularnego” starczyłoby spokojnie na dwa, nawet trzy zeszyty. I trochę szkoda, że wydawcy nie zdecydowali się na rozbicie tej opowieści na więcej odcinków. Wyszłoby to na dobre także czytelnikom. Historia zyskałaby więcej oddechu; byłoby też miejsce, aby rozbudować kilka interesujących wątków pobocznych, zwłaszcza zaś tego, który nawiązywał do drugiej wojny światowej i słynnej akcji o kryptonimie Bernhard, polegającej na fałszowaniu przez więźniów obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen brytyjskich funtów i amerykańskich dolarów. A tak zabrakło miejsca, tym bardziej że Bednarczyk nie ograniczał swej wyobraźni i oddał w ręce grafika opowieść z dużym rozmachem.
Temu zeszytowi towarzyszyły aż cztery dodatki. Najmniej interesujący był „list kapitana Żbika”, w którym bohater komiksu po raz kolejny – wcześniej zrobił to już w „Niewygodnym świadku” (1973) – zachęcał młodzież do wstępowania w szeregi Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa. Tym razem jednak rozpisał się na dobre, bardzo szczegółowo wyjaśniając, jakie towarzyszą temu obostrzenia i jakie należy spełnić kryteria. W rubryce „Nauka i technika w służbie MO” przybliżono czytelnikom wykorzystanie przez funkcjonariuszy mikroskopów elektronowych. To musiało robić w 1975 roku wrażenie, zwłaszcza że – jak napisano – „obecnie buduje się już wysokonapięciowe mikroskopy elektronowe dające powiększenie rzędu 100.000 razy”. Ufff! Pod takim mikroskopem zobaczyć można dosłownie wszystko. Bohaterem historii przedstawionej w „Za ofiarność i odwagę” był tym razem Mieczysław Cybula, sierżant MO z Brzeska, który 12 lutego 1972 roku uratował z pożaru, który był skutkiem wybuchu gazu ulatniającego się z kuchenki, pięćdziesięcioletnią Kazimierę Orlińską i jej matkę. Z kolei w „Kronice MO” przedstawiono wydarzenia, jakie miały miejsce zimą i wiosną 1945 roku na Opolszczyźnie. Chodziło oczywiście o tworzenie struktur MO w tym regionie oraz o walkę z niedobitkami wehrmachtowskimi i gestapowskimi, jak również z polskim reakcyjnym podziemiem. Dziwić może tylko – z perspektywy czasu – wtręt o wyzwoleniu Opola po „wielowiekowej niewoli”. Cóż, na tym właśnie polegała propaganda – robieniu wody z mózgu.
koniec
7 maja 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

W strugach deszczu
Sebastian Chosiński

24 VII 2017

W „Czerwonym niebie nad Laramie” Red Dust rozprawił się z niezwykle groźnym bandytą. Nie czekały go jednak za to fanfary ani ordery. Cena, jaką musiał zapłacić za przywiązanie do sprawiedliwości, okazała się bardzo wysoka. Od tego zaczyna się piąty tom serii „Comanche” – „Mroczna pustynia”. A potem jest tylko ciężej.

więcej »

Kapitan Żbik: Z Bratysławy do Budapesztu
Sebastian Chosiński

23 VII 2017

Rok musieli czekać wielbiciele kapitana – a w zasadzie już majora – Żbika na kontynuację intrygi zapoczątkowanej „Granatową cortiną”. Wielu z nich zdążyło zapewne w tym czasie zapomnieć, o co w ogóle chodziło. Najważniejsze jednak, że chociaż z dużym poślizgiem, „Skok przez trzy granice” w końcu się ukazał. Szkoda, że na tle wielu innych „kolorowych zeszytów” serii prezentował się słabo.

więcej »

Marvel: Dwie twarze X-Men
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

22 VII 2017

Byli Avengers, była Fantastyczna Czwórka, przyszedł czas na X-Men. Dwunasty tom kolekcji Superbohaterowie Marvela poświęcony jest właśnie mutantom.

więcej »

Polecamy

Zaproszenie do jamy

Kadr, który…:

Zaproszenie do jamy
— Wojciech Gołąbowski

Samotni
— Wojciech Gołąbowski

Vahanara!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wymarsz o świcie
— Wojciech Gołąbowski

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Z Bratysławy do Budapesztu
— Sebastian Chosiński

Niespodziewany awans i afera „Żelazo”
— Sebastian Chosiński

Skok na radziecką rybę
— Sebastian Chosiński

Tarzan w leśnej kniei
— Sebastian Chosiński

Nadzorca z trzeciego planu
— Sebastian Chosiński

Syn i córka leśnika
— Sebastian Chosiński

„Polska ma wspaniałych milicjantów!”
— Sebastian Chosiński

Nie straszni nam szpiedzy z Zachodu!
— Sebastian Chosiński

Genialny wynalazca kontra chciwi kapitaliści
— Sebastian Chosiński

Oj, ten niedobry Zdzisiek!
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

O kowboju, co kulom się nie kłaniał
— Sebastian Chosiński

Kowboje i obcy
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Marynistyczny komiks płaszcza i szpady
— Sebastian Chosiński

Przez prerię wzdłuż i wszerz
— Sebastian Chosiński

Bandyci w Dolinie Królów
— Sebastian Chosiński

Czy kapitan Żbik miał przyrodniego brata?
— Sebastian Chosiński

Na tropie nazistów
— Sebastian Chosiński

Z Bydgoszczy do serca dżungli
— Sebastian Chosiński

Szwejk Ludowego Wojska Polskiego
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

W strugach deszczu
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Aurora – dwie śpiące królewny
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Lipiec 2017 (2)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz

Non omnis moriar: Lata mijają, świat wciąż pozostaje „dziwny”
— Sebastian Chosiński

Prostaczek na miarę swoich czasów
— Sebastian Chosiński

Bo zło powinno zostać ukarane…
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

Jazz w cieniu Holokaustu
— Sebastian Chosiński

Zrodziło go Piekło
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.